moja jesień gra bossanovą...
RSS
środa, 31 maja 2006
dobrze,ze nie poniedziałek
Dobrze,że dziś nie poniedziałek,bo wiadomo (oczywiście,jeśli się jest wiedźmą albo wiedźmiątkiem ;) że jak w poniedziałek,tak przez cały tydzień.
Za dnia to mnie zdenerwowały dwie sytuacje personalne w pracy, co zaowocowało ogólną niemocą mą, bo po co mam się wtrącać, jak dwie osoby się "kąsają" - żeby się chociaż biły,to w myśl porzekadła:"gdzie dwóch się bije,tam trzeci korzysta" to może bym właśnie skorzystała :D a tak? lekki niesmak i ponowne uświadomienie sobie, że jakby nie obracać-dupa zawsze z tyłu.
A dziś wieczorem krótko wściekłam na tematy (dwa) osobiste, a potem jeszcze dołożyłam sobie trzecim,osobistym takoż. Potem było mi przykro,ale sobie potrzaskałam garami i przygotowałam jakieś drobne podarki dla dzieciaków w rodzinie nieco dalszej niż moja domowa, Pisklak wprawdzie też coś dostanie,bo powiedział dziś,że czuje się dzieckiem " w pewnym sensie" :)
I dobrze.
No to jak jeszcze przygotowałam się do pracy na jutrzejszy maraton to juz mnie tylko na owe tematy co mnie wkurzyły - śmiech pusty ogarnął i tyle. Nie mogłam sobie też odmówić wygłoszenia "mowy tronowej" ewentualnie "mowy do narodu Chińskiego" oraz wykonania pewnej znamiennej notatki "ku pamięci" co oczywiście bez sensu jest, bo i tak efektu nie przyniesie, trzeba zmienić strategię na inną,ale nie wiem jeszcze na jaką ;)
W każdym razie prawdą jest, że "jak nie urok to przemarsz wojsk" lub tez sraczka.
A do tego niejako na deser - minister Piecha,ktory na przykład mówi-cytuję :że "w polskich szpitalach jest łóżek (dla pacjentów) "skolko ugodno".
Chyba dawno nie był w żadnym szpitalu i nie widział tych łóżek na  korytarzach, bo na salach już ludzi nie ma gdzie kłaść... :/

22:04, surfinia
Link Komentarze (2) »
zimno jakby
Zmarzłam w pracy, jak już dawno nie. Wytargałysmy z koleżanką piecyk elektryczny,żeby sobie trochę chociaż tyłki podgrzać, a nasz kolega -terrorysta chciał nam piecyk zarekwirować,bo powiedział, że w cieple wszyscy choruja, a zimno konserwuje :) i że to zamiast  "obkładania się lodem" ;)
Pewnie. Niejedną zimę juz się wymarzliśmy,bo okna w szpitalu nieszczelne, a dyżurnej piersióweczki użyć  nijak nie można, bo od razu ktoś zgłosi do mediów,że doktor X na dyżurze był pod wpływem alkoholu.
Wymarzłam sie w drodze do pracy numer dwa i w pracy numer dwa"także zarówno".
Zmarzłam w drodze do domu, bo wiatr wieje nadal i nie chce przestać.
Kolega co to przebywa przeważnie w mieście Londyn , a przyjechał na dni kilka do Polski-zadzwonił do mnie i zapytał :"a co wy tu macie za ohydną pogodę?"
Bo w Londynie ponoć  ładniej...
Pewnie na Grenlandii tez cieplej...

18:47, surfinia
Link Komentarze (7) »
wtorek, 30 maja 2006
uczę się milczeć
Siedział wygodnie rozparty na fotelu i patrzył jak stukam palcami w klawiaturę.
Musiałam skończyć pisać-najlepiej bez pomyłek,bo przecież do lierówek jestem ostatnio skłonna nadmiernie.
-powiedz coś ciekawego
-Kowalska ma przerzuty
- !!!
-jutro tez ma byc zimno
-!!!!!!
-może będziemy strajkować
-kobieto!
-hę?
-strasznie jestes oględna w słowach
-uczę się od najlepszych. A milczenie jest złotem, jak mnie wywalą z pracy albo wsadzą w kamasze -będzie kapitał jak znalazł na jesień życia ;)

bo tak naprawdę to czasem mi się  nie chce gadać po prostu



22:35, surfinia
Link Komentarze (10) »
ja-kwoka
Trochę sie martwię. Połowa zmartwień odnośnie niektórych spraw jest na wyrost i na szczęscie mam tego świadomość.
No ale nie można szczerzyć zębów zawsze.
Zachowuję się czasem jak kwoka, zaganiająca pisklęta  pod swoje skrzydła ;)
Bez względu na to,czy chcą czy nie.
Niektóre bliskie mi osoby  być może trochę... zaglaskałam-tak jak moja siostra,która w dzieciństwie usypiała kaczuszki przyciskając je do troskiliwej dziecięcej piersi-aż do ich ostatniego tchnienia ;)
Moje własne, osobiste pisklę chce mi wyfrunąć na wakacjach do Anglii, twierdzi że będzie zarabiać,że da radę.
Nie powinnam  w to wątpić,że rade da- duzy chłop z niego-a jednak..nigdy nie był tak długo tak daleko...


19:33, surfinia
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 29 maja 2006
wstecz
Ktoś mi niedawno powiedział:"nie oglądaj się wstecz ( w domyśle:"dla twojego dobra")
Zastanawiam się nad tym.
Skąd ktoś kto nie jest mną...może wiedzieć -CO dla mnie lepsze?
I czy spojrzenia wstecz...szkodzą?
Raczej-uczą. Nawet jeśli nauka jest gorzka.
Trzeba iśc do przodu koniecznie, ale trzeba umieć spojrzeć na to co zostawiło się za sobą. By móc myśleć o tym bez uprzedzenia i (czasem) strachu .

              ... bo...czas nas uczy pogody...  
19:42, surfinia
Link Komentarze (15) »
telefon
Telefon może nie dzwonić cały dzień,ale jak wchodzę pod prysznic albo do "miejsca zadumy" -to dzwoni zaraz. Dziś było tak TRZY razy, za każdym razem w  opisywanej wyżej sytuacji.Tak, jakby trzaśnięcie drzwiami od ubikacji lub łazienki uaktywniało jakieś bodźce-czy procesy , które wzbudzają  telefon.
Tak, jakby w telefonie mieszkał jakiś złośliwiec, który czeka na odpowiedni moment ,żeby z diabolicznym usmiechem zadzwonić :" a ja ci teraz... "
:)

17:41, surfinia
Link Komentarze (8) »
niedziela, 28 maja 2006
wietrznie
Wieje tak,jakby się powiesił nie jeden desperat a lekko- z siedmiu.
Lecą liście z drzew-całkiem zielone i małe gałązki też.
Od 6 rano nie mogłam więc w związku z tym spać,może trochę dlatego ,że bałam się zaspać , a może dlatego ,że to co sobie w głowie poukładałam ostatnio- jednak nie lubi w tym spokojnym, uporządkowanym układzie trwać, tylko jak w całym otaczającym nas świecie-dąży do rozproszenia. Ale dlaczego do owego rozproszenia dąży o świcie ,to ja nie wiem ;)
Pojechałam rano zawieźć kwiatki mojej Mamie, no pewnie w niebie sie uśmiechnęła, że pamiętałam- Dzień Matki był przecież, ale za daleko-żeby dokładnie wtedy tam dotrzeć,udało się w wolny dzień. I znów mi było smutno,że nie mogę się już do niej przytulić, do tej schorowanej kruchości.
Bo nawet jeśli rodzice są daleko, ale żyją -to zawsze można wsiąść w pociąg, samochód, samolot ,kiedy się bardzo chce z nimi spotkać. A tak? ...a tak...to można sobie popatrzeć w niebo i wyobrazić sobie Jej uśmiech.
Ogólnie tak jakoś melancholijnie.
Ale to przejdzie.
Zresztą mam dobry przykład- znajoma pani, w wieku "przejściowym" a więc tak trudnym dla każdej kobiety - każdą swoją dolegliwość czy przypadłość
komentowała z uśmiechem tymi słowy: "Tak ma być"
Więc ja też zrzucę teraz ten lekki ślad melancholi na wiatr.
Tak ma być...

15:39, surfinia
Link Komentarze (10) »
sobota, 27 maja 2006
sobota
Człowiek sie zmienia ciągle.
Jeszcze do niedawna nie lubiłam weekendów.
I nagle coś raptem się zmieniło-
Teraz MARZĘ o sobocie ( o niedzieli juz trochę mniej...)
nie z jakichś szczególnych powodów,tylko dlatego,że można się wyspać :)
Potem niespiesznie wstać...połazić po domu,powyglądać przez okna na poranny świat,  zaparzyć kawę i przejrzeć gazete lub przeczytać kilka stron książki,  - w ciszy zanim zbudzi się reszta. Nie myśleć- że "od -do" trzeba zrobic to czy tamto i na dodatek jeszcze coś, bo czas goni.
Sobota-czyli spokój.Mały luksus kobiety, która jest w ciągłym biegu.
I nieważne,że w sobotę zwykle kumuluje się mnóstwo zajęć i zadań, które w tygodniu z braku czasu wykonane być nie mogły -można je sobie robić powolutku z perpektywa jeszcze jednego wolnego dnia-jutro.
Mam nadzieję,że mi się zbyt szybko TO nie odmieni. Może na emeryturze-ale do tego jeszcze ...wiele lat(na szczęście...chyba)
18:05, surfinia
Link Komentarze (16) »
piątek, 26 maja 2006
Ja-matka
Miałam cięzki tydzień w pracy. Jak wiele ostatnich.
Wczoraj po 12 godzinach uczciwej i cięzkiej pracy non-stop w szpitalu wróciłam do domu i jedyne co miałam siłę zrobić to było pójście spać. To znaczy nawet weszłam TU coś napisałam, chyba(?) coś gdzieś skomentowałam, a potem obudziłam się nad komputerem,żeby przenieść się do sypialni.
Dziś o świcie znów do pracy.Normalna praca normalnego lekarza zatrudnionego w szpitalu, w ktorym jest za mało łóżek w stosunku do ilości chetnych,by sie na nich położyć.
Nie śledziłam gazet,nie miałam siły obejrzeć TV.
Dziś po powrocie z pracy syn wręczył mi kwiaty , przytulił i powiedział:
"Moja kochana Mama -terrorystka"
Uśmiechnęłam sie,bo pomyślałam,że to tak czule mówi sie do matki,która męczy i dręczy,żeby młodzian uczył się i wyszedł "na ludzi".Czasami istotnie nosi to znamiona swoistego "terroru".
Ale prawda okazała się inna, wcale nie radosna.
Zaliczono mnie do grona terrorystów, równych prawie tym,co winni są śmierci dzieci w Biesłanie. Nie wiedziałam, dopiero teraz, TU na "Gazecie" przeczytałam CO napisał szmatławiec pt. "FAKT" i jak ubliżył tym ludziom, którzy tyle istnień uratowali ( o czym jakoś nikt nie napomknął) a pod których zdjęciem umieścił taki napis. I napewno czują,że nadszarpnieto ich godność osobistą.
Czuję się "zaliczana " do tego grona -bo ja się solidaryzuję. Jeszcze nie strajkuje ,ale jak nasze władze ogłoszą że sie przyłączamy i określą forme protestu, to i ja jak większość moich kolegów przyłączę się.
Kilkanaście lat pracuję uczciwie , z ideałami na ustach. Nawet teraz gdy jest tak cięzko.
Nie biorę.
Swoją pracę kocham, jak mówią- wykonuję dobrze i mam efekty.
Pacjenci mnie lubią
Aha-moja pensja w szpitalu zaliczana jest do takich, w które nikt nie wierzy, że lekarz specjalista może tyle zarabiać i za to żyć -no ale specjalnie o tym napisałam na końcu,bo...ponoć...o pieniądzach dzentelmeni nie dyskutuja. Damy ponoć też ;)

Kto wie,czy jak przyjdzie co do czego -ktos takiej "terrorystki"jak ja nie ukamieniuje, bo jakis szmatławiec w celu poprawienia swojej poczytności i przypochlebienia się aktualnej ekipie - wezwie ludzi żeby "załatwili terrorystów" jak napisano w "Gazecie"
Jak cholernie gorzko mi   z   tym.

18:00, surfinia
Link Komentarze (10) »
czwartek, 25 maja 2006
za karę,czy co... ;)
Miałam sen koszmarny dziś w nocy. A mianowicie:poszłam do sklepu osiedlowego rano po bułki.
A na blacie widze rozłożoną gazetę. Na pierwszej stronie JA w otoczeniu kilku facetów i podpis... :"Młodzież Wszechpolska protestuje"
Matko z córką!
TO JA miałabym byc ta Młodzieżą Wszechpolską????? Pierwsza moja myśl:
-jak ja to powiem ludziom????
-jak ja sie wytłumaczę??????
Ani ze mnie młodzież a już Wszechpolska to w żadnym razie.
No i w ogóle nie przypominam sobie,żebym gdzieś z tymi typami obok szła, o protestowaniu nie mówiąc...to znczy protestować i owszem, mogę - ale w słusznej sprawie i bez takich tam.
I tak sobie szłam "ze spuszczoną głową powoli" myśląc,że rano wszyscy krewni i znajomi Królika dowiedzą się,kim jest Su...
Wtedy się obudziłam.
WNIOSEK? Roman G. wysyła bodźce podprogowe ;) które  potem straszą porządnych ludzi po nocach...


harry 122- pożyczyłam sobie od Ciebie "konwencję" na użytek tego wpisu... ;)
22:34, surfinia
Link Komentarze (7) »
środa, 24 maja 2006
jak zwykle
Znów dziś "wymiotłam" całą stertę reklam ze skrzynki pocztowej, a następnie nie czytając jednym ruchem wrzuciłam do kosza. Na śmieci oczywiście.
Musiałam dziś trochę powędrować w okolicach Rynku. Efekt? 5 ulotek i dwie gazetki wetkniete mi przez młodych ludzi ,mimo mojego "dziękuję" (ale widać nie było to"dziękuję" zbyt stanowcze, lub też opacznie zrozumiane).
Nie wyrzuciłam"na oczach" bo przecież pracują i byłoby im przykro.
Wyrzuciłam w domu.
Jak już nie raz pisałam-ograniczyłam do minimum oglądanie TV,bo ta ilośc reklam mnie drażni. I robienie z ludzi idiotów,których uszczęsliwić może proszek do prania lub odświeżacz powietrza. I rozmowa z margaryną -która to praktyka jest całkowicie zrozumiana przez resztę rodziny ( w końcu z kimś inteligentnym trzeba czasem pogadać:/
Jedyne co oglądam chętnie to reklamy z Kabaretem "Mumio" :)
A w ostatnim "Newsweeku" czytałam o intuicji(jak ja to lubię:) i "bodźcach podprogowych" które poza naszą percepcją, a postrzegane przez nasz mózg
w sposób skryty zaczynają proces jego prania.
Ale wyglada na to, ze ja jestem niepodatna:)







22:51, surfinia
Link Komentarze (13) »
wtorek, 23 maja 2006
;)
Cywilizacja -zwłaszcza ta europejska-chyli sie ku upadkowi ;)
Tak się słyszy tu i tam.
To na pewno przez plamy na słońcu i burze magnetyczne!
Oraz detergenty:) i nieodpowiednią literaturę,hehehheh
Ktos kiedyś powiedział opierając się wygodnie o wiejski płot i zsuwając czapkę z czoła(bo upał był) : " a bo to,panie tego-wszystko BEZ te atomy... "

Byle mi tylko satelity na łeb nie leciały... ;)

16:06, surfinia
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 22 maja 2006
myślenie szkodzi ;)
Kiedy mam dni ( ostatnio nieliczne,przyznaję) że analizuję ciemne strony żywota
-zwykle obicinam sobie opuszki palców "zbyt ostrym" (!) nożem, bo jakoś tak bywa,że takie myśli"dopadaja mnie kiedy "szaleję" po kuchni ;)
W ten sposób pozbyłam sie kilka razy kawałków palców,ale na szczęscie zagoiło sie jak na psie,a odtworzyło jak u dżdżownicy:) Takie dziwne palce na szczęście mam.

W przypadku myśli na temat kłopotów innych ludzi, bo przyznaję,że takie kłopoty często bolą i mnie (kiedy dotyczą osób ze mną zaprzyjaźnionych,a ja niewiele mogę zrobić,by pomóc :( ) to dzieją się inne rzeczy, ale palce pozostawione są w spokoju.
Dziś na przykład wygotowałam w pralce 3 pary ukochanych workowatych spodni dresowych mężczyzn domowych (zapomniałam,że od wczoraj pralka nastawiona była na "gotowanie" tyle,że ręczników;)
W każdym razie-boję sie te spodnie wyciągnąć z pralki,hehhehe
ale jeszcze bardziej "boję się" co powiedzą właściciele workowatych ukochanych dresów , kiedy ich nie poznają ;)))
...mniej więcej to powiedzą co powiedziala moja koleżanka,kiedy jej mąż wyprał białą pościel wraz z farbująca jaskrawozieloną jej bluzeczką... :D
Ponieważ jestem damą w średnim wieku, więc nie zacytuje :)

18:33, surfinia
Link Komentarze (23) »
niedziela, 21 maja 2006
a nie mówiłam?;)
Jak pisałam nie raz w komentarzach na temat ptasiej grypy-uważałam iż jest to typowy temat zastępczy, "wdzięczny"dla mediów,żeby rozdmuchać. Taki Potwór z Loch Ness tylko straszniejszy bo w postaci ogólnoświatowej zarazy,równiej dżumie cyz innej cholerze pomieszanej z SARS.
Cały czas uważałam ponadto,że  przy okazji zamieszania upchnięto z hurtowni zapas starych szczepionek przeciwko grypie,bo niby zaszczepienie się tą szczepionką miałoby zmniejszyć skutki zakażenia wirusem tej ptasiej.
Co dla osób mających jako-takie pojęcie na temat mechanizmów immunologicznych w ludzkim organizmie -wcale nie jest takie oczywiste.
Przy okazji również wyasygnowano dużo pieniędzy ,ktore mogłyby być użyte z większym sensem-na sprzęt i odzież ochronną  w rejonach "szczególnie narażonych". I co? i KICHA. Wielka.
Mimo tego,że ekipy telewizyjne uganiały się po Polsce i krajach europejskich w poszukiwaniu choćby jednego martwego ptaka :)
Na pytania-czy się boję-niezmiennie odpowiadałam z całą mocą : NIE.
Bardziej boję się żółtaczki zakaźnej typu B i C.
Ale to mniej wdzięczny temat. I nie mobilizuje takich emocji i takich środków,choć z powodu powikłań ludzie mają naprawdę duże problemy, zwłaszcza w przypadku wirusa typu C.
Nie to,że jestem przemądrzała, ale swoje zdanie mam. I jak się okazało niegłupie, bo wczoraj chyba (ale nie mogę dziś linku zlokalizować,poszukam i wkleje jak znajdę)  widziałam w internecie artykuł opisujący  zjawiska owe w sposób przybliżony, juz nawet w Europie mówi sie o tym, że należy ścignąć media za próby wywołania paniki .


14:51, surfinia
Link Komentarze (19) »
sobota, 20 maja 2006
porządkowo
Z powodów remontowych musiałam sie przyłożyć i zająć wreszcie główną półką na książki-albowiem mimo  zapobiegliwego osłaniania książek- nasypało sie na nie pyłu i płatów farby. No to już trudno i darmo- trzeba było.
Właściwie to tym książkom uprządkowanie należalo sie od dawna, łącznie z troskliwym wytarciem każdej sztuki.Oraz  przemyśleniem,czy aby cośtam nie nadawałoby się do wyniesienia do piwnicy," bo pewnie nigdy już do tych książek nie zajrzę" (dotyczyło to TYLKO książek ze studiów).
I tak zrobiłam.
Przy okazji znalazłam kilka cennych dla mnie książek,które traktowałam jako bezpowrotnie utracone ( bo nie mogłam sobie przypomnieć komu i kiedy pożyczyłam).
Kilka książek obiecałam sobie  przeczytać jeszcze raz, bo ...szkoda by bylo nie przeczytać...jeszcze raz;)
O ile oczywiście-nie zapomnę ;)
Kilka książek "najważniejszych" stoi na przedzie dumnie i w życiu ich stamtąd nie zabiorę:)
Całe pudło książek " bardzo nieużywanych" (bo po co mi ksiązka o sekcjach zwłok?)zostało wyniesione do piwnicy, zrobiło sie tak dużo miejsca, że aż dziwnie :)
Czas zatem znów to miejsce zapełniać :)



19:03, surfinia
Link Komentarze (28) »
piątek, 19 maja 2006
szparagi
W moim domu rodzinnym nie było tradycji spożywania szparagów. Może głównie dlatego,że w "przaśnych" czasach mało było możliwości ich pozyskania.
A może dlatego,że w dzieciństwie byłam"chronicznym" niejadkiem i być może kiedyś spróbowałam, a potem plułam delicją dalej niż widziałam ;)
Kiedy się pojawiły szparagi u nas dawno temu - podchodziłam do nich nieufnie.
Parę razy gotowałam,ale albo były za twarde, albo zbyt włókniste,albo rozgotowane. Co mnie doprowadzało do szewskiej pasji,ponieważ o swoich umiejętnościach kulinarnych mam niezłe zdanie:)
zarzuciłam zatem eksperymenty ze szparagami, zwłaszcza że na szparagach jak się okazało -trzeba się znać. Jak na winie. O ile na winie znam sie jako-tako,co pomaga je spożywać i nie pluć,to ze szparagami jest mały kłopot.
No ale dziś zakupiłam wiązkę szparagów  owych i zamierzam je przyrządzić oraz nie wywalić ich od razu po spróbowaniu. Kiedys miałam niezły przepis na gotowane  szparagi,ale gdzieś mi zniknął, poszukałam w książce kucharskiej i w internecie,ale oczywiście jest tych przepisów ZA DUŻO.
A że jestem pewna, iż piszący i czytający bloga tego jadają szparagi,więc prosze uprzejmie o podzielenie się ze mną sprawdzonymi przepisami.
Acha. Tarta bułka przyrumieniona na masełku nie wchodzi w grę,bo to najpopularniejszy sposób podania. Ja się zastanawiam nad zastosowaniem
koperku i czosnku :)

15:12, surfinia
Link Komentarze (20) »
statystycznie...
Już jest dziś,a wczoraj mówiono-ale niezbyt głosno,że niby 18 maj ma być według statystyki -najszczęśliwszym dniem  w roku. BO naukowcy tak ustalili.
4 światy i pół Ameryki z tymi naukowcami,którzy usiłują nas uszczęśliwiać na siłę i wrzucać wszystkich do jednego kociołka. Jakby nie wiedzieli,że w dziś-jak każdego dnia-ktoś umarł, ktoś dowiedział sie że umrze,ktoś sie z kimś rozstał,ktoś dowiedział sie że będzie miał nieprzyjemności, albo juz je miał, kogoś odarto z jakichs złudzeń- i takie statystycznie umotywowane "michałki"brzmią jak czarny humor,niekoniecznie angielski-bo być może głupszy.
MOj "najszczęśliwszy dzień" w zeszłym roku był dośc koszmarny.
W tym roku bardzo ciężko przepracowany.
Każdy człowiek choruje troszke inaczej,na każdego-konkretny lek może zadziałac tak czy inaczej -i mądrzy ludzie nie uciekają się do statystyk,tylko patrza,słuchają i analizują oraz podchodzą indywidualnie.
Mnie w statystykach takiego indywidualnego podejścia brakuje.
OK.sa potrzebne na pewno, ale nie trzeba ich lubic... ;)



00:44, surfinia
Link Komentarze (7) »
środa, 17 maja 2006
...
Przykro słyszeć i czytać,że następna osoba zdająca się być człowiekiem"czystym" ( w sensie -o czystych rękachi i z jakimś autorytetem czy też chwalebną przeszłością) była współpracownikiem SB. Ale do wszystkiego człowiek może się przyzwyczaić.
O ile fakt prawdziwej lub nieprawdziwej współpracy Małgorzaty Niezabitowskiej
przyjęłam z buntem i niedowierzaniem ("znowu kogoś wrabiają!" ), doniesienia o współpracy ojca Hejmo - z niedowerzaniem i z rozgoryczeniem, to już we współpracę z SB twórczy pieśni "Janek Wiśniewski padł" - smutno i z niesmakiem...
Dzisiejsze rewelacje o ks.Czajkowskim przyjęłam spokojnie,juz tylko z niesmakiem.
dziś rozmawiałam o tym z Dryblasem,który stwierdził:"Przecież mógł sie do tego przyznać już dawno sam, miejszy wstyd byłby teraz" a potem dodał:"ale do tego trzeba odwagi..."
Fakt,żeby przyznać się do tego,że się zbłądziło odwaga jest niezmiernie potrzebna. Ale chyba miałabym jakiś szacunek i zrozumienie dla takiej osoby,która w odpowiednim czasie ujawniłaby ten fakt i wyjaśniła: dlaczego.
A nie - wzorem innych wygłaszała tak ograne słowa:"nie współpracowałem"
lub:"Byłem nieświadomy".
Choć dokumenty mówią co innego.
---------------------------------------------------------------------------------------
ale co mi tam
Na osiedlu zakwitły drzewa. Nawet nie wiem,jak sie niektóre nazywają.
Pieknie jest i słodko pachnie.


19:15, surfinia
Link Komentarze (14) »
wtorek, 16 maja 2006
uśmiechy dwa,no niech tam:trzy ;)
Kto pierwszy ten lepszy, jak się okaże dalej-to powiedzenie ma sens nie tylko w kontekście ustawiania się w kolejce;)
Uśmiech pierwszy zatem -z rozbawienia -czyli szczerość ponad wszystko:
Trzy-czteroletni brzdąc w autobusie wymachuje nożynami i śpiewa:
"Siusiak problem ma. Bardzo wielki problem ma siusiak,bo to poważna sprawa:
jest ... awariaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa"
..nie widziałam ani jednej osoby naokoło,która by sie nie uśmiechnęła:)
Dzieci są szczere do bólu.
Za to ja zafundowałam sobie jeszcze uśmiech numer dwa, powiedzmy taki "poduśmiech" spowodowany jedną "nieuczesaną" myślą: CO by było,gdyby dorosły mężczyzna wsiadł do autobusu i zaśpiewała TO SAMO? :D
pewnie by sie juz ludzie TAK nie uśmiechali,hehehhehe

Uśmiech numer trzy-gatunkowo kiepski,bo z politowania pomieszanego z sarkazmem
"Znany i lubiany" Roman G. fakt protestów wśród młodzieży przeciwko jego nominacji na stanowisko wiadomo jakie- interpretuje jednoznacznie: że protesty te są organizowane przez partie lewicowe i lobby gejowskie .
Nie wyobraża sobie bowiem,że może sie nie podobać młodym ludziom tak w ogóle. A w ogóle to mi sie od razu kojarzy z sytuacjami,kiedy protesty opozycjonistów w głębokiej komunie również interpretowano i przedstwiano w mediach jako działania sterowane przez wraże organizacje wywrotowe spoza Polski -skierowae przeciwko naszej socjalistycznej Ojczyźnie.
Jasne. Stonkę swego czasu też zrzucili na socjalistyczne ziemniaki Amerykanie.
I nie wiem,czy ktoś to w ogóle od tamtego czasu...zdementował?;)


15:10, surfinia
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 15 maja 2006
na początek tygodnia jak każdego innego
"Dzień świstaka"-lubię ten film nie tylko za to, że jest zabawny i dość inteligentnie zrobiony,ale za to że losy głownego bohatera zdają się być udziałem każdego z nas,oczywiście jeśli ktoś sobie to uświadomi :)
Można zwariować , ale niekoniecznie:)
Dzień za dniem i tydzień za tygodniem. Wiekszość spraw podporządkowana
"rozkładowi jazdy" (lub inaczej:"jeździe obowiązkowej) swojemu i domowników -od-do.
Rutyna wyznaczająca pewien rodzaj porządku, co mi odpowiada. Czuję się wtedy pewniej (syndrom Bree Van De Kamp?;)
Nudne? Może.Ale mając w głowie taki "rozkład jazdy" łatwiej zaplanować co wcisnąć i gdzie. Wszystko(!) sie da wcisnąć "pomiędzy" przy odrobinie wysiłku (ta "odrobina" nie zawsze odrobiną bywa...) *
Tylko dlaczego godziny tak szybko płyną?

*jednak czasem do głosu dochodzi "wolny duch"
i zaczyna rozrabiać... Ponieważ wolny duch z zasady jest czymś co nie lubi ograniczeń, grafików, ustalonych godzin . Za nic ma poczucie bezpieczeństwa. Jedynie poczucie obowiązku "ratuje ducha" ;)
Cos ostatnio mnie ten " wolny duch"nie odwiedza. Ustąpił pola duchowi walki.
Brak mi go. Ale wiem,że wróci. Jest przecież kawałkiem mnie... :)

18:49, surfinia
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes