moja jesień gra bossanovą...
RSS
niedziela, 25 listopada 2007
osobisty wpis:)
-Chroniczny brak czasu mimo chęci jego miłego wykorzystania...albo choćby przespania się dłużej niż 5-6 godzin

-Wiele spraw na już do załatwienia, bo jak się mówi w pracy A -to trzeba powiedzieć i B.

-konieczność zajęcia się własnym zdrowiem, bo coraz bardziej szwankuje (szkoda,że nie da się pewnych rzeczy wymienic w człowieku tak od razu, nie mówię tu o twarzy;) -latka lecą i tzreba przyjąć to z godnością :)

-konieczność znalezienia w sobie mocy, żeby się nie bać wyników pewnych badań

Dlatego będzie mnie jeszcze mniej, choć i tak mało, niech mi to będzie wybaczone, Wy do mnie wpadacie, a ja zaniedbuję Odwiedzających,ale nie mam teraz na net czasu za wiele, z tego powodu że pracuję bardzo dużo-a wolny czas muszę poświęcić rodzinie i zacząć powoli przygotowywać się do Świąt, bo przeciez to już za miesiąc i trzeba logistycznie podejśc do wszystkiego

I cytacik,korespondujący z moją życiową filozofią, bardzo na czasie , dobry dla mnie, dobry dla wielu (więc nie zostawiam go samolubnie dla siebie)

"Całkowite lekceważenie wszelkich zagrożeń sprawiało  jakoś,że wszelkie zagrożenia zniechęcały się, rezygnowały i znikały " (T.Prachett)

to do niebawem :) jak wszystko pozałatwiam i będę mogła odetchnąć z ulgą)







17:37, surfinia
Link Komentarze (23) »
sobota, 24 listopada 2007
Humanizm Mariolki w czystej postaci
Zielonooki Kot pochłonął miskę mleka ,następnie nieco surowego mięsa i...wszystko zwymiotował na środku kuchni, po czym..znów zabrał się z apetytem do jedzenia(świnia nie kot!)
Mariolka stanęła bezradnie nad zawartością kociego żołądka (która to zawartość znalazła się POZA kotem) i wielkim głosem zawołała:
-Ten, kto wpuścił kota i tarmosił go w trakcie jedzenia niech sprzata teraz po nim kuchnię ale już!
Męska zawartość jednego pokoju udawała,że nie słyszy, ale w pokoju przyległym  do kuchni -trudno było nie słyszeć wspomnianego wielkiego głosu Mariolki (Mariolka czasem ma niedosłyszących pacjentów i musi mówić bardzo głośno-zatem trening czyni mistrza...;) Zatem po chwili -męska zawartość pokoju przykuchennego odezwała się z rozbawieniem nie ruszając czterech liter sprzed komputera :

-Mariolka, przecież jesteś lekarzem, humanistą, nic co ludzkie nie jest ci obce!

...Terencjusz czy inny Seneka, psiakrew...

- Nic co ludzkie nie jest mi obce, ale ...KOCIE i to "ze środka"??? -odwrzasknęła Mariolka tracąc nadzieję,że ktoś ją wyręczy w "tym" ...
Po czym przypomniała sobie, jak kiedyś oglądała zdjęcia rentgenowskie psa koleżanki i usiłowały wspólnie ustalić co pieskowi dolega ;) a druga koleżanka postanowiła podrzucić Mariolce papugę do zbadania,ale nieszczęśliwa papuga odeszła do ptasiego nieba, być może wizyta u lekarza niekoniecznie była jej miła...

Po tych wspomnieniach...Mariolka z westchnieniem zamieniła się na chwilę w konserwatorkę powierzchni płaskich i sprzatnęła po kocie,który patrzył na nią z miną :"ciekawe ,skąd TO mogło się wziąć? ja niewinny, ja z orkiestry"

-Hipokryta -mruknęla Mariolka -przecież złapałam go na gorącym uczynku...

22:42, surfinia
Link Komentarze (9) »
piątek, 23 listopada 2007
Mariolka nadaje sie na polityka...
...albowiem : dzielnie wytrzymała w ciągu kilku godzin wiele wystąpień w sejmie, patrząc w telewizor jak sroka w gnat, ustosunkowując się myślą i głosem do tego i w owego, czasem używając bazyliszkowego wzroku, co jakiś czas kiwając głową z zażenowaniem, lub na "TAK", a czasem- rechocząc sobie pod nosem z ukontentowania.
Jednocześnie chwaliła siebie samą za celność ripost i ogólne pojęcie "na każdy temat"(niemal jak Drzyzga). Brak samokrytycznego spojrzenia na samą siebie-jak najbardziej upoważniał ją do zajęcia się życiem politycznym, ba przeciez onegdaj śniła nawet bardzo realnie,że została prezydentem Polski :)
Oczywiście zdolność czujnego podsypiania w trakcie,kiedy inni męczą się na mównicy-tez jest cechą pożądaną dla polityka, bardzo "trendy" ;) i TO TEŻ Mariolka ma! :)
Ale nadszedł nieubłaganie czas zajęcia się prozą życia, polityka polityką, a pranie wywiesić trzeba. W trakcie tej czynności Mariolka usłyszała strzelaninę w TV... "OH, MON DIEU " -zakrzyknęła i dodała wielkim głoem: "Czy to w sejmie???" -po czym nie czekając na odpowiedź przygnała do pokoju, a tam na ekranie... nie Sejm, a Wołoszański, to znaczy "Twierdza Szyfrów".
A  w Sejmie: gadają, ustosunkowują się do tego i owego, rechoczą, pokrzykują (ale z lekka tylko-idzie nowe;), kiwają głowami,podsypiają, ziewają,
i byc może dłubią w nosach, albo wysyłają sms-y...

-Uff. Zatem się nie pozabiajali.

...Po czym poszła dalej wieszać pranie, z przekonaniem,że niebawem...wróci do polityki, bo bez Mariolki kraj na pewno sobie nie poradzi :)
:)

21:26, surfinia
Link Komentarze (12) »
czwartek, 22 listopada 2007
Mariolka i myśli
-Tak wiele mi ostatnio umyka... westchnęła Mariolka mając na myśli:

-kolejny dzień,który składał się tylko z poranka i wieczoru ,bowiem częśc "pomiędzy" - gdzieś  się  przedziwnie  zagubiła w rozlicznych obowiązkach (potwierdzając tym teorię
o względnosci czasu)
 

- strzępy informacji o świecie i kraju

-okazję kupienia nowych butów na zimę (jednego dnia były w potrzebnym
numerze, a drugiego dnia już oczywiscie nie...

-ważne wydarzenia "na mieście"

-tramwaj -niekoniecznie niebieski jak w piosence

-okazje do kontaktów towarzyskich...

-kreseczkę nad literką "c "-bo coś się stało w programie,co uniemożliwia
zmiękczanie głoski "c" przez dolepienie do niej owej kreseczki ...

W chwili ,kiedy Mariolka usiłowała usystematyzowac kategorie owych umykających zjawisk...umknęło jej również mleko z garnka,które sprytnie wykorzystało chwilę nieuwagi kucharki

Mariolka jest jednak typową Polką. Czerpie bowiem czasem pociechę z tego, że"inni mają gorzej" (co jest nasza narodową cechą;)-bo na przykład takiemu Zielonookiemu Kotu ostatnio umknęła mysz, którą sobie przyniósł z dworu w celach zabawowych i kulinarnych. I nie dośc, że się nie zabawił i nie pojadł-to
jeszcze "nabawił się" przydomków :"niezdara " i "dupek", a więc poza myszą umknęła mu również godnośc i okazja do zgrywania Kota Łownego.

...Mariolka zatem uspokojona starła mleko z kuchenki i już nie myśli.
Byc może to jest jej największą stratą,ale tego jej oczywiście nkt taktownie nie powie.
ciiiiiiiiiiiii...
;)

23:19, surfinia
Link Komentarze (14) »
wtorek, 20 listopada 2007
Mariolka i serce
-Nie masz serca! -powiedział syn Mariolki ...do Mariolki, kiedy ta ostro nakazałą mu poodkurzać mieszkanie i była głucha na wszelkie argumenty przeciw...

-nie masz serca!! KOTU żałujesz??- powiedział mężczyna, kiedy Mariolka nalewając mleka kotu do miski-zachowała dla siebie parę kropli na później do kawy.

-nie masz serca!!!-wołały oczy Zielonookiego Kota, kiedy Mariolka przegoniła go od kuchenki, na której dusił sie gulasz wołowy (dla ludzi,nie dla kota,który i tak zjadł już całą wielką puszkę kociego żarcia i wydawało się,że zaraz pęknie )

Mariolka zastanowiła się.No bo jeśli coś twierdzi jedna osoba, to nie musi być prawda, ale jeśli dwie osoby są podobnego zdania a do tego jeszcze zwierzę...to może coś w tym jednak jest...
Wzięła zatem stetoskop,przyłożyła sobie w to miejsce, gdzie zwykle osłuchuje się serce i powiedziała poważnie: "prosze nabrać powietrza i nie oddychać"
Mariolka jako subordynowana osoba wie, że w takich razach nie ma co  dyskutować z lekarzem więc wedle nakazu - powietrza do płuc  nabrala i przez chwilę nie oddychała...
Serce było o dziwo- obecne gdzie trzeba i biło równym rytmem.
Tylko Mariolka za chwilę parsknęła śmiechem, bo zorientowała się,że mówi nie do pacjenta,tylko do siebie...



19:11, surfinia
Link Komentarze (17) »
sobota, 17 listopada 2007
???
Ktoś mi napisał niedawno krótkiego maila, że mój blog poszedł w rankingach do góry, zajrzalam gdzie trzeba i zdziwiłam się,myślałam,że to jakaś pomyłka...ale nie,zaglądam codziennie i...dziwię się nadal, no jest mnie tu mniej niż więcej...bo

czas mi się sfilcował jak nieopatrznie wygotowana w pralce skarpetka,a głowę mam zaprzatniętą tyloma sprawami, o których trudno pisać,bo nie do końca moje są te sprawy,ale jestem w nie niejako uwikłana,cokolwiekmiałoby to oznaczać ;)

I czasem myśl do głowy mi wpadnie, że chciałabym prędko o czymś napisać (bo ważne lub uwiecznienia warte) zanim koncept ucieknie,ale i tak ucieka, bo te myśli maja to do siebie,że od rąk-nawet bardzo zręcznych i pośpiesznych- o wiele szybsze są... ;)

W sumie to i dobrze,że ostatnio jakby więcej osób tu do mnie zagląda, bo może apel, który na sugestię Reiwsz,ale też z mojego własnego przekonania że tak trzeba- umieściłam na blogu- przeczyta Ktoś,kto jeszcze na niego nie trafił...
...i pomyśli: "trzeba coś z tym zrobić, żeby tych pieniędzy na Lalutka nie stracić"
...i napisze do Posła na którego głosował...

Ja napisałam do kilku, nie zajęło mi to wiele czasu, można coś dobrego zrobić nie ruszając pupy z domu... Zasadniczo to dla mnie MA znaczenie, GDZIE trafią pieniądze -ten 1 % z mojego podatku dochodowego. Bardzo ciężko i dużo pracuję i nie chciałabym, żeby pieniądze te zostały przeznaczone na cele inne niż ten,który uważam za słuszny...
Co roku mialam dylematy, gdzie wpłacić ten jeden procent...i od kiedy można, wpłacam zwykle na ratowanie życia i zdrowia dzieci. Od zeszłego roku i oby jak najdłużej moim "podopiecznym" w tym względzie stał się synek Reiwsz, która nadzwyczaj skrupulatnie informuje (na swoim blogu) mnie i Innych o małych i wielkich krokach w rozwoju Małego, a wszystkie te kroki wywalczone są ogromną pracą i poświęceniem Rodziców, nie wszsytko jednak da się załatwić bez pieniędzy...to smutne, ale taki jest świat, od kiedy wymyśłono środki płatnicze....

11:38, surfinia
Link Komentarze (15) »
wtorek, 13 listopada 2007
brak mi czasu,ale ważne, więc jak nie napisać?
No i proszę, tkwiłam do wczoraj w nieświadomości, nie wiedziałam,że będzie problem z tym 1% z dochodów, które można przeznaczać na Instytucje Użyteczności Publicznej.
Za zeszły rok ten 1 mój procent dostał synek Reiwsz, a tu się okazuje,że zmieniły sie przepisy! :(
I jeśli NIC nie zrobimy...to juz nie będziemy mogli Lalutkowi(synkowi Reiwsz) pomagać, straci szansę na wiele pomocnych mu działań terapeutycznych...
i to właśn ie teraz,kiedy zaczyna się otwierać na świat! Co śledzimy z radością sekundując Dzielnym Rodzicom, ciesząc się wraz z nimi,kiedy Mały robi KROK DO PRZODU i odkkrywa nastepny kawałek świata...

Więc mimo,że miało mnie tu nie być,bo mam coś do zrobienia-to jdnak JAK tego nie zamieścić??? Oto apel Reiwsz. Zrobiło mi się bardzo,bardzo smutno...ale precież i my możemy coś spróbowac zrobić!

Uratuj 1 Procent. APEL DO WSZYSTKICH BLOGOWICZÓW.

Kochani, dzięki Waszej ofiarności, dzięki Waszemu 1% mój Lalutek ma dostęp do terapii. Kibicujecie mu od dawna, wspieracie naszą drogę pod górę. DZIĘKUJĘ!

Jeśli nie zareagujecie na ten apel, nie będzie mogli mu już więcej pomagać. Przeczytajcie, więc proszę i ZAREAGUJCIE!

Szanowni Internauci, Rodzice Dzieci Niepełnosprawnych, Osoby Niepełnosprawne i Wszyscy Ludzie Dobrych Serc, chcący pomóc,

Aktualnie obowiązująca ustawa o podatku doch. od osób fizycznych uniemożliwia przekazywanie przez Was 1% Waszego podatku dochodowego wybranym przez Was osobom - podopiecznym Organizacji Pożytku Publicznego.

Jeśli uważacie, że trzeba to zmienić, to - wykorzystując internet - prosimy:

a/ zwrócicie się - jako Wyborcy - do Waszych Parlamentarzystów (tu jest ich lista uzależniona od okręgu wyborczego; po kliknięciu nazwiska posła pojawi się ikona poczty, pod którą jest ukryty adres mailowy: http://www.sejm.gov.pl/poslowie/okregi6.htm) przesyłając im poniższy tekst z prośbą o spowodowanie zmiany w ustawie w przyszłości oraz prośbę - propozycję wykorzystania aktualnych rozwiązań prawnych, tak aby było możliwe przekazanie 1% ze wskazaniem osoby w rozliczeniu PIT za 2007 rok,

Tekst dla Rodziców dzieci niepełnosprawnych (tu możesz pobrać)
Tekst dla pozostałych Podatników

PROSZĘ UZUPEŁNIĆ W WYSYŁANYM TEKŚCIE DANE OSOBOWE WŁASNE I POSŁA ORAZ POPRAWIĆ FORMĘ JĘZYKOWĄ OZNACZONĄ KOLOREM CZERWONYM

b/ proście swe rodziny, znajomych o przesyłanie powyższych próśb do ich parlamentarzystów,

c/ nagłaśniajcie powyższe rozwiązanie i prośby na forach internetowych, kontaktujcie się ze znanymi Wam mediami w tej samej sprawie.

STWÓRZMY NACISK MAILOWO-MEDIALNY NA DECYDENTÓW -
MIEJMY WPŁYW NA NASZĄ RZECZYWISTOŚĆ!

ZBLIŻA SIĘ CZAS ROZLICZANIA PIT 2007!

ZAMIEŚĆ U SIEBIE NA BLOGU! Przyłącz się!

Apel o spowodowanie zmian w przepisach dotyczących 1% podatku, zamieszczony jest na stronie Natalki.


22:55, surfinia
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 12 listopada 2007
miało być a nie jest
Miałam mieć więcej czasu od poniedziałku,a nie mam. To znaczy dziś jeszcze tak, od jutra znowu nie. Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie, ot życie.
Muszę się zająć kilkoma palącymi sprawami swoimi i cudzymi, ale ważnymi tak jak moje, więc może mnie przez "chwilę" nie być tu, bo czasu nie wystarczy,ale nic złego się nie dzieje :) Do niebawem :)

23:53, surfinia
Link Komentarze (9) »
Geneza nicka-coż,przerwać łancuszka nie sposób;)
Dwa i pół dnia mnie nie było w sieci (wyjechałam) i proszę-już wywołana do tablicy-przez Zaboćka, być może jeszcze przez Kogoś,ale nie zdążyłam jeszcze się zorientować :)
Jak zacząć?
...dawno,dawno temu...ale w sumie to nie było tak dawno...a gdzieś ok. roku 2000, czyli wtedy kiedy przestałam się bać komputera, ustaliłam bowiem z całą pewnością,że trudno tak od razu zepsuć komputer przez samo włączenie i użytkowanie zgodnie z przeznaczeniem ;) ...czasem zaglądałam tu i tam. I czasem coś napisalam- najpierw pod jednym , potem pod jakimś innym nickiem,ale to nie było TO.
I pewnego dnia- ktoś napisał coś na temat dwuznacznego,zabawnego tłumaczenia nicków i wspomniał też o "Surfinii jako kobiecie surfującej w sieci". Jak widać nie miało to nic wspólnego z ładnym kwiatem:)
Zaraz napisałam do twórcy owej definicji z zapytaniem,czy mogłabym sobie ten nick "wziąć". Twórca powiedział,że nie widzi przeszkód i że będzie mu(nawet!) miło.
I tak zostało.
Przez długi czas nie użytkowałam owego wirtualnego imienia(leżało sobie odłogiem),bo jakoś nie było okazji, aż do momentu,kiedy postanowiłam założyć swojego bloga na Bloxie.
I wtedy Surfinia wylazła z kąta, otrzepała przykurzone i lekko pogniecione płatki...wskoczyła na deskę surfingową i dokonała wślizgu w ten swój kawałek sieci ("mój jest ten kawałek podłogi") tak skutecznie,że tkwi w nim już dwa lata, deskę odstawiła do kąta, grzeje się przy wirtualnym kominku, raz rozkwita, raz z lekka więdnie, jak to kwiato-kobieta, zgodnie z porą roku i nastrojem, przy ludziach miłych i mądrych trwa dłużej niż sezonowa roślina ...i tyle. Koniec historii....

i co? Jeszcze 5-6 (?) nominacji... i tu mam problem,bo chciałabym wiedzieć o genezie nicków Was Wszystkich...o niektórych nickach conieco wiem...bo albo przeczytałam/usłyszałam,alebo...nicki sa bardzo przejrzyste...
więc może.... o tych których nie wiem?

1.arlekino58 -czy dlatego,że Arlekina czasem przedstawia się z łzą...?

2.mozarcik64-skąd to muzyczne skojarzenia?:)

3. cito1 - ???? -dawniej, na samym poczatku myślałam.że z racji łacińskiego słowa tak często używanego w medycynie- jesteśmy podobnej profesji

4.anieros -kompletnie zero skojarzeń -więc????

5.wanilia39 - pachnie się pięknie i słodko...

6. prof.
Sut Sztywny -czegośtam się domyśłam,ale kiedyś ten nick wprawił mnie w osłupienie:)

Gdyby można tak jeszcze móc z 50 nominacji...

a teraz ide prać, bo to co zastałam po powrocie z wyjaxdu do domu nie nadaje się do opisania :)




19:58, surfinia
Link Komentarze (8) »
piątek, 09 listopada 2007
powinna być cisza,ale

...spojrzał na mnie z ekranu telewizyjnego. Policzek podparty na dłoni jakby w zadumie,bo taka przed wojną była maniera w wykonywaniu zdjęciowych portretow.
Nie znałam tamtego zdjęcia...
Spojrzenie ostre, uważne,sympatyczne i mądre. To była tylko krótka chwila,ale czułam, wiedziałam,że go zobaczę,kiedy w uzupełnieniu uroczystości katyńskich
na ekranie pokazało się kilkadziesiąt zdjęć... i On tam był.

Bez względu na to, jakie kto by miał wątpliwości co do organizacji tej dzisiejszej uroczystości- była (jest) ona dla mnie ważna, bo Dziadek Kazimierz zostanie pośmiernie awansowany o jeden stopień...tak jak wszyscy ci, którzy zginęli w Katyniu, Miednoje i Charkowie-straceni przez NKWD.
Kiedy awansuje bohaterski żołnierz- jego rodzina powinna przy tym być.
Jestem i będę przy tym i ja- całą duszą, ze ściśnietym sercem od wzruszeń.
Ja, Jego wnuczka.
Dziś zastanawiałam się...jak to jest wiedzieć,że za chwilę zginie się od strzału w tył głowy.
Oraz...jakim trzeba być człowiekiem,żeby zabić...zabijać.

Ilu wspaniałych ludzi wtedy zginęło. Gdyby (oni i inni) przeżyli wojnę...



znalazłam w sieci -Matka Boża Katyńska.
Przejmujące.








18:59, surfinia
Link Komentarze (28) »
czwartek, 08 listopada 2007
Węch Mariolki i co z tego wynika
Kiedy Mariokę boli głowa-jej węch staje się wyczulony tak,że prawdopodobnie miałaby szanse na karierę psa-tropiciela. Gdyby na przykład tychże zabrakło.

Dziś wieczorem weszła na swoją klatkę schodową i poczuła TEN zapach.
Skojarzenie natychmiastowo-prosektoryjne. Przed oczami Mariolki przetoczyły się dziesiątki obrazów -co jeden to straszniejszy. Kto wie,czy gdzieś w bliskim otoczeniu nie ma zapomnianych zwłok... Kto wie,czy nie popełniono strasznej zbrodni, na skutek której ten zapach zaistnial i ba-pewnie będzie się nasilał.

Mariolka zatem zaczęła poszukiwania źrodła zapachu. Najpierw obejrzała wszystkie kąty na klatce schodowej, "bo może jakiś kot oddał ducha na tejże"?
Zielonokiego Kota wykluczyła, bo prawie zjadł Młodego dziś rano razem z kocim żarciem i poszedł się szlajać ( a żeby"emitować" wyczuwany zapach- musiałby być już w stanie rozkładu).

Sąsiadka z piętra za bardzo kocha swego męża, więc zamordować go raczej nie mogła ;) zresztą Mariolka upewnia się, bo słyszała głosy sąiadów w czasie "śledztwa". Brak sąsiada spod "trójki"nieco niepokoił ją, od kilku dni go nie widziała, zatem (żeby jej ktoś nie zobaczył)przytknęła nos do drzwi nr 3 - by stwierdzić ,że to nie stamtąd.

Wdrując na piętro -stwierdziła,że zapach rozkładu nasila się.
Lekko miękkie nogi miała, bo obok żadnego mocnego ramienia,coby się wesprzeć gdyby na przykład po wyważeniu drzwi do sąsiadów "nadmieszkających" okazało się,że leży tam ktos od paru dni i nie dycha.
Ponieważ Mariolka jest dyskretna, delikatnie i nieśmiało zapukała do drzwi "podejrzanych", bo preczucia miała mieszane. Właściwie to z ulgą ujrzała sąsiadkę w drzwiach
- czy wszystko u was w porządku?-zapytała
- a jakże! ugotowałam flaki. Może się poczęstujesz? zapraszam!
...

Niektórym ludziom zdecydowanie powinno się zabronic czytania powieści Chmielewskiej czy kryminałow Agathy Christie;)

...wężykiem! wężykiem! ...






22:02, surfinia
Link Komentarze (21) »
wtorek, 06 listopada 2007
w drodze-historyjka bo nie historia ;)
Mężczyzna w drodze nie miał czasu ,ale jak każdy zdrowy człowiek-miał potrzebę konkretną,powodującą ucisk na ..mózg i nie tylko, wymagającą zatrzymania się na stacji benzynowej i udania się do miejsca,które charakterystycznym oznaczeniem na drzwiach-sygnalizuje, że tylko mężczyżni mają tam wstęp.

Stanął przy wiadomym urządzeniu z porcelany, a trzeba powiedzieć , że obok było jeszcze dwóch mężczyzn, też z drogi i też z potrzebą :)
Kiedy Mężczyzna uczynił odpowiednie przygotowania...raptem z jego kieszeni odezwał się uroczy damski głos :" Szukam sygnału GPS. Jak znajdę-to ci powiem".
Współużywacz WC nr jeden-na dźwięk damskiego głosu stracił nieco kontrolę i strumień moczu skierował na ścianę,niemal jak ogrodnik,któremu wąż ogrodniczy ucieka pod zbyt duzym ciśnieniem wody;)
Drugi Wspóużywacz męskiego WC - spuścił wzrok i zaczął czegoś uważnie... szukać...sygnału?;)
Mężczyzna -bohater wątku- rownież zaprzestał czynności zasadniczej i zaczął
poszukiwania damskiego głosu,który w męskiej ubikacji o zgrozo! nie mógł odnależć sygnału :)

Za to facet stojący przy umywalce i myjący ręce "po fakcie"(brawo!)spojrzał na Mężczyznę z uwagą i rzekł:
-co to się porobiło...już nawet do kibla bez nawigacji trafić pan nie możesz?;)

Skąd to wiem? nieee, nie byłam tym głosem choćby dlatego,że nie da się mnie ... wsadzić do kieszeni. Mężczyzna ujawnił się ze swoim przywiązaniem do niewielkiego przedmiotu nawigacyjnego-przez przypadek.
A mnie w to graj, bo nie dość , że się uśmiałam -to jeszcze mogłam opisać tę prawdziwą historyjkę. Bo jak wykazują doświadczenia czy też obserwacje-nawet z tak błahego wydarzenia (minibzdetu) można zrobić Wydarzenie Medialne- bądź co bądź Gazeta to medium ;) zatem jeśli w niej piszę na bloxie - kreuję coś w rodzaju takiegoż wydarzenia:)






19:57, surfinia
Link Komentarze (20) »
piątek, 02 listopada 2007
piękni w Zaduszki
Lubię "Widotekę dorosłego człowieka"- a mało brakowało, żeby pewien ktoś, komu nie podobało sie,ze program prowadzą ludzie mocno dojrzali(bo przecież obowiązuje kult młodości i gładkiej buzi,nawet jeśli właścicielka lub właściciel-niewiele maja do powiedzenia) nie wyrzucił tego programu na zawsze z ramówki telewizji publicznej. Na szczęście program wrócił. I okazuje sie,że wiele osób nań czekało.
Czasem ogląda się to z łezką w oku,czasem z niedowierzaniem ("TO się mogło podobac???" ) a czasem z rozbawieniem - na przykład mój syn oglądał
ostatnio program z udziałem "Tercetu Egzotycznego" i dobrze się bawił,ja zreszta też, bo szczyt popularnosci tego zespołu był wtedy,kiedy byłam dzieckiem,ledwo miałam świadomośc,że taki zespól jest, bo była jakaś ich czarna płyta w domu,zakupiona przez rodziców :)

No ale dziś- w Zaduszki obejrzałam program z przyjemnoscią i uwagą oraz z wyżej wspomnianą łezką w oku...Jak bardzo zmieniła mi się "optyka"...

Bo na przykład ... Łucja Prus.dlaczego kiedyś wydawała mi sie nijaka? Może jako smarkula nie potrafiłam docenic wdzięku, głosu i tego CO pani Łucja śpiewała? Teraz patrzyłam na piekna kobietę, która miała głos ponadprzeciętny, a wykonanie " W żółtych płomieniach liści" wraz ze Skaldami
wydało mi się wręcz perfekcyjne...

Mira Kubasińska. Dawno temu patrzyłam na nia przez pryzmat jej"niegrzecznej" urody, wymykającej się kanonom, bardziej zajmowały mnie(irytujące) spodnie w kratkę Tadeusza Nalepy, niz to CO i JAK Nalepa grał...
I wstyd mi,ale na szczęście po latach do tego"dorosłam".

I o Marku Grechucie tez było, bo jakżeby nie? Ale tu optyka cały czas niezmienna. Piosenki Grechuty od zawsze-czyli od momentu zetknięcia się z nimi, aż do dziś- kocham miłością niezmienną ,nawet  coraz bogatszą.

Za smutek mój, a pani wdzięk,
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
i lekkomyślnie dałem słowo, że kwiat ich kwitnie księżycowo,
a liście mrą srebrzyście



Patrzyłam na zaklęte w ruchomych obrazach wspomnienia...kiedyś Oni wszyscy byli piękni...
i BYLI.
20:29, surfinia
Link Komentarze (39) »
czwartek, 01 listopada 2007
Dialogi
Mariolka miala zły sen,więc jedyną radą było otwarcie oczu. Na ten widok sen natychmiast zmienił się w ziarenko maku i wstydliwie czmychnął pod dywan.
Mariolka wstała i przydeptała zły sen, żeby już nie wylazł.

Okno pokazało, że pogodna była łaskawa.
- trzeba niedługo jechac na groby-mruknęła do siebie Mariolka i rozejrzała się wokoło...

-Dzień dobry,Mariolko-usmiechnęła się Babcia wspomnieniem
Pamiętaj co zawsze mawiałam: karm dobrze bestie!
-Dobrze ,Babciu-odpowiedziała Mariolka po czym naszykowała talerz kanapek dla Młodego,który jeszcze spał, nasypała pokarmu rybkom i otworzyła balkon

-Miau - odezwał się Zielonooki Kot,który bezszelestnie wsunął się przez szparę w drzwiach,którą Mariolka dla nego zostawiła.
-Cześc,Zielonooka Bestio-powiedziała Mariolka-na co masz ochotę?
Na mleko ? Jeśli tak, powiedz "miau"
-Miau...!
-OK- Mariolka nalała mleka do miseczki.
- a do drugiej dac kawalek rybki?
-Miaaaaauuuł -rozległo się z pełna aprobatą.

-Mamo! -zaśmiał się Dryblas- gdyby mi ktoś powiedział,że wy tak sobie rozmawiacie z kotem, to bym nie uwierzył! :)
-no to juz teraz wiesz,że nie kłamię:)-odpowiedziała
-A teraz jedz,Bestio i jedziemy bo Nasi Bliscy na nas czekają.

-Tak, tak Mariolko,przyjedź,czekam- pamięc odezwała się głosem Mamy. Pamietaj tylko jak będziesz u mnie...że ja nie lubie tych bordowych drobnych      chryzantem...
-Spokojnie Mamusiu. Będzie Ci sie podobał i stroik i kwiaty...

Młody nic nie słyszał i spokojnie skończył śniadanie.
-Ale musisz jechac dziś ostrożnie, nie szalej -powiedziała Mariolka
-Mamo. Mówisz jak ta matka lotnika:"synku -lec nisko i powoli".
nie bój się,to JA prowadzę.
-Musi byc jakiś podział obowiązków! Ty prowadzisz,a ja się boję:)
Sprawiedliwie musi byc!

I pojechali.
A po kilku godzinach bezpiecznie wrócili.
Mam nadzieję,że Wy też...




20:44, surfinia
Link Komentarze (14) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes