moja jesień gra bossanovą...
RSS
niedziela, 15 lutego 2009
opowieść z lekka niesamowita :)
Panią K. znam od roku chyba, zjawiła się u mnie na rutynowe badanie z poczucia obowiązku, bez żadnych poważniejszych objawów, wynik badania dał jednak niezbity dowód ,że jej choroba jest poważna i wymaga interwencji chirurgicznej.
Była bardzo dzielna,kiedy jej to powiedziałam, choć zastrzegłam,że operacja daje jej ogromną szansę na dalsze życie w dobrym zdrowiu, bo choroba jest w niewielkim stopniu zaawansowania i całe szczeęście,że (naprawdę) przypadkowo została wykryta.
Następnego dnia uzupełniłyśmy jeszcze jej badania. Pani K. nie czekała i po kilku tygodniach zjawiła się już zoperowana, uśmiechnięta i pełna nadziei na przyszłość. Ma w sobie tyle pozytywnej energii i przekonania,że będzie dobrze... to wszystko wspomaga jej mechanizmy obronne.
Teraz pojawia sie na kontrole co trzy miesiące i bardzo tego pilnuje.

Nie o tym jednak. Codziennie stykam sie z dużą ilością pacjentów-jak to lekarz pracujący w szpitalu,przychodni jednej, czasem drugiej etc.
Całe mnóstwo osób wraca na kontrole takie czy inne. Niektóre osoby-jak to w mojej pracy-pojawiają sie i znikają. Ci wszyscy pacjenci tworzą ogromny"zbiór"ludzkich indywidualności. Nie wszystkich jestem w stanie zapamietać...bez dokumentacji, część jednak jak najbardziej-zwłaszcza tych , którzy wracają co kilka miesięcy.

Ale również...nie o tym. Albo częściowo o tym, bo ma stanowić to wstęp do sprawy niezwykłej.

Kilka dni temu wieczorem, po pracy - wykonywałam jakieś swoje domowe "syzyfowe prace" i nagle-ni z gruszki ni z pietruszki- po głowie zaczęło mi się tłuc nazwisko Pani.K. Co kilka minut zupełnie bezwiednie  powtarzałam sobie w myślach  to jej nazwisko-coś jak SOS, albo sygnał budzika nastawiony na "przypominanie".
Następnego dnia po obudzeniu-ze trzy razy to samo. Pomyślałam,że nie zdziwiłabym się,gdyby Pani K. pojawiła się u mnie w przychodni dnia następnego...
Kiedy ją zobaczyłam na korytarzu-jako ostatnią już tego dnia pacjentkę-wcale sie nie zdziwiłam , ba , nawet powiedziałam jej o tym:)
Ona tez się nie zdziwiła... i powiedziała mi tak:"Pani doktor, może tak być ,bo ja bardzo intensywnie o pani wczoraj wieczorem myślałam! wie pani,że minęło już trzy miesiące od mojej ostatniej u pani wizyty? Bałam sie,że nie będę mogła sie do pani dziś zarejestrować...a jak widać:udało się :) "

Z pewną obawą przystąpiłam do badania Pani K. bo...myśli myślami,ale dlaczego akurat ona kołatała mi sie po głowie ni z tego ni z owego ? pacjentów mam wielu i od dawna żaden nie spowodował tak intensywnego o nim myślenia przed wizytą u mnie...Miałam więc pewne obawy, że będzie byc może wznowa nowotworu u Pani K.
ALE NIE!
Nic nie było! :)


Swoją drogą...nie ukrywam, że wiele razy doświadczyłam sytuacji, w której można szukać sprawczego działania myśli moich lub cudzych...za każdym razem dziwi mnie to i zachwyca.
Oraz z lekka niepokoi... Pani K. jest jednak jednym z nielicznyh przypadków,kiedy zdarzyło mi sie to TAK WYRAŻNIE na "niwie" zawodowej...

:)

Aż by się chciało-bez zbędnej egzaltacji-sięgnąć po wyświechtane powiedzenie:
"Są takie rzeczy na niebie i ziemi, o których sie filozofom nie śniło... "




15:29, surfinia
Link Komentarze (29) »
czwartek, 05 lutego 2009
Zaginiony słoik międzyplanetarny
Kolega poruszony onegdaj wieścią, iż nie mogę dojść do siebie po ciężkiej grypie-wysłał mi z dobroci serca żurawiny. Nie wiem w jakiej postaci-zapewne w słoiku ;) I jak należało się spodziewać ,przesylka choć bardzo mocno zabezpieczona przed uszkodzeniem-nie doszła do mnie.
Dziś się okazało,że być może odkleiła się z przesyłki"etykietka" z moim adresem (bo takie łatwoodlepialne;) kolega miał ...) i cytuję:

"bezpańskie żurawiny błąkają się gdzieś we Wszechświecie" :)

Zaiste! wizja słoika z żurawinami szybującego gdzieś pomiędzy chmurami a nawet (!)pomiędzy planetami ...unikającego zderzeń z meteorytami...i apetycznym kolorem zawartości swej- wzbudzającego zdziwienie wśród ufoludków, na koniec...
jak sputnik (lub część sputnika) ladujący bez uszczerbku w koszyku na zakupy jakiejś zdumionej Maman albo też ( z uszczerbkiem) na głowie lub pod nogami jakiegoś elegancika z nosem w prasie codziennej ...to ech,co za wizja.
Od razu się uśmiechnęłam. Bo wyobraźnia -owszem, płata czasem nie zawsze miłe figle,ale nade wszystko -ratuje mnie często przed stanem zbliżonym do obłędu po zwariowanym dniu w szpitalu.
Wystarczy chcieć.
Wystarczy...jeden słoik z żurawinami. Międzyplanetarny. A może-a co tam-nawet międzygalaktyczny...
I może przez te "bezpańskie żurawiny błakające się we Wszechświecie ...ten Wszechświat choć na chwilę i choc odrobinę stanie się lepszy. Albo smaczniejszy. Albo...bardziej kolorowy
Bo na przykład
Dziś jadąc do pracy popatrzyłam na niebo koloru morelowego. Być może gdzieś w atmosferze krążą bezpańskie morele...? ;)


23:12, surfinia
Link Komentarze (27) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes