moja jesień gra bossanovą...
RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
zima przez uszkodzony pryzmat
W nocy obudziłam się dwa razy i  biegłam do okna,żeby sprawdzić,czy świat jeszcze istnieje, czy już całkowicie zaginął przysypany "okrutnym"  śniegiem... i chociaż sama siebie pukałam litościwie w czoło, że oglądając TV- tak łatwo dałam sobie zrobić wodę z mózgu-to jednak niepokój pozostał.
A dawniej-zawsze  biała zima cieszyła mnie swoją urodą, nieskazitelnością i swoistym klimatem oczekiwania. Prowokowała wspomnienia z dzieciństwa-o sankach, szalonych zabawach w śnieżki, tarzaniu się w śniegu-często do całkowitego przemoczenia ubrania i zmrożenia palców u rąk i nóg oraz nosa i policzków. Przyjemnie było wygląda
ć przez okno, przyglądać się  światu, trochę wesołemu,trochę smutnemu i tajemniczemu.

Aż tu nagle wczoraj dowiedziałam się z mediów,że śnieg w zimie to jakaś nieprawidłowość i niemal początek końca naszego świata. Nawet dziś rano używano słowa "Armageddon",podczas gdy śnieg padał sobie doś
ć spokojnie.
I dlatego dziś rano biel za oknem wcale mnie nie ucieszyła tylko
uruchomiła czarnowidztwo:
-że 
mnie i domownikom nie uda się dojechać do pracy a potem-  wrócić do domu  bez stłuczki
e będą nieludzkie korki na drogach
-że dużo ludzi połamie sobie kończyny i licho wie co
-że znów ileśtam tysięcy ludzi będzie bez prądu, bo duży opad śniegu  pozrywa trakcje
-że śnieg swoim cięzarem  zerwie jakieś dachy
-ze gdzieś karetka nie dojedzie na czas...

                                       I TAK DALEJ

w związku z tym zwracam się z prośbą (licho wie do kogo?) żeby mi oddano mój  normalny sposób patrzenia na zimę. Bo czuje jakby mnie z czegoś odarto :)



23:09, surfinia
Link Komentarze (13) »
niedziela, 07 listopada 2010
jesień
Szłyśmy przez brzozowy zagajnik na średniej wielkości wzniesieniu patrząc- a to w pogodne  niebo- bo piękne, a to pod nogi-bo dywan z liści aż porażał intensywnością i doskonałością jesiennych kolorów.
Cicho było i pięknie-czyli dokładnie tak, jak było nam trzeba, słyszałyśmy tylko szuranie naszych stóp w suchych liściach.

- A wiesz,że podobno jest"szkoła" czy też jedna z metod leczenia zaburzeń nastroju przez takie właśnie szuranie w liściach jak my to robimy?:)  -zapytała I.

-No może dlatego instynktownie na zasadzie profilaktyki tak dobie brodzimy -żeby zaburzeń nastroju uniknąć?-zapytałam z uśmiechem i rzuciłam w I. garścią drobnych  liści, które w niskim jesiennym słońcu opadły wirując  na ziemię jak drogocenne płatki złota.


Tak czy siak, naukowo czy nie- brodzenie w liściach dobrze nam obu zrobiło.
Słuchałyśmy szelestu i trzasków dobiegających spod naszych stóp, domyślając się,co mogą oznacza
ć, co zapowiadać-na pewno nie schyłek, a (jakiś) początek.

Schodząc z pagórka nuciłam sobie :"mam ręce w kieszeniach,a kieszenie jak ocean" i w tym momencie coś chłodnego wśliznęło mi się do kieszeni. Podłużny- żółto-zielony liś
ć, znalazł jakoś drogę do dna  kieszeni pomiędzy dłonia  a materiałem kurtki,może żeby się ogrzać na koniec swej egzystencji.
A może był to...
list(ek) powitalny od jesieni. Z pozdrowieniami...





15:02, surfinia
Link Komentarze (11) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes