moja jesień gra bossanovą...
RSS
czwartek, 24 stycznia 2008
w prostych słowach z niewielką domieszką egzaltacji:)
Moja przyjaciólka przyszła pod wieczór i powiedziała,że byla na onkologii i zawsze kiedy tam musi iść, to ją to"prostuje" czyli ustawia w sposób prawidłowy spojrzenie na jej własne życie. Odpowiedziałam jej,że mam tak samo codziennie w pracy,że do własnych problemów łatwiej mieć dystans,kiedy widzi się bezmiar ludzkiego nieszczęścia...

Nie jest łatwo wrzucić mnie w dół. Umiejętność omijania dołów i dołków nabyłam dzięki pracy nad sobą i oberwacjom życia tu i tam, w szpitalu też, a może przede wszystkim.
Tym razem jednak...dół wykopał się sam , skrycie, był sobie... i czekał na dogodną chwilę, która nastąpiła. Wpadłam weń niczego się nie spodziewając, prawie skręciłam kark. Przyczyna nie była wymyślona i błaha, była to sprawa bardzo,bardzo poważna. Po raz pierwszy od kilku lat nie wiedziałam co mam począć, czy mam zostać w tym dole i dać się zakopać razem z nieszczęśliwym wydarzeniem czy postarać się jednak wyleźć. Nie miałam dużo czasu na zastanowienie, bo nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wokoło mnie zaroiło się od ludzi. Każdy wrzucił do dołu trochę czegoś, po czym mogłam się wspiąć troszkę wyżej. Wreszcie ktoś przyniósł drabinkę i delikatnie wsadził ją do dołu, ale tak-żeby mnie czasem nie uderzyć,a żebym wyszła o własnych siłach.
Mam szczęście do ludzi. I do Aniołów. Wszycy oni jakby"zwarli szyki" żebym przez przykre dla mnie zdarzenie przeszła jak najłagodniej...
Minęło zaledwie kilka dni. Dół został zasypany, ja mam tylko kilka niegroźnych siniaków...za to jestem silniejsza i mam w sobie dużo wdzięczności dla ... czy słowo"dziękuję" dobrze wyrazi to co mam w sercu? :)



23:09, surfinia
Link Komentarze (30) »
sobota, 19 stycznia 2008
długi wpis wspomnieniowo-emocjonalny;)
Chuda jedenastolatka z podrapanymi łydkami, ogorzała jak Indianka, z wplecionymi w warkoczyli rzemykami- siedzi na piasku nad brzegiem morza.
-Księznicko! Księznicko! - odzywa się ZNÓW z tyłu (to ten Maciek z trzeciego zastępu co seplenił bo sobie wybił przednią górną jedynkę - znalazł dla Chudej taką ksywkę, od tygodnia ją męczy,nie wiadomo czy się obrażać czy być dumną)
-Księznicko!
Na wszelki wypadek opalony nos podniósł się wysoko do góry, a warkoczyki wygięły w pałąk -jak u Pippi Langstrumpf.
-Księznicko!
No trzeba się odwrócić. Więc Chuda się odwraca z dumną miną pod tytułem: "nie chce mi się z tobą gadać"
I tu następuje katastrofa.
Maciek z wybitym zębem krzyczy głośno na całą plażę:
-Księznicko! w którym zamku straszysz?
Jak by to napisał Młynarski? "Co to się działo, co się działo,uzdrowisko wręcz ze śmiechu się skręcało".
Chuda z warkoczykami jednak wybucha śmiechem. Co twórcę ksywy zbija z pantałyku,a plaża pełna małoletnich harcerzy milknie.
O tej sytuacji pamięta przez następne trzydzieści lat -mimo ,że z chudej stała się pełniejsza i już dawno wyrosła z wieku Księżniczek...

Choć czasem...a właściwie to cały czas tak jest:
5 godzin snu. Wstaję o świcie.
Mam godzinę do wyjścia. Trzeba zrobić sniadanie,czasem dokończyć obiad ,żeby mieli co jeśc jak wrócą,wywiesić pranie, opróżnić zmywarkę, jeszcze zapakować teczkę do pracy, boże,musze jeszcze wydrukować pismo( w pracy drukarka padła),aha- co dziś?dwie prace, ach i leki trzeba kupić,na pocztę pobiec, zebranie jeszcze,sto tysięcy niezaplanowanych spraw, które wypadają właśnie wtedy jak czas się filcuje,Święci Pańscy,kiedy ja zdążę ze wszystkim...dzwoni J. a ja: "niestety, znów nie mogę się z tobą spotkać,nie dam rady,innym razem". J. nie rozumie,czasem się złości,bo ma ważną sprawę-a sam ma inny system pracy,"Zaorzesz się"...owszem,spinam się. Wieczorem wracam do domu. Odgrzewam sobie obiad,którego nie jestem w stanie przełknąć. Męzczyzna patrzy i nic nie mówi,odwraca się do komputera.
Na moje:"zmęczona jestem jak pies" pada pytanie:" a czy czasem nie na własne życzenie?" I nistety Męzczyzna ma trochę racji.
Ale we mnie narasta wtedy bunt.
Bo połowę rzeczy robię DLA NICH,żeby wiedzieli,że o nich myślę,dbam nawet jak jestem poza domem.

I wtedy ...zaczynam myśleć,że chciałabym być Księzniczką. Żeby leżeć i pachnieć.
Ale ja częsciej czuję się zaklęta w żabę.
Drę rajstopy o biurko (ukłon dla Odwodnika), wyglądam różnie(jak każda kobieta), w piatek rano ledwo zwlekam się z łóżka,marząc-żeby zdarzył się cud i żebym mogła pospać jeszcze trochę...na imprezie nie mam siły wysiedzieć dłużej jak do 1 w nocy,bo zasypiam,marzę o tym,żeby doba  rozciągnęła się do 30 godzin i zamiast odpoczywać ,to myślę co zrobić na obiad oraz co zrobić,żeby zdążyć ze wszystkim zanim zwariuję...
...być Księzniczką, odpłynąć...

Sylwester. Zeszłoroczna długa spódnica i dokupiona przypadkiem bluzka w kolorze czekolady,zwiazana szeroką taftową wstązką w pasie.
- Kiedy byłem mały i mama czytała mi książki o księżniczkach, to nie potrafiłem sobie wyobrazić jakie one są. Dzisiaj już wiem -powiedział nieoczekiwanie.

A ja słysząc coś,co mogłoby byc poczatkiem spełnienia marzeń kury domowej(którą bywam, a może w ktorą się wcielam przez ileśtam godzin dziennie,jak każda z nas)...nie potrafiłam przyjąć tego za dobrą monetę. Zapachniło mi fałszem.

-lubisz z lekka przykościste "księzniczki" po 40-tce? przeciez to się kupy nie trzyma.

A jemu ręce opadły.
----

Uwaga na spełniające się marzenia, czasem kompletnie nie wiadomo jak je ugryźć...albo spełniają się nie w porę.



13:32, surfinia
Link Komentarze (26) »
niedziela, 13 stycznia 2008
Mariolka słucha
Mariolka zrobiła sobie kawę i z filizanką wróciła do łóżka. Żeby było niedzielnie i rodzinnie , bo właśnie przebudził się Mężczyzna (dla którego kawy nie było,bo on jest fanem herbaty).
-bry...przeciągnął się i mlasnął
-a może byś ząbki umył?-zapytała Mariolka
-to niesprawiedliwe-jęknął Mężczyzna - że człowiek budzi się z takim trampkiem w ustach, nawet jak nie nadużywa!
- byłeś w ZOO? zbliżyłeś się kiedyś do małp? czułeś jak od nich capi bez względu na porę dnia,nie tylko rano?-próbowała pocieszyć Mariolka
-tak,ale małpy NICZEGO nie udają. A ludzie? codziennie udają-albo kogoś innego, albo -że elegancki zapach noszony cały dzień "na sobie" jest naturalnie im dany, a poranki nie budza ich znanym niesmakiem w ustach...udają ,że są dystyngowani a nie są,że coś mogą i potrafią a to bzdura...etc
-no nie wszyscy udają. Popatrz na tych brudnych bezdomnych, dziadków-wiecznie na bani- mieszkających na ogródkach działkowych. Oni niczego nie udają...są sobą ;)
-ano rzeczywiscie-rozjaśnił się mężczyzna
-chciałbyś tak?
-przecież wiesz...że czasami tak!:)
-na przykład dziś rano,żeby sobie pośmierdzieć bez moich uwag?
-... D

Mariolka pomyślała, że przyszła do łóżka z kawą żeby było rodzinnie;) a dostała bonus pod postacią rozważania o marnoci ludzkiej natury :)
Dzień dobry:)


13:06, surfinia
Link Komentarze (21) »
wtorek, 08 stycznia 2008
a
Wczoraj spędzając zaziębiony wieczór otulona ciepłym kocem przez przypadek
włączyłam program prowadzony przez Annę Dymną. Nie wiem,jaki jest tytuł programu,nie pamietam-czy był na TVP1 czy dwa, wiem za to że Aktorka prowadzi rozmowy z niepełnosprawnymi przyjaciółmi, bo ton tych rozmów jest nad wyraz przyjacielski,rzekłabym ,że nawet czasem.. wręcz intymny...
Wczoraj w rozmowie uczestniczyła śliczna blondynka na wózku i jej pełnosprawny partner...mąż lub chłopak.
-Za co ją kochasz? zapytała Anna Dymna mężczynę
Odpowiedział,że w miłości jest tak,że jeśli nie można uściślić za co się kocha drugą osobę, to chyba najlepiej (bo za wszystko?)
-Ale ty mi kiedyś wspomniałaś,że on Ci powiedział,za co cię kocha-zwróciła się Anna Dymna do dziewczyny...
A ta uśmiechnięta szczęśliwie, młoda kobieta odpowiedziała:
-kiedyś schodziliśmy z górki (być może była bez wózka jeszcze?) a On mi powiedział: "Ludzie chodzą i w ogóle na to nie zwracają uwagi. A Twój każdy krok okupiony wysiłkiem-jest TAKI WAŻNY! I między innymi za to cię kocham..."

Zobiło to na mnie wrażenie. I to mnie trzyma.
A dziś przeczytałam u Reiwsz o tym jak Lalutek nalał sobie samodzielnie herbaty do kubka i to wrażenie wróciło ze zdwojoną mocą...


Prawdą jest odwieczną, że coś co dla większości z nas jest proste,oczywiste,nie warte uwagi bo dostępne bez wysiłku -dla innych bywa cudem albo (nie)spełnionym wielkim marzeniem...


a oto specjalny bonus dla Reiwsz,ale chyba dla ka zdego z nas,bo jeśli ja się uśmiechnęłam czytając te słowa to mam wrażenie,że reszta bywających TU -podobnie zareaguje...Osoba,która to napisała pragnie pozostać anonimowa,chce tylko powiedzieć,że to jeden z nas...niezwykłej wrażliwości Człowiek:)

"nie dorównam Pani Annie ,ale będę Ci wdzięczny,jeśli postarasz się rozeznać w sprawie synka Reiwsz( chodzi o to,co dalej z 1% dla niego?) Już się przyzwyczaiłem do uśmiechu kiedy czytam o sukcesach Lalutka. Jak o tym z herbatką:) Wczoraj poczułem sie tak dumy,jakbym to ja nauczył go tej czynności...I wiesz? Łezka radości z powodu cudzego sukcesu-mimo,że tak samo słona jak inne łezki...w smaku jest wyśmienita"

...


08:27, surfinia
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 07 stycznia 2008
zapis snu
W nocy śniłam, że popłynęliśmy w kilka osób na wyspę-a wyspa okazała się być szwedzka, tyle-że ta Szwecja jakaś niedaleka taka,bo można było zakrzyknąć:"heeeeej" na drugą stronę wody i jeśli ktoś miał ochotę to usłyszeć-to słyszał;)
Było ładnie i sennie, zwinęłam się w kłębek pod jakimś drzewem wśród krętych korzeni pachnących żywicznie i zasnęłam,a kiedy się obudziłam-łodzi nie było.Po prostu załoga odpłynęła beze mnie! Wieczór się zbliżał,nic na grzbiet tylko jakieś kuse fatałaszki, nic do jedzenia, o zgrozo-telefonu komórkowego niet. I umiejętność władania językiem szwedzkim-żadna...Czy się załamałam? Nie,ale byłam zła. I to jak!:)
Postanowiłam się ratować . Znalazłam jakieś gospodarstwo z kobietą mówiącą oczywiscie po szwedzku i na migi wytłumaczyłam jej o co chodzi(mam wprawę po kilku rozmowach z
Koreańczykami ,którzy umieją tylko po swojemu).Kobieta podała mi telefon a ja..uch,jak sobie na"niektórych" użyłam! (dobrze,że pamiętałam numer telefonu;). Efekt? wrócili po mnie,choć nie powiem,że w euforii... spodziewali się pewnie dalszego ciągu słowotoku,a tu NIE.

Po obudzeniu doszłam do wniosku,że to sen proroczy.
Jeszcze nie wiem co ma oznaczać,ale troszkę mnie to niepokoi,bo przecież tego  marnego
przeziębienia  co mnie męczy-TAK bym chyba nie wyśniła?;)

23:15, surfinia
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 stycznia 2008
Ważny cytat z Takiej_jednej
...Czyli jeszcze w nawiązaniu do Nowego Roku-
Wśród wszystkich znaczących wpisów pod tematem postanowień noworocznych lub raczej ich braku był jeden, który szczególnie "pogłaskał mnie po sercu" bo myślę dokładnie tak samo, tylko, że takajedna_ja ujęla to w słowach.
Szkoda byłobyżeby ktoś ominął ten komentarz, więc robie z niego wątek...



"Su, odkąd postanowiłam, że żadnych więcej noworocznych postanowień oraz żadnych więcej sylwestrowych obrachunków- to końcówka roku nie jawi mi się już horror z obowiązkową frustracją w tle. W sylwestra nie przejawiam nadziei większej niż zwykle, że następne dni przyniosą zmianę na lepsze, ani nie dramatatyzuję, że nie zrobiłam tego, co sobie rok wcześniej obiecywałam. Sylwestra traktuję jak katar- czy inny dopust Boży: polubić się nie da, a przeżyć trzeba. Zresztą dawno temu podjęłam postanowienie ( wcale nie Noworoczne) że odtąd będę żyć najlepiej jak potrafię z łaskawością przyjmę co los przyniesie, nawet jeśli nie będzie to zbyt miłe, bo (ustaliłam to sama ze sobą) mój Anioł opiekuńczy wie co robi i jak mu nie będę przeszkadzać to wyjdzie mi na dobre. I tego się trzymam".
( koniec cytatu;)

I to jest właśnie jedno z najlepszych osiągnięć wieku średniego kobiety: wyrazem tego-credo tak dojrzałe,ciepłe,pełne pogodzenia(nie mylić z rezygnacją!),niby proste a niezwykłe, bo sama wiem ile kosztowało i mnie dojście do takiego stanu harmonii wewnętrznej...(oby to trwało...)
Takie credo warto sobie powtarzać do znudzenia...bo czas mija dla wszystkich jednakowo-choć jednych oszczędza, a innych zupełnie nie...
Kiedy jest mi smutno,źle -bo przecież moje życie nie jest pasmem samych uciech
i sukcesów...to myślę sobie że szkoda czasu na to,by wpadać w dół, wierzę w Opiekę Wyższą...wierzę,że to co złe musi się obrócić na dobre, a dobro"wysłane" do ludzi (czy innych istot żywych) wraca zwielokrotnione. Wiem,że żyjąc w zgodzie ze sobą omija się (nieświdomie) wiele niebezpieczeństw...Wiem,że jeszcze nie raz stanę na rozdrożu i będę musiała wybrać. Bo przecież ciągle jesteśmy poddawani nowym doświadczeniom...
Życzę NAM WSZYSTKIM poczucia harmonii, przy czym nie oszukujmy się: TEGO nikt za nas nie zrobi...to jedno z najtrudniejszych zadań  w naszym życiu...


11:59, surfinia
Link Komentarze (10) »
piątek, 04 stycznia 2008
Kolorowe migdały Mariolki
W pracy:
Kolega  westchnął zawiedziony patrząc na Mariolkę, która musiała się skupić na papierkowej robocie, a on -wielbiciel muzyki filmowej-miał akurat ochotę porozmawiać na temat najlepszych standardów muzycznych...
- Nic a nic w tobie romantyzmu! Tylko twarde stąpanie po ziemi (On- z przyganą w głosie)
-Ależ to nieprawda! Tylko kiedy pracuję,nie mam czasu na kolorowe migdały (Mariolka)
-A właśnie że nie! Jesteś jak robot, przecież widzę!  (Za "robota" kolega oberwałby zszywaczem do papieru,tylko się uchylił;)

W domu:
-Kobieto,zejdź wreszcie z obłoków! Powinnaś mocniej stąpać po ziemi, zbyt jesteś naiwna, co komu po twoim romantyzmie czy innych fantazjach??? (Mężczyzna na okoliczność czegośtam, dość często zresztą  i prawie tymi samymi słowami)

...w zupełnie innym miejscu miasta W.
Pan "Dyzio" (Marzyciel) z którym wiążą Mariolkę pewne sprawy służbowe, a któremu Mariolka (za bardzo)wpadła w oko,czego Pan Dyzio wcale się nie wypiera:

-Jesteś taka rozważna...ale i romantyczna, tak na pewno mam rację ...( tu użył skutecznego chwytu "na Jane Austin"-choć mogę przysiąc,że nawet nie dotknął ani jednej jej książki,co wcale nie dziwi, bo to przecież kobieca literatura:)

Mariolka ma zatem małe pytanie stare jak (jej) świat,a może jeszcze starsze:
Jak to jest,że faceci z którymi widuje się dzień w dzień, zauważają tylko pół jej natury? A ktoś, kogo widziała kilka razy w życiu- obejmuje całość? (natury i tylko natury:) zauważając dwoistość kobiecą ...

...Para-matematycznie ujmując zaś-jeśli Mariolka ma dwoistą naturę, będąc drugą mną ( a ja też mam dwoistą naturę;) -w w sumie razem mamy cztery natury...Kto by się w tym połapał?
:)

20:42, surfinia
Link Komentarze (20) »
środa, 02 stycznia 2008
bo po co? ;)
Irenka każego pierwszego stycznia obiecuje sobie,że w rozpoczynającym się roku-rzuci palenie. Remek-to samo. Dorota-obiecuje sobie dalekie podróże,żeby coś w tym życiu zobaczyć. Krystyna-że zrzuci kilka kilogramów.
Grzesiek- ma silne przeświadczenie,że powinien zmienić coś w swym życiu...
To tylko przykłady noworocznych postanowień moich przyjaciół. Czy muszę mówić,że nic z nich nie wychodzi? ;) Irenka i Remek-jak palili papierosy-tak palą.
Dorota co roku zostaje tak zwalona robotą,że znalezienie kilkunastu dni na podróż np. do wymarzonych przez nią Indii- graniczy z cudem...a i finanse jakoś dziwnie wyciekają. Krystyna-jak miała kilka kilo za dużo ,tak ma-bo brak jej silnej woli,a jeść uwielbia. Grzesiek-niewiele w swoim i tak dość ciekawym życiu zmienił, bo jakoś nie może się zdecydować na kierunek owych planowanych  zmian;)
I tak dalej... ;)
Z prawie każdego kolorowego pisma dla kobiet pod koniec roku kalendarzowego krzyczą hasła na temat niemal "obowiązkowego" ustalenia noworocznych zobowiązań,jakby to coś miało diametralnie zmienić;)
A ja idę pod prąd!
Niczego nie będę sobie obiecywać na siłę "bo tak trzeba"-żeby nie utonąć później we frustracji,że nic z tego nie zrealizowałam,lub ZBYT mało z listy przedsięwzięć:)
...No chyba,że na początku owej wydumanej listy umieszczę akapit:
"ewentualnie mogę się tym zająć, jeśli warunki będą odpowiednio sprzyjające realizacji".
I tylko tyle. A może aż tyle? ?;)


Witajcie w Nowym Roku:)


21:02, surfinia
Link Komentarze (18) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes