moja jesień gra bossanovą...
RSS
wtorek, 28 lutego 2006
coś ...wymysliłam

...bo my babeczki -jesteśmy kobietami sukcesu
Tylko nie zawsze świat o tym wie... ;)
Lepiej dla świata by jednak było, aby sie dowiedział...


Jeden z moli ( jeden z tych służbowych moli ( bo mam kolekcje moli służbowych i prywatnych* ) padł był martwy ;)
ALE póki nie zobaczę wyniku sekcji zwłok mola NA PIŚMIE to nie uwierzę.
Swoją drogą tak długo czekałam na TO, że ..nawet nie wiem,czy to sukces, a jeśli sukces-to czyj, a jeśli nawet jakośtam"mój ci on" to...nie wiem,czy mam siłę lub..odwagę? cieszyć się nim...jeszcze kilka miesięcy temu chyba skakałabym pod sufit. A dziś? Cały czas mam obawy,że coś pokrzyżuje realizację planów... Narazie więcej nie napiszę, by nie zapeszyć..tfu, na psa urok i pluje 3 razy przez lewe ramię(dobrze,że tam nikt nie stoi ;)

* Lepiej jest mieć kolekcję moli niż muchy w nosie
(zdrowiej dla otoczenia;)
-to oczywiście jak się należy domyślać jedna z moich "pozłacanych myśli" bo nigdy nie ośmieliłabym sie nazwać ich złotymi.
Zwłaszcza,że to milczenie jest złotem a nie pisanie;)
 
19:50, surfinia
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 27 lutego 2006
dzińdybry
Pan Kazio jest miły i uprzejmy. Ale chyba przesadza : bo kto widział ,żeby mówić: "jak pani ładnie dzisiaj wygląda" właśnie wtedy,kiedy ja LEŻĘ prawie pod biurkiem (usiłując wyciągnąc papierzyska co mi wpadły złośliwie pomiędzy biurko, ścianę i kable od komputera,drukarki etc) mieląc jakieś "słowa" pod nosem , z obłędem w oczach i elektryzującymi się włosami a spod biurka wystają mi głownie nogi?????? czyli co: lepiej jest jak cała reszta jest schowana?????
:DDD


..Bozia talentu nie dała ;)



17:25, surfinia
Link Komentarze (20) »
niedziela, 26 lutego 2006
a na odmianę głupawka
No bo jak pisałam u Iganieckiej o  ustach "czerwonych jak pożar zórz zaczarowanych ranków" to sobie przypomniałam, jak kiedyś  przez telefon musiałam przeliterować po angielsku  bardzo skomplikowane iście polskie nazwisko mojej koleżanki z dużą ilościa niejadalnych dla obcokrajowca zgłosek -niby "Grzegorz Brzęczyszczykiewicz :DDD
Najpierw kobitka usiłowała napisać tak jak to brzmiało, potem niestety "poległa" i musiałam literować ;)
PO drugiej stronie słuchawki brzmiały i tak  jakieś jęki i westchnienia, a następnie wybuch śmiechu i niestety pańcia się poddała ponownie  :)) zupełnie nie wiem CO i JAK ona tam to napisała...ale ubaw to ja  miałam , haha

21:13, surfinia
Link Komentarze (8) »
nosi
Trochę mnie nosi. Mam pracę - wczoraj położyłam na niej "lagę"... bo sobota, bo relaks , z myślą że w "niedzielę koniecznie " i że wtedy to już na pewno umysł świeży...etc.
Pięć razy brałam się za to i odkładałam. Wreszcie poszłam na spacer,żeby mózg dotlenić. Popatrzyłam na wieczorną zimę , dotleniłam się , ale myśli nie wygoniłam.
Człowiekowi jednak najlepiej się pracuje umyslowo , jak nie ma myśli poplątanych.
W przeciwnym razie jeśli nie fiasko to na pewno nie taki efekt jak trzeba:/
Nic we mnie nie ma woli walki.  Nic a nic.

                                                       

19:09, surfinia
Link Komentarze (10) »
zwierzaki
Podobno mówiąc do swojego zwierzęcia domowego ma się znacznie niższe cisnienie, niższe nawet niż wtedy, gdy się odpoczywa nie posiadając zwierzęcia.
Moje pytanie brzmi : czy to samo dotyczy rozmowy z rybkami w akwarium?;) albo przemowy do węża boa czy tarantuli?
no jak tu gadać do ...gada???? "TY GADZIE"???toż to z gruntu obraźliwe;)

No bo nie uściślono, o jakie zwierzątka chodzi...*


* ja miałam koty, krótko zwykle bo jak pisałam na poczatku ciągle się z nimi coś działo-jak to z dachowcami. Ale rzeczywiscie,przy tym ostatnim, który był w domu najdłużej -jakoś łagodniej było i spokojniej w ogóle, choć kot należał do szalonych...




10:46, surfinia
Link Komentarze (7) »
wiośnie nie spieszy się
...A do wiosny daleko.
Obudziłam się a za oknem spokojnie sypie sobie śnieg (nie bacząc na to, że juz po prostu "nie wypada"! ;)  i znów jest świeżo i biało.  Lekki mróz.
Jak się to utrzyma do jutra, znów będziemy mieli "klęskę zimy" :/

09:20, surfinia
Link Komentarze (9) »
sobota, 25 lutego 2006
nic,co muszę
Nie pamietałam,że może być tak.
Obiecałam sobie dziś rano,że nie będę robić nic,co muszę.
Trzymam sie tego dzielnie i robię tylko to,co chcę.
Wyspałam sie po obowiązkowej pobudce o świcie.
Nie gotowałam. Jem tylko to co chcę -nawet w smiesznej kombinacji: np.filiżanka czekolady a po tym zaraz kapuśniak(pyszny).I potem mrożone truskawki na kolację. Trochę za bardzo zmrożone ;)
Obejrzałam kilka filmów , w tym 2 cudne przyrodnicze. Np. taki jeden o bobrach(na czeskiej TV) - z przepięknymi zdjęciami, podwodnymi też. Np.nie wyobrażałam sobie,że bobry tak dzielnie bronią swojego terytorium,że potrafią wystraszyć łosia racząc go nieoczekiwanymi fontannami:) aż sobie pójdzie.
Poczytałam trochę, ale nic ciężkiego.
Tylko trochę posprzątałam,ale wszystko w granicach rozsądku.
Nic nie planuję.
W ten cichy i spokojny sposób spędzam ostatnią sobotę karnawału:)

...no "cichy sposób" to lekka przesada ;) na górze mam kinderbal
a z boku sąsiad grucha dość głośno ze swą wybranką jak ptaszyna-gołąb w okresie godowym:)
Nic się nie boją ptasiej grypy,nic a nic, no zdaje się że wierzą,że seks poprawia odpornośc na infekcje:))

19:16, surfinia
Link Komentarze (9) »
"Jędruś ran twoich nie godnam całować" ;)
Rozwala mnie ten cytat :D i dla niego zawsze czekam na końcówkę "Potopu" (najpierw nie wiedziec czemu napisalam "Ogniem i mieczem" ale na szczęście doszuflady wyłapała błąd :)

A ja tak: u podstawy palca I ręki lewej posiadam "slad po faworkach" zeszłotygodniowych pod postacią kilkumilimetrowego oparzenia,co się już zaczyna goić.
To dopiero początek. Blisko paznokcia kciuka lewego- przecięcie skóry za pomocą ostrej kartki wyciąganej zbyt szybko z drukarki.
Przy paznokciu kciuka też jakieś peknięcie,chyba też się czymś przejechałam ostrym,ale nie pamietam. Boli. I ostatnie-najświeższe "jeszcze ciepłe " z wczoraj, oparzenie na grzbiecie ręki prawej, tak to jest jak sie chce robić za dużo rzeczy naraz.
To była martyrologia :D
Ale na mnie się i tak "goi jak na psie" ,zatem jak mawiają :"do wesela się zagoi", tyle że żadnego wesela na horyzoncie nie ma i dobrze :)


A dwa dni temu pukanie do drzwi w pracy,otwieram, a tam...kominiarz w cylindrze. Myslałam,że roznosi kalendarze Spółdzielni "Florian" a on nie- przeciwnie nic nie roznosił tylko ( o dziwo?;) chciał wentylację sprawdzać, pożyczył nawet krzesło i miał coś w rodzaju walkie-talkie, przez które gadał z drugim facetem.
A ja nie miałam guzika:( tzn.potem sobie przypomniałam,że guzik z tyłu zapina mi spódnicę. No ale co mi po guziku,jak faceta w okularach ani na lekarstwo. No mogłam wprawdzie kominiarzowi wsadzić na nos MOJE okulary, i popatrzeć (byłoby "dwa w jednym" ) ale się wstydziłam:)

07:42, surfinia
Link Komentarze (14) »
piątek, 24 lutego 2006
z "rozmów na nowy wiek" ;)
Z " rozmów na nowy wiek" Kabaretu Moralnego Niepokoju
Odpowiedź na pytanie: "Kto to jest dyplomata?"
"Dyplomata to taki ktoś, kto mówi ci "spieprzaj" ale mówi to w taki sposób,że czujesz podniecenie przed zbliżającą się wspaniałą podróżą"
:D
Dzis to usłyszałam. Zbyt świetne, by tego TU nie umieścić ;))

a moje przemyślenie odnośnie ostatnich dni ( i przedostatnich i przed-przedostatnich) to takie, że każdy ma swojego mola,co go gryzie.
Ale zamiast dać "temu molu" kopa, to sie go pielęgnuje, podkarmia , mości mu się mięciutkie posłanka, a potem się ma pretensje,że mól się zagnieździł i za cholerę nie ma ochoty sobie pójść w inne miejsce.
Na "mole" najlepszy jest dystans i właśnie postanowiłam zachowywać się z dystansem. Cokolwiek by to miało oznaczać .
Wprawdzie któraś z dwóch Pan -albo Krystyna Sienkiewicz albo Joanna Chmielewska - twierdzi , iż najlepszą metodą na mole w szafie jest je...pokochać , to jednak ten nasz mól wewnętrzny czy inny turkuć podjadek
na miłość absolutnie moim zdaniem-nie zasługuje.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś :)

PS.to nie komentarz do czegokolowiek...to TYLKO o mnie. ..takie lużne uwagi nieco sarkastyczne,ale  ten sarkazm dotyczy tylko mnie właśnie :)


22:34, surfinia
Link Komentarze (10) »
czwartek, 23 lutego 2006
dzień łasucha
Dzień łasucha już się kończy. Podobają mi sie te różne  nasze obyczaje, a niechby nawet  niezdrowe ;) Te jakieś szczególne dni..z charakterystycznymi dla nich akcentami to jest właśnie TO .
A dziś nawet mi się pączków nie chciało,choć lubię. No ale : na drodze do pracy mam dwie cukiernie,więc kupiłam bo może koledzy nie mieli czasu kupić?
..jednego ciepłego  pączka zjadłam już stojąc na pasach na czerwonym świetle:)
W pracy okazało się,że wszyscy kupili pączki, bo każdy myślał, że ci inni zapomną albo coś. Wielbiciel koleżanki też przyniósł pączki ;) żeby koleżanka czasem nie umarła z głodu:)
Zrobiło sie tych pączkow duzo i  różnych,ale o dziwo-najsmaczniejsze były (ponoć) te co ja przyniosłam, choć wyglądały jakbym nosiła je w portfelu,nie wiedzieć bowiem dlaczego troszkę sie "sprasowały" :))
W domu tez były jakieś i też sobie przypomniałam,że jest Tłusty Czwartek.
I tylko mi trochę żal,że tego nie spalę. Ale mam to w nosie jakby.


22:56, surfinia
Link Komentarze (12) »
środa, 22 lutego 2006
ano tak...
Jakiś czas temu cierpliwszej ode mnie osoby (ponoć) ze świecą należało szukać. Nadal się staram,poważnie.
Ale..jakim prawem ktoś,kogo widze po raz pierwszy w życiu, któremu ewidentnie idę na rekę i tylko tłumaczę CO powinien wiedzieć -nagle mówi do mnie : " dobra,niech pani juz przestanie ujadać" *
A uwagę moja (kiedy juz otrząsnęlam sie z osłupienia) ,że sobie nie życzę takich tekstów i w ogóle jak on śmie...wyśmiał.
Swoje lata mam. Wiele w życiu przeszłam. Z chamstwem najróżniejszego rodzaju spotykam się...niestety na codzień. I coraz częściej... Ale cos takiego to mnie spotkało po raz pierwszy.

A właśnie wczoraj -jakby w nawiązaniu do tego co dzisiaj-słyszałam, jak Profesor Miodek opowiadał o tym , że jednak jego zdaniem pewnych form powinno sie przestrzegać w kontaktach międzyludzkich , mimo ze tzw."nowe czasy" i wszystko sie spłyca (bo na to pozwalamy! -moje...) i skrajnie upraszcza.
Co owocuje tym, iż slowo "szacunek" czlowieka dla człowieka w pewnych miejscach i w przypadku pewnych ludzi jest zwrotem i znaczeniem egzotyczym...
Ale to co jest jasne jak słońce dla Profesora i dla ludzi kulturalnych,to niestety jest niczym dla tych,którym słoma z butów wychodzi i nawet za bardzo się nie trzeba pochylać,żeby to zauważyć...najłagodniej ujmując... :/

*cytat specjalnie zamieściłam w kolorze ...gnojówki :/


W sumie dobrze,że jest Kraina Łagodnosci. Tylko gdzieś zgubiłam kluczyk.
Uczciwego znalazcę kluczyka prosi sie o ... etc.
ja chyba się domyślam, gdzie on (ten kluczyk) może być ,ale nie bardzo mam ...jak ...po niego sięgnąć ...upadł za daleko od mojej ręki.
Help

:)
20:49, surfinia
Link Komentarze (15) »
wtorek, 21 lutego 2006
tak,tak,tak
Czytałam sobie refleksyjny wiersz wwwbloga i tak sobie pomyślałam (napisałam mu to też w komentarzach ),że zupełnie zgadzam się z "przesłaniem" i na znak tego- jak Chińczyk z porcelany kiwam głową ,że "tak,tak,tak" :)

A ten Chińczyk ,to nie wymysł tylko wspomnienie z dzieciństwa, konkretnie z lekcji religii u zakonnic. Na stole w salce stał własnie taki Chińczyk,co kiwał głową, ale nie na znak zgody tylko dziękując za wrzucone drobniaki. Miał -co oczywiste-skośne oczy,namalowany warkoczyk, szatkę chińską i siedział po turecku(hehehe) oraz miał złożone jak aniołek ręce. Wtedy jakoś nic dziwnego nie widziałam w tym,że w salce katechetycznej stoi Chińczyk a nie typowy aniołek słowiański z lokami i buzią w ciup itepe ;) Teraz widzę pewien zgrzyt, bo gdzie Rzym,gdzie Krym? :) Byc może przywiózł Chińczyka jakiś misjonarz,kto wie...Spokój malujacy się w skośnych oczach porcelanowej figurki i to godne kiwanie głową w przód (nigdy inaczej... ;) było dla dzieciaków nieustającym źródłem inspiracji. Bardziej interesowaliśmy się "mechanizmem kiwania" niz tym,co siostra katechetka miała nam akurat do powiedzenia :).
Może od tego czasu zaczęła mnie interesować chińska kultura? przyznaję-że dawniej bardziej niż teraz. Jakoś tak...

Spokój kiwającego głową Chińczyka moge przyrównać tylko do spokoju pogodzonego z życiem, uśmiechnietego staruszka, który potakuje swoim niespiesznym myślom w rytm "tik-tak" starego zegara z kukułką....



18:45, surfinia
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 20 lutego 2006
dziś zapachowo
A dziś po przebieżce na blogi zaprzyjaźnione czy lubiane-zobaczyłam tam i tu
jakieś wtręty o perfumach
Jedna z Pań poszła leżeć i pachnieć...
druga biegła wcześniej do pracy otulona nowym ekskluzywnym zapachem
jeszcze jedna wyrabiała cuda z delikatnymi pączkami róż

I pomyślałam sobie,że właściwie i mnie się coś w tej materii należy.
Tak...dla poprawy nadszarpnietego humoru, który był dziś tak zły,że nawet nie chciało mi się włączyć telefonu rano(potem się okazało,że i tak zdechł -był -z żalu przez zapomnienie? ;) co jest moja pierwszą czynnością po przyjściu do pracy,bo przecież świat się może zawalić ,a ja o tym sie nie dowiem;)
I jeszcze był ten humor tak zły, że odłożyłam (może na jutro?) zakupy babskie.
Bo nie miałam na nie siły. A teraz żałuję.


18:22, surfinia
Link Komentarze (14) »
niedziela, 19 lutego 2006
zdrowe podejście potrzebne ;)
Mój syn ma zasadę: "jeśli masz coś zrobic,zrób to jutro-będziesz mial dzień wolnego". I realizuje to wciąż ciesząc się wolnym czasem rzeczywiście ;)
Ja tak nie lubię. Ja wolę coś co ma być "na pojutrze" zrobić dziś-bo jutro może coś nieprzewidzianego się wydarzyć, np. awaria prądu w dzielnicy kiedy trzeba będzie napisać coś ważnego, albo goście albo coś.
W efekcie:każdego dnia mam do zrobienia coś,co mogłoby poleżec,ale wolę to zrobic dziś, żeby nie jutro. Ale"jutro"znajduję sobie bezbłędnie coś, co mogłoby poleżeć, ale lepiej to zrobić,żeby pojutrze...żeby pojutrze móc zrobić cos innego.
I to nie jest tak,że CHCĘ, to po prostu jakis przymus, daje pewność,że na pewno wszystko będzie zapięte na ostatni guzik,choć zapewne nic by się nie stało gdyby to cos nie było wykonane.
Beztroskie stwierdzenie Odgórnego na moją uwagę,że daje mi za mało czasu na sformułowanie pisma czy też przestudiowanie ważnych rzeczy tak,by nie dostac po tyłku jakby co- brzmiało:
"Ktoś inny dostaje na coś dwa dni i nie zrobi,a pani dostanie 3 godziny i jest" . I wcale, wcale mnie ta uwaga nie cieszy, bo to jest jeżdżenie jak na łysej kobyle.
A z łysą kobyłą to wiadomo: jeżdzi póki się nie zużyje;)
Na dziś też mam kilka takich rzeczy, domowych i nie tylko,troche już wykonałam acz z niechęcią.
Jakos ognia we mnie brak. Ja oczywiście wiem dlaczego,ale to zagadnienie przekracza ramy mojego TU pisania ;))) ...powiedzmy, że rzetelnego urlopu potrzebuje od zaraz , ale to aktualnie niemożliwe.

OK.
O tym tyle. No niech mi kto powie,jak to jest,że jeśli rozsypie się pół kilo ryżu na podłodze  w kuchni,to nawet po 20 odkurzaniach czy zamiataniach zawsze kiedyś znów znajdzie sie jakaś zapomniana kupka wyżej wspomnianego ryżu ? ...co to go nowożeńcom sypie się na szczęście, a mnie się wysypuje na podłogę "ku irytacji " ;)




13:02, surfinia
Link Komentarze (17) »
sobota, 18 lutego 2006
bilans
"Urwawszy się" z obowiązkowej imprezy,bo głowa mnie boli. Boli naprawdę więc ani pić ani słuchać muzycznego łomotu czy wdychać dymu papierosowego mi się nie chce. . Inni jeszcze świętują,ja już mam to z głowy, tej bolącej.
Generalnie dzień jakiś dziwny, bo nic konkretnego z tego co zaplanowałam nie udało się zrobić przed imprezą , a teraz to w już w żadnym wypadku, o nie.
Zastanawiające za to jest, że zjadłam całą cytrynę (zjadłabym więcej,ale się skonczyły) i cała michę sałaty z sosem vinegret, a na słodycze nie miałam /nie mam chęci. Wiosna idzie,więc niech tak się ostanie;)

A wczoraj wieczorem postanowiłam sobie film obejrzeć na DVD,wpadł mi w ręce film "Sylwia" z Gwyneth Paltrow i przypomniałąm sobie,że jeszcze go nie oglądałam. Nie skojarzyłam na samym początku o kim to-aż do pierwszej sceny - i tu raptem "olśnienie":przecież to o Sylwii Plath! ...
Gruby,zielony tom jej"Listów" do męża - Teda Hugsa przeczytałam już w szkole średniej od deski do deski. Chłonęłam klimat i emocje płynące z zawartych tam tekstów. Teraz uważam to, iż przeczytałam tę książkę tak dokładnie- za osiągnięcie...I tak większości tego,co się z tą kobieta działo-nie rozumiałam.
Teraz już rozumiem. Doświadczenie ?
Nie wiem,czy po latach, kiedy czasem sama czuję sie przytłoczona różnymi sprawami życiowymi (kto tego nie ma?) byłabym w stanie to znieść , takie czytanie "od deski do deski" listów i wierszy tej poetki.
W każdym razie nie polecam, jesli ktos ma nienajlepszy nastrój.
A film mi się podobał,tylko też przygnębiający, bo jaki mógłby być.  Chyba nie tego jednak potrzebowałam.




22:28, surfinia
Link Komentarze (13) »
noc
Na dobranoc nie wiedzieć skąd -zapach wanilii. Nie,to nie ja pachnę wanilią.
Moje kosmetyki inaczej pachną. Żadnych kadzidełek. Za póżno, żeby od sąsiadów.
Niczego nie piekłam. Więc skąd?

Noce sprzyjają ... wymysłom. Spać,spać.

00:34, surfinia
Link Komentarze (9) »
piątek, 17 lutego 2006
dobre rady. ? ;)
Lepiej jest radzić innym niż sobie samemu. Nic to odkrywczego,zaiste.
Moim koleżankom czasem udaje mi się coś doradzić,bo mam dystans konieczny do trzeźwego spojrzenia. W swoich sprawach o dystans znacznie trudniej...

Niestety przyznaję się,że Młody wyprowadził mnie dziś z równowagi. Zachwyca się sobą, choc nie ma szczególnych powodów do zadowolenia -ważne przedmioty zaliczone zaledwie na trójki. On twierdzi, że umie wszystko:) tylko go nie doceniają ;)
a ja mu mówię,że sama pamietam sytuacje ze szkoły, kiedy wychodził delikwent na środek i pytany nie mówił ani be , ani me. Kiedy nauczyciel chciał wstawić dwójkę-delikwent mówił: "ale ja się uczyłem".
Nauczyciela nie interesuje ileś się bracie uczył, tylko jaki jest efekt.
A gadzina zdolna jest tylko leniwa, poza tym każdą nadobowiązkową formę aktywności potrafi nagłośnić bardzo efektownie;) ale częściej postępuje tak jak ja i moje koleżanki na wakacjach, które to MY- wyłażąc z namiotu i od razu rozsiadając się w leżaczku głośno i z wyrzutem (do świata?:) oświadczamy,ze "zapieprz i zapieprz od samego rana" :)
No i Młody ma tak samo ,tyle że przez cały rok. Zanim coś zrobi już krzyczy,że się strasznie napracował ;)
Ukochany jedynak,tak. Tylko że potrafi wkurzyć oj potrafi.
Ostatnio sie pocieszam,że za jakiś czas i on pewnie będzie miał swoje dzieci, z całym dobrodziejstwem inwentarza,HA ! :D


21:18, surfinia
Link Komentarze (12) »
czwartek, 16 lutego 2006
groch z kapustą
Groch z kapustą teraz będzie- i majerankiem oraz kminkiem. Te dwa ostatnie-to dla "zdrowotności" i zminimalizowania działań grochu i kapusty jakby co;)))

1.jest wieczór a właściwie noc,jakby ktoś przypadkiem nie wiedział lub w innej strefie czasowej przebywał - czyli "w przyszłości" lub " w przeszłości" -
fajnie to sobie w sumie wyobrazić ...

2.skaleczyłam sie w palec i "zły" wszedł mi w plecy, tzn.chyba sobie naciągnęłam jakiś mięsień szyi czy barku a może i jedno i drugie

3. postanowiłam przejrzeć zawartośc mojego dysku na "pececie" co to go rzadko używam,bo dostepu nie mam "z przyczyn niedopuszczenia" ;)
I co? I okazało się, że o ile tydzień temu dysk był cacy, to dziś nie dość , że się "oczyszczał " z 20 minut to jeszcze na końcu pokazał mi figę pod postacią komunikatu, że mam "nieznany błąd dysku twardego " i w zwiazku z tym...ani przepraszam , ani nic. Czyli wypchaj sie sianem, Su. Bezduszna maszyna psiakrew,żadnych form . A ja na "formy" czuła jestem.
Jesli sie żegnać -to z klasą. Ale czego chcieć od bezdusznej elektroniki?;)

4. w TV dziś widziałam straszne sceny:( ale dokładnie nie wiem skąd, chyba gdzieś spod Bydgoszczy,gdzie znaleziono jakąś stodołę pełną psich szczątek i oznak,że ktoś tam na tych biednych zwierzetach się znęcał w sposób niewyobrażalny...zemdliło mnie. ja jestem w stanie dużo znieść...ale TO ...to wstrząsnęło nawet prokuratorem...

5. chciałabym obejrzeć coś pozytywnego. Ale w TV to co powyżej, a ponadto:
- ptasia grypa w która proszę panstwa ja nie wierzę póki co
- znęcanie się przez amerykańskich żołnierzy nad jeńcami i w związku z tym protesty (groźnie wyglądające) świata muzułmanskiego oraz grożby
- zainteresowanie naszego rządu tarczą przeciwrakietową
- wszechobecna telewizja "Trwam"
- wszechobecna głupota nie powiem GDZIE,ale wszyscy i tak wiedzą o co chodzi
-serial o morderstwach
-film o katastrofie samolotowej
etc.etc
I jak ludzie nie mają mieć nerwic lękowych????????????????
...zaczynam rozumieć ludzi, którzy bez żalu rozstają sie z telewizorem.

na szczęscie jutro piątek
Dokładnie za 1 godz 40 min
I ...nie wiem.

PS. jakby "na osłodę " grają PF. Pieści zmysły. Ale i wyostrza pamięć.A to nie zawsze robi dobrze. Zwłaszcza mnie. Zwłaszcza mnie teraz. Zwłaszcza mnie teraz przed północą. Zwłaszcza mnie przed północą z czwartku na piątek.
Bo to dobry grunt do tego by znów sie przekształcić z dr Jekyll w Mr(s) Hyde ...
;)                                              


22:20, surfinia
Link Komentarze (16) »
środa, 15 lutego 2006
objaw
Pypcia na języku miałam wczoraj i mam ponownie od minut kilku.
To ponoć oznacza... że ktoś "obgaduje" ;) w świetle wiedzy rodem z głębokiej Zamojszczyzny ;)
Prawdę mówiąc co namniej kilka osób miałoby powód , żeby sobie tak czy inaczej podyskutować na temat "mojego zachowania" (niekoniecznie złego!) ale o ile wczoraj e w e n t u a l n i e robiłoby to na mnie
j a k i e ś wrażenie to dziś absolutnie. Żadnego. Bo nie. Bo tak postanowiłam.

Idę gary myć.
A pojechałabym nad morze ,albo gdzieś gdzie jest zorza polarna, o taka na przyklad:

"samo cudo" i to cudo gra,kiedyś nawet słyszałam nagrany
dźwięk zorzy.

&
Przebudzenie:
-czy wiesz , że w pralce stoi woda? a w kuchni gary ... i cos śmierdzi! przyjdź i sprawdź co! (etc)
-tak,wiem.
(tak ma być do cholery,bo teraz ja odpoczywam)
18:47, surfinia
Link Komentarze (19) »
wtorek, 14 lutego 2006
coś w rodzaju motta...
..na dziś:

"Jeśli sie nie ma o czym pisać, to nie ma co pisać o niczym" (moje;)


....iiiiiii  wężykiem, wężykiem  ;)

14:59, surfinia
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2 , 3
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes