moja jesień gra bossanovą...
RSS
piątek, 30 stycznia 2009
zapisane na skrawku ,żeby nie uciekło;)
Wróciłam z dyżuru i postanowiłam napić sie kawy, ale "takiej dobrej,z mlekiem i z cukrem"....jak w reklamie;)
Zaparzyłam kawę w ekspresiku. Rzut oka do lodówki i...
-GDZIE JEST MLEKO?????
-kot wypił...
- %$#@))^%# !!!! Ani tyciej odrobiny nie zostawiliście dla mnie?SAM sobie wziął i wyduldał pół dużej butelki??? KTO w tym domu jest ważniejszy? Kot czy ja????
Nastąpiła chwila ciszy, ale nie dlatego, że domownicy zastanowili się głębiej nad sensem tego pytania, lecz dlatego, że Młody musiał przeżuć efektywnie to ,co właśnie żuł (bowiem jak wiadomo -połykanie nie przeżutych kawałków i to w pośpiechu nie jest zbyt zdrowe dla żołądka)

-Mamo.
-Hę?
-takie pytania zadajesz...a KTO był ważniejszy w Dolinie Rospudy? Ludzie czy zwierzęta?

I tym pytaniem Młody odebrał mi argumenty. Albowiem oficjalnie ustalił priorytety ... ;)


20:20, surfinia
Link Komentarze (9) »
wtorek, 27 stycznia 2009
coś w rodzaju wytłumaczenia, jak zwał tak zwał...
Nie będę ukrywać, że odrzuca mnie ostatnio od komputera. Mam wrażenie,że ten stan narasta od miesięcy. Być może jest to przesyt wynikający z konieczności -praca wymaga również długotrwałego ślęczenia przy monitorach, nie zawsze wysokiej klasy...

Nigdy nie przesadzałam z bytnością w sieci (no może ciut... na poczatku,wiele lat temu,kiedy przekonywałam się,że komputer mnie nie zje,a ja samym włączeniem go nie zepsuję na pewno;),ale teraz prawie w ogóle mnie nie korci komputer w sensie "rozrywkowym".

Odbieram teraz tylko od czasu do czasu maile i czytam wiadomości agencyjne, w których coraz mniej pozytywów-niemal same przygnębiające, katastroficzne doniesienia, albo tragiczne, lub też po prostu...głupie , niesmaczne i bezsensowne , łącznie z grzebaniem się w najbardziej intymnych sprawach ludzi ze świecznika(takiego czy innego).

Czasu nie mam ...to fakt. Doba sie kurczy jak wełniany sweterek przez przypadek wygotowany w praniu i na dodatek odwirowany.
Żeby zrobić w ciągu doby wszystko co bym chciała - musiałabym chyba nie spać. A spać uwielbiam :)
Komputer mi ciągle kaprysi (czyżby był kobietą? ;), a ja nie lubię korzystać z cudzego, lubię swój i już.
A może po prostu coś we mnie się zmieniło-ponoć człowiek zmienia się co kilka lat, tylko nie wiem,co ile-ale co to ma za znaczenie? w sumie -jest to dość logiczne, z pewnych rzeczy się"wyrasta", do pewnych spraw dochodzi z czasem, priorytety pojawiają się i znikają.
Póki co wszystko u mnie jakoś się trzyma ... tylko coraz czujniej rozglądam się dookoła, czy mnie czasem coś z rzeczy niemiłych nie dotknie. Więc trzeba być przygotowanym na wiele wariantów. Czasy idą cięzkie...Może też baczniej przyglądam się ludziom-nauczona doświadczeniami,że nie zawsze są oni jacy są. Co nie znaczy,że źli -po prostu czasem...inni niż sobie wyobrażamy. Co może spowodować nieoczekiwane skutki, a takich nieoczekiwanych sytuacji, które nie wiadomo jak ugryźć- nie lubię.

Szukam równowagi i narazie znajduję (za co Niebiosom dzięki!) Po ciężkim dniu w pracy-najchętniej zaszywam się w domu i niechętnie odbieram telefony. Cisza to jest to co mi jest aktualnie najbardziej potrzebne, no chyba że z dobrą muzyką-ale nieagresywną. Tak mało bowiem czasu zostaje mi,żeby odpocząć , zająć się czymś przyjemnym,żeby nie myśleć o tym,co przykre i przygnębiające, a tyle jest takich spraw...

Odkryłam,że bardzo chętnie oglądam stare filmy. Im starsze-tym lepsze :) Mogą być nawet socrealistyczne gnioty- produkcyjniaki, które swoją naiwnością i hasłami budza uśmiech politowania.ale poza tą otoczką (chiwlami nie do zdzierżenia) -sa jeszcze aktorzy, niektórzy z nich nie żyja już,niektórzy są podeszłym wieku...dobrze jest popatrzeć na nich, jacy byli,kiedy byli młodzi :)
Na przyład ostatnio
na radzieckim starym filmie "Dziewczęta" śmiałam się non stop. Takie to było zabawne w swojej naiwności :) Ale za to kilka dni temu obejrzałam rosyjski film z 2003 r :"Błogosławcie kobietę" i...spodobał mi się swoisty klimat i forma prowadzenia opowieści pozornie banalnej,ale...dobrze to było zagrane, przejmująco "po duszam" :)

Aha i jeszcze - lubię bardzo adaptacje dzieł Szekspira. Ostatnio oglądałam -trzy razy:)
"Jak wam się podoba" w reżyserii Kennetha Branagha. Brawurowe przedstawienie , z dużą dozą dowolności, wręcz szaleństwa i świeżością, a jednak przesiąknieta duchem szekspirowskim do spodu. Chwilami irytujący jest Ganymede , drugie-męskie wcielenie Rosalindy ,ale...przecież tak miało być, on/ona miał/miała irytować i już. To już wina Szekspira- nie reżysera;)
Niesamowicie wpadła mi w ucho muzyka wieńcząca przedstawienie (ze sceny weselnej)-nucę ją sobie od kilku dni po przebudzeniu. I teraz ...też:)
"hej...nonino"


"Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają"
W.Szekspir. "Jak wam się podoba".Akt II




22:38, surfinia
Link Komentarze (9) »
piątek, 16 stycznia 2009
receptki
Jest stara dobra metoda zwalczania bólu zębów albo głowy,albo ucha...a mianowcie: należy nabrać wody w usta...i (wedle starego przepisu!) usiąść na kuchni i tak dlugo siedzieć,aż się woda w ustach zagotuje. W czasach współczesnych- celem osiągnicia temperatury wrzenia w ustach (co ma mieć zbawienny wpływ na rózne bóle poza jednym... ;) można wysiadywać czterema literami na kuchence gazowej lub płycie elektrycznej.

Mam jeszcze kilka różnych zbawiennych recept, oczywicie sama je też praktykuję mniej lub bardziej chętnie(częściej...mniej;)
A mianowicie: celem schudnięcia po świątecznych kulinarnych szaleństwach-skutecznym sposobem jest(choc nie powiem,że zalecanym...) zarażenie się cięzką grypą-a jakże, przez tydzien poza wodą nic się do ust brac nie chce, minus trzy kilo gwarantowane.

Dziś również przekonałam się o tym, jak skuteczny może być syn w przypadku problemów z komputerem. Bo generuje dalsze ;)
Otóż  pożyczyłam dziecięciu swój laptop, który wrócił do domu w stanie nie nadającym się do użytku, to znaczy w skrócie:nie chciał się włączyć. A jeszcze rano się włączał podobno, ja  tam nie wiem, bo nie próbowałam,ale dziecko twierdzi,że tak. Wystarczyło kilka dotknięć palcami Młodzieńca -i komputer jak ...stary,to znaczy nie do uzytku jak wspomniałam.
Dopiero diagnosta taki jak ja ("HA!nikt sie nie spodziewał Hiszpańskiej Inkwizycji!")- stwierdził,że to zapewne totalnie wykończona bateria, bo nie można wykluczyć,że  dziecko włozyło laptop do torby nie sprawdzając,czy był on wyłączony (taki drobiazg...;). I że trzeba podładować z pół godzinki,to może sprzęt ożyje.
I ożył!. Dokładnie po pół godzinnej reanimacji. Tadadam. Gratulacje, pani dr House :)



00:04, surfinia
Link Komentarze (14) »
sobota, 03 stycznia 2009
Początek nowego roku
Pierwszego stycznia, rano-cały dom pogrążony był w ciszy;gdyby przybliżyć ucho do poszczególnych drzwi- usłyszałoby się z każdego pokoju dochodzące równe oddechy lub pochrapywania, bardziej lub mniej intensywne. Tylko ...po co miałabym się ruszać gdziekolwiek? Było mi dobrze.
Siedziałam otulona miekkim szlafrokiem na łożku z wysokimi, puchowymi "góralskimi"poduszkami i ruszając pierwszymi palcami obu stop (bo to oznaka mej zgody na to,co się dzieje naokoło i ukontentowania;) piłam kawę, patrząc z tej pozycji przez okno,gdzie ośnieżone Tatry ostro odcinały się od błękitu nieba. Miałam w sobie niespotykany spokój.
Przemknęła mi przez głowę myśl:"tak wygląda szczęście".
Owszem,przez moment chciała mi się wepchnąc do głowy również inna myśl:"od poniedziałku znów ostra jazda bez trzymanki",ale była ona tak niestosowna w sielskiej scenerii,że bez żalu myśl ową wyprosiłam , stosując dobrą receptę, skutecznie wdrażaną też przez Scarlett O'Hara w "Przeminęlo z wiatrem" :"pomyślę o tym jutro,lub w bardziej odpowiednich okolicznościach".
I dalej kontemplując widoki zaokienne-pozytywe odczucia showałam też do zapasów "na później" (jak wonne,słodkie  truskawki  do słoika) by w momencie- gdy chwile i sprawy ciężkie (ważące zbyt wiele)-przygną mnie   do ziemi... znów oczami wyobrażni przywołać obrazy zapierające swoją urodą dech w piersi. I tę chwilę, w której nic poza pięknem poranka nie miało znaczenia.

Poprzedniego zaś dnia...jeszcze zanim zaczęłam się ubierać w strój odpowiedni do powitania Nowego Roku...siedziałyśmy we trzy z przyjaciólkami nad szklaneczkami grzanego wina,bo jak wiadomo-grzane wino po górskich spacerach czy też po nartach-dobrze robi na głowę i w ogóle na wszystko inne.
I. z właściwym sobie pesymizmem stwierdziła,że nie lubi zabaw sylwestrowych,bo właściwie z czego tu się cieszyć??? Z tego,że znów jesteśmy starsze o rok?
H.popatrzyła na nią swoim mądrym,ciepłym wzrokiem, jak zwykle uśmiechnęla się i powiedziała: "Jak to z czego tu się cieszyć? A choćby z tego,że jesteś...że jesteśmy!"
Jedno zdanie,a takie mądre w swej oczywistości.
I tego,co było w nim zawarte...nijak obalić się nie da.
Zatem-założyłyśmy- i tego zamierzamy się trzymać!że ten rok,który właśnie się zaczął, będzie dla nas bardzo dobry. Choćby nie wiem co!
Ponieważ myślenie jest kreatywne,więc tak się stanie.
Czego życzę również wszystkim bliskim sercu osobom :)


22:45, surfinia
Link Komentarze (23) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes