moja jesień gra bossanovą...
RSS
niedziela, 22 listopada 2009
wpis bardzo zwyczajny o sprawach zwyczajnych
Jako istota przekorna -za nic mam sobie mody i trendy, albo no..prawie za nic, bo jednak tak całkiem bez mody żyć się nie da...ale przekorność owa dotyczy książek. Bo chyba wybredna jestem (ale też nie... nie zawsze).
Od pewnego czasu, kiedy mi się w głowie z lekka "poprzestawiało";) raczej dążę do tego,by ta "rozrywkowa"lektura (bo od fachowej nic więcej poza merytoryczną wartością raczej wymagać nie można) była przyjemna dla ducha i...oka...
Tak,dla oka. Bo ważne jest to, jakie obrazy można przywołać sobie przed oczy,kiedy się książkę czyta.Natomiast kompletnie nieważne jest to,co kto sobie pomyśli - że ckliwe, że banalne,że za kolorowe i "zbyt ładne", że niemal "jeleń na rykowisku";) -bo nie ma spisków,wielkiej polityki, pościgów i wielkich wybuchów oraz biuściastych piekności,które potrafią wszystko-od opanowania sieci komputerowej przez unieszkodliwienie bomby podłożonej przez terrorystów aż do uratowania całej ludzkości:)
Istotne jest dla mnie też , czy postaci z czytanej książki pozwolą na to,by się z nimi zaprzyjaźnić.
Swego czasu wręcz alergicznie reagowałam na cykl"Nad Rozlewiskiem"- wchodziło się do księgarni,a tu półki zastawione w większości egzemplarzami ksiązek z tego cyklu. Totalna dominacja.
Ta alergia-nie umotywowana niczym sensownym-trwała kilka miesięcy i pewnie z przekory wspomnianej-nie przeczytałabym. Ale koleżanka przed wakacjami podrzuciła mi jedną z tych książek - "Powroty nad rozlewiskiem" , więc jak ksiązka już była to... trzeba ja przeczytać. I "połknęłam" ją w 1,5 dnia leżąc nad Jeziorem Magicznym w hamaku -za nic mając sobie osy i komary:)
Polubiłam bohaterki. Stwierdziłam też ,że ekranizacja będzie porażką.
Pierwszy odcinek serialu mi sie nie podobał. Drugi i trzeci-obejrzałam na zasadzie :"może się rozkręci". Następne... z ochotą.

I nie tylko dlatego,że jestem sentymentalna. Nie dlatego,że na niedzielny wieczór-poprzedzający wstrząs związany z poniedziałkiem ;) film powinien być łagodny.
Ale też dlatego,że te obrazki są miłe oku, a postaci-ciepłe i ludzkie. Najbardziej podoba mi się Małgorzata Braunek. Nic w niej nie ma z pretensjonalnej Izabeli z "Lalki" -jest taka...normalna i zdecydowanie jest kobietą z klasą :)
Chciałabym kiedyś taką być :)

I jeszcze dlatego...a może PRZEDE WSZYSTKIM, że czasem mam ochote rzucić duże miasto , gdzie wiecej biegu, pośpiechu i stressu niż czegokolowiek innego, gdzie często trzeba pazurami walczyć o przetrwanie-jak w dżungli  i... zaszyć się. Choćby nad takim...rozlewiskiem...albo w przybliżeniu.
:)



21:51, surfinia
Link Komentarze (15) »
niedziela, 15 listopada 2009
Mariolka budzi się jesienią,a "zwierzęta" walczą o przetrwanie ;)
Mężczyzna namiętnie ogląda "Szkołę przetrwania" na Discovery Chanel -o ile oczywiście nie zaśnie w trakcie, jak Bear Grylls w najbardziej nieprzychylnych miejscach na ziemi usiłuje przeżyć ( i najczęściej- przeżuć jakiegoś robala na żywo,albo prawie) z niezłym skutkiem;).
Zatem Mężczyzna wie doskonale jak to jest, kiedy trzeba poszukać CZEGOŚ co pozwala przetrwać.

-Mamy coś słodkiego, dobrego z czekoladą?- zadał zatem pytanie najbardziej zorientowanej w tym względzie osobie,czyli Mariolce.

-masz cośtam schowanego-na przykład za talerzami?-drążył temat.

"Za talerzami" wymaga wyjaśnienia. Mariolka znajc apetyty na slodycze mężczyzn w domu, znajduje różne sprytne miejsca na schowanie łakoci, żeby je dozować , ale te miejsca są w jakiś nieslychany sposób rozszyfrowywane przez Obu. Miejsce "za talerzami" ( w szafce w kuchni) jest jak widać znów "spalone".
Konspiracja wymaga znalezienia drugiego równie dobrego miejsca...
-Owszem coś się znajdzie-powiedziała Mariolka i siegnęła za owe wspomniane talerze.
Raptem rozległ się niemal świst. Mężyczyzna,który trwał do tej pory w leniwym uśpieniu szukając dogodnego miejsca do ułożenia sie na kanapie w trakcie,gdy Bear Grylls walczył o przetrwanie-
w niespodziewanie szybki sposób znalazł się przy niej już ...z miseczką na czekoladowe ciasteczka (na wagę), do której sprawnie i bardzo szybko je przesypał.
Zauważył równiez,że w drugiej ręce Mariolka trzyma woreczek z jego ulubionymi cukierkami czekoladowymi w ilości 30 dekagramów.
Nie porwał ich o nie, natomiast w równie błyskawiczny sposób pojawił się znów, dzierżąc w dłoniach wiklinową baryłeczkę, w której zawsze cukierki mieszkają. Równie błyskawicznie przesypał do niej czekoladki, swą szybkością wprawiając Mariolkę w stupor.
-Coś ty ...taki szybki?-zapytała nadal osłupiała

-No. Niech już one(cukierki) będa wreszcie na swoim miejscu!

-wysapał zadowolony,po czym oddalił się z miną rozanielonego Kubusia Puchatka, żeby połączyć się z bohaterem "Szkoły Przetrwania) w trudzie przeżycia w drapieżnym świecie ...

A poza tym: cóż , idzie zima, trzeba gromadzić zapasy. Każde mądre zwierzę to wie i nie trzeba mu nawet instrukcji !



12:00, surfinia
Link Komentarze (12) »
wtorek, 03 listopada 2009
śmiech -najlepsza profilaktyka świńskiej grypy ;)

Dawno temu...w Stumilowym Lesie...
...



( obrazek pochodzi ze strony wykop.pl)

20:37, surfinia
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 02 listopada 2009
czas
Mała i krucha,jak tylko może być staruszka, na łóżku,które zdawało się być dla niej dużo za duże.

-Ja nie chcę tak żyć. Nie zgadzam się na starość. Ja chcę mieć dwadzieścia lat i tańczyć...

Patrząc na nią -widziałam swoją Mamę, która zgasła 6 lat temu i choć nie była staruszką jak ta-to jedna rzecz je łączyła, ta rzecz,która niezmiennie napawa mnie smutkiem - niepogodzenie z czasem...

Chciałam jej nawet powiedzieć,że czas biegnie tak samo dla wszystkich,ale w konfrontacji starszej pani ze mną-dużo jednak młodszą, choć już nie młodą-brzmiałoby to nieprzekonywująco- o ile nie okrutnie.
Kiedyś póbowałam- w podobnej sytuacji-ale usłyszałam tylko ciche:
"Córciu...co ty możesz wiedzieć o starości..."
Zatem już nie probuję. Może kiedyś znajdę złoty środek i na to.
Pomoże innym i pewnie ...w przyszłości mnie.

Ciągle jestem w biegu.
Kilka dni temu- na dyżurze popatrzyłam przez okno, na "dyżurną" jarzębinę, na której zawsze fiksuję wzrok -bo jakoś tak...stoi na drodze moich myśli.
I wtedy zobaczyłam,że jarzębina płonie. Rudością liści i obfitością czerwonych owoców.
Zdałam sobie sprawę,że nawet w zeszłym roku-rozkoszowałam się każdym przejawem jesieni, bogactwem kolorów i form. Nuciłam bossa-novę.
Malowałam swoje i  cudze myśli - o jak TU
W tym roku wszystko przechodzi"mimo" i ...i ja się na to zgadzam??? Jak to możliwe,nie wiem...

Najpiękniejszym darem od Losu jest umiejętnośc pogodzenia się z przemijaniem, to wcale nie jest tak bardzo trudne, choć wymaga pracy nad sobą.

Ale ...ciężkim grzechem ;) jest pozwolenie na to, by stępiły się zmysły,
poddanie się rytmowi zbyt szybkiego życia, zaniechanie obserwacji świata naokoło, który taki piękny jest... mimo bólu, gorszych dni i zdarzeń, na które niestety wpływu mieć nie możemy...



20:18, surfinia
Link Komentarze (13) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes