moja jesień gra bossanovą...
RSS
poniedziałek, 26 grudnia 2005
w drugi dzień Swiąt ...od stołu
Człowiek ma ułomna naturę;) bo trudno mu jakoś dogodzić.
Często się zdarza , że nie jest do końca zadowolony z tego gdzie akurat jest i co robi. Nie chodzi o słynne (jak u Młynarskiego) twierdzenie , że nie robi sie tego na co "naprawdę się zasługuje". Nie. Przynajmniej w moim przypadku -bo ja akurat robie to co chce robić.
Chodzi o coś takiego: kiedy pracuję dniami i nocami czasem też -tęsknię za jakimiś świętami-żeby się wyspać, wypocząć. Kiedy są już te święta-to chciałabym,żeby sie skończyły i tęsknię np. za wyjazdem w góry. Ale już z perspektywą bliskiego wyjazdu tęsknie za powrotem i myślę,że chciałabym już do pracy, do normalnego, codziennego rytmu.
Jestem w jednym miejscu a tęsknię za drugim...być może ujawnia się(szczątkowo) ta część mojej natury,która jest bliska Włóczykijowi-samotnikowi, który nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej i porzucał miejsca "oswojone" tęskniąc za nimi już w momencie "odejścia"... ale też tęskniąc za przestrzenią i nieznanym.
Teraz właśnie mam dość spędzania czasu pomiędzy kuchnią a pokojem z dużym stołem;)
i właściwie to może już bym chciała trochę..samotności?


15:39, surfinia
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 grudnia 2005
Kolędnik
Wczoraj w południe kilkuletni synek sąsiadki przyszedł do nas
" z wizytacją" (żeby sprawdzić, czy przygotowania do Wigilii przebiegają jak trzeba) i żeby za wczasu położyć swój prezent dla nas od niego:)
z zastrzeżeniem,że zajrzeć do misternie zlepionego opakowania będzie można dopiero wieczorem.
Sam jednak zaglądał ukradkiem pod choinke,czy czasem coś dla niego już tam
czegoś nie ma. Uspokojony,że na pewno wieczorem cos będzie ( i było:)) obejrzał choinkę,zaakceptował jej wystrój, stwierdził tylko,że kilku ozdób które sa u niego-na naszej choince jakoś brak.
Potem spróbował jeszcze ciepłego ciastka a makiem- smakowało mu.
Makowiec smakował mu mniej:)
Następnie pokrzepiony - zaineresował sie drewnianą szopką i zaimprowizował
jasełkowe przedstawienie.
Taki mały kolędnik w Wigilie to chyba najlepszy ze znaków :)

ale dzisiaj stłukłam lusterko.Tzn.  wypadło mi z rąk jak zaczarowane i pękło na dwie części. Wiadomo co to powinno znaczyć :/  No to dla bezpieczenstwa wyplułam trzy razy przez lewe ramię (uprzednio sprawdziwszy,czy nikt za mną nie stoi;)
Może zadziała jako "odtrutka" na  niezbyt miłą perspektywę ? ;)

16:55, surfinia
Link Komentarze (3) »
piątek, 23 grudnia 2005
Za niebawem

Tyle świąteczności wszędzie,że często prawdziwy sens tych Świąt jakby przygasa, albo przytłoczony jest.
Właściwie i u mnie powinno być kolędowo może połyskliwie.Ale kolędy będą przy wieczerzy,pewnie tylko słuchane,ale choćby i tak.
A tu i teraz- niech będzie zwyczajnie,ciepło jak przy kominku.
Dziś włóczy się za mna piekna piosenka zespołu "Raz,dwa,trzy"
i właśnie jej kawałek chcę tu umieścić bo mi tu pasuje:

W wielkim mieście rośnie balon
Wielkich marzeń, które znów
gwiazdorom pracę dają

A gwiazdorzy te marzenia noszą
w workach,po kieszeniach

czasem coś sprzedają
I tramwajem jadą święta, aż do nieba
Tylko po co tak daleko jechać
Gdyby któryś ruszył głową
Można by choinke nocą znowu ukraść z lasu

W wielkim mieście gasną światła
I wiadomo-żyć niełatwo w wielkim mieście
Oto widać nikną ludzie
jeszcze ktoś przez południe przejdzie
i nareszcie

Nad głowami leci Anioł
co szczęsliwsze dzieci z gwiazdorami rozmawiają
Kto nie poznał tych radości
Niech sprobuje znów pokochać kogoś jeszcze prościej...



Piękna i prostoty, zdrowia i szczęścia -cokolwiek dla kogoś to pojęcie może oznaczać...na Święta i Nowy Rok...

z dość dużego miasta- z tramwajami, przynależnym kawałkiem nieba z gwiazdami w które będą sie wpatrywac duzi i mali... z trzeźwymi i pijanymi
Gwiazdoro-Mikołajami- życzenia przesyła dla tych co tu zaglądają czasem lub częsciej

Surfinia

...z nadzieją, że zobaczymy anioła lub poczujemy chociaż dotknięcie jego skrzydeł w szczególnej chwili...



22:50, surfinia
Link Komentarze (5) »
wspominkowo-jeszcze przedświatecznie.
Mój ojciec-zapalony myśliwy wyznawał pierwotną zasadę,ze mężczyzna powinien dostarczyć do siedliska zwierzynę, a resztą to ty sie babo martw.
Z wczesnego dziecństwa pamiętam "kruszejące" na balkonie zające,które nie wiedzieć jak -póżniej przekształcały się we wspaniały pasztet przyrządzany rekami mojej mamy.
Mateńka bowiem była "przećwiczona" w temacie :dziczyzna
i radziła sobie doskonale z zającami, dzikimi kaczkami, bażantami.
Raz tylko nie dała rady,kiedy ojciec przyniósł jej z polowania sarnę i rzucił na kamienna podłogę w kuchni, a nastepnie z poczuciem dobrze spełnionej męskiej powinności poszedł kolegami na wódkę.
Mama najpierw przez kilka godzin ponoć płakała nad sarną- "bo ta sarna miała takie piękne oczy..." a potem "wypożyczyła sobie ojca" bo była dość krewka i kategorycznie nakazała zabrać mu te sarnę,bo ona jej nie tknie! Zabrał,nie wiem gdzie. Wtedy pasztetu na świeta nie było.
Za to historyjka została...


14:27, surfinia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 grudnia 2005
pamięć wzrusza
Wzrusza mnie pamięć ludzka. Nie zawsze na nią zasługuję.
Koleżanka,której nie widziałam pół roku wpadła do mnie do pracy wczoraj prawie "o świcie", żeby przed świętami uściskać. Starszy pan, któremu wiele zawdzięczam (a on skromny bardzo twierdzi,że odwrotnie)-który zadał sobie trud odnalezienia mojego numeru telefonu i zadzwonił, żeby życzyć.
Kolega ,który o świcie przybył ze świata " z robót" do których wraca za 4 dni.Mógł od razu zająć sie najbliższymi, nie musiał pamietac o mnie. A pamietał...
Dwa anioły,które przyleciały do mnie w paczuszce zupełnie niespodziewanie i teraz pachną (!) w eksponowanym miejscu. Niespodziewane telefony i kartki jakże miłe i ciepłe tak,że możnaby ich treścia ogrzać nie tak małe pomieszczenie:)
Bezinteresownie i nie na pokaz.
Bo czasami ludzie robia takie rzeczy"na pokaz" właśnie. I oby mnie takie coś ominęło amen.

Ja nie zawsze pamietam. Staram sie...ale nie zawsze się uda.
Nie ze złej woli czy lenistwa. Sama nie wiem...i wstydze się czasem za to.
A czasami wysyłam życzenia tam, gdzie być może wcale nie cieszą z mej pamieci, to takie"uszczęśliwianie na siłę"...



21:28, surfinia
Link Komentarze (3) »
środa, 21 grudnia 2005
o rybkach,choinkach i tak dalej...
Ci od ochrony zwierząt, a właściwie ich najbardziej "ortodoksyjny" odłam-protestują przeciwko tradycji zabijania karpi w święta. Co roku jest taki cyrk,bez wiekszego oddźwięku, owszem czasem ktoś karpia "uwolni" ale na zasadzie żartu. No więc się protestuje,bo sprzedawane karpie sie męczą w ciasnych pojemnikach (no..fakt,ale jak to inaczej zorganizować??) no a nade wszystko sa ofiarami przemocy bezdusznych ludzi szykujących sie do Wigilii, któryz je zabijają i o zgrozo-jedzą do tego;)
Wolno protestwac każdemu, a inni moga słuchać tego lub nie.
Dziwi mnie tylko,że nikt nie wystąpił w obronie innych ryb, jak np. śledzi-które również zjada sie w Wigilię ,innych sandaczy czy linów. Bo jak ktoś karpia nie lubi to sobie inna rybkę zje. No i wygląda na to,że tamte ryby sa mniej uczuciowe niż karpie,a przecież też unicestwiane w celu kulinarnego usatysfakcjonowania człowieka...

Z innej beczki: w Europie nastała nowa moda-protesty przeciwko ustawianiu żywych choinek w domach czy instytucjach, też "ekologicznie uzasadnione",bo drzewostan sie marnuje etc
Tylko,że te choinki sprzedawane to są zwykle hodowane wlaśnie w tym celu
Nie wycina się juz u nas lasów,no chyba -ze chłop na Podhalu pójdzie sobie do lasu i jodełkę wytnie dla dzieciaków,hej!
Nic nie pachnie tak jak żywe drzewko lub nawet kilka gałązek...
A ja sie dziś cieszyłam patrząc,jak dwóch młodzianów w czapkach z pomponami targa dorodne drzewko...sama zresztą też jodełkę mam ubraną od dziś.

A w domu pachnie pasztetem.Też byłabym "na cenzurowanym" u ekologów bo pasztet się robi z mięsa, i o zgrozo-najlepiej jak to jest pasztet z dziczyzny.
A dziczyzna powinna służyc tylko do biegania po polach i lasach.
Staram sie co roku jakiś kawałek czegoś dzikiego "upolowac" w sklepie,co mi sie udaje -choć jest z tym cięzko, bo od momentu naszego wstąpienia do UE prawie cały zasób dziczyzny wędruje na zachód. też lubią chłopaki pojeść.
A ile razy pieke pasztet to mi sie przypomina historia z moim ojcem , ktory za zycia był zapalonym myśliwym i moją starszą siostrę(która miała byc chłopcem)usiłował do myśliwskiego stanu przysposobić ,takoż kiedy miała lat 5
zakupił jej małą strzelbe -zabawkę i zabrał na polowanie,pod wieczór wystawił ja "na czujki" z rozkazem,że jeśli by sie zwierzyna pojawiła,ma dać sygnał myśliwym,którzy poszli dopełniać pewnej bardzo ważnej czynności myśliwskiej czyli grzać. Się i wódke grzac też.
POtem ojciec o mojej siostrze na czatach ...zapomniał ;) Afera się zrobiła niewąska, bo ojciec wykazał się istotnie duża niefrasobliwością więc mama chciała sie rozwodzić ;) Ale moja siostra wspomina tę hstorie kiedy tak stała z tą małą strzelbą do zmroku..jako jedną z najfajnieszych przygód w życiu:)




21:28, surfinia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 grudnia 2005
Wańkowiczowskie -więc MUSI być dobre;)
Nie piję alkoholu prawie wcale,szkodzi mi na głowę ;)
Ale jest jeden alkohol do którego odnoszę się "z nabożeństwem" bo na to zasługuje - litewska nalewka na 27 ziołach (tak chętnie spożywana i opisywana przez Melchiora Wańkowicza) o wdzięcznej nazwie: "Trejos Devyneiros"
Pierwszą butelkę dostałam lata temu od kogos kto na Litwie był. W paskudnej butelce z paskudnym korkiem. Traktowałam jak lekarstwo i tylko w szczególnych przypadłościach "zażywałam" bo inaczej tego nazwać nie można;)
Leczy przeziębienia, "wapory" a nawet ciążę urojoną ;)
Drugą butelke tego specyfiku alkoholowego(już w  bardziej "stylowym" opakowaniu) dostałam dwa lata temu.Stoi prawie pełna, bo o niej zapomniałam. Dziś sobie przypomniałam,że gdzies ta butelka w kącie czeka zakurzona- a jako że ostatnio żyję w dużym stressie i z poczuciem zbliżającego sie wielkiego "BUM" -zażyłam naparstek...i cały stress mnie PUŚCIŁ. Na chwilę- to fakt,ale lepsze to niż nic.


16:47, surfinia
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 19 grudnia 2005
Jemioła na...
Jemioła ma być dobra. Na szczęście albo na co kto woli.
No bo uszczęśliwiać na siłę nie ma co...
To "ostatni dzwonek" trzeba teraz ją kupic od "baby w kucki" lub dostać od kogoś. Działa tylko ta kupiona przed świetami;) pod tym względem zachowuję sie jak przesądna baba:)
Uwaga: jemioły się nie je (tzn.MOŻNA ale w specjalnych okolicznościach i w postaci płynnej;) na jemiołę sie patrzy a patrzeniu ma towarzyszyć pozytywne myślenie.
Dziś ja pozytywnie myśleć nie mam siły, ale się poprawię :)


19:07, surfinia
Link Komentarze (12) »
niedziela, 18 grudnia 2005
Krokodyl, tornada, węże i Gelsomina
Przedwczorajsza próba znalezienia "czegoś" w TV w kategorii:
"FILM dla oderwanej (na chwilę) od pracy (przedświątecznej) kobiety"
zaowocował "Łowcą krokodyli"/ nie dla gospodyni domowej, w jaką sie obecnie wcielam (jak miliony kobiet) ,ale dało sie obejrzeć bo przyrody dużo i ciekawej. Fabuły niet,ale chyba tak miało być. No ale krokodyli i węży to ja nie bardzo.
Próba druga -wczoraj wieczorem w tej samej kategorii : "Twister" -trzeci raz w krótkim czasie emitowany film o tornadach i ich poszukiwaczach,którzy zawsze wychodzili obronną ręką ( i prawie zawsze ponętni i czyści) mimo iż wszyscy inni niekoniecznie ,a poza tym samochody latały w powietrzu jak piórka i dachy też.
A więc kolejna próba chybiona,bo mimo iż trzeci raz to puszczali,to jednak cały czas sie trochę bałam o życie głównych bohaterów. Tak mam.
Trzecia próba dziś- no niestety znów chybiona: "Atak grzechotników"
-jak taki grzechotnik zaczął wypływać wraz z wodą z klozetu to powiedziałam:"Sorry ,Winnetou" i wyszłam z pokoju. Z tego co słyszałam- te grzechotniki sie namnożyły na ekranie w różnych konfiguracjach,ale ja nie musze na to patrzeć .Ponoć w wolnym kraju żyjemy ;)
Cały czas jednak mam wrażenie, że ci co układają repertuar filmowy w naszej telewizji-chcą w nas wytworzyć mniemanie,iż jesteśmy ludźmi szczęśliwymi żyjąc w tym kraju-bo ani rankiem krokodyl nas na progu paszczą nie kłapnie,
ani grzechotniki w takiej ilości sie nie pojawią...choć pojedyncze czemu nie, jeśli sąsiad ma terrarium i takiemu grzechotnikowi czy innej gadzinie znudzi się przebywanie w samotności i zechce "do ludzi". No i tornada nie występują w takiej ilości i częstotliwości. W każdym razie OK: czuję się szczęśliwa z powyższych powodów, aczkolwiek chętniej bym obejrzała coś bardziej łagodnego,niech będzie nawet -ckliwego,w końcu "robię" za kure domową ,więc jaki odbiorca- taki niech będzie film dla tegoż;)
Coś bardziej strawnego to puszczają w takich godzinach,że obejrzeć mogą ludzie, którzy cierpią na bezsenność albo nie muszą wstać o 6 rano dnia następnego. Jakiś czas temu emitowano późno w nocy film "La Strada" i wytrzymałam prawie do końca ,bo film ten uwielbiam, jako że z Gelsominą czuje pewne pokrewieństwo dusz;) I czasem też tak tępo patrzę ;)

Acha. Co o krokodyli.To nie jest tak,że można spać spokojnie.
Kilka lat temu takiego krokodyla można było spotkać u nas na ulicy.
Wyszedł na spacer przy trzaskającym mrozie i zesztywniało się biedakowi na przystanku autobusowym. Na śmierć mu sie zesztywaniało.
Zapomniał,że nocne autobusy rzadziej jeżdżą?;)
I w tym wypadku mam tę wyższość nad krokodylem, że nawet jak długo czekam na autobus czy tramwaj to nie sztywnieję, a jak zesztywnieję to nie cała i daje sie to potem odkręcić za pomocą...no dobra: herbaty z...(tu wpisać
wkład jaki akurat pasuje).

...A za oknem zima bardzo piękna tylko ślisko jak wszyscy diabli i samochód mimo opon zimowych jechał jak chciał.
...A siostra przyniosła mi jemiołę zakupiona od "baby w kucki".
Powiedziała mi(siostra,nie baba w kucki) ,że darowany bukiet jemioły jest jeszcze bardziej skuteczny. Tylko nie powiedziała NA CO
:)

Pewnie to jest tak jak w przypadku,kiedy gdzieśtam na rogu widziałam brudnego faceta,co miał obok siebie wystawionych kilka  niezbyt czystych(nomen-omen) butelek z podejrzaną mętną cieczą-na których to butelkach  były nalepki: "Lekarstwo na wszystko"  :D


21:51, surfinia
Link Komentarze (9) »
noc
Noc. Jakąś godzinę czy półtorej wstecz rozległy się dźwięki wybuchów.
Przed chwilą kolejna dwa, głośne bardzo.
O ile w dzień czy wieczorem jest to ( w sumie) obojętne dla ucha, to w nocy dość niemiłe.
Ktoś już świetuje -próba generalna przed Sylwestrem? i wypuszcza głośne "strzałki do nieba". Psy sie rozszczekały w całej okolicy.
A ja tą nocną porą(bo wcześniej robiłam ważne przedświąteczne rzeczy) napisałam trochę kartek świątecznych, przy okazji okazało się,że "udało" mi się zgubić gdzieś trzy adresy. O ile jeden był łatwy do odtworzenia ( mail: "przypomnij mi swój adres,bo gdzieś posiałam") to pozostałe dwa "diabeł nakrył ogonem" na amen.
...O ile diabelski ogon ze słowem "amen" nie wchodzi w jakiś konflikt...
A nawet jak wchodzi-to co : wszystko dla ludzi. I niebo i piekło też.
Zwłaszcza jesli sie pisze o nich w kategoriach żartu
... i zwłaszcza, że niektórzy w sposób udany potrafią niebo ściągnąć na ziemię i wykorzystać je tak jak trzeba, a i piekło w całości lub jego ważną część - wyciągnąć z czeluści. I przebywać sobie w nim. Ku własnej lub innych nie-przyjemności. brr

;)

00:02, surfinia
Link Komentarze (8) »
piątek, 16 grudnia 2005
osobliwa forma ( do) pieczenia
Piekłyśmi dzisiaj z misie* świąteczne ciasto :)
Przez telefon. Ona u siebie, ja u siebie. W odległości kilkustet kilometrów , nie wiem dokładnie ile to jest ale ode mnie jakieś...trzy dni wołami :)
Tzn.nie tak całkiem piekłyśmy,ale planowałyśmy to pieczenie prawie z detalami
Cośmy sie uśmiały-to nasze:) No i prawie zapachnialo misiowym keksem;)
Ja jeszcze " w związku ze związkiem" musiałam(bo chciałam;) sprawdzic coś w mojej starej książce kucharskiej i... znalazłam COŚ a mianowicie: ulotkę od przedwojennego proszku do pieczenia "Trzy Figurki" ,który to proszek na pewno był sprzedawany w przedwojennym sklepie mojej Babci:)
I jak wzięlam te starą pomarańczową karteczke w dłonie,to jakoś mi sie cieplej na duszy zrobiło,bo to jakby znak od Babci, pozytywny "kop" czyli "błogosławieństwo" ;) i tak jakby sie słyszało głos mojej Babci,która była bardzo pracowita : "no, Su, czemu się obijasz? do roboty!!! ..i tylko żeby ciasto wyrosło! " :)







----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

* ja sobie przypomniałam przy tej okazji miłą piosenkę zespołu "Kulturka" pt.
"Piosenka dla Jurka"
Tez tam faceci sobie przez telefon o życiu rozmawiali,czasem nawet obalili
"wspólnie"jakąś butelczynę - Jurek tam , kolega Jurka w zupełnie innym miejscu
I było tak jak trzeba :)


                                      


22:56, surfinia
Link Komentarze (4) »
wieje
Wieje jakby się powiesiło 120 zrozpaczonych ludzi.
Mam nadzieję , że ich ktoś odetnie...
nie lubie takiego wiatru. Jest posępny.
Kojarzy mi sie z czymś złym albo w najlepszym razie-przykrym.


Z ulgą myślę, że dziś nigdzie wychodzić nie muszę , a wiatru zza okna do domu nie wpuszczę,o nie ,  choć wali i łomocze w okiennice.
Pora chyba zakasać rękawy i wziąć się za domowe a zwłaszcza te przedświąteczne roboty "konkretniej". Harmonogram prac juz mam " w głowie" prawie gotowy.
Choć może jednak przyjemniej byłoby usiąść pod kocem z książką...albo spróbować przespać paskudną pogodę tak , jak czasem usiłuje sie przespać zmartwienia. Z nadzieją, że po przebudzeniu nie pozostanie po nich śladu.


16:50, surfinia
Link Komentarze (2) »
to nie jest tak...
To nie jest tak,że ja ciągle szczerzę zęby,choć to lubię.
Jak każdy mam problemy i zagwozdki. Czasami większe niż inni,czasami mniejsze,czasami wyolbrzymione.
Tylko doszłam do wniosku,że lepiej pisać pogodnie-jak się pisze czy widzi coś pogodnego to i jakoś raźniej na duszy się robi. Zupełnie machinalnie.
I dziś też tak miało być. Ale nie będzie.

Widać,że idą święta...nie tylko po tym co się widzi na mieście,po wszędzie obecnych kolędach .
Ukochane rodzinki upychają swoich "niepotrzebnych" chorych do szpitali,żeby móc sobie spędzić święta bez patrzenia na cierpienie.
Staruszeczka na łóżku,przerażona patrzy na mnie wielkimi oczami,ściska wychudzonymi rękami koc.
-co panią boli?
-nic...
W tym momencie wkracza ukochana córeczka:
-jak to mamo,nic? przeciez BARDZO cię boli brzuch!
-nic mnie nie boli...
-ale BOLAŁO!! do mnie:
-do trzech dni się zwija z bólu i wymiotuje!
...patrzę. Staruszeczka wcale sie nie zwija,jest tylko przerażona .
-wymiotowała pani?
-nie...
takich wypadków przed każdymi świętami jest mnóstwo...

Dużo,bardzo dużo dałabym za to żeby w świeta ( i nie tylko,ale w święta odczuwa się takie rzeczy silniej...) ludzie kochani i bliscy sercu-których nie ma - usiedli ze mną do wspólnej wieczerzy...
Dawniej myslałam,że to jest normalna ludzka chęć.
Ale teraz widzę, że gdzieś po drodze niektórzy zatracili typowo ludzkie cechy...zupełnie nie wiedzieć dlaczego?




00:36, surfinia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 grudnia 2005
gościu ..siądź ;)))))) ...
Swego czasu "nabyłam drogą kupna" książkę "dla gości" ;)
Nie taką,żeby stała i już samym swym wyglądem robiła wrażenie.
Ani nie taką ,zeby się goście wpisywali. Nic z tych rzeczy:)
Nabyłam rzecz,która mnie z a c h w y c i ł a swoją "przydatnością" a mianowicie:

"WC BOOK - Książka klozetowa do rozweselania i refleksji"

Skierowana do "sedentariuszy" czyli tych,co odwiedzają (jak wszyscy) przybytek zadumy;) , zawiera rózne aforyzmy ( no w końcu jak "przybytek zadumy,to dumać nad czymś trzeba,nie?) i dowcipy oraz jest bogato ilustrowana przez Andrzeja Czeczota :)
Od momentu,kiedy umieściłam tę książkę z łancuszkiem (!) w ubikacji zorientowałam się,że nigdy tak często moi goście nie biegali do WC , nigdy nie siedzieli tam AŻ TAK długo i nie wychodzili z niego AŻ tak rozradowani:)
Pomyśleć bym mogła, że wszycy- jak jeden mąż mają przeziębione pęcherze, albo -olaboga-że czymś ich strułam , co byłoby -jako dla gospodyni- strasznym doznaniem:)

No przedni pomysł na prezent.Szukałam w tym roku w tym samym miejscu gdzie kupiłam dwa lata temu,ale niestety. Nie ma.


10:52, surfinia
Link Komentarze (5) »
wtorek, 13 grudnia 2005
dziś sama szarość
Dziś wszyscy jacyś smętni, rozdrażnieni, "wygnieceni". Takiej szarości i paskudztwa pogodowo - nastrojowego nie pamiętam od dawna.
Ja też mimo tego, iż wszystko wykonałam planowo (brzmi jak przy analizie planu pięcioletniego;), nic mi się nie wali na łeb (a innym się wali) - czuję "coś" w powietrzu.
No i miałam ochotę dzisiaj kilka razy syknąć jak rozsierdzony bazyliszek, ale przeciez wszyscy w pracy ducha winni ...to i ja sie (jakoś) powstrzymałam (na szczęście ta sztuka się udała).

"Pan ma w sobie coś...i to COŚ na mnie przełazi"
zawsze mi się to wydawało komiczne. Ale coś w tym jest: kiepski nastrój sie udziela...

 




15:10, surfinia
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 12 grudnia 2005
rzecz mało ważna
Rzecz to mało ważna,ale... dziś za bardzo mi sie ludzie przyglądali- w autobusie, na ulicy, w pracy
-nie mam ani tak dobrego samopoczucia,by uważać, że to normalka;)
-nie mam manii prześladowczej ;)
-takie gapienie się ludzkie to nie jest rzecz,która często mi się zdarza,bo ani sie nie wyróżniam w tłumie ani nic z tych rzeczy.No i 20 lat też nie mam,tylko dużo wiecej.

PIERWSZA MYŚL kiedy ktoś się gapi to:
-rozmazałam sobie oko,albo szminkę i wyglądam jak spod latarni lub też mam cos "nieoczekiwanego " na głowie

DRUGA MYŚL
-mam brudny płaszcz

Trzecia MYŚL
- wlazłam w psią kupę?????? i śmierdzę może ...na okoliczność ;) ???

Wszystko sprawdziłam. NIC.
Może mialam cos w oczach. Dzikość albo chochliki.
Aha. Chyba podskakiwałam. Jak nielot kiwi,albo inna kura(najpewniej...domowa;)
Nie ze szczególnego szczęscia. Z braku nieszczęścia raczej:) 
Może to, bo co.
:)

19:59, surfinia
Link Komentarze (8) »
niedziela, 11 grudnia 2005
o gotowaniu świątecznym i nie tylko
Moja mama gotowała doskonale. Jesli np. u niej były święta i ona miała jeszcze siłę,to wszystko było nie tylko smaczne ale i pięknie podane, wymyślnie przystrojone. Oczywiście wszyscy-rodzina i goście- podziwiali formę i zajadali się tymi frykasami, ALE moja mama miała jeden szczególny zwyczaj: kiedy właśnie wszycy spożywali aż im się uszy trzęsły, ona zaczynała "wyciągac" mankamenty potrawy: a że "za słone", a że "niedosolone", a że "mogłoby być pikantniejsze", a że "ciasto nie wyrosło jak trzeba"(choć wyrosło!:), a że "za słodkie" a na " zwieńczenie" : "naprawdę przepraszam, że potrawa nie wyszła"
I na nic się zdały zapewnienia,że wszystko jest wspaniale, ona swoje wiedziała i już. Prawo perfekcjonistki:)
Kiedy ja tak zaczynam -czasem, to nie dość,że się wszyscy śmieją- to jeszcze ja się gryzę w język;)
No bo tak: starałam się, zrobiłam jak umiałam,jeśli jest smaczne,to nawet jak ociupinkę (moim zdaniem) czegoś brak,to po co o tym gadać? Bo wtedy naprawdę ktoś MÓGŁBY ewentualnie się zastanowić,czy ABY wyszukując mankamenty nie mam racji:) A poza tym: MA byc smaczne i już!
No np. z tym sernikiem com go wczoraj piekła : owszem,leciutko się przypalił na boku,co "boleśnie" odczułam węchem siedząc zupełnie w innym miejscu niż kuchnia.
ALE się obcięlo ten kawałek , a reszta naprawdę dobra.
I na swój własny użytek ( a może i na cudzy też;) bo święta ida i trzeba będzie zakasać rękawy oraz oddać sie licznym zajęciom kulinarnym - ukułam "radosne" stwierdzenie
Jeśli ci się coś przypali (!!!) -
to po prostu jest ugotowane lub upieczone "bardziej" i tyle.
Brzmi przyjaźniej i bardziej strawnie.
A jeśli ktoś potrafi lepiej i "bezawaryjnie" -to zapraszam do kuchni:)

10:02, surfinia
Link Komentarze (8) »
sobota, 10 grudnia 2005
nieprawda, panie B.
Od kilku dni tłucze mi się po głowie-nie wiedzieć czemu- cytat z Broniewskiego:
"Życie jest diabła warte poza Chopinem,Mozartem,poza Słowackim i Mickiewiczem jest w ogóle niczem" (mam nadzieję,że nic nie pokręciłam,jak kiedyś mi sie to udało z tekstem "Desiderata" za co dostałam niezłe cięgi;)
                       A nieprawda , Panie Broniewski na chmurce.
Mistrzowie,Mistrzami. Niektórzy "niezbędni do życia jak powietrze" dla pięknoducha. Ale są jeszcze inne rzeczy,dzięki którym zycie barw nabiera lub nabierać może.
Siedzę sobie samotnie wieczór spędzając i patrzę na przeogromny bukiet róż,
tak niespodziewanie otrzymanych, które to róże ledwo zmieściły się w największym wazonie. I zabawnie: taki bukiet "pasowałby" do pięknej, eleganckiej kobiety w zwiewnościach i szpilkach, pachnącą Chanel 5 lub innymi cudownościami oraz " z fryzurą" a ja...no aktualnie jako "kobieta domowa"(ale tylko w weekend) odbiegam nieco od tego wzorca:)
No pachnę... tak.Przypalonym z lekka sernikiem:)
I słucham bossanowy na przemian ze standardami Burta Bacharacha,którego wielbię od dziecka.
Siostra przy telefonie: "zostawiłam ci ksiązkę do poczytania na półce,widziałaś?". Nie,nie wiedziałam,ale pedem do półki:jest.
Znając moją siostrę i książka będzie specyficzna: "Hanemann" Stefana Chwina. Już wygląda świetnie , a ja mam "słabość"do dobrych ksiązek i jeszcze do tego pięknie wydanych, jak np. do "Katharsis" prof.Andrzeja Szczeklika-
niedościgniony wzór dla wielu i pod względem treści i formy.
"Trzyma" mnie w zachwyceniu ze 3 lata,odkąd mam tę książkę.
...........................................................................................................
I na domiar wszystkiego, tej ciszy w której nie musze i nie chcę bić się z myślami - właśnie w radiu pierwsze dźwięki "Ciemnej strony Księżyca" PF.
W sumie bardzo właściwy utwór we właściwym czasie. Bo zmierzch zapadł już dawno.


19:17, surfinia
Link Komentarze (11) »
piątek, 09 grudnia 2005
za ok. dwa tygodnie
Za dwa tygodnie swięta,nic nowego.Niektórzy odliczają z niecierpliwością, niektórzy wznoszą oczy ku niebu i wzdychają. Albo wznoszą oczy ku niebu ze zgrozą (też znam takie przypadki).

Ja jeszcze nie wiem,co myśleć. To jeszcze kilkanaście dni. Nastroju jeszcze nie mam.

...Na pewno będzie chwilami  smutnawo,że znów te święta będą ZBYT ciche,bo bez jednej Bardzo Ważnej Osoby....przecież Jej już nie ma.
Ale wyobrazimy sobie,że JEST: przecież na Nią czekać będzie puste nakrycie przy stole

...Na pewno zechcę zadzwonienić z serdecznymi życzeniami ot tak- po przyjacielsku w wiele miejsc z przyjemnością(!) i mam nadzieję, że na ten mój telefon przynajmniej niektóre osoby czekaja .
Bo bez porozmawiania z nimi choc kilka minut-przygotowania do świąt byłyby niepełne.
W jedno miejsce, w które może bym chciała zadzwonić... już wiem, że nie zadzwonię. Bo tam też już nikt nie czeka. Jak to w życiu. I po.

...na pewno czeka mnie jak zwykle (jak większośc kobiet) wiele przygotowań które pomimo swej intensywności lubię bardzo -sama przygotuję całe Święta jak zwykle od kilku co najmniej lat -bo kto to ma zrobić? Poza tym jest okazja,żeby trochę poczarować przy garnkach -jestem przecież Antywiedźmą:)
a to zobowiązuje:))

...szkoda,że mojego kota nie ma.Wyobrażam sobie,ile by było zabawy gdyby zobaczył kolorowe bombki na choince- pewnie bałby sie własnego w nich odbicia (tak jak się bał odbicia w lustrze-co ja poradzę,że lubię takie strachajła,wzbudzają we mnie całe morze czułości i tkliwości :) No i na pewno byłyby straty bombkowe witane salwami śmiechu.
Może powiedziałby mi coś w Noc Wigilijną - przecież podobno wtedy zwierzęta otrzymuja dar mowy ludzkiej. A nawet jeśli nie...to siedzialby mi na kolanach i mruczał. No ale go nie ma.

...i pewnie jeszcze coś dopisze.Sprawa Świąt przecież jest otwarta.




19:24, surfinia
Link Komentarze (4) »
porażka
Zawsze sobie "jakoś" daję radę z ludźmi,lepiej -gorzej ale najczęsciej tak,żeby nie pluć z obrzydzenia w lustro ,kiedy widzi się swoją twarz po przebudzeniu.
Czasem czuję ,że to musi być manipulacja. Ale nie jestem w tym dobra.
Nie ma rady : nigdy nie będzie tak, żeby wszyscy cię lubili
Ja zaś nienawidzę zwracać uwagi ludziom,których lubię.Dużo mnie to kosztuje.
A czasem muszę połknąć żabę. Wychodzi mi różnie.
Dziś nie wyszło. Dziewczyna której zwróciłam uwagę, że pewnych rzeczy w pracy nie wypada... rozpłakała się od razu kiedy zaczęłam mówić,choć bardzo łagodnie ją potraktowałam. Czy zrozumiała? jakoś nie sądzę...czy powinnam zwracać uwagę? TAK.
Zastanawiałam się co JA bym czuła będąc na jej miejscu...wstyd czy miałabym poczucie krzywdy?
Też się z tym kiepsko czuję.

14:42, surfinia
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes