moja jesień gra bossanovą...
RSS
czwartek, 29 marca 2007
i tak dalej...stop
Ta myśl kiełkowała we mnie od kilku tygodni. I dzisiaj przyjęła kształt słowny:)
Stwierdzenie,iż "formuła blogu się wyczerpała"- w przypadku właśnie mojego blogu jest pretensjonalnym nadużyciem, bo przecież u mnie jest...szwarc,mydło i powidło!
Nie wyczerpała się zatem,ale...czy ja wiem? blog przestał sprawiać mi taką radość jak poprzednio.

Być może...trzeba nieco przygasić ogień w kominku
otworzyć szeroko okno na wiosnę i wywietrzyć pomieszczenie:) oraz własną głowę

  
                        

Bo muzyka się kończy Panowie i Panie
Nawet jeśli ktoś z nią czasem sięgnie nieba...
Bo brak często lutniście natchnienia na zbyt długie granie
więc...potem jeno w sobie dżwięków szukać trzeba...

(moje :)



Myślę,że wrócę, bo wszycy wracają ,ale teraz jakoś...nie mam z czym:)
Bo wiodę sobie  spokojne życie i niech tak będzie.
Dziękuję Wam za Waszą obecność i wspaniałe komentarze.
Bloga nie kasuję,bo ma ładny szablon:) Poza tym nigdy nie wiadomo, czy nie zatęsknę :)




21:14, surfinia
Link Komentarze (45) »
środa, 28 marca 2007
z łóżka bardzo przyzwoicie leżąc
Niestety moje pole manewru zostało ograniczone do łóżka, w kórym zalegam już 3 dzień bez większej poprawy, mój "Pierwszy Kontakt" zadał pytanie:
"A szczepiła się pani doktor na grypę?"
"Oczywiscie,że nie"-odpowiedziałam.
"No i mamy" -zafrasował się Pierwszy Kontakt

Oczywiście znokautowana wirusem w tempie błyskawicznym zaczęłam się zastanawiać czy to nie sepsa aby, bo objawy takie jakieś...niecharakterystyczne, ale mój Pierwszy Kontakt ześmiał się ze mnie, nakazująć oglądanie całego ciała przez szkło powiększające, celem stwierdzenia czy wysypka jest,czy jej nie ma;)
Oczywiście ów nakaz był w kategoriach żartu.
Ale tak czy siak -znów jest panika meningokokowa i sama już nie wiem,czy słusznie,czy nie. I czy te meningokoki tak groźne,nie zostały na przykład przywleczone skądśtam, ponoć w miasteczku, w którym wystąpiło kilka zachorowań na tle meningokokowym jest jednostka wojskowa, z której ciągle żołnierze wyjeżdżają na misje wojskowe.
Skądinąd migracje są tak duże, że rózne bakterie,wirusy się mieszają, mutują, skąd się wziął SARS? I dziwne,że jak szybko narobiono szumu na tym tle na świecie, tak szybko po jakimś czasie o sprawie zapomniano. Ot,moda.

Ze dwa lata temu słyszałam , że Rosjanie wiercą na Antarktydzie lód, aby dostać się do jeziora, które jest pod wieczną zmarzliną. I wtedy-te dwa lata temu-brakowało im jakichś 100 metrów bodajże,co po pokonaniu kilku kilometrów lodu wgłąb stanowiło zaiste znikomą odległość.
I nagle prace wstrzymano. Oficjalnie-bo zabrakło im odpowiednich wierteł.
Kto wie, czy ktoś mądry nie poszedł po rozum do głowy i nie pomyślał,że jesłi się "wypuści" te bakterie od zawsze żyjące sobie spokojnie pod grubym lodem
i one napotkaja nowe środowisko,to może być koniec ludzkości...na przykład.

No proszę,jaki optymistyczne wizje ;)




17:15, surfinia
Link Komentarze (16) »
wtorek, 27 marca 2007
niektórzy powinni popukac sie w głowę
Jest osób do "popukania się w głowę" w naszym życiu politycznym co niemiara, ale Edgar Wspaniały jest na przodku owej grupy.
Jego pomysł czegoś w rodzaju "nakazów pracy w Polsce" dla mlodych lekarzy
(zaraz po innym pomyśle innego polityka "Lekarze w kamasze") trąci latami,kiedy moi rodzice taki nakaz dostali, było to pod koniec lat 50. Słyszałam,że z moją starszą siostrą, która wtedy miała trzy tygodnie-jechali gazikiem wojskowym z Łodzi do  miasta na zachodzie Polski.

Populistyczne wykrzykiwania:"niech lekarze oddadzą to,co społeczeństwo wyłożyło na ich studia" jest...populistycznym wykrzykiwaniem jedynie  i dobrze by było, żeby światli ludzie nie dali się nabrać. Bo młody lekarz pracując bardzo cięzko za głodowa pensję(niewiele wyższą od zasiłku dla bezrobotnych,jakby się kto pytał) i tak odpracowuje to z nawiązką, poza tym ciągle musi się kształcić w myśl zasady : "kto nie idzie do przodu-ten się cofa"
Dostanie sie na bezpłatne kursy i szkolenia graniczy niemal z cudem, wiem, bo przerabiałam te tematy, żeby odbyć często OBOWIĄZKOWE kursy, trzeba za nie słono zapłacić z własnej kieszeni. Dobrze,że są rodzice;)
Swoją drogą...gdzie jest powiedziane,że młody lekarz ma inny żołądek niż młody dekarz, tokarz czy malarz pokojowy? albo niewykwalifikowany robotnik na budowie? albo górnik? Im wszystkim bez zmrużenia okiem daje się 3-4 razy wyższą pensję niż młodemu lekarzowi, "bo wyjedzie"
Czyli-metoda zatrzymania ludzi niezależnie od zawodu jest, tylko trzeba chcieć .
A jeszcze jedna istotna rzecz- czy ktoś...mógłby wyliczyć,ile kosztuje wykształcenie na przykład biegłego informatyka? Bo nasi informatycy sa na świecie cenieni i nawet rozchwytywani -a nikt sie nie matwi,że uciekają z kraju i nikt im nie wypomina pieniędzy włożonych w wykształcenie.
Według takiego systemu kształcili się ludzie od lat. Zastanaiam sie,czy po to pchano pieniądze w wykształcenie takiego pan Edgara G., który jak wszystkim wiadomo nie należy do najtęższych umysłów IV RP...żeby teraz "zapomniał wół"
No bo przecież w czasach,kiedy on pobierał nauki, prawnicy też za studia sami z własnej kieszeni nie płacili?Też odbywało sie to na koszt społeczeństwa,żeby teraz...ech. Może lepiej by było,żeby ów Pomysłodawca... wyjechał razem ze swoimi pomysłami uzdrawiać służbę zdrowia w Pernambuco? Tylko czy by go tam chcieli...

23:20, surfinia
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 26 marca 2007
z sennika Su ;)
"Umówić się na randkę , z jednym z ostatnio urzędujących premierów IV RP
 w kolorze blue" (randka nie premier;)
-choroba wirusowa, powalająca w ciągu 2 godzin zaledwie.
Dobrze,że wirusowa, a nie psychiczna, bo przecież taki sen mógłby zdecydowanie oznaczać moją chorą psychikę  :DD

I tak dalej,idę do łózka. W kolorze błękitnym.
"Do łezki łezka, aż będę niebieska"

19:20, surfinia
Link Komentarze (17) »
niedziela, 25 marca 2007
fenomen. Znany chyba ;)
Szukałam czegoś w przepastnej szufladzie. Okazało się, że jest tam wiele niepotrzebnych kartek, karteczek, kopert od nieistniejących listów, notesików z nieistotnymi już danymi, przestarzałych kalendarzy. Bez entuzjazmu-raczej z westchnieniem rezygnacji
wzięłam się za porządkowanie szuflady, choć mruczałam pod nosem "co mnie podkusiło, głowa mnie boli a tu trzeba decydowac -co wyrzucić , co zostawić...a boląca głowa za tym nie przepada, o nie".
Ale uporałam się z tym zadaniem-bo nie ma sensu zaczynać i ...nie kończyć.
Wyrzuciłam połowę z  zawartości   szuflady , resztę porządnie zaczęłam układać w środku i... NIE ZMIEŚCIŁAM!!! Jak to jest? Ilość szpargałów o połowę mniejsza zajmuje większą pojemność niż ilość o połowę większa?!
Zadanie dla wytrawnej głowy ;) Owszem, ponoć wszsytko jest względne...ale ta szuflada raczej jest złośliwa. Nie po raz pierwszy ;)

23:00, surfinia
Link Komentarze (8) »
sobota, 24 marca 2007
Tempus fugit
Tak,czas płynie, nic odkrywczego, może tylko to stwierdzenie po łacinie brzmi dostojniej - wymawiając te słowa czuję, jakbym grzbietem ręki ścierała wieloletni pył z starodawnego woluminu:)
Z biegiem czasu jego wartość cenię bardziej, często rozsmakowuję się w każdej minucie, czasem ubolewam, że zbyt szybko coś się dzieje, a czasem...wcale nie:)
Nie boję się tracić czasu-ale na WŁASNE życzenie.
Każda "zewnętrzna" prób organizowania mi cennych minut,godzin wbrew mnie-budzi mój głęboki i jak mniemam -całkowicie uzasadniony sprzeciw.

Godzina. Można w ciągu godziny prześledzić pół gwiaździstego nieba leżąc na wznak na trawie. Można zamknąć oczy i słuchać koników polnych albo słów przeznaczonych tylko dla jednej pary uszu.
Można dokonać przełomowego odkrycia. Można doznać największego szczęścia lub złamać komuś/sobie całe życie. Można zrozumieć wiele ważnych spraw w ciągu 60 minut, zyskać kogoś lub stracić. Można przeżyć w jej trakcie cały wiek czekając. Albo można zmienić 60 minut w kilka sekund zaledwie-bo czas jest pojęciem względnym i wtedy kiedy nie chcemy,pędzi z prędkością światła.
Taka godzina może w sposób wydatny wpłynąć na całe nasze życie, a jeśli jest w potocznym znaczeniu "stracona" -bo przeznaczona na porządki wewnątrz siebie-to tez stracona nie jest.
I dziś w nocy te godzinę nam ukradną... ;)

21:29, surfinia
Link Komentarze (21) »
piątek, 23 marca 2007
Powody do dumy :)
Właśnie Adam Małysz przeskoczył Velikankę :) i to jest bardzo piękny powód do narodowoej dumy :)
Swoją drogą całkiem niedawno usłyszałam czuły epitet skierowany do Pana Adama- "ta nasza wspaniała Latająca Polska Mysz" -ile w tym ciepła i dumy
o wiele bardziej mi się podoba to określenie niż nadęte "Orzeł z Wisły"
A Mysz-to taka nasza, przytulna:))
Patrzyłam teraz na dekorację- tyle szczęścia w twarzy tego wspaniałego sportowca sprawiło, że był on niemal piękny:)))


Drugi powód do dumy w dniu dzisiejszym-tym razem bardziej lokalny-to fakt nadania Profesorowi Władysławowi Bartoszewskiemu tytułu Honorowego Dolnoślązaka.
Każdy chce mieć w swej "drużynie" najlepszych i cieszę się, że TEN właśnie wspaniały człowiek i wielki autorytet - nieco bardziej dzięki temu zacieśni związki z Wrocławiem:)
Uroczystość ta miała miejsce w 50 rocznicę podpisania Traktatów Rzymskich, które zapoczątkowały integrację europejską.
                                    
                       


17:37, surfinia
Link Komentarze (18) »
taki moment ;)
              "Moja wdzięczność zaprowadzi panią do grobu"
Te słowa pacjenta, którego właśnie skończyłam badać- na moment zmieniły mnie w słup soli niczym nie przymierzając- jedną taką ...żonę Lota;)
Autentycznie zastygłam "zewnętrznie" i w środku. Albowiem wdzięczność- odczucie typowe dla ludzi żywych ,takie... ziemskie w skojarzeniu z powiewem krypty i w znaczeniu do-grobowym to zestawienie zaiste niespotykane;)
Lekko spłoszona ( a dzień był pochmurny i ciężki) zastanowiłam się, co ów mężczyzna miał na myśli
-życzy mi pan rychłego zejścia? (bo tak mi się jakoś skojarzyło..)
-ależ nie, pani doktor, miałem na myśli, że wdzięczność mą ma pani dozgonnie.

OK, byle mnie nigdzie owa wdzięczność nie prowadziła. Ani na manowce, ani do grobu-nigdzie ;)
Ale to i tak bez znaczenia...na pewno po trzech dniach od wyjścia ze szpitala ów pacjent o mnie nie będzie pamiętać;)


17:01, surfinia
Link Komentarze (8) »
wtorek, 20 marca 2007
Ja tu...
"Pan tu Panie Pogorzelski dyrdymały opowiadasz,a ja gorę"
(głosem Hańczy do Turka z filmu "A ja gorę")
To prawda.
Ja tu na blogu opowiadam co porozdaję (jakby co) zaperzam się w słusznej sprawie, a tu...ktoś cichutko podrzuca mi nowa wiosenna sukienkę...tę, której nie miałam śmiałości założyć, bo zbyt piękna mi się wydawała, wolałam na nią  patrzeć i nie zakładać,żeby nie zepsuć;)
Cito1 mnie przekonała,że nie ma się czego bać i dlatego mam już przez Nią wsadzony "na przodek" ten śliczny "pokój z kominkiem" od Raritana:)
...Pozamiatane, posprzatane, sofy wygodne,teraz tylko gości przyjmować, nic że wiosna,dni bywają jeszcze zimne( tak jak dziś...)
:)
22:48, surfinia
Link Komentarze (16) »
Głosy
Od kilku dni słysze katastroficzne -powtarzane  w mediach:
"Maleje liczba transplantacji" bo ludzie sie boją.
W domysle-ludzie sie boją ,że w razie czego ich narządy zostaną użyte niezgodnie z  pierwotnym przeznaczeniem.  Ludzie sie boją "lekarzy-morderców".
Ludzie się boja handlu narządami.
I nie mogę powiedzieć,że to jest niemożliwe, o przecież zdarzało sie na świecie.
Ale jedn o wiem na pewno : dużą winę za ów spadek ilości zabiegów ponosza media, które w sposób wyjatkowo nachalny nagłaśniają sprawy wcale nie tak oczywiste,jak się przedstawia społeczeństwu  (bo czy tak naprawdę wiadomo,jak to jest z prof.G???) kształtując niechetne  podejście  do pracowników ochrony zdrowia w oparciu o jednostkowe przypadki jak też usiłują w sprawach transplanatacji na siłę znaleźć drugie dno. Takie jest moje wrażenie.

A ja sie zgadzam na pobranie moich narządów, jakby co.  Nie boję się.
Jakby co...to nie cała umrę. I jeszcze na coś ... komuś sie przydam...


 
                                   
                                
  
22:21, surfinia
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 19 marca 2007
wiosna idzie,to pewne
Ano to pewne, ta wiosna- bo wrzodowcy i astmatycy coraz bardziej cierpią, u mnie w domu też kichanie i prychanie,co to ani cebuli,ani czosnkowi się nie daje - a nie żałuje prychającym,kiedy nie muszą iść gdzieś i rozsiewać :)
Mnie samej wyskoczyło jakieś "złe" na twarzy, plamki (co je misternie zamalowałam ,żeby ludzkości nie straszyć,a nade wszystko ,żeby uniknąć życzliwego:"och ,masz uczulenie,jakie strrrrrraszne,widziałaś?"
..zresztą wcale nie "strrrraszne" ale pewnie byłoby,gdybym to usłyszała, bo by mi jeszcze dodatkowo apoplektyczny rumieniec  wyskoczył co w zestawieniu z łagodnym usmiechem i słowami- "wiem,wiem, przejdzie" mogłoby dac efekt bardzo ciekawy:))))
Jeszcze gorzej,gdybym usłyszała na przykład ,że wredny charakter na twarz wyplamkowuje;) no ale po prawdzie jeszcze nie usłyszałam, co nie znaczy,że to się nie stanie;)
Co to ja miałam? ano chyba tylko,że strasznie mi ostatnio mało czasu na "życie" zostało,ale to jak widzę ogólna tendencja, skandal,żebym wiosnę rozpoznawała po znajomych kaszelkach i plamach na twarzy ;)



19:08, surfinia
Link Komentarze (19) »
sobota, 17 marca 2007
Stałam sobie grzecznie dziś w kolejce przy stoisku mięsnym (bo tam są bardzo dobre wędliny,stąd kolejka owa ), za mną stoi dziwczyna-jakieś 13-14 lat(przypominała mi trochę Lolke Odwodnika:) a z boku jej tata. Rozmawiali dość głośno,trudno było nie słyszeć, najczęściej rozmowa była monologiem;)

-tato,ale masz mięsień piwny,schowaj brzuch,bo trącasz otoczenie (mnie,bo stałam "mimo" ;)
-tato, kupimy tę wędlinę, która mamy w lodówce, dobra była
-a jaka była w lodówce
- a nie jadłeś?
-nie pamietam..
-tato, skup się : to taaaa, przed tobą za szybką-ta z napisem "szynka jakaśtam"
-taaaa????
-ta!
-wszystko jedno,
-a ta obok też wygląda smakowicie,kupimy kawałek-dyrygowała ze znawstwem młoda
-a która?
-tatooooooooooooooooo! podobna do tej,którą jedliśmy w zeszłym tygodniu
- a jaka to była
- oj, tato,taaaaaaaaaaaaaaaaatoooooooooo, jak ty się na niczym nie znasz!:))))

A tata kładł uszka po sobie i dawał sobą dyrygować tej młodej damie, bardzo to był ciekawy obrazek, dziwczyna w przyszłości nie da sobą manipulować ,o nie:)))


13:27, surfinia
Link Komentarze (19) »
piątek, 16 marca 2007
Prosto z pracy pobiegłam dzis do EMPIKU, szykuje się w najbliższym czasie trochę imprez imieninowych"Krewnych i znajomych Królika",a ja lubię najpierw zorientować sie" co w trawie piszczy" ,zastanowić się co mogłoby danej osobie zrobić przyjemność i albo kupić po chwili albo za jakiś czas (ten czas,który jest mi potrzebny na zastanowienie).
Podoba mi się w EMPIKU to, że są w miły sposób poustawiane wygodne siedziska i że można sobie przycupnąć i poczytać zanim się kupi i widzę z przyjemnością,że ludzie z tego korzystają:)
Ja jestem ciekawa ludzi i ...przyznaje.lekko podglądam...co tez może akurat czytać ten pan z brodą przy oknie? albo ta para młodych ludzi siedzących blisko siebie -żywcem wyjętych z "Okularników" Osieckiej... :) czy też mężczyzna o mocnej budowie w stroju takim,jakby właśnie zsiadł z Harleya:)
Lubię też, jesli jest zachowany ład w ksiązkach i można łatwo trafić tam,gdzie się chce.W ksiegarniach różnie to bywa-czasem mam wrażenie,że książki poupychane są na półkach na chybił -trafił i że...sie "duszą".
Przejrzałam kilka książek, narazie jestem na etapie myślenia-co komu i co dla mnie:)
ale i tak nie wyszłam z pustymi rękami...na stoisku z płytami znalazłam płytę
tria Możdżer-Danielsson-Fresco "Between us and the light".
Ciekawa jestem tej płyty,bo chyba większość utworów z niej muzycy zaprezentowali jakiś czas temu na koncercie transmitowanym przez TV (oglądałam z zapartym tchem i chłonęłam) i powiem,że to była uczta dla ducha. Nie tylko muzyka,ale SPOSÓB w jaki oni ją grali ..tak,jakby była to dla nich najwspanialsza zabawa,jakby nie istniał świat naokoło, po prostu: pełne zapamiętanie się w muzyce.
Kontaktowali się wzrokiem i "wzrokiem modyfikowali" jakby wykonywane frazy. Dzis już za późno, organizm potrzebuje snu...ale jutro posłucham:)



23:59, surfinia
Link Komentarze (15) »
czwartek, 15 marca 2007
pewnie gdzię już było,ale...
Pewnie gdzieś już to było, ale ponieważ jest to problem który jakośtam mnie obchodzi a poza tym dyskutowałam dziś o tym z koleżanką w pracy i nie bardzo wiem co o tym myśleć, więc postanowiłam umieścić to na blogu i zapytać odwiedzających,co oni myślą na ten temat...

W grudniu 2006 Ministerstwo Zdrowia wydało rozporządzenie, w którym nakazuje się pisanie rozpoznań w kartach pacjentów nie po łacinie-jak do tej pory-ale w języku polskim.

Mam kilka wątpliwości w związku z tym i nie jestem pewna,czy te osoby, które ukuły to rozporządzenie...na pewno dobrze się nad tym zastanowiły.

Ciekawa jestem JAK zareaguje pacjent, który np. przeczyta w swojej karcie chorobowej, wypisie ze szpitala etc. "Nieoperacyjny rak jelita grubego z przerzutami "... Dostanie obuchem w łeb, to pewne, bez względu na to jak bardzo deklaruje,że jest silny psychicznie i zniesie wszystko. Lekarze i rodzina są po to, aby WYCZUĆ ,czy pacjent chce być poinformowany w 100 procentach,czy zniesie ten ciężar. Często pacjent mówi,że "chce wiedzieć" ale tak naprawdę...wcale nie chce. Pacjent ma prawo znać swoje rozpoznanie, ale do rozpoznań "ostatecznych" powinien być przygotowywany taktownie i w indywidualnym tempie, właściwym dla psychiki chorego. Mówi się ,że "nadzieja umiera ostatnia" - ale tylko wtedy,jeśli jej sie zbyt pochopnie człowiekowi nie zabierze...
Łacińskie rozpoznania, nazwy jednostek chorobowych, działań medycznych etc, które wpajano lekarzom od wieków...nie są konieczne po to,by pacjenta dezorietować- ale po to, by oszczędzić mu niepotrzebnych stressów, ponieważ pacjent,który nie zna się na medycynie- słucha uważnie każdego słowa i z mało istotnej informacji potrafi ukuć sobie własną teorię,często kompletnie mylną. Tak więc-ta łacina dawała lekarzowi możliwość porozumiewania się z innymi lekarzami-za pomoca słowa pisanego lub mówionego tak,aby pacjentowi głowy nie zaprzątać tym,czym nie trzeba.
I teraz tak: jak ma się takie wykładanie "kawy na ławę" w ojczystym naszym języku do tajemnicy lekarskiej lub ochrony danych osobowych?
No bo tak: przypuśćmy,że pacjent jedzie na konsultację do innej placówki.
Jest w dobrym stanie,więc nie wymaga w karetce obecności lekarza,leczy wystarczy sanitariusz lub pielęgniarka. Historie choroby moźe przejrzeć sobie każdy,kto przez przypadek lub celowo-dostanie ją do rąk, nie ma co się zżymać,wszyscy wiemy,że tak MOŻE się zdarzyć, nie takie przecieki w tym kraju się zdarzały;)
A może..pacjent nie ma ochoty, by ktoś poza nim i lekarzem prowadzącym znał jego chorobę?
W NFZ też taka historia przechodzi z rak do rąk... a jeśli choruje tzw.osoba ze świecznika ? to jest duża szansa,że ktoś ...gdzieś po drodze pomiędzy punktem A a punktem B -dorwie się do tej historii , lub złamie zabezpieczenia systemów komputeroych szpitalnych, by pozyskać interesujące dane...
Przecież były takie sprawy-sprzedaży danych różnym zaintersowanym firmom
zajmującym się pozyskiwaniem takiej wiedzy.
Jeśli rozpoznanie jest po łacinie-stanowi to pewna barierę dla osób postronnych .
Jeśli na oddziałach szpitalnych nie udziela się wiadomości o stanie zdrowia pacentów każdemu,kto ma ochotę posłuchać (pod groźbą sankcji prawnych), a stwarza się tak lekkomyślnie furtkę przecieków dzięki wybitnemu ułatwianiu rozszyfrowania,co pacjentowi jest...to przypomina sytuację,kiedy zamyka się szczelnie wszsytkie okna w mieszkaniu, a otwiera drzwi...









22:24, surfinia
Link Komentarze (23) »
środa, 14 marca 2007
środa,środeczka

Kiedy jest taki dzień jak dziś- że WSZYSTKO czego się tknęłam...udało sie (a nawet więcej) to nie posiadam się z radości, ale jednak...poszukuję drugiego dna. Może los chce uśpić moją czujność? ;) a potem mi DOWALI.
Z drugiej jednak strony - spiskowe teorie pozostawić wolę politykom.Niech oni się bawią. A ja się popławię w zadowoleniu. Zapitym kieliszkiem czerwonego wina.
Współpracownik mój już drugi raz w ciągu dwóch dni spojrzał na mnie z uwagą i zapytał, czemu jestem tak zadowolona.
-ja? ..przecież ja zawsze się śmieję.
-zawsze- to ty zapieprzasz jak mały samochodzik...
-ale czy z ponura miną?
-no...nie

Dobranoc:)

PS.
trafiłam na to...no cudo cudeńko i jakże adekwatne:))


 http://bajkizpalcawyssane.blox.pl/2006/02/SPIACA-KROLEWNA.html






19:21, surfinia
Link Komentarze (16) »
wtorek, 13 marca 2007
Śpiąca niestety nie-królewna ;)
Kobietki zaczynają sie odchudzać,bo tradycyjnie nie mają co na siebie włożyć.
A w sklepach przymierzają lekkie pantofelki. Czasem też kupują ;)
Te zaś panie co nie muszą gubić kilogramów ani dekagramów...przymierzają swoje lżejsze kreacje i też..nie mają co na siebie włożyć;)
Troskliwi właściciele trawników wylegli z łopatami i innym sprzetem, żeby kopać! spulchniac! i upiększać.
Pierwsze stokrotki dzis widziałam na trawniku nieopodal pracy, które to stokrotki wystawiały głowy do słońca i nic a nic nie przeszkadzało im sąsiedztwo psich kup ;)
Na bloxowisku też jakieś wiosenne poruszenie, panie wciągają w płuca mieszankę wczesnowiosennych zapachów, panom...rosną jakieś kiełki;)

Koleżanka w pracy weszła do gabientu, gdzie okupywałam biurko z papierzyskami i powiedziałą :"Pięknie pachniesz, wiosennie".
Ale na tym pieknym zapachu i obserwacjach CO naokoło-jak przez szybę z plexi-u mnie wiosna się kończy, bo ja proszę ja kogo ŚPIĘ ...wewnętrznie, a zewnętrznie-jak sobie znajde czas i poduszkę.
Śpię...jak misio koala. Śpię czasem prawie na stojąco ubijając kotlety na jutro. "W przeciągu, w pociagu i na drągu". Śpię na pasach. Dziś szłam i powtarzałam sobie jak mantrę:"uważać żeby nie wpaść pod samochód  bo tak jest , że po jezdniach samochody jeżdżą o zgrozo" ;)
i... prawie wpadłam (pod samochód;). Wpadnięcia pod tramwaj też mi się udało uniknąć, bo tramwajarz brzdęknął litościwie, pewnie też zaklął pod nosem.
Dwa razy dziś zatrzymały się samochody, panowie byli tak mili,że przepuścili gapę na drugą stronę,bo by stała i ..spała :)
Nie liczę raczej na to,żeby mnie jakiś Królewicz budził, bo w takie bajki to ja już nie wierzę;) ale niech mną ktoś po przyjacielsku potrząśnie,żeby mi wyleciał z ust ten kawałek zaczarowanego jabłka...nasączonego środkiem nasennym... :)


17:37, surfinia
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 12 marca 2007
pierwsze: nie chwal dnia przed zachodem
Co do snów to reklamacji nie będzie, bo wprawdzie bungalowu nie było ani "przyrody ożywionej'' o ujmującym uśmiechu(pewnie poleciał do jakiejś młodszej ciałem;) ale za to była góra, na którą wlazłam bez większego wysiłku i oszałamiający widok z góry owej.
A potem przejażdżka bryczka dwukonną ( "siadajcie madonny, madonny, do bryk sześciokonnych..ściokonnych.. konie wiszą kopytami nad ziemią..." -jak u Demarczyk:)
I wreszcie... spacer po ogrodach pałacowych, a w podcieniach owego pałacu to się zgubiłam tylko raz i ... tylko troszeczkę, co zważywszy na fakt,iż ja się zgubić potrafię WSZĘDZIE -to całkiem niezłe osiągnięcie;) A ukoronowanie...to była rewelacyjnie czysta toaleta pałacowa :D

Dzień (po śnie) słoneczny i mimo ogromu pracy -spokojny i poukładany,a ja tak lubię. W domu balkon dało się otworzyć jeszcze przed wieczorem, a naokoło cisza tylko psy szczekają i ptaki świergolą( a ludzie gdzie? nie,żebym za nimi tęskniła... ;)

Wieczorem zadzwoniła Babcia mojego syna (tak mówię o niej,kiedy się na nią złoszczę, bo tak w ogóle to nawet fajna kobieta z tej mojej teściowej) i gada przez telefon,że jej się zmarli śnili i na pewno coś się złego stanie. No owszem, stało sie bo dobry nastrój szlag trafił, po części z powodu krakania,a po części dlatego,że jak mnie się coś śni złego, to ja muszę buzię na kłodkę trzymać "bo psuję innym nastrój'' więc się nauczyłam,że jakby co- to "przeczekuję" męcząc się z tym sama, aby wrażliwym mężczyznom nie psuć dnia. I niestety na tem temat dałam głos, co spotkało się z "obrazą majestatu".
Natomiast Babcia, a jakże - sąsiad umrze albo zachoruje? Nie znam,ale musze o tym wysłuchać. Zmarli się śnią? OK- na pewno ucha trzeba użyczyć.
Tylko że Babci potem ulży, a mnie gryzie.
Pewnie,sny to dobra rzecz.Onegdaj -kiedy jeszcze nastolatką byłam-nikt z domu się nie wybierał w podróż,jeśli miałam sen z rodzaju "proroczych"-bo tak sie stało, że wyśniłam jakieś nieszczęścia . Potem sobie "wyprosiłam" takie sny bo mnie to bardzo męczyło,że jak się śni cos złego,to pamietam,a jak cos pieknego-to nie. Długo był spokój. Wróciło kilka lat temu. Wyśniłam śmiertelną chorobe mamy. Wyśniłam to, że ktoś komu ufałam - zawiódł i to w sposób dość paskudny. Wysniłam też, że ktoś pode mna rył- ten akurat sen uważam za wyjątkowo przydatny, bo przecież trudno przypuszczać,że osoba ryjąca przyjdzie i powie: "wykopałem piekny dołek, czy zechcesz w niego wleżć i juz nie wyleźć? Do kompletu -polecam saperkę w celu samodzielnego zakopania się w owym dołku". Tak więc uczuliło mnie to,by nieco bardziej uważać.
Ale i tak jestem przekonana ,że nie można dać się zwariować snom.
Bo przecież znakomitą większość tego co nam się śni to sobie sami produkujemy ... a potem psujemy sobie nastrój.


19:59, surfinia
Link Komentarze (20) »
niedziela, 11 marca 2007
jeśli jest na sali złota rybka
Przed snem to ja bym miała życzenia...

- żeby mi się znów śniła muzyka latynoamerykańska i ja tańcząca przy niej jak zawodowa tancerka w powiewnej kiecce, i ten biały bungalow...ewentualnie z tą... bardzo atrakcyją zawartością:D ...niestety poprzedniej nocy " w praniu" okazało się,że owa ciemnowłosa zawartość to był mój brat cioteczny ( o którego istnieniu nie miałam pojęcia) , i tak było wszystko bardzo porządnie i bez ekscesów (bo pewnie nawet we śnie kontroluję się jakostam:/ - tylko po jaką cholerę dawał mi pierścionek z białego złota?
...jakby nie wiedział,że złota nie noszę...pereł też:)

Zasadniczo to nie wiem, do kogo się zwrócic z prośba o piękne sny, bo one ani anielskie, ani diabelskie. Moje:) i pewnie...ja za nie odpowiadam?Znaczy podświadomość ma. Może nie powinnam w nocy oglądać filmów z piękną muzyką i specyficznymi..."okolicznościami przyrodny ożywionej" ? ;)

-drugie życznie to takie, żeby mi nakazano "odgórnie" pójść na zaległy urlop:)

- a trzecie...to żeby ktoś wymyślił dla mnie dietę na utratę 3-4 kg (wiosna idzie i straszy;), ale żebym mogła w tej diecie jeść wszystko-zwłaszcza słodycze i kolację w nocy:)

I to by było (narazie) na tyle.
Jakby co,to jutro napiszę nowe życzenia.

:)
                                                   

 
21:57, surfinia
Link Komentarze (22) »
sobota, 10 marca 2007
myśl jak u pomysłowego Dobromira
:) taka mi myśł przyszła, że tak wiele osób z bloxowiska wkleiło banerek z dzieciakiem- to "Moje" Reiwsz...że właściwie mogłoby to być pod tytułem

                                                                        -NASZE-

prawdaż? ;)

17:08, surfinia
Link Komentarze (10) »
"rozchodzić" ;)
Jest taki kawał dośc niewybredny,który mi opowiadał kolega z pracy-wcale nie dwudziestolatek.
Staruszek wstał w nocy i cos go nosi po domu. Nosi go i nosi, wzdycha staruszek , trzeszczy i trzaska sprzętami.Obudziła się jego staruszka i pyta:
-a co ci to? czemu nie śpisz?
-hm...wzięło mnie na seks
-to po co łazisz? chodź do łóżka! :)
Staruszek popatrzył na swą połowicę , westchnął i powiedział:
-nieeee,jakoś sprobuję TO rozchodzić...
;)

Oczywiście ja to opowiedziałam w wersji nieco złagodzonej, bo męska była nieco bardziej dosadna. Zastanawiam się przy tym zawsze,dlaczego ten dowcip nie powstał w odniesieniu do całkiem odwrotnej sytuacji, a więc:"wstaje staruszka w nocy i ją nosi" ;))))

No ale nie o tym,nie o tym, nie o tym;)
Mnie chodzi o "rozchodzenie" problemu czy bolączki.
Sobota,mozna spać. Ale co tam- o 6.50 rano budzi mnie drętwa ręka(moja) i ból owej.Typowo-ciągnący od szyi,przez bark.
Konsekwencja praworęczności, pracy głównie ręką prawą, dźwigania cięzkich siatek tą samą ręką i niewygodnego, nieergonomiczego biurka pod komputer w pracy, przy którym to komputerze z przyczyn wcale nie rozrywkowychy muszę spędzać długie godziny. I kiedy się tak przeforsuję- to zwykle w wolny dzień ból sie pojawia.

Moja mama też tak miała. Wtedy wstawał i prawie płakała. Pół dnia zrzędziła.
Ja wstaję i zaczynam...chodzić, o przecież trzeba "rozchodzić" ;)
i ruszam "gałązką" a jednocześnie wyglądam przez okno i uświadamiam sobie,że ja mam i tak dobrze. Bo mnie ręka boli,poboli i przestanie,a inni...
na wózkach lub nawet nie na wózkach,ale walczący z cięzka chorobą...
Naprawdę: praca w szpitalu dobrze robi na własne dolegliwości,o ile oczywiście nie jest to choroba poważna,tylko jakies niedomagania właśnie.
Rozchodzić trzeba i już.I cieszyć się że TO mija... Dobrego dnia!


12:54, surfinia
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes