moja jesień gra bossanovą...
RSS
piątek, 25 kwietnia 2008
nieuświadomione życzenie i...
Dziś dalszy ciąg walki ze ściśniętym sercem,co znalazło sobie niekomfortowe miejsce w gardle. Skończyłam pracę i wyszłam z niej z ulgą. Niebo przedburzowo-przeddeszczowe nie nastrajało pozytywnie, sprawiało,że to serce w gardle zaczęło się wiercić i rozpychać.
Byle do domu, zdjąć z siebie ciężar ostatnich tygodni.
Ktoś- w nawiązaniu do ostatniego wpisu-w mailu poradził mi," a popłacz sobie jak masz ochotę, dlaczego wszyscy muszą widzieć,że jesteś silna".Otóz i nie. Płacz to ja bowiem rezerwuję na okazje specjalne- z głeboką przyczyną. Wyczerpanie,przepracowanie nie jest taką przyczyną...zapewne? A bez powodu... panicznie boję się,żeby ktoś nie powiedział:"histeryczka" :)

Wczoraj pólnoc zamknęłam cudownym gitarowym brzmieniem sączącym się z radia. Nie mam..nie miałam pojęcia kto TAK gra,ale wiedziałam z całą pewnością w swoim zachwycie,że mam niedostyt tej muzyki. Z niedosytem i myślą: "jakby tu się dowiedzieć, kto to gra" zasnęlam głęboko,a dziś już o tym nie pamietałam po przebudzeniu,bo były inne zadania , inne myśłi, inne tempo...
Po powrocie do domu postanowiłam włączyć dobrą płytę,żeby się wyciszyć, zebrać myśli, przestawić na tryb wolniejszy, bardziej"przyjazny" mojemu rozklekotaniu.
Jakaś płyta leżała wyciągnięta ze stojaka, niedbale rzucona obok.Wzięłam ją w rękę. Na obwolucie sylwetka młodego mężczyny opartego o ścianę. Jesse Cook. "Frontiers".
-nie znam tej płyty, nie kupiłam jej, nikt w domu poza mną bez okazji płyt nie kupuje, a z okazji to tez zwykle spada na mnie...
Więc skąd? sprobujmy...
Pierwsze dźwięki nie powiedziały mi zbyt wiele...choć nastawiłam bacznie uszy na muzykę w rytmie flamenco... Ale już drugi utwór uświadomił mi,że mam do czynienia z TYM właśnie artystą, którego kunszt gitarowy podziwiałam wczorajszej nocy...
To wspaniała,magiczna dla mnie płyta...Jeszcze wspanialsza dlatego,że zupełnie nie wiem skąd i dlaczego wzięła się w moim domu i jak na zamowienie wpadła w moje ręce W NAJBARDZIEJ odpowiedniej chwili. Tak jakbym wypowiedziała wczoraj życzenie...które być może jakaś złota rybka w dniu życzliwości dla ludzi- postanowiła spełnić...
Albo jak w bajce "Stoliczku nakryj się"-mówisz..masz.
Ciekawe kto w to uwierzy. Bo ja jakoś nie mogę... :)

W tej muzyce jest taniec o zmierzchu, gdy nie widać gitarzysty, jedynie z mroku dobiega skoczny rytm, a czasem nostalgiczne łkanie instrumentu...
Dżwięki są jak rozgrzany owoc na wietrze, jeśli zostanie strącony z gałęzi- rozpryśnie się aromatycznym sokiem,którego kropla być może spadnie jakimś przypadkiem na wargi zdziwonego przechodnia...

Moje...U wyciąga oba ramiona w górę,tym razem nie muszą one obejmować powietrza,lecz obracają nadgarstki w wystudiowanym ruchu flamenco. Skądś wzięła się ciemnoczerwona wirująca spódnica, wacharz i kastaniety...
Na rozgrzanych kamiennych schodach siedzi stary człowiek w słomianym kapeluszu, obok niego wielki kosz z kwiatami, a może z dojrzałymi owocami...jeszcze nie wiem...widzę uśmiech. On nie patrzy na mnie,lecz słucha muzyki ... wspomina.

Dzięki za taką muzykę...i za to,że mogę pisać takie banały:)

17:31, surfinia
Link Komentarze (19) »
środa, 23 kwietnia 2008
bieg po...po co właściwie?
Jakim cudem już jest środa? W pośpiechu , w godzinach wystukiwanych obcasami na podłogach, schodach , ulicach niepostrzeżenie straciłam poczucie czasu?
I żeby to chociaż przyjemne było, z głową w chmurach ...ale nic z tego, tylko stuk,stuk,stuk,coraz szybsze,coraz szybsze, do tego serce coraz szybciej...coraz szybciej. Głęboki oddech nie zawsze pomaga. Kiedy ja się zatrzymam?
Kolega powiedział: "po pierwszym zawale". Przyjemniaczek:/

Moje wirtualne alter-ego też jakby straciło wyrazistość. To znaczy "u" w Su - przestało tak zdecydowanie radośnie wyciągać ramiona ku górze, bo ma przykurcz mięśni ze stressu ;) a nie ma jak się go pozbyć...
Cały czas myślę o kimś : o domownikach, współpracownikach, pacjentach-bo to oczywiste. O przyjaciołach -bo chcą,żebym jakoś partycypowała w ich przeżyciach, ba, ja sama też tego chcę, jestem nawet ..hm...zaszczycona.
O bliskich mi ludziach myślę, bo inaczej sie nie da przecież,no jak inaczej?
Czas ucieka, wypełnioną mam prawie każdą godzinę w stu procentach.
Chwilami jednak tak bardzo mi czegoś brak. Wiem czego. Żeby ktoś się mną zajął. Tylko mną i za to, że ja to właśnie ja. To nie jest kwestia chęci bycia pępkiem świata. To po prostu chęć przypomnienia sobie...że moje potrzeby też są ważne.
Na długi weekend pojadę do rodziny. Pozwolę się rozpieszczać...z całą radością...bo juz nie pamietam JAK to jest...
-------------------------------------------------------------------------------------------
Dochodzi północ. Z radia sączy się niezwykły, porcelanowy głos pięknej Natalii Grosiak

Żegnając cię odganiam motyle wplątane trzepotem w moje palce
tulę się w twój ciepły sweter i nie chce myleć, że
samotnie spędzę resztę nocy, pijąc kawę aż do rana
zamknę oczy i znikną białe skrzydła nocnych owadów

Żegnając cię zamykam oczy, by zapamiętać ciebie lepiej
chowam twarz w twoich dłoniach i znowu mówię, że
samotnie spędzę resztę nocy, pijąc kawę aż do rana
gdy odejdziesz, zabierzesz moje białe skrzydła ze sobą

to nie żadne a'propos. To  nastrojowa, kojąca muzyką -piosenka o północy.







23:27, surfinia
Link Komentarze (12) »
niedziela, 20 kwietnia 2008
"okazy przyrodnicze";)
Mężczyna od rana ma muchy w nosie. Muchy owe nie wiedzieć skąd się wzięły.
Może z wiosną je przygnało, albo co...
Nic złego się nie zdarzyło,a to dobre,co miało się zdarzyć, to było a jakże.
Zatem-jakby kto pytał- posiadam aktualnie w domu okaz rozpieszczonego, nabzdyczonego nietoperza z pokaźną hodowlą much w nosie. Pod ochroną nietoperze są, chociaż muchy nie,ale i tak trzeba ostrożnie. Bo jak nie,to się okaz "rozpuknąć"może:D
Oglądaliśmy "Rancho" i Pietrek ze swą atencją i chęcią rzucenia Joli nieba pod stopy - skłonił mnie do wnikliwego spojrzenia na Mężczyznę.
-no powiedz mi coś miłego
Spojrzenie Nietoperza nie wróżyło to nic dobrego,zaiste..,oczywiscie miłego słowa też nie było. Ten okaz tak ma.
Więc sobie poszłam do drugiego pokoju. Przylazło.
-GDZIE WSADZIŁAŚ LUPĘ???
ano gdzieś wsadziłam,diabli wiedzą...z trudem powstrzymałam sie od zastosowania w odpowiedzi  cisnącego się na usta rymu... prawda- powód do niezadowolenia mamy znów...poszukałam więc lupy, o jest.
-CZYLI JEST, A MÓWIŁAŚ, ŻE ZGUBIŁAŚ!
..i tak sobie rozmawiamy ...rozmawiamy...

*

Usłyszane-konkretnie od koleżanki, która wkurzona tym,że dwa okazy domowe nie robią nic, a ona się nosem podpiera:
- do diabła,od czego ja tu jestem??????
-żonko, ty jak Westalka jesteś od rozpalania i podtrzymywania domowego ogniska...
- a TY OD CZEGO jesteś????
- a ja...droga żonko jestem od tego, by się przy tym ognisku ogrzewać...

*

Czy ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości?
ja mam: jak ogrzać zdehumorowanego Nietoperza? ...i nie przypalić mu...kupra ( z całą satysfakcją? ;)



22:03, surfinia
Link Komentarze (22) »
środa, 16 kwietnia 2008
jak ludzie patrzą nie patrząc,słuchają nie słuchając...ale nie zawsze na szczęście:)
Kilka lat temu miałam ciężki dla siebie czas, najpierw umarła moja Mama, śmierć najbliżych osób to jak wiadomo jest coś, z czym najsilniejsi nie zawsze mogą sobie poradzić...

Potem-wydarzyły się jeszcze inne rzeczy, które przyjęły dla mnie zaskakująco niemiły obrót. Prawo serii. To był okres, kiedy za dużo się martwiłam, zastanawiałam się na przykład nad tym,jak bardzo można się pomylić i nie znać kogoś kompletnie-znając go (niby) dobrze lub bardzo dobrze.
Kto nie miał takich przeżyć chociaż raz w życiu? Kogo nie zawiódł ktoś zaufany?
Myślę,że mnie to życie i tak oszczędziło, bo to było jedno z nielicznych takich doświadczeń...i czegoś mnie ono nauczyło. Zatem-było potrzebne, choć straciłam na myślenie o tym i smutek-za dużo czasu, którego NIKT i NIC mi nie zwróci.
Było tak jak było...ale trzeba było żyć,pracować, wychowywać dziecko, prowadzić dom, czuwać nad domowym ogniskiem.
Starałam się swoje ciemne myśli okiełznać i prezentować światu pogodną twarz, choć w duszy było o wiele mroczniej.
I kiedy było całkiem źle, przyszedł znajomy i opowiadał o swoich problemach,o tym,że nie może się pozbierać...z monologu zaczął robić się szczery dialog, powiedziałam,że ja też mam problemy...wtedy on popatrzył na mnie z niedowierzaniem i powiedział: "TY??? TY jesteś smutna? masz problemy?
ależ nie wierzę ci,ty się przecież ciągle śmiejesz, bo ty jesteś dzieckiem szczęścia"
Wtedy pomyślałam,że albo ja się tak dobrze "kamufluję" albo...otoczenie zwykle nie zadaje sobie trudu,żeby POPATRZEĆ komuś wnikliwie w oczy...a przecież patrząc w źrenice,można zobaczyć ludzką duszę w postaci małej dziewczynki:) jak uważali Grecy, co odkrył przede mną prof.Szczeklik w swojej książce "Kore".

Wczoraj znów z kimś rozmawiałam, zupełnie to inny czas, zupełnie mam inne problemy, emocje też inne,bogatsze,ale nie traumatyczne...
- no mów do mnie
-tym razem może TY mów do mnie,co?
-ależ, to TY jesteś gaduła,nie ja
-i tu cię zdziwię. Ja tak naprawdę jestem milczkiem...uwierzysz? Muszę mówić dużo w pracy, dużo mówię do ludzi,których lubię i cenię,ale w domu mówię bardzo niewiele,najchętniej milczę
- teraz ja cię zdziwię. Wierzę ci. To co robisz to najprawdziwsze wsłuchiwanie się w siebie,rozmowa ze sobą w milczeniu

I tym mnie "kupił" bo nie spodziewałam się, że człowiek,którego znam od kilku miesięcy potrafi zobaczyć to,co skrywam za maską gadatliwości... :)

23:20, surfinia
Link Komentarze (15) »
niedziela, 13 kwietnia 2008
"znajdę cię"
Wspomniałam  niebacznie o jakimś swoim wpisie bloxowym przy obiedzie wczorajszym.
Mężczyna chytrze popatrzył na mnie i zapytał:
- no przyznaj się,jaki masz pseudonim?
- no wiesz,że ci nie powiem,prawda? Musze mieć jakieś małe,malutkie miejsce tylko dla siebie, to taka mała kieszonka, do której nikt z domowników prócz mnie NIE POWINIEN zaglądać...
-znajdę cię. To nie powinno być trudne...popatrzył na mnie z rozbawieniem
-wtedy zamknę stronkę. Nie to,że piszę jakies wymyślone rzeczy,lub też cię oczerniam,ale nie potrzebuję,żebyś w razie sprzeczki małżeńskiej uciekał się o argumentów, do których materiał znalazłbyś na mojej stronce...

Znam go. Skręca się czasem z ciekawości , ale jest zbyt leniwy na"szukanie"
choć znając moje powiedzonka i poglądy...prędzej czy później trafiłby i tu.
No ale do tego jeszcze JEDNAK szanuje moją prywatność.Przynajmniej mam taką nadzieję...


15:02, surfinia
Link Komentarze (17) »
środa, 09 kwietnia 2008
:DDD było tak
Kiedy ten pan wszedł dziś do mego gabinetu późnym popołudniem i zaczął mówić- zaraz wiedziałam że będzie problem, to znaczy,że ów pan ma swoje wizje niekonwencjonalnego diagnozowania i leczenia rozlicznych dolegliwości prawdziwych a częściej wyimaginowanych...i że wyprostować te wizje bęzie dość ciężko. Zniosłam cierpliwie jednak wszystko,nawet wpływ..nanobakterii na jego zdrowie. Zniosłam, bo taki mój zawód i rola. Poza tym ja naprawdę jestem dość cierpliwa, no chyba,że mnie ktoś... ;)
Zbadałam Pana, uczyniwszy dalsze zalecenia, wytłumaczywszy naturę kilku niepokojących go objawów i znalezisk, interpretując interesujące go wyniki laboratoryjne.
Wizyta trwała już ok. 40 min ( a jeszcze miałam pacjentkę czekającą na korytarzu) uzupełniałam kartę chorobową owego pana i raptem widzę,że on zaczyna na mnie jakoś dziwnie"kukać".

-O,nie widzę obrączki! Czy w związku z tym zechciałaby pani poświęcić mi kilka godzin swojego prywatnego czasu?
Potem było kilka słów na temat moich walorów;) heheh, oj raczej bardzo pochlebiony był mój obraz w oczach owego pana sądzę, że wadę wzroku miał ów niewąską;)

-Niestety, obrączki nie mam, bo zapomniałam, nie mam wolnego czasu, jestem żoną ,matką i mam bardzo napięty czas, jeśli pan ma ochotę na rozmowę o swoim stanie zdrowia-zapraszam na kolejną wizytę:)

-ale tak w gabinecie to nie to...-zaczął marudzić rozczarowany pan, jednak byłam nieugięta:)

No cóż. Widać to,iż przejęłam się "nie na żarty" stanem fizycznym i psyche mojego nowego pacjenta - dało mu jakąś nadzieję,że pywatnie również z ogromną pasją i wielką przyjemnością porozmawiam z nim o ...chorobach :)



23:00, surfinia
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Nosi mnie
Nosi mnie. Ciągle coś układam w głowie, kalkuluję, przestawiam,układam znów...
i znów usiłuję kalkulować...wróć. Aby nie zapomnieć. Rzeczy ważne i mniej ważne wymieszały mi się w głowie jak zawartośc mojej szafy o poranku , kiedy szukam bluzki -tej jednej właśnie,co na dnie, "bo inna być nie może".
Czy tak ma wyglądać moja wiosna? Ciągły galimatias w biegu? gdzie czas na wiosenne zachwycenia?
Zezłościłam się sama na siebie.
Mężczyna tego nie zobaczył,a może wolał przemilczeć .
J., któremu przekazałam to przez telefon ( "uważaj, dziś gryzę i kopię") zbagatelizował, bo nie uwierzył- lub też "osłonięty" przede mną bezpieczną odległością jak tarczą- stwierdził,że nie warto się wgłębiać w temat, bo zbyt trudny. "W piatek ma być gorąco, może ci zły nastrój przejdzie".
Szkoda,że ich to nie obeszło. Ale swoją drogą- GDYBY któregoś z nich to akurat obeszło to...co? czy byłabym w stanie składnie to wszystko opowiedzieć, żeby zrozumieli? Powyciągać myśli jak bluzki z szafy i poukładać je tak,żeby wszystko było jasne , proste, w rządku.

Poszłam na spacer po 21. Że niby śmieci wyrzucić. Nie było mnie 40 minut. Zimno, wilgotno, wietrznie ale " nic to, Baśka ". Twarz na chłód , włosy na wiatr. Tylko ja łaziłam po deszczu, dookoła żywej duszy.  Jedynie  gałęzie drzew  zdawały się pochylać  nad moją pionową zmarszczką na czole i ściągnietymi brwiami. Na pewno nie w pieszczocie, ale być może-aby stuknąć mnie w czoło i przywrócić konieczny mi logiczny, uporządkowany sposób myślenia, bo bez niego sie gubię.

Chyba czas obudzić moje alter ego :) niech weźmie się i za porządkowanie mojej głowy:)



23:18, surfinia
Link Komentarze (8) »
sobota, 05 kwietnia 2008
"on mi bukłaczkiem, a ja mu ..."
O poranku Mężczyzna otworzył oczy i westchnął,że:
-czas płynie
-on siwieje i traci włosy
-boli go kolano
-dziecko mamy dorosłe


Zatem ja Mężczyżnie cierpliwie "w łeb przeciwwagą" ;) ŻE
- tak naprawdę to:
-czas rzeczywiscie płynie dla wszystkich, nie powiem że tak samo - bo przecież ponoć upływ czasu jest względny
-Mężczyżnie dość ładnie w srebrnym lekkim  przyprószeniu a włosy to traci od kiedy go znam i jeszcze ma!
-kolano boli go na własne życzenie (liczne urazy sportowe)
-a dziecko wiekowo mamy dorosłe, ale to...dziecko jeszcze;) bo nie jakoś nie czuje potrzeby ,żeby szczególnie wydorośleć ;)
Poza tym:
-niech się Mężczyzna cieszy,że może się obudzić, bo niektórzy tego szczęścia nie mieli i nie mają
-niech się cieszy, że jak już się obudzi, to może wstać i ruszać kończynami, a jak boli,to znaczy że żyje i niech się w związku z tym cieszy znów
-ludzie mają o wiele więcej problemów niż kilka wypadających codziennie włosów, a on jest szczęściarzem, że TAKICH problemów nie ma, a jeśli TO jeszzcze nie trafia, to zapraszam do szpitala, niech sobie Mężczyzna na ludzkie nieszczęście popatrzy
- a dziecko-dorosłe fakt,ale jak patrzę,że po tych setkach kłopotów zdrowotnych
które sprawiały, że pierwsze kilka lat jego żywota było pasmem udręk dla niego i dla mnie (bo żalowałąm dziecka,że takie biedne) to codziennie dziękuję "Gdzie Trzeba", że tak pięknie z tych problemów mi wyrósł i oto mam w domu młodego sprawnego, silnego i niegłupiego mężczyznę :)

I tak sobie gadałam, gadałam z cierpliwością na jaką stać mnie głownie w odniesieniu do stażystów w pracy- a tu nagle wtrąca się Mariolka i mówi do
Mężczyzny:
-co byś nie myślał, masz mnóstwo szczęścia,że masz kobietę,która cię lubi i potrafi twoje smętne myśłi naprostować oraz zasiać ci w głowie nieco optymizmu.
Pogłaska po głowie, poda papu i tabletkę jak coś boli.
A teraz dość gadania, do roboty, wiosna, czas na roboty balkonowe!
I poszli(śmy)

Bo rzeczywiscie nadszedł czas. Ptaszęta kwilą za oknem, zieleń pcha się na świat, a tu nieład i pozimowe pozostałości. Tak być nie może :)
Dzien dobry wiosną :)





15:05, surfinia
Link Komentarze (20) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes