moja jesień gra bossanovą...
RSS
niedziela, 17 lutego 2008
zapomniałam o tym co w zeszłą sobotę
Było tak: sobotnie przedpołudnie, samochód jedzie piękną drogą otwartą z wszystkich stron na niebo. Nie bezchmurne, ale wyraźnie... bez kresu-jakoś tak bardziej bowiem jest to widoczne niż pomiędzy budynkami, którędy zwykle człowiek się szybko  przemieszcza i czasem brak mu powietrza, by oddychać. A tam nie. Gdyby nie to, że droga i dużo samochodów naokoło-aż chciałoby się samochód zatrzymać, wysiąść z rozpostartymi ramionami i zaśpiewać jak Grażyna Łobaszewska(choć może bardziej fałszywie, nie każdy Łobaszewską może być;) :
A droga jak brzeg nieznany
Wśród pól i łąk skoszonych
A konie szczęśliwe gdzieś gonią,jak ja... ..

...albo chociaż pełną piersią , głośno westchąć...

No ale trzeba jechać i to w celach przyziemnych ...więc przynajmniej radio włączam.
A tam..dwóch błyskotliwych mężczyzn. Marek Niedźwiecki prowadzi
wywiad z Rafałem Olbińskim. Ech, Olbiński...jego twórczośc ukradła mi serce już dawno, jakiś czas temu zorientowałam się też (niestety tylko ze zdjęć) jak bardzo interesujący jest to mężczyzna:) I do tego okazuje się , że Artysta ma zniewalający głos, którego brzmienie jest ponoć efektem leczenia gardła...koniaczkiem od lat:D
Ale nie o głos chodzi, lecz o książkę, w której napisaniu partycypował też Rafał Olbiński, a o której byc może-nie dowiedziałabym się, gdyby nie ten wywiad...

" 42 listy miłosne " pięknie wydane przez Prószyńskiego i S-ka.

                                                

Jeden z owych 42 listów czy też właściwie -historię dotyczącą listu miłosnego napisał właśnie Olbiński.
I to był pierwszy list, który odszukałam w książce (bo niezwłocznie ją zamówiłam ) a następny ...to list Leonarda Cohena... a następne 40 są jeszcze nie przeczytane.
Nie kupiłam tego w związku z Walentynkami, bo tak..samej sobie? Żadnemu z moich mężczyzn nawet  nie wpadłoby to do głowy. Kupiłam tę książkę nie dlatego, że jestem niemiosiernie sentymentalna(choć i owszem,jestem,ale walczę z tym!:). Po prostu czasem warto popatrzeć na miłosć, namiętność oczami innych...żeby sobie uświadomić, że nie jest się z Marsa. Albo dla odmiany z Wenus...czy innego Saturna :)
I że  warto pisać piękne listy.



14:51, surfinia
Link Komentarze (33) »
sobota, 16 lutego 2008
Mariolka uaktywnia się w sobotę
Mężczyzna powstał- był z łóżka rankiem i popatrzył w lustro, bo czym niezbyt pięknie ten widok podsumował słownie,bo nie udało mu się wciągnąć powietrza na tyle, by wypukłości na brzuchu się zmniejszyły...
Na to Mariolka wymieniła mu pięć punktów, określających idealny sobotni poranek. I tym rozjaśniła mężczyźnie świat:) Przynajmniej jej sie tak wydawało, bo przecież tylko głupi by się tym nie cieszył... :)

***
Młody wrócił o świcie z zakrapianej imprezki koleżeńskiej, więc muzyka poważna z płyty wybranej na poranek przez Mariolkę-choćby najpiękniejszą była-przytłaczała go, ba-wręcz była katorgą, czego efektem stała się poduszka owinięta dookoła głowy, ze szczególną pieczołowitością zatykająca uszy.

-Mamo, błagam,tylko nie te skrzypeczki...zajęczał anty-konser
- a czy musisz tu leżeć? Wracaj do swojego pokoju może?
-tu mam większą przestrzeń i czuję sie mniej " przytłoczony przez życie" a ty mi tu ze smyczkami...o....kotek przyszedł...Chodź Zielonooki...niech cię mama też ukulturalni...co tylko ja się mam męczyć...?
Zielonooki wszedł, nie zwracając uwagę na dżwięki muzyki-podbiegł prosto do miski, zjadłszy popatrzył na Mariolkę(że" może jeszcze by się coś znalazło,jakiś frykas?") ale Mariloka zrobiła "duże oczy" -więc Zielonooki tylko podkulił ogon,miauknął i uciekł... :)
Takie...czarymary Mariolki, uwieńczone sukcesem. Szkoda,że nie na wszystkich taki wytrzeszcz działa ;)
ale w nawiązaniu:
...jaka jest różnica pomiędzy czarodziejką a czarownicą? Jakieś...dwadzieścia lat:)
..to najłagodniej. Niestety wychodzi mi z rachunków, że jakby co to "załapuję się" do grona czarownic:)
Co z tego wynika? Nic specjalnego...świadomość? Nie ma to jak trzeźwe spojrzenie...[sic!]
:)
11:43, surfinia
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 11 lutego 2008
wyzwania... ;)
-Pani doktor, zostały mi tylko DWA mopy! Gdzie się reszta podziała??? -poskarżyła się salowa potrząsając jednym z owych
-Pani Lusiu, a dlaczego pani z tym do mnie? czy to czasem nie trzeba napisać o brakach do zaopatrzenia? no niech pani z tym idzie do oddziałowej,nie do mnie, bardzo proszę!
Pani Lusia sapnęła:
- Musiałam TO po prostu komuś powiedzieć. Od razu mi lżej, bo szlag mnie trafia od wczoraj!!!

:)

Praca lekarza niesie w sobie różne niespodzianki. Trzeba być przygotowanym również na leczenie dusz ;) Albo na wczucie się w emocje Konserwatorki Powierzchni Płaskich...

:)


21:40, surfinia
Link Komentarze (13) »
niedziela, 10 lutego 2008
z cyklu: osobiste
Nadal dzieje się trochę...i nie do końca tak, jak bym chciała.
A to ponoć ma być dla mnie dobry rok,jak dla wszystkich zodiakalnych Raków, z pewnymi zastrzeżeniami,żeby...żeby pewnych rzeczy NIE robić,to wszystko będzie dobrze,albo lepiej. Więc to BĘDZIE dobry rok,choćbym miała stanąć na głowie. Ale są takie chwile...że trzeba postawić przysłowiową kropkę nad "i"
...i nie tchórzyć. Nie jestem typem tchórza,ale nie lubię ranić ludzi. Więc to co muszę zrobić...nie jeest dla mnie bułeczką z masłem, którą się zjada i zapomina.

Mam do przeprowadzenia pewną poważną rozmowę osobistą na tematy ważne, zahaczające o ludzką godnośc,szacunek. To konieczne, nie można przed tym uciec,choć..bardzo bym chciała.
Nie wyobrażam sobie przeprowadzenia tej rozmowy przez telefon albo mailem, bo to zahacza o tchórzostwo.
A ja-chciałabym elegancko, z klasą...tak jak może to załatwić tylko dama.
Mam wrażenie,że osoba, której chcę pewne rzeczy powiedzieć -zasługuje na to,żebym porozmawiała z nią oko w oko. Mam również wrażenie,że i ja zasługuję na to,by mnie ta osoba wysłuchała z  uwagą , przyjęła do wiadomości i uszanowała moje przesłanie, moją decyzję podjętą jednoosobowo.
To co mam do powiedzenia ...nie będzie miłe ani oczekiwane przez tego kogoś. Dotyczy również mnie.Najchętniej wzięłabym tę osobę za rękę i patrząc w oczy, uśmiechając się łagodnie-powiedziała to co chcę. Po można powiedzieć coś w sposób bolesny, uwłaczający,ale można też niekorzystną wiadomoc osłodzić...i tak właśnie ja chcę.
Spotkanie odbędzie się, bo chować glowy w piasek nie mogę.
I tym razem będzie bardzo,bardzo przemyślane...Chciałabym,żeby nie pozostał po tym osad...i żebyśmu nadal mogli myśłeć o sobie z szacunkiem i sympatią...czy się uda?...





14:05, surfinia
Link Komentarze (18) »
czwartek, 07 lutego 2008
komplement
-śmiejesz się jak Krecik z kreskówki!

To zdecydowanie ładny komplement.

-Yooooooo .... :)

                                                   
23:42, surfinia
Link Komentarze (14) »
środa, 06 lutego 2008
Jak Marek po piekle
Tłukę się jak Marek po piekle. Nie obrażając Marków . A może i piekła ;)
Minął miesiąc z kawałkiem nowego roku ,a wrażeń mam ...za dwa lata co najmniej. Wykonuję pół na pół-ruchy mądre i całkiem bezsensowne. O wiele bardziej wolałabym,żeby szala przeważyła się na stronę tych mądrzejszych ruchów. Ale nie ma tak dobrze;) To samokrytyka, gdyby ktoś nie zauważył;)
Dziś był dzień ruchu nieprzemyśłanego. ...Albo może..przemyślanego nie do końca.
...A może przemyśłanego do końca, tylko z wyłączoną wyobraźnią... A może z wyobraźnią tylko bez użycia całości mózgu...
Teraz się tłukę właśnie z tego powodu, a przecież miałam iśc spac, przecież jestem śpiochem! Po powrocie do domu zrobiłam dwa prania, porządek w szafie,ugotowałam o północy (!) dwudaniowy obiad "na jutro",oglądając "Chirurgów"-bo uwielbiam ten film, za nic go sobie nie daruję . Jest 1 w nocy. Jeśli mnie nie przestanie"nosic" to upiekę ciasto (aha,na szczęście z ostatnich jajek zrobiłam dziecku jajecznicę , no to piec nie będę).
Już wiem, wezmę najnudniejszą ksiązkę fachową i zacznę ją czytac. Zawsze skutkowało..więc może? Wszystko byłoby dobrze,gdyby jutro nie trzeba było iśc do pracy na cały niemal dzień. Mogłabym do świtu przeglądac zawartośc swojej głowy, wytrzasając to co bezsensowne, błędne, szkodliwe, zapełniając puste miejsca samymi mądrymi,szczytnymi sprawami i odpowiedzialnością ponad wszystko;) Do tego przydałoby się wino i zaprzyjaźniona dusza do towarzystwa. Dziecku bym wina nie dała...bo woli piwo. Mężczyzna wyjechał ...zresztą tej akurat sprawy z nim wolałabym nie omawiac...chyba by nie zrozumiał,albo zrozumiał opacznie.
Reszta zaprzyjaźnionych dusz śpi i niech im się pięknie śni...
Radzic innym łatwiej niż sobie, po raz kolejny się o tym przekonuję.
OK. Idę się napic syropu na kaszel i postawi krótkiego pasjansa.Co ja do cholery mam zrobic z tym fantem, którego mam na myśli? ...

                    
"Może to tylko złudzenie, ale pomaga mi żyć: każdy nasz gest ma znaczenie, ruch głową i słowa, milczenie i myśl.
Może mam tylko nadzieję na inny, wrażliwy świat. Może jest miejsce, gdzie wszystko, cokolwiek istnieje zostawia swój ślad.
    Próbuję znów opisać to, co tak lęka się nazw i wciąż jeszcze śpi głęboko w nas.
    Historia to mgła- a jutro nieważne- więc sens tylko ma dziś, teraz i tu. Szczęśliwy ten z nas kto żyje uważnie, bo dotrze do prawd za granicą słów"

                                            Anna Maria Jopek




01:12, surfinia
Link Komentarze (16) »
niedziela, 03 lutego 2008
wiosna dostała przyspieszenia,albo coś.
O godzinie przebudzenia -gdzieś koło 9 rano-z nienacka wpadła do domu wiosna przez otwarte okno-jak u Grechuty:
Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Roztargniona chyba ta wiosna,albo ze snem ma kłopoty,przeciez jeszcze nie czas...

A w związku z tą wiosną : coś dla mnie i dla innych Pań-
Kobieta flirtując minutę traci 90 kalorii!!!

Mariolka usłyszawszy to i przeliczywszy błyskawicznie na trzy kilogramy do stracenia przed wiosną powiedziała do Mężczyzny:
-no poflirtuj ze mną w takim razie , będę miała z głowy gimnastykę:)
Mężczyzna zdumiony popatrzył na Mariolkę nie kryjąc czegoś w rodzaju niesmaku(???)
-Flirtować z własną żoną?? Być to nie może.
I odwrócił się do ekranu komputera, na którym...właśnie oglądał najnowsze cyfrowe aparaty fotograficzne.
-Hm. Z własną żoną się poflirtować nie da? A to ciekawostka.Może jest to rzeczywiscie większa sztuka, niż flirować z cudzą żoną lub nie-żoną, ale przecież wszystko się zgadza- flirt to sztuka, i to sztuka piękna może warto się więc doskonalić,trening czyni mistrza -pomyślała i powiedziała Mariolka.
Nie mogła sobie darować. Albowiem-jest przekonana o swojej racji. Jak zwykle.
:)

Poza tym Mariolka wierzy w cuda.
:)




14:06, surfinia
Link Komentarze (28) »
sobota, 02 lutego 2008
a życie toczy się dalej:)
Wczoraj po południu zadzwonił do mnie kolega po fachu, że ma do mnie sprawę nietelefoniczną, ale nie ma czasu,żeby do mnie wpaść do domu, więc czy bym mogła wybiec przed osiedle, on będzie na mnie czekał w samochodzie,pokaże mi pewne papiery i już.
Otrzepałm się więc z mąki ( bo właśnie lepiłam pierogi) i niemal jak stałam- prawie"kuchennie" tylko z kurtką na grzbiecie wybiegłam.
Wsiadłam do samochodu kolegi a on po przyjacielsku cmoknął mnie w policzek na "dzień dobry" i z wdzięczności, że zgodziłam się dać mu radę w biegu.
Kiedy zaczęłam przeglądać przywiezione papiery - zadzwonił mój syn.

-MAMO, CO TO ZA OBCY FACET z którym siedzisz w samochodzie,widziałem cię- wsiadłaś do kilkuletniego wiśniowego Opla Vectry rejestracja DWR...(tu nastąpiło bezbłedne wyliczenie cyfr rejestracji samochodu kolegi;)
A cichutko i na zakończenie :"...ale wrócisz dziś, dokończysz te pierogi?..."

Dostałam ataku śmiechu. Jak widać mogę czuć się bezpieczna-zawsze mnie gdzieś wyczają. No i porwać mnie bezkarnie nie można...
..."zresztą kto by chciał porywać taki Mały -Duży Kłopot?;) " -podsumował mnie Męzczyzna,któremu opowiedziałam o synowskiej "inwigilacji" na straży mej moralności :)

Swoją drogą jednak...wzmianka o pierogach na samym końcu interwencyjnego telefonu...z lekka zachwiała moją pewnością,że to chodziło właśnie o mnie :)



12:09, surfinia
Link Komentarze (17) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes