moja jesień gra bossanovą...
RSS
wtorek, 31 stycznia 2006
za 5 minut jutro
za 5 minut jutro
a jutro:
-nie zaśpię i pojadę do pracy samochodem ORAZ wstanę wystarczająco wcześnie,zeby zrobic oko jak trzeba i włosy też,póki ich nie zetnę bezlitośnie
-nie będę miała rano zebrania z Odgórnym i sie nie wkurzę na początek dnia
-jeśli jakiś wredny babiszon znów mi powie to co dziś(!!!nie powtórzę bo mnie szlag trafił) , to zachowam olimpijski spokój
-nie pozwolę na siebie nakrzyczeć pacjentowi,w razie czego muszę sobie przypomnieć,ze kiedys omalże nie zostałam sopranem ;) i głos mam nośny nadal oraz RÓWNIEŻ ;)
-wszędzie zdążę
-baterie podładowałam juz dzis na jutro powinno byc w sam raz
-zorientuję się co w sprawie tej pracy
-nie będę obciążać siebie za to,co nie wyszło. Bo doskonale wiem,jak jest.

I to by było na tyle -jak mawiał prof.Jan Tadeusz Stanisławski
...no poza tym,że raptem Putin zakochał się znów w Polsce
a w TV leci "Wystarczy być" wg Jerzego Kosińskiego ze wspaniałą obsadą.
Oglądałam ten film dawno temu,ale nadal mi się podoba. Tyle,że"dawno temu" nie wiedziałam, że Ogrodnicka gra "Różowa Pantera" ;)


23:55, surfinia
Link Komentarze (3) »
pod psem
Dzień pod psem, a nawet pod dwoma (nie obrażając psów) , a jeszcze się nie skończył.
Szaroburość.
Zaspałam więc musiałam tłuc się autobusem , a nie jechać samochodem.
Na porannym zebraniu ciagle tylko słyszałam :"nie ma", "nie ma", "nie ma".
Jak należy się spodziewać chodziło o pieniądze na funkcjonowanie placówki. Częśc tylko dotyczy tego miejsca ,gdzie ja pracuję, ale generalnie wszsytko jest bardzo przygnębiające.
Decydujący o przydziale funduszy chcieliby, aby było zrobione jak najwięcej za minimum.
Ale cuda zdarzają sie rzadko...
Na moje uwagi zgłaszane po raz 1763928 w przeciągu ostatnich 2 lat : duże oczy, że to niby "nowość" i że "przedyskutujemy" :/ . Niezła taktyka...zamykająca usta.
Babiszony już po powrocie z zebrania uznały, że koniecznie właśnie dziś muszą podzielić się ze mną swoją frustracją. Co spowodowało niebagatelną frustrację mą, ale im zapewne ulżyło. Ktoś musi się frustrować,żeby wolnym od trosk mógł być inny ktoś ;)
Pacjent zrobił mi awanturę aż się stropy trzęsły . Potem mu przeszło, ale zaczęlo trząść mnie wewnętrznie,bo przecież zewnętrznie nie pokażę, o nie.
Nie zdążyłam w jedno miejsce, bo..nie zdążyłam. Ledwie też zdązyłam w inne miejsce. Ale zdązyłam;)
Włosy mi elektryzują i czuję się jak Hatifnat. A na fryzjera mam czas dopiero w sobotę.
Nadal nie wiem,co mam odpowiedzieć na propozycję współpracy ale jakoś mi się wydaje,że to nie dla mnie.
Poza tym- trochę niefajne myślę o sobie i jeszcze o kimś. Dla innych mam dużo tolerancji (dla siebie mało za to) ale no ..tym razem nie mogę . Bateria od aureoli się wyczerpała.
I to mi psuje humor jeszcze bardziej, ale koniec kropka-nie będę o tym myśleć.
Przyplątał mi sia ponadto jakis paskudny kaszel .
A teraz mamy godz 15.45 i ja czekam na dalszy ciąg dnia.
Mam nadzieję, że "dalej" to już będzie trochę spokojniej i jaśniej.Choćby od żarówek...

Ale tak w ogóle to jestem na etapie chęci zrobienia sobie ( jednak) krótkiej lub dłuższej przerwy w wirtualnym bytowaniu TU , bo właściwie w niewielu miejscach w sieci bywam-
ot , jeszcze na jednej dawniej ulubionej stronie (nadal ją lubię ale to już nie to) , zaglądam też do swoich skrzynek pocztowych.
A ponieważ dziś mam nastrój chmurny...więc nie wiem niczego  NA PEWNO.

15:45, surfinia
Link Komentarze (19) »
Są takie miejsca, które się opuszcza z żalem.
Wcale sie tego nie chce,ale trzeba
nie,nie to nie preludium do mojego odejścia stąd,bo jeszcze nie czuje takiej woli;)
Tak mi sie nasunęło,że...czasami trzeba odejść z miejsca,które się pokochało lub polubiło -może dzięki ludziom w tym miejscu będących , tak-na pewno przez ludzi i specyficzne związki z nimi.
Kilka takich "odejść" (nie mylic z "odjazdem;) w życiu miałam , choć nieliczne. Bo nie lubię i przeżywam. I unikam .
Przedostatnie, o którym pamiętam to kiedy opuszczałam ukochaną stadninę koni -kończyły się wakacje...wyłam jak potępieniec. I za ludźmi i za końmi - zwłaszcza za tym , który potraktował mnie niemiłosiernie i złamał mi jeden krąg w kręgosłupie;)
Potem do jazdy konnej juz nie wróciłam.

A ostatnie takie miejsce to była moja pierwsza praca w przychodni,wiele się tam nauczyłam i zawiązałam znajomości,które kultywuję przez kilkanaście lat. Ja moge liczyc na nich, oni na mnie. Na tyle na ile jest to możliwe.
Przywiązuję się do miejsc i do ludzi.
I cierpię kiedy muszę im powiedzieć :"cześć , znikam".
Ale nigdy nie odchodzę bez pożegnania.


00:15, surfinia
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 30 stycznia 2006
dwie
"I tych dwoje nad dwiema ,co też są lecz ich nie ma..."

1. właśnie ktoś znów zaproponował mi  pewną formę współpracy . Czuję sie oczywiście..wyróżniona, doskonale sobie jednak  zdaję sprawę , że na to nie zasługuję ;)
i nie jestem pewna czy udźwignę odpowiedzialność. Tzn.nie wiem czy jest sens w to się pakować,bo jak powiem "tak" -to jak z "tak" przy ołtarzu-cięzko będzie umowę rozwiązać. Muszę się zastanowić. Z jednej strony chęć jest, z drugiej strony -obawa jednak.
No nic. Się przemyśli.

2. Rachunek za telefon komórkowy "znów za duży" i "przyniosę billing,żebyś widziała,że naprawdę przesadzasz"
Hm.Tylko ile sie wydaje na narty czy inne przyjemnosci to się nie widzi.A ile ja wydaję na telefon komórkowy to jak najbardziej. I się wytyka.
To tak jak z przysłowiową belką we własnym oku,której sie nie widzi, a igłę w cudzym -to się zobaczy w mig. No chyba jestem w związku z tym wkurzona nieco.



15:31, surfinia
Link Komentarze (10) »
niedziela, 29 stycznia 2006
ech...nie musieć...
Marzę o tym , żeby przez kilka dni NIC nie musieć...robić TYLKO TO , na co mam ochotę. Niedługo - 3 - 4 dni...żeby zobaczyć jak to jest i czy to w ogóle jest możliwe?
Kierować sie tylko i wyłącznie potrzebą chwili, nie być ciągle "na cenzurowanym", zostawić w cholerę gary, pranie, sprzątanie, sprawy innych ( o, takie pretensje też: "dlaczego mi nie przypomniałaś????!) i pracę zawodową. Zająć się wyłącznie tym co JA lubię i czego JA potrzebuję.
Móc pokrzyczeć pod mostem jak Liza Minelli w " Kabarecie" - i żeby nikt nie powiedział ,
że "wariatka".

Usiąść na plaży w ciepły wieczór , nigdzie się nie spieszyć i patrzeć jak zachodzi słońce.
Oprzeć się plecami o plecy albo ramieniem o ramię i pomilczeć. Tak po prostu.
Zjeść kolację, którą nie ja przygotowałabym. Z widokiem na morze albo góry...nie,tym razem na morze.
...Z różą przy talerzu. Albo innym chabaziem.
W takiej scenerii mogłabym zjeść nawet gotowane sznurowadło albo potrawkę z biedronek - i byłabym szczęśliwa.
Głupie? Przesłodzone? a niech tam. Takietam..."idiotyczne"(???) marzenia Matki-Polki ;)
Nie czytuję Harlequinów zaznaczam. Samo mi tak przyszło do głowy ...
.............................................................................................................
a jutro i tak poniedziałek , zaczyna się tygodniowa gonitwa o...obłęd chyba ;)
A Nibylandia? musi poczekać az ją kiedyś...może ...odnajdę?
23:17, surfinia
Link Komentarze (10) »
sobota, 28 stycznia 2006
trudno przejść obojętnie
Trudno przejść obojętnie do porządku dziennego nad nieszczęściem takim jak w Chorzowe. Ale siedząc wygodnie w swoim własnym domu można najwyżej się zasmucić i współczuć... i jak w takich przypadkach znów dojść do wniosku, iż mieliśmy dużo szczęscia , że właśnie tam wtedy nas nie było...
Straszne to. Jestem też pod wrażeniem całej akcji-bo wygląda na to,że jak na te cięzkie warunki przygotowana jest doskonale...może właśnie dzięki temu znanemu na świecie profesjonalizmowi naszych ratowników- zginie mniej osób niż mogłoby zginąć. Oby.
Takie wypadki jak dziś, ale i wypadki moich przyjaciół czy znajomych, mój własny wypadek samochodowy-z którego dziwnym trafem wyszłam prawie bez szwanku-
uświadamiają mi (zresztą mam wrażenie że tak ma większość) , że trzeba się cieszyć każdym dniem. Bo za czymś gonimy, gromadzimy ,  zabiegamy...a tu nagle może w jednej chwili dopać nas ...fatum. I cyk-po nas. Albo jeśli jeszcze "jesteśmy" to tak wiele spraw przestaje mieć znaczenie...
Współczuję tym, którzy niespodziewanie dostają TEN telefon - z którego wynika,że nigdy  już nie zobaczą i nie usłyszą bliskiej sercu osoby...i że nawet nie będą mieli mozliwości, by się pożegnać...
Sama boję się takich wiadomości, ale boję się też, że ktoś kiedyś ...a mnie nikt o tym nie zawiadomi...

23:03, surfinia
Link Komentarze (6) »
A Pani czeka


Czekam na ważny dla mnie list od...pewnego czasu. Pewnie...nie przyjdzie,tak to z bardzo oczekiwanymi listami bywa. Przynajmniej w moim przypadku
No nic:zaczynamy zaklinanie: poczto,poczto przynieś list, dam ci sera na pierogi... yyyy???? właściwie pasuje...bo poczta -wirtualna czy inna często działa jak...ślimak ;)
Moja mama dostala kiedys kartkę znad polskiego morza po 4 latach, kiedy nadawcy już nie było wśród żywych. Mój znajomy dostał kartkę bożonarodzeniową w okolicach Wielkanocy, ale on mieszka w Stanach, wiec może to się nie liczy ?:)
Ops, ten "mój" ślimak zdechł zapewne już dawno więc JAK ma przynieśc cokolwiek?
20:07, surfinia
Link Komentarze (11) »
pierogi
Znalazłam jagody w zamrażarce, wsadziłam je tam jeszcze latem-"na kiedyś".
A więc pierogi z jagodami. Wielki Byk (czytaj:dzieciąteczko;) będzie marudził,że "nie konkrety"jak wróci z treningu.
A mnie się zamarzyły takie właśnie -składające się z ciasta,jagód i... serca, wspomnień wiosenno-letnich , wreszcie fantazji -bo do klejenia pierogów fantazji trzeba. Przynajmniej mnie.
...Polane śmietaną z odrobiną cukru i cynamonem.
Ja dziś między snem a dniem-poruszam się w jakiejś "mgle". Może to ciśnienie niskie, ileż można kaw wypić? Widziałam nawet jakiś cień za moimi plecami,nawet chyba tchnienie poczułam...obróciłam sie i nikogo nie było.

...A więc pierogi...
Już mam fioletowe paznokcie i opuszki,co mi wczoraj tak zmarzły.
Czy dama moze mieć zafarbowane jagodami paznokcie??? na pewno jest to niedopuszczalne ;) Ja dopuściłam,ale jaka tam ze mnie...dama .
...A więc pierogi z jagodami...wspomnienie lata,którego początek dobry był i wiele dobrego zapowiadał a końcówka ...końcówka była zupełnie inna :(

A teraz... sok zafarbował mi nie tylko palce ale i drewniany blat "do pierogów" i innych ciast. Nie da rady (narazie) usunąć śladów jagodowej krwi.
Gdzie to ja śpiewałam "my jesteśmy jagódki,czarne jagódki"?
Jakoś w listopadzie, kiedy w górach znalazłam z koleżanką wielkie połacie zmrożonych jagód...wypaćkałyśmy sie jak małe dzieci :)



15:46, surfinia
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 stycznia 2006
z powodem i bez
Krótko : w sumie natchnął mnie wątek u Zaboćka,do którego zaglądam czasem, ale nie za często bo za pięknie pisze i wpadam w kompleksy;)
Nie będę streszczać co on tam napisał,ale w nawiązaniu bardzo mi pasuje
jeden z wierszy Szymborskiej, za którą nie przepadam zbytnio(choć szanuję ;)
ale ...chyba tak musiało być, że sobie ten wiersz przypomniałam i jeszcze zajrzałam gdzie trzeba,żeby sprawdzić czy aby na pewno dobrze pamietam (no-zapomniałam to i owo;)
nwiązanie nawiązaniem, a kawałek tego wiersza jakże koresponduje z tym co mam w głowie przedwczoraj, wczoraj i dziś ale skłamałabym,gdybym powiedziała,że nie dużo dłużej...
I ze specjalną dedykacją dla kilku osób ( one będą wiedziały o co chodzi)
i dla mnie samej , heeeeej, Wisławo, czyń są powinność...(skrótowo -bo chodzi mi o tę jedną zwrotkę,choc reszta wiersza też piękna

czemu ty się zła godzino
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
jesteś- a więc musisz minąć
miniesz- a więc to jest piękne


A w ogóle to wierszy więcej czytać trzeba.Dziś ze wstydem-zdziwieniem? stwierdziałam,ze chyba się w tym zaniedbałam. Proza życia wygania z nas poezję i bardzo wiele piękna.


20:33, surfinia
Link Komentarze (9) »
takietam
Ja tam wiem , że jak o się ciskam i wściekam oraz trzaskam słuchawką , po tym jak zjadliwie coś do niej powiem temu,któremu się (oczywiście)  należy (to się rzadko zdarza,ale jednak:/ - to musi coś wisieć w powietrzu;)
albo znowu są wybuchy na słońcu(burze magnetyczne czy inne erupcje). Ewentualnie: "panie ,to wszystko przez te atomy"-jak mawiał jakiś satyryk chyba , ale nie pamiętam który.
Szukałam który to tak mądrze stwierdził , i nie znalazłam, ale za to trafiłam na tyle ciekawych wątków na tematy różne-  filozoficzne i nie tylko... , że zż  sobie westchnęłam: "ech, mądrą być..."
Nie tam jakimś "łabędziem być" ale właśnie to co powyżej...
No ale -ja sobie przynajmniej zdaję sprawę , że czasem zachowuję się głupio ,impulsywnie albo -  że mam braki w tak wielu dziedzinach, w których wcale nie chciałabym braków mieć.
Ale może jestem mądrzejsza od niektórych naszych polityków,którzy robią kompromitujący cyrk z pełnym przekonaniem o swej mądrości i nieomylności.
Ciekawe, jak to jest-spać snem "sprawiedliwego" budzić się rano i wiedzieć plugawą, bezczelną gębę w lustrze...
 

17:31, surfinia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 stycznia 2006
podejrzewam...
Podejrzewam, że na czwarte "tajne" imie ktoś dał mi :"Feniks" lub też "Kawałek Feniksa" -ale ten ważny kawałek, który odpowiedzialny jest za to przysłowiowe odradzanie się z popiołów ;) czyli-że choćbym się czuła jakby mnie nie było (bo cośtam pieprznęło we mnie jak jakiś nie przymierzając- granat) to i tak powolutku , powolutku okazuje się, że o dziwo : JESTEM
I nawet się w lustrze odbijam... ;)
Mniej patetycznie to ewentualne na to czwarte"tajne" imię mogłabym mieć:
"Dżdżownica"(nie mylić z glistą!:) bo dżdżownicy jak się coś oderwie,to "gadzina" sobie ten kawałek odtworzy. Taka sprytna jej budowa i zdolność...
Nie mam ku temu żadnych racjonalnych podstaw, ale wiem-znaczy raczej:czuję, że gra jeszcze nie jest skończona i jakoś dobrze będzie.
Po prostu nie można siedzieć i czekać bóg wie na co.Od siedzenia tylko tyłek się odgniata. Lepiej ruszyć 4 litery i spróbować coś ustalić jeśli sie nie da uratować. A ja sie ustali,to czasem coś sie wymyśli...




19:33, surfinia
Link Komentarze (6) »
środa, 25 stycznia 2006
nie ma jak otucha :>
"bo ty się zawsze porywasz na przedsięwzięcia Z GÓRY SKAZANE na fiasko"

 &%@!#*&^$#@&%#@   tak "to" sie pisze? bo czyta się...soczyście oczywiście

Jasne: bo najlepiej siedzieć na krześle ,popierdywać  rytmicznie albo nierytmicznie i  krytykować. Oraz podsumowywać.
Lalalala
Poszłam do kuchni bezkarnie potrzaskać garami .
     
;)


19:41, surfinia
Link Komentarze (13) »
wtorek, 24 stycznia 2006
symbolicznie
Za oknem nagle mroźna mgła zacierająca zarysy bardziej odległych obiektów,
mniej więcej tak wygląda w mojej głowie.
Na szczęście wiem  ,że mgły- te z zewnątrz i te z wewnątrz- to zjawislo przejściowe.
Resztki bałwana pod oknem - ktoś (człowiek pewnie) pozbawił go głowy, zostawiając korpus , też  sfatygowany jakiś. No to mniej więcej ...też jak ja ;)
Ale...
na śniegu tuż pod balkonem 3 śłady małych kopytek
niepodobnych do niczego. Czort czy Jednorożec?
...Jednorożec. Na pewno Jednorożec...



16:49, surfinia
Link Komentarze (12) »
mniej niż...zero:/
To , że mróz jak na Syberii to mały pikuś. I nie o tym będzie.
Właśnie się dowiedziałam,że sprawa ,która zaprzątała mnie od dawna , wymagała wiele pracy kilku osób - w tym mnie -jakimś dziwnym trafem...nie wypali :( Duże przedsięwzięcie , miał to być spektakularny sukces...
A jest...kicha. Wydawało się,że przygotowane to było na tyle dobrze, iż nie da rady się przyczepić. Ale"mści się" moje motto,że "nie ma rzeczy niemożliwych",
Ktoś jedną decyzją przekreślił efekty pracy kilku osób i nadzieje wielu.
Każdy potrzebuje sukcesu raz na jakiś czas, zwłaszcza jesli na niego cierpliwie pracował podczas gdy inni patrzyli , mieli wątpliwości i krytykowali. Ja cały czas miałam nadzieję ,ba...chyba za szybko odtrąbiłam zwycięstwo. Nie wolno się spieszyć.
Teraz raptem ...zabrakło mi "pary" -jak starej zużytej lokomotywie.
Nie bardzo mam siłę pozytywnie myśleć , a tym bardziej robić dobrą  minę do złej gry.  Najgorsze,że jeszcze nie wiem na czym ta ważna sprawa padła.
Usiłuję znaleźć jakieś choćby mikroskopijne światełko albo malutkie podparcie, o które mogłabym się zaczepić choćby paznokciem. Niczego takiego nie znajduje:/ ale będę szukać . Będę szukać aż znajdę , bo jakiś pozytyw w tej sytuacji MUSI gdzieś być.


14:41, surfinia
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 23 stycznia 2006
;)
Młodemu paruje mózg i włosy stoją dęba, bo usiłuje nauczyć się całek.
Ja -kiedy tylko zobaczyłam te "robaczki" w jego zeszycie-poczułam sie nieco...słabo. Matematyka to dla mnie czeski film,albo gorzej,bo czeskie filmy zwykle są zabawne a matematyka nie bawi mnie ani trochę. Wzbudza mój respekt, a dawniej była koszmarem.
- Wyglądasz jak młody Einstein :)
- i tak jak on HARUJĘ
- ale Einstein ponoć nie harował, po prostu geniuszem był i już
- a może był kosmitą...
- no może, w końcu tyle rzeczy wymyśłił nad którymi  ciągle ludzie sie głowią
   a jak już  zastosują to strach ;)  pamietasz jak ci opowiadałam o eksperymencie filadelfijskim? ( parę lat temu na wakacjach opowiadałam o tym chłopakom , mieli oczy jak spodki...)
 

Lubię te nasze przekomarzanki. Nie dałam sobie wytłumaczyć tylko jakiegoś tam prawa czy prawidłowości matematycznej,bo to jak rzucanie pereł przed nierogaciznę;)
A fryzura mojego syna jest w istocie odlotowa, w tym sensie,że wydaje się iż za chwilę te włosy odlecą ku górze. Efekt parowania mózgu z powodów naukowych... a niektórzy chodzą do stylistów by taki efekt osiągnąć
Wystarczyłoby się zacząć matematyki uczyć...:)


23:30, surfinia
Link Komentarze (6) »
najgorszy?
Jacyś naukowcy stwierdzili ponoć,że dziś ma być najgorszy dzień w roku.
Dla wszystkich. Nie wiem na jakiej podstawie (no pewnie jakiejś...naukowej ale to niekoniecznie musi być ..udana podstawa ;)
To tak jak z tym "najszczęśliwszym dniem w roku",który w zeszłym roku był dla mnie dośc paskudny.
A ten dzisiejszy? Całkiem miły.Nawet powiedziałabym: udany...aczkolwiek mądrzy ludzie mawiają: "nie chwal dnia przed zachodem". Tyle ,że zachód JUŻ był, więc mogę chwalić.

- Po wczorajszych dziwnych nastrojach prawie nie zostało śladu

- "Odgórny" nie powiedział,że go nie ma i nawet przyjął łaskawie. O podwyżce wprawdzie nie wspomniał, ale nie mówił "nie" więc znaczy: myśli o tym (może)
Ale spotkanie było i tak na inny temat, trudno było podczepiać swoje, jednostkowe sprawy

-pacjenci jacyś spokojniejsi- pewnie zadowoleni w sumie,że nie zamarzają mimo niskich temperatur

-postanowiłam po wyjściu z pracy zrobić sobie spacer. Noooo ,daleko nie zaszłam bo zmarzłam. Ale zmarzłam "sprytnie" bo pod sklepem z fajnymi kieckami. I raptem okazało się,że tam jest kolosalna obniżka :)
Ledwie weszłam a w oczy rzuciła mi się bardzo ładna spódnica w bardzo umiarkowanej cenie. JEDEN JEDYNY egzemplarz został. Czekał na mnie:D

-przez to mierzenie spódnicy lekko spóżniłam się na autobus- kierowca już zamknął i ruszył. Miałam do wyboru : stać 20 min czekając na następny albo wziąć taksówkę. Ale stał się cud -kierowca zatrzymał autobus i wpuścił mnie do środka

-wszsytko dziś idzie sprawnie ,jak po maśle,a przede mną perspektywa spokojnego wieczoru w cieple

TO CZY MOGĘ ZGRZESZYĆ STWIERDZENIEM,że to zły dzień?
ani mi sie sni.
Chociaż nie jest tak złociście,jakby sie mogło wydawać po entuzjazmie powyżej.
Jest pewien cień , ale postanowiłam go ignorować .  Musze być otymistką i nie będę wywlekać.
Tak sobie zaplanowałam.





18:57, surfinia
Link Komentarze (2) »
pochwała barchanów;)
W pracy dziś było wesoło,bo wszyscy licytowali się kto na siebie dziś rano więcej założył (-24 stopnie!) i nawet były prezentacje ! :D oczywiście w granicach możliwości,bo zimno było nawet w budynku , więc niemożliwe było ściąganie z siebie czegokolwiek.
Ja dziś nosiłam np.grube rajty , które kompletnie się nie komponowały z klapkami na obcasie:) Ale trudno: elegancja dziś "poszła precz" -najważniejsze było,żeby było ciepło i żeby sie nie przeziębić.
Jak zwykle w cięższych warunkach- w ludziach się paradoksalnie wyzwala dobry humor :) A może to z powodu wysokiego ciśnienia atmosferycznego.
Albo i z tego powodu i z tego.
Pamietam jak było w czasie powodzi we Wrocławiu w 1997 roku - mimo naprawdę ciężkich warunków ludzie radzili sobie doskonale. Brakowało wody pitnej i do mycia - a jednak kobitki prawie wszystkie (!) miały pięknie umyte i ułożone włosy i pachniały mydłem, a jednym z tematów spotkań towarzyskich było: "gdzie myłaś czy gdzie będziesz myła dziś włosy" :) to tylko taki przykład oczywiście.
No a dziś za to ludzie czuli się jak Eskimosi.



18:36, surfinia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2006
zbiegi okoliczności
Zbiegi okoliczności bywają miłe lub niemiłe jak wiadomo.
Cały czas mam wrażenie , że takie zbiegi okoliczności są sterowane i służą czemuś. Nie wiadomo dlaczego akurat w danym momencie przyjdzie do głowy zrobic coś , co do takiego zbiegu okolicznosci prowadzi.
Np.udajesz się gdzieś choć miałeś sie iść gdzie indziej albo inną drogą. Raptem świta ci w głowie myśl , że właściwie -dlaczego nie zrobic tak , jak masz ochotę. Czyli inaczej,albo zupełnie na wspak.
Spotykasz kogoś,choć na 150 procent ten ktoś powinien być w zupełnie innym miejscu.
W zupełnie niespodziewanym miejscu znajdujesz jakiś ślad , który prowadzi cię dalej-niczym Sherlocka Holmesa ;) mimo iż...wcale nie miałeś ochoty na szukanie.
Samo wlazło ci w ręce -niejako :podane przez los na tacy.
I proszę.
Właśnie rozgryzam jeden taki zbieg okoliczności. Nieważne czego dotyczy. To tylko przykład inspirujący tę notkę.
Nie są to w tym przypadku akurat sprawy życiowe , choć może dawniej przywiązywałabym do nich większe znaczenie.
Ważne , że czemuś to służy,tylko muszę jeszcze dokładnie na swój użytek sformułować CZEMU służy mianowicie :)

No i jest ok. Albo nie.
-----------------------------------------------------------------------------
Ten akurat zbieg okoliczności mimo , iż mnie wstępnie nie zachwycił , to jednak uświadomił mi , że mam powody by czuć się szczęśliwa. Między innymi dlatego, że z reguły  mogę bez obrzydzenia patrzeć na siebie co rano w lustrze (nie chodzi o względy estetyczne lecz o sprawy  tak zwanego...czystego sumienia).

19:06, surfinia
Link Komentarze (5) »
jakoś tak żal
W takich dniach jak wczoraj czy dziś- w święto Babci czy Dziadka to jakoś tak mi żal, że nie mam ani jednej babci i dziadka ani jednego takoż.
Bo dziadkowie kochają miłością bezwarunkową,tzn. łagodniejszą często niż rodzice.
Dziadka ze strony taty nie znałam(bo jak?)-zabrały go wichry wojny, był przed wojną lekarzem, oficerem,najpierw krążyły w rodzinie pogłoski o tym,że zginął w Katyniu,potem rzeczywiście -kiedy już były materiały- bez trudu odnaleźliśmy jego nazwisko na  liście katyńskiej . Przysięgłabym,że w TV widziałam jego mały srebrny  ryngraf z Matką Boską, który ponoć zawsze przy sobie nosił.
Tzn. o tym też w domu jakoś mówiono,nie wiem skąd wiedzieli,może pamiętali,a  ja sobie to wyobraziłam.
Dziadek ze strony mamy zwinął się na jakąś chorobę kiedy byłam dzieckiem,
z tego czasu pamiętam tylko zapach kawy zbożowej,którą Dziadek Antoni pijał na śniadanie i jego ucieczki przed gadaniem Babci do "tajnego"miejsca pomiędzy tyczkami bujnej  fasoli. Dla  mnie-malucha -to był gąszcz,miejsce o szczególnym uroku,gdzie dziadek rozsiadał się z gazetą i nie pojawiał aż burza w domu ucichła :)

Babcia ze strony ojca nigdy nie utrzymywała z nami kontaktów-chyba nigdy jej nie widziałam. W domu nie ma nawet zdjęcia. I nawet nie wiem,kiedy umarła.

Babcia Marianna-mama mojej mamy - kobieta ze stali - wyszła za mąż za dziadka, ale nie kochała go ponoć. Kochała innego , ale tamten biedny był,a przed wojną niestety było tak-że w pewnych kręgach jednak małżeństwa kojarzono. Tak więc doszło do niechcianego małżeństwa,ktore jednak okazało się być dobre. Bo po śmierci dziadka -babcia Marianna zaczęła gasnąć w oczach. Po prostu chciała odejść za nim i postawiła na swoim niebawem,bo zawsze stawiała na swoim. Czasem jej zazdroszczę siły-przeżyła wiele. Całą wojnę prowadziła z dziadkiem sklep,który ciągle łupiono: a to Niemcy, a to Ruscy. Pomagała partyzantom. Potrafiła zawsze z niczego zrobić coś.
Nosiła elegancie kapelusze, w ogóle była elegancka- zresztą nawet bardzo podobała się niemieckim oficerom , co ją doprowadzało do rozpaczy jako patriotkę ale na pewno jako kobietę mile łechatło jej próżnośc(ale nawet na torturach by się do tego nie przyznała :D
Z dzieciństwa pamietam tylko,ze lubiła dobre perfumy i zawsze je miała w kryształowej butelce. I szyte przez nią dla mnie i dla siostry śliczne sukieneczki , kiedy było w domu mało dostatnio. I że kochała swoje wnuczki,ale że była sroga:)




13:05, surfinia
Link Komentarze (5) »
z wczoraj telewizyjnie;)
Wczoraj usiłowałam bardzo późno COŚ obejrzeć w TV. Znaczy film jakiś,żeby się dobrze nastawić "do snu". O tej porze zwykle nie oglądam kiedy idę do pracy dnia następnego,no ale sobota to sobota i spodziewać by się można czegoś dobrego...
taaaa -nie będzie chronologicznie
no więc pilocik w dłoń i trzepiemy 6 polskich dostępnych programów( o innych mowy nie będzie):
-na pierwszym -Dolf Lundgren(podobno jest filozofem z wykształcenia a gra w filmach akcji bo ma warunki i lubi) i spółka robią krwawą masakrę

-na następnym programie-znów jakaś masakra z użyciem broni i wybuchów

-na trzecim- rozbił się samolot w niewyjaśnionych okolicznosciach(może potem wyjasnili,ale ja już nie dotrwałam)

-na czwartym -zombies przegryzają gardła i rżną co popadnie,a jak ich dopadną i wrażą w nich specjalne narzędzie do zabijania to z zombies coś paskudnego wycieka i zombies się wysuszają

-na piątym jakiś paskudny facet chce porwać przśliczną małą dziewczynkę
a jej matka o tym wie i sie stressuje,przy okazji zalicza parę męskich łózek(z tego stressu) i to chyba ma mieć w/g reżysera jakiś sens,ale ja nie wiem jaki
poza zasadniczo-erotycznym

-na szóstym pan rzuca pania po parkiecie

i znowu : na pierwszym (czy drugim? bo pora póżna była):
smutny francuski film o miłej pani,której mąż popełnił samobóstwo a ona tego nie przyjęła do wiadomości,tzn.prawie przyjęła pod koniec ale się film skończył i nie wiem czy aby na pewno.

Ogólnie-bardzo odpdowiednie preludium do snu :>
A dziś za to za oknem mrożno ale przepięknie.




10:45, surfinia
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes