moja jesień gra bossanovą...
RSS
sobota, 23 maja 2009
jeden (mały)niebieski migdał...

Miły pan w wieku ponadśrednim byl chyba ostatnim moim pacjentem w poradni w środę.
-Co Panu dolega? zapytałam-jak zwykle w ramach koniecznego wywiadu lekarskiego .
Popatrzył na mnie całkiem poważnie i powiedział:
-no chyba dolega mi głownie straszne lenistwo... pani doktor-ja już taki leniwy się urodziłem i jakoś to się wlecze za mną i wlecze...
:)

...gdybym miała lekarstwo na lenistwo...po jego opatentowaniu moglabym...
LENIĆ się w pięknych miejscach przez całe dalsze życie... jak np oni :)





15:32, surfinia
Link Komentarze (22) »
piątek, 15 maja 2009
Lemoniada...
Po dyżurze mam dziś chwilę wytchnienia.
Rano uszykowałam tylko śniadania moim dwóm mężczyznom (bo pewnie wyszliby z domu na czczo;) i położyłam się spać... nawet nie wiem,kiedy zrobiła się 11 przed południem...
Pogryzając późne śniadanie i parząc kawę włączyłam na chwilę telewizor.
Akurat na HBO emitowano film, do którego- z niewiadomych przyczyn mam słabość : "Odette Toulemonde" -film lekki, o banalnej fabule, ale po prostu ciepły i miły dla oka.
Od kilku lat staram się nie oglądać horrorów, krwawych filmów akcji czy coraz bardziej drastycznych filmów katastroficznych. Podobnie -jak nie czytam w nadmiarze (bo nie powiem, że się to nie zdarza) krwawych opowieści.
Moja koleżanka-uwięziona na kilka tygodni w łóżku po wypadku-czytała namiętnie powieści, w których (jak sama mówiła) jeśli nie pojawiło sie kilka trupów-to było niezwykłe;) Twierdziła,że takie powieści zalecali jej przyjaciele-bo to ponoć dobrze ją miało odstressować-więc się dostosowała do zaleceń:)

Chyba jednak codzienny stress - dla mnie jest zupełnie wystarczający, nie szukam dodatkowych źródeł adrenaliny , gdyż mam jej nadmiar żyjąc w ciągłym biegu i napięciu, szukam zatem raczej równowagi, ukojenia, spokoju i uśmiechu-słuchając dobrej muzyki ,  oglądając dobre filmy obyczajowe albo - nawet i lekkie -jak ten film o miłej kobietce w średnim wieku:).
Coraz częściej zwracam się też do eleganckiej klasyki literackiej, nie zawsze bowiem toleruję nowe modne powieści, niestety obejmuje to też powieści z gatunku "fantasy"-biję się w piersi, przyznaję,że podczytywałam, teraz jestem tym po prostu z lekka zmęczona.
Wiem, że mnóstwo ludzi w wieku średnim czuje jak ja. Czy dobrze jest być przedstawicielem tak szerokiej rzeszy? TAK.

Sad.a.5 podzieliła się ze mną "Lemoniadową Nagrodą", którą opisała tak:

" chwile wytchnienia ze szklanka lemoniady"

dziękuję za to:) i z duma "przylepiam" sobie tę broszkę.
Bo dobrze jest wiedzieć, że tych kilka słów, które czasem piszę wiedziona zwykłym impulsem (kompletnie bez "poczucia misji"ale z potrzeby serca) co kilka kilkanaście dni - ktoś przeczyta i się najnormalniej w świecie-
uśmiechnie , tak jakby zjadł czekoladkę lub wypił szklankę zimnej lemoniady w gorący dzień.
To jest dla mnie wyjątkowe wyróżnienie... Agnieszko-dziękuję:)
 

12:27, surfinia
Link Komentarze (13) »
niedziela, 10 maja 2009
drobiazg niedzielny
Kiedy usłyszałam dobiegający od drzwi sygnał karetki pogotowia wydawany przez mojego męża-przypomniałam sobie od razu pewnego policjanta z "Akademii Policyjnej"-który to policjant potrafił genialnie imitować niemal każdy dźwięk.
Mój mąż jednak tego zwykle nie robi...więc pomyślałam,że okazja po temu musi być istotna. Wyjrzałam więc z kuchni i zobaczyłam Nieboskie Stworzenie! To był mój ślubny, który wyszedł do piwnicy 5 minut temu w stanie całkiem przyzwoitym, natomiast wrócił cały w kurzu i pajęczynach. Jak z " Balu Wampirów" Polańskiego. Zaznaczam,że w piwnicy mamy porządek, a poza tym nikt z własnej woli raczej w pajęczynach się nie tarza.
Poza zakurzonym odzieniem i pajęczynami we włosach-mąż przyniósł coś malutkiego w ściereczce -i to właśnie tego CZEGOŚ a nie jego, Mężczyzny wyglądu dotyczył "sygnał karetki pogotowia", który był wyartykułowany po to,żeby mnie z kuchni wyciągnąć:) Bo jako lekarz miałam niby pomóc... jak Doktor Doolittle ?;)

TO małe COŚ okazało się być malutkim ptaszęciem, tak małym, że w ciemnawym korytarzu trudno było go zobaczyć w ściereczce podetkanej mi pod nos...Ptasie maleństwo wypadło chyba z gniazda i wpadło dziwnym trafem przez kratki do naszej piwnicy w jakiś najbardziej ukryty kąt, na szczęście akurat mąż tam wlazł, bo inaczej ptasi rejawach,które maleństwo podniosło-nic by nie dał...Po krótkeij walce malenstwo dało się złapać w serwetkę.
Obejrzany niefachowo zdaje się nie mieć żadnych obrażeń, jedyny problem to ten,że ta ptaszynka latać nie potrafi-za małe toto...
Mąz już dwa razy wsadzał go w gęste krzaki,żeby się żaden kot okoliczny nim nie zainteresował...ale raz już ptaszek zwiał, żwawo posuwał po trawniku, a nad nim całe mnóstwo ćwierkającyh wróbli, pewnie chcą pomóc a nie mogą...
Ponieważ nie ma żadnych obrażeń-trudno go trzymać w domu.
Z dzieciństwa skądinąd  pamiętam, że wszelkie próby "domowego"ratowania ptaków, co wypadły z gniazd -kończyły się zwykle źle. Bo i ptak umierał i ja ryczałam jak wół przez trzy dni, co na pewno było trudne do zniesienia dla domowników;)
Mam nadzieję,  że ten mały wróbel  " z dziś"  jakoś sobie da radę...

To jest taki drobiazg niedzielny.



19:19, surfinia
Link Komentarze (14) »
sobota, 02 maja 2009
w drodze
Było tak. Wczoraj postanowiliśmy się wybrać na Wystawę Kwiatów do Książa.
Więc w drogę! ...w drodze okazało sie jednak, że korki na drogach wyjazdowych z miasta w stronę gór są niewyobrażalne... i nie pomogły żadne kombinacje, żeby je  ominąć...Zatem po godzinie stania w korkach -zawróciliśmy do domu.
Jedyne zdjęcie jakie udało mi się  tego dnia zrobić z udziałem roślin -to było właśnie to -przez okno samochodu - i nie szkodzi,że jest to widok dośc banalny, powszechny wiosenną porą- mnie tam zawsze  zachwycają-koloryt , kontrast z niebem i miodowy zapach :)


                                 
             
                "a wszystko przepasane  jakby wstęgą , miedzą..."
                          
10:59, surfinia
Link Komentarze (19) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes