moja jesień gra bossanovą...
RSS
wtorek, 31 marca 2009
przed północą ostatniego dnia marca
Od kiedy przestał mnie bawić pierwszy kwietnia?...o ile kiedykolwiek bawił -poza przyzwyczajeniem do jego zabawowej,tradycyjnej otoczki...?

...Od czasu,kiedy za mało w tym dniu żywiołowości, a żarty jeśli są zwykle "na siłę", bo chyba fantazji ludziom w tym względzie ubywa ... a może zmęczenie wiosenne nie sprzyja psikusom

...Od czasu,kiedy zorientowałam się,że w tym dniu zdarzyło mi się kilka rzeczy zupełnie nie śmiesznych, ale brzemiennych w skutkach...

...Od czasu, kiedy nader  istotny  stał się fakt , iż 1 kwietnia poprzedza bezpośrednio 2 kwietnia...
23:46, surfinia
Link Komentarze (13) »
niedziela, 29 marca 2009
Ludzie się zmieniają:)
Ludzie się zmieniają, ja też, drżę tylko by nie była to zmiana na gorsze (bo jak ze sobą wytrzymam wtedy?;) a  przecież trudno przewidzieć co nasz mózg i nasza natura wykombinują...Pewnie, że mamy na to jakiś wpływ, tyle -że nie zawsze ten wpływ mieć chcemy.

Wyjechałam na dwa dni w niedalekie góry,żeby spotkać się z niemałym gronem znajomych - z którymi jeżdżę w miarę stałym składzie od studiów, zatem jest to kawał czasu. W tym gronie (jak napisałam-licznym!) są tylko dwie lekarki-koleżanka stomatolog i ja. Cała reszta " z różnych bajek" ale dogadujemy się znakomicie. Są w tym gronie osoby, które przez kilkanaście lat nie utrzymywały z całą resztą kontaktów, a teraz raptem poczuły, że chcą te kontakty odnowić (i to czynią :) Czy to nie jakaś przemiana? na mój gust-pozytywna :)
I tak np. W. - biznesmen i globtroter. Po wielu latach-znów "przylgnął" o starych znajomych.
W. znam od...podstawówki! Kiedy o tym pomyślę...nie, nie jeży mi się skóra na karku, że to tyle lat...ale zaczynam się śmiać. Bo jak mawiają niektórzy :"ludzie tak długo nie żyją"- a jednak żyją i mają się nieźle:)
W. to był kumpel do rany przyłóż i to przez lata. Pamiętam, że usiłował nauczyć mnie pływać.
Potem wycyganił samochód ojca, żeby uczyć mnie jeździć. Potem -za jakiś czas-usiłował nauczyć mnie grać w brydża:))) Oczywiście byłam mało pojętna, grałam jak noga stołowa,ale W. twierdził,że mam potencjał. Jednak chyba mnie przecenił...przyznaję ze skruchą, że potencjał był tyciutki w tym względzie :)
Teraz W. usiłuje namówić mnie na morskie żeglowanie.
Od kilku lat skutecznie opieram się morskim jachtowym wyprawom w różnym gronie, choć na Magicznym Jeziorze kiedyś udało mi się łodzi nie zatopić... :)
Tłumaczę W. , że jestem (chyba) Jonaszem i byłby naprawdę wielkim ryzykantem,gdyby wziął mnie na pokład,ale on się śmieje i nie wierzy.
A ja chwilami zastanawiam się,dlaczego jestm taka uparta. I...
Jeśli jeszcze trochę mnie ponamawia, to kto wie? Może i ja wymięknę i popłynę gdzieś na jakieś morze...? Oczywiście (narazie) to jest bardzo mało prawdopodobne, ale nie niemożlwie:) albowiem...ludzie się zmieniają. Ja też. I oby nie na gorsze.
A najgorsze byłoby usiąść na tyłku i już niczego "mało prawdopodobnego" nie mieć ochoty dokonać :)

23:12, surfinia
Link Komentarze (14) »
środa, 25 marca 2009
rozmowa przez kilka km
Taksówkarz,który wiózł mnie dziś przez kawałek Wrocławia zdawał się mieć monopol na mądrość całego narodu i dzielił się tym ze mną bez oporów...;)
Trochę byłam juz nawet tym zmęczona, bo po całym dniu pracy stojąc w korku miałam ochotę posłuchać np. delikatnej muzyki (jak to juz kiedyś się zdarzyło-bajkowo).
Dowiedziałam się od tego pana między innymi :

- że on to ma pomysł na to, jak wybudować autostrady w Polsce
- że najpierw trzeba było wybudować obwodnicę Wrocławia niż jakieś" głupie nikomu niepotrzebne mosty" ;)
-że ma gdzieś prawo zamówień publicznych i procedury przetargowe, bo wszsytko się przecież "da jakoś obejść" :) ale gdy znudzona słowotokiem zapytałam,czy wie,jak to zrobić,powiedział,że w tej chwili nie, ale za to wie, że można:)


Kiedy mu usiłowałam uświadomić,że byli już tacy,co usiłowali to i owo "obejść" ze skutkiem kiepskim, o czym donosiły później gazety, w kontekście sprawy posługujące się imieniem delikwenta i pierwszą literą jego nazwiska -nie bardzo słuchał, a potem znów swoje: "to ja pani wytłumaczę" etc

Wreszcie z przekąsem stwierdziłam,że widzę iż ma wiele pomysłów, szkoda zatem by taka skarbnica się marnowała i że w takim razie może wystartuje w wyborach, ot,choćby postara się zostać radnym miasta W. ?;)
Uuuuu, to zupełnie inna sprawa :) a dlaczego? ano dlatego-stwierdził mój rozmówca-że on jako kandydat niezależny, nie miałby głosu, nie miałby możliwości przebić się z żadnym pomysłem bez poparcia jakiejs partii, a do żadnej zapisywać się nie chce (ja też nie swoją drogą...)

Monopol na mądrość mamy niemal wszyscy. Na swoim maleńkim podwórku, w swojej wąskiej lub szerszej specjalności, którą się zajmujemy...pomysły mamy "genialne";)
Dawniej mówiło sie,że najwięcej w Polsce mamy lekarzy:)
a teraz jednak chyba lekarzy doganiają znający się na wszystkim co dotyczy budowy dróg ... :)

...Taki mały okruszek dnia,..niewiele znaczący-co odnotowuję z "kronikarskiego obowiązku" a po trosze z rozbawienia... acz bez zjadliwej złośliwości :)

20:44, surfinia
Link Komentarze (13) »
czwartek, 19 marca 2009
Będąc ( raczej średnio) młodą lekarką...
Ładna młodziutka dziewczyna,lat 24 niecierpliwie kręciła się przy badaniu i nagle zapytała:
" długo to potrwa,bo chce mi się szczać"

Poczułam odorek. Nie od dziewczyny,tylko od słowa, które nijak nie pasowało do młodzieńczej, niemal anielskiej urody mojej pacjentki.
-proszę?-zapytałam
-no chciałam powiedzieć,że chcę siusiu-odpowiedziała ona
i wtedy nie wytrzymałam:
-aha, teraz rozumiem, bo nie jestem przyzwyczajona do użytego przez panią uprzednio słowa...

Innym razem pacjentka wyznała mi, że ciągle "pierdzi". Znam znaczenie określenia,jednak są inne-może bardziej stosowne;)
Jeszcze innym razem młody pacjent opowiadał mi o okolicznościach wystąpienia dolegliwości bólowych i cały czas używał słów powszechnie uznanych za mało eleganckie, najwyraźniej miał kłopoty ze znalezieniem innych... ;) ale i tak był dość z siebie zadowolony, a po wizycie wychodząc  pożegnał się ze mną słowami: "no to NARA !"
;)

Sytuacje takie mnożą się.


Nie jestem staroświecka (chyba?) i nie jestem święta, od czasu do czasu i ja przeklnę(ale musze być doprowadzona do ostateczności) jednak w pewnych sytuacjach uważam , że należy starannie dobierać słowa...
Taka lekarka (która miała być polonistką ;) to pewnie przekleństwo dla lubiących słowny luz ;)



23:39, surfinia
Link Komentarze (40) »
niedziela, 15 marca 2009
póki co -złamię zasady...
Póki co złamię zasady... :) i niech mi będzie wybaczone, wyjaśnię zaraz :)

Dwie Indywidualności z bloxa ( Dewaluacja i Ricardo ) nominowały mnie do wyróżnienia czym zrobiły mi niespodziankę oraz zaszczyt :)
Bo miło znaleźć się w doborowym gronie osób,które swoim bajdurzeniem cośtam wykreowały ;)




Poza przyjemnościa przylepienia sobie powyższej "broszki" należy zachować się przyzwoicie ;) i postąpić w/g wskazanych zasad:

1. umieszczamy logo na swoim blogu,
2. wrzucamy namiar na blog osoby, od której otrzymaliśmy nagrodę,
3. nominujemy co najmniej 7 innych blogów,
4. podajemy linki do tych blogów,
5. nominowanym osobom zostawiamy komentarze z informacją o nominacji

Sprawa wygląda tak: o ile punkt 1 i 2 załatwiam w oka mgnieniu...to nominować narazie nie mogę. No...nie mogę! Bo za dużo jest tych blogów"ulubionych", które do kategorii pasują i nie mogę się zdecydować...

Podobnie stało się, kiedy otrzymałam od sad.a.5 nominację do innej nagrody ( Uber Amazing Blog Award) ...po prostu WSZYSCY ,do których zaglądam częściej lub rzadziej...jesteście na swój sposób niezwykli,chocby dlatego,że każde z Was potrafi ubrać w słowa tak wiele .Bo to wcale nie jest proste...


13:58, surfinia
Link Komentarze (10) »
środa, 11 marca 2009
niemożliwe...?
Chwytliwy i błyskotliwy ( choć niestety dość wyświechtany) slogan: "nie ma rzeczy niemożliwych,są tylko mało prawdopodobne" to jest moje motto życiowe.
Czasem wierzę w to głęboko, a czasem ta wiara jest chwiejna i oparta jedynie na "wspomnieniu",że taki slogan sobie istnieje i jest dość wdzięczny w odbiorze, bo pocieszający.
Dodatek do powyższego założenia dość dużej dozy przekory , cierpliwości ("kropla draży skałę nie siłą lecz ciągłym padaniem") oraz (pardon;) upierdliwości- w dużym odsetku bywa skuteczną mieszanką.

Kilka faktów w moim życiu zawodowym potwierdziło tę dość kontrowersyjną prawdę , mimo iż niedowiarkowie usiłowali podciąć mi skrzydełka. Ile też kaktusów miało wyrosnąć na rękach tych co nie wierzyli w powodzenie pewnych przedsięwzięć-to już nawet liczyć mi się nie chce...

Nie wiem dlaczego w sprawach prywatnych z tym jest gorzej.Tak jakby moje życie pozazawodowe opierało się na zupełnie innych regułach.

Ostatnio usiłuje na czyjejś twarzy wywołać uśmiech na dłużej niż na ćwierć sekundy.
Bowiem to, co pojawia się na twarzy tej osoby - jest właściwie jedynie cieniem uśmiechu.
I choćbym wyszła z siebie i stanęła obok -nie widzę możliwości by to zmienić. nie znam sposobu,nie mam klucza.
A ta osoba umie uśmiechać się przepięknie...OK. Choroba i troski potrafią unieczynnić mięśnie mimiczne odpowiadające za uśmiech...jestem w stanie to zrozumieć i uszanować.
Dlatego coraz bardziej wydaje mi się, że wywołanie usmiechu na TEJ twarzy jest niestety tym, co zupełnie wymyka się mojej życiowej dewizie. Czyli jest rzeczą niemożliwą.
Choć w duchu bardzo głośno krzyczę czasem-nie mogąc tego wygłosić, by nie zostać posądzoną o brak wyczucia i delikatności : "Proszę się uśmiechnąć KONIECZNIE"
Nie działa. NO NIE DZIAŁA! jak to jest możliwe???

Na temat: dla Ciebie, dla mnie , dla nas...to co "chodzi" dziś za mną od rana....


21:52, surfinia
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 09 marca 2009
w jak...
Kilka dni  temu  kolega w pracy zmarszczył nos i zapytał:"Su,czujesz wiosnę?" po czym pokazał okno, że niby tam coś...a za oknem to samo co zwykle od wielu tygodni: szaroburo i chmury   ciężkie i przygnębiające.
Nic  nie czułam poza obezwładniającym zmęczeniem,nasilającym się każdego dnia, powodującym,ze przez cały dzień dąży się do jednego: żeby wreszcie dostać się do domu, zrobić tylko to co konieczne i spać...spać.... A może to właśnie syndrom wczesnowiosenny ?...nie wiem, dla mnie to raczej syndrom niedźwiedzia  szykującego się do zimy ;)
 

Dziś  rano wyszłam z domu i mimo szarości -tę wiosnę jednak poczułam...bo ptaki o 6.45   podniosły taki rejwach,  tyle było kląskań, nawoływań,  słodkiego wabienia, radosnego świergotu, treli, pohukiwań, przekornego przedrzeźniania, ...jakby  każde ptaszę chciało,by to właśnie jego  słyszeć można  było  w tłumie najwyraźniej...
To jest najpiękniejsza muzyka świata, najdoskonalsza harmonia kompozycji :) Dobrze, że przyroda nam ją cyklicznie  przypomina, bo sami...sami  pozwalamy sobie często tak wiele stracić... zapatrzeni w jakieś cele(czasem  miałkie  lub mgliste) , które na odległość  zazdrośnie  zamykają nasze uszy, oczy, serca...



19:20, surfinia
Link Komentarze (15) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes