moja jesień gra bossanovą...
RSS
piątek, 30 czerwca 2006
o dwóch końcach pewnego kijka
W upalny dzień , kilka minut po siódmej rano ,tuż przy ruchliwej ulicy w mieście W. -trzej dżentelmeni o wyglądzie... przedwczorajszym wyciągnęli zza śmietnika zdezelowaną kanapę, i zasiedli na niej z chłodnym (jeszcze) piwem , aby poprzyglądać się nabierającemu rozpędu życiu naokoło (Andrzej Waligórski przechodząc obok nich powiedziałby to , co podobno zwykł mawiać takich sytuacjach :
"oooo , nasi chłopcy jak zwykle na posterunku...." )
Mieli przed sobą cały dzień spędzany od samego startu-bez pośpiechu i mycia, a jedynym problemem było tylko-czy wystarczy drobnych na kolejne piwo.Poza tym- pełny błogostan


W tym samym czasie - nieopodal -Dyrektor Pewnej Ważnej Instytucji stał na czerwonym świetle w swoim eleganckim samochodzie.Mimo klimatyzacji w aucie -coś cisnęło go w piersiach od dłuższej chwili-byc może był to ciężar odpowiedzialności...Rozluźnił zatem krawat i aby skrócić sobie oczekiwanie rozglądał się naokoło.
Nagle jego wzrok padł na trzech dżentelmenów wyciągniętych błogo na kanapie pod śmietnikiem, którzy śledzii przejeżdżające samochody.
Dyrektor, który nie miał urlopu od dwóch lat lekko westchnął i wymamrotał pod nosem :"ech...nic nie musieć..."
Potem z rozmarzeniem i pewnym odcieniem zazdrości zwrócił sie do współpasażera :
" widzisz? ci to mają dobrze...cały dzień dla siebie ...żadnych zmartwien, spotkań biznesowych..."
To, co powiedział Dyrektor Ważnej Instytucji- wiem na pewno, bo słyszałam o tym od współpasażera.
Co mogli pomyśleć oddający się swoistej kontemplacji dżentelmeni na kanapie? Być może przez chwilę przemknęła któremus z nich myśl :
"ech...siedzieć w takiej bryce...bym mógł...gdybym mógł. Albo chciał. Tylko po co?"
Pewnie podzielili się ze sobą podobna refleksją, aby myśl tę szybko porzucić na rzecz innej, być może stokroć bardziej zajmującej -bowiem w butelkach z piwem zaczynało pokazywać się dno...



18:26, surfinia
Link Komentarze (19) »
środa, 28 czerwca 2006
historyjka na szpilkach i w kostiumie
Historyjka będzie na poły medyczna,a na poły obyczajowa.Miała miejsce kilka tygodni temu,ale jakoś zapomniałam,dziś nadszedł jej czas:)
Aż chciałoby się ukraśc Ewie Szumańskiej nieśmiertelny i zacny początek.
No więc nie kradnę, a pożyczam sobie ;)
"Będąc średnio młodą lekarką weszła do mego gabinetu pacjentka"
Lat gdzieś około 30. Na niebotycznych szpilkach,bardzo zgrabna i w takim niesamowitym kostiumie ,na jaki pani doktor ze szpitala pewnie miesięczną pensją nie zarobi. Potem się okazało,że to nie pacjentka,lecz żona pacjenta.
I od razu w krzyk,bardzo głosny:
1.Że jej mąż obcokrajowiec czeka na korytarzu. 2.Że ta kolejka(niewątpliwie chorych ludzi) przed gabinetem to na pewno wina naszej złej organizacji. 3.Że jej czas jest cenny,a straciła już pół godziny z tego cennego czasu. 4.Że ona pójdzie na skargę ("gdzie ja mam pójśc na tę skargę?"-na co uprzejmie powiedziałam:"do pana dyrektora, na pewno pani będzie usatysfakcjonowana").

1. wyszłam na korytarz.Jej mąż obcokrajowiec ze stłuczonym kolanem- siedział całkiem spokojnie machając nóżką i oglądał się za urodziwszymi pielęgniarkami i lekarkami biegającymi jak z pieprzem po korytarzu.Może był jedynie nieco spłoszony tym,że jego żona zachowywała sie jak tajfun,ale i tak niewiele rozumiał:)

2. nie dałam się wyprowadzic z równowagi,lecz grzecznie i spokojnie wyjaśniłam,że do szpitala zwykle przychodzą chorzy ludzie i w pierwszej koleności załatwia się pacjentów w stanie ciężkim

3.wyraziłam ubolewanie nad utratą przez owa panią jej cennego czasu,ale wyjaśniłam,że jeśli nadal będzie mnie zajmowac swoimi pretensjami,ten stracony czas sie wydłuzy,bo ja zamiast zajmowac się tym, czym powinnam- dyskutuję z nią na temat złej organizacji pracy w ramach ostrego dyżuru.

4.jak wyżej-wskazałam kierunek do dyrekcji.

Pani w trakcie wykonywania przez pielęgniarkę określonych procedur-zapytała głośno "czy ONA umie po angielsku" bo jej mąż nie rozumie po polsku
a Ona (pielegniarka znaczy) a jakże ,umiała i porozumiała się z mężem ocokrajowcem bez problemu.
Po chwili odpłynęli, ona- w swoich niebotycznych szpilkach i superzgrabna w swoim kostiumie i on-zahukany obcokrajowiec koloru kawy z mlekiem,po drodze chyłkiem i spod oka oglądający się za dziewczynami, nawet może nie tak zgrabnymi jak jego połowica,ale uśmiechniętymi.

Tak mi się dziś to przypomniało,kiedy weszłam do sklepu za podobną panią,na niebotycznych szpilkach i w przepięknym kostiumie, pani owa już od wejścia dała wszystkim (czyli sprzedawczymi i mnie;)) do zrozumienia,że ona to właściwie nigdy zakupów kulinarnych sama nie robi. I wyszła ze sklepu nie mruknąwszy nawet "do widzenia".

A ja nie wiem dlaczego kupiłam sobie te cholerne ( ale ładne chyba) sandałki na szpilce.Nie niebotycznej ,ale do tej pory nie wiem,czy są one wygodne czy nie.
Stawiam na to drugie.
Lekarz tez kobietą może byc... i to niekoniecznie "po godzinach" ;)



19:06, surfinia
Link Komentarze (28) »
poniedziałek, 26 czerwca 2006
młodzież szuka pracy na wakacje
Mam znajomych. Znajomi mają córkę (to nic niezwykłego w sumie:)
Owa córka będąc po pierwszym roku studiów postanowiła popracować w wakacje, jest (była?) pełna zapału. Pracy dorywczej pragnęła poszukać w Polsce-bo na wyjazd zagraniczny nie była gotowa, przecież ponoć zapotrzebowanie na niewykwalifikowanych pracowników do takich robót sezonowych w Polsce jest, a młodzież wyjeżdża poza Polskę. Więc dziewczyna postanowiła poszukać pracy w charakterze kelnerki lub czegoś w rodzaju"podkuchennej" gdzieś na naszym polskim Wybrzeżu. Straciła fortunę na telefony, nawet pojechała rekonesansowo na Wybrzeże i wróciła ...z niczym.A więc znów -niezrażona-uwiesiła sie na telefonie. Rozmowy nie były miłe,ale były też niezwykle krótkie: "studentka? za darmo płacić nie będziemy!" i TRZASK słuchawką. " studentka? powodzenia" i TRZASK słuchawką. Tak wyglądałą większośc rozmów.
Niektórym ludziom sie wydaje,że jeśli rozmawiają z młodym człowiekiem, to mogą go lekceważyć :/
Zauważyłam jedną szczególną rzecz: u nas rozmowy z poszukującymi pracy uczniami czy studentami wyglądają mniej wiecej tak,jak powyżej. A przecież...nikt nikomu łaski nie robi.
W całym świecie młodzież sobie zarabia w różny sposób i traktuje sie ich jak PARTNERÓW.
Mój syn zaczyna szukać przez internet pracy na te wakacje w Wielkiej Brytanii. I na pewno znajdzie.
Wprawdzie jeszcze nic z sensem nie znalazł(bo sie uczył),ale odpowiedzi z miejsc, do których wysłal zapytania:
"czy aby nie potrzebujniewykwalifikowanego robotnika do prac różnych"
wyglądały zupełnie inaczej , niż te,jakich udzielano wyżej wspomnianej dziewczynie. Odpowiedzi były uprzejme ,miłe i konkretne.

I tak sobie pomyślałam w nawiązaniu,że nawet  przecież to: "NIE" można powiedzieć tak,żeby i wilk był syty i owca cała. A przede wszystkim z kulturą...


19:06, surfinia
Link Komentarze (24) »
niedziela, 25 czerwca 2006
nad,nad
Panuje mniemanie zgrabnie i obrazowo ujęte w słowa - że "nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu". Polemizowałabym, ale ponieważ powtarza sie to na zasadzie żartu-niech tak będzie. Można o tym pogadać przy piwie.

Ale zastanawiam się w związku z tym, do czego porównać nadopiekuńczość?
Grzeszę tym.
Wielkorotnie się na tym "przejechałam"-lecz mam wrażenie , że to tak głębokie moje przyzwyczajenie,iż nie będę w stanie go zwalczyć.
Prawodpodobnie jest to męczące dla innych- nie mówię tylko o latorośli mej, ale o prawie wszystkim co sie rusza, z Bogiem sprawa jeśli kończy sie np. na słownej litości dla biednego bąka, który bzyka powietrze,bo nie ma co -bo on i tak nie rozumie, zatem obruszyć sie nie może,że mu się " w życie intymne wcinam" ;)
...albo jeśli to dotyczy żaby , co ją trzeba wyjąć z popielnika na grillu, zanim sie grilla użyje, a może ona- ta żaba wcale tego nie chce;) Ale nie żyjemy w bajce, więc o ile żaba nie jest plującą ropuchą, to nie zareaguje specjalnie;)
Czasem jest ta nadopiekuńczość żródłem zadowolenia ze spełnionego obowiązku i spokoju, że "wszystko zapiete na ostatni guzik".

Czasem jest to jednak powodem głębokiej mej frustracji, bo zapędzając się w jakieś działanie zapominam,że niekonieczne owo działanie dla kogoś jest ważne. Że nie ma potrzeby,zebym tej czy innej osoby "pilnowała".
Albo,że beze mnie ktoś sobie poradzi świetnie. A może nawet i lepiej.
Chyba ta nadopiekuńczość to bardziej jest mnie potrzebna niż innym.
To była samokrytyka? ...chyba tak:)
..ale jak to uspokaja, że jeszcze to dostrzegam... ;) Znaczy : jest moze dla mnie nikła nadzieja
że zmądrzeję. Czy coś.

                                            



11:34, surfinia
Link Komentarze (12) »
sobota, 24 czerwca 2006
kobieco w związku z meczem
Właściwie to żal mi zwykle tych co przegrywają, JEŚLI walczyli rzetelnie. Bo jeśłi odwalali fuszerkę -to nie.
To tak w nawiązaniu do meczu Argentyna-Meksyk. Właściwie to z przyczyn niewiadomych dla mnie samej - patrząc co jakiś czas- skłonna byłam kibicować Meksykowi.Może z przekory,bo w większości "stawiano" na wygraną Argentyny.
A w ogóle w czasie tego meczu nie mogłam się dogadać z Dryblasem, bo patrzył na mnie wzrokiem nieprzytomnym i na jakieś zadane przeze mnie istostne pytanie odpowiedział:
- Jest mecz. We Włoszech mogłabyś za takie pytanie stracić życie ;)
Ano mam tego pełną świadomość oraz wiem, że udało mi się to życie zachować
ponieważ przebywam w innej szerokości geograficznej i dlatego również, że po przygotwaniu talerza kanapek-profilaktycznie poszłam sobie ;) Podumać. O życiu i w ogóle.
Ale nie wymyśliłam nic mądrego ;)
23:39, surfinia
Link Komentarze (7) »
ponocnie
Chyba nie pamiętam takiej Nocy Świętojańskiej, w której by padał deszcz, ale może celowo-nie szukam zbyt dokładnie w pamięci,żeby obraz zawsze ciepłej nocy we mnie trwał.
Nie puszczałam wianków- bo ani nie miałam gdzie ( mogłam w wannie;) , ani
z kim- bo wieczór spędzałam z własnego wyboru w cichości (bo chwilowo muszę odpocząć od ludzi). Ani ....lata nie te ,zeby czekać bóg wi na co, że "się spełni" .
Zresztą-nigdy tego nie robiłam (nie puszczałam wianków na wodzie), więc po co?

Dla zasady tylko zrobiłam kilkanaście kroków w lewo i w prawo w ogródku,żeby zobaczyć, czy czasem nie zaplątał się tam jakiś kwiat paproci,bo wiadomo od zawsze, że ci co namiętnie go szukają- nie znajdują, a ci co nie szukają- czasem mogą się o niego potknąć,inna sprawa, że jak gapy-to przeoczą nawet jak im wlezie w oczy. Więc ja mimochodem, że niby mi nie zależy. Oczywiście nic z tego, bo zapomniałam napomknąć-iż nie posiadam w ogródku żadnej paproci ani nic paprociopodobnego ;)
Sąsiedzi miewają,ale nie będę im przecież grzebać po nocy w ogródkach,bo
psami poszczują :D bo nie wszyscy mogą mieć tolerancję dla poszukiwacza;)
Tak czy siak , założywszy iż kwiat paproci w tym roku nie dla mnie i w sumie ową myślą uspokojona, usiadłam w ogródku , licząc przynajmniej na jakiegoś świetlika, ale chyba poleciały w miejsca dla nich bardziej atrakcyjne,chociaż znowugdybym przegrzebała pobliskie krzaki,to może świecące drobiny wzniosłyby się ku górze,ale jeszcze by tego brakowało,żebym biegała po krzakach i to do tego osiedlowych;)
Tak więc o świetlikach to sobie też mogłam pomarzyć.Ale za to gwiazdy świeciły dla mnie . Odwrociłam głowe tam,gdzie-"za górami , za lasami" - najprawdopodobniej* znajduje się święta góra pogan ( Ślęża ) i wystarczyło. Tylko ze snem kłopot był lekki, a dziś z przebudzeniem-jeszcze większy:)

* piszę "najprawdopodobniej znajduje się"-ponieważ ona JEST, nigdzie nie zniknęła, w tym kierunku trzeba patrzeć ale ode mnie i tak sie nie zobaczy,bo za daleko. A poza tym ja mam zawsze kłopoty z kierunkami, więc jesli ktoś chce pod moja opieką trafić do punktu A to zapewne trafi do punktu B- w zupelnie innym miejscu :)
12:34, surfinia
Link Komentarze (10) »
piątek, 23 czerwca 2006
niegłupie ...
Dwie niegłupie myśli postanowiłam tu wstawić, że "niegłupie" piszę, bo nie moje,gdyby były moje to bym tego nie pisała,to oczywiste;)
Dwie niegłupie myśli, każda dotyczy czego innego a jednak analogię pewną znaleźć można. I nie wiem,czy to dobrze...

"Nie ma ludzi zdrowych. Są tylko niezdiagnozowani" (lekarskie i warto,żeby każdy potencjalny Pacjent miał to na uwadze,jednakowoż bez przesady,czytaj:histerii)

i...

" W Polsce okazało się,że nie ma ludzi niewinnych, sa tylko nieprzesłuchani"
  (Janusz Onyszkiewicz i...chyba też warto o tym pamietać ;)

15:17, surfinia
Link Komentarze (13) »
czwartek, 22 czerwca 2006
chmurki i humorki
To się rzadko ostatnio zdarza.
Ale niestety się zdarza. Nie mam humoru. I nie wiem,co z tym fantem zrobić ;)
Jest tego przyczyn kilka, z których jedna to taka,że nie wiedziałam do dziś , iż pewien bałwan miał czelność zaliczyć mnie do grona pewnych określonych pań,dlatego że jakiś czas temu mi sie naraził czemu dałam wyraz ale uprzejmie. Bo lakierowane bałwaństwo i cwaniactwo wkurza mnie okrutnie. No wiec ponoć jak tylko ów bałwan odłożył słuchawkę po drugiej stronie kabla, użył sobie nieźle nie przebierając w słowach,co mi zgłoszono po jakimś czasie,ale wiarygodnie:/
Lakier zatem odpadł całkowicie z bałwana. A może ja obrażam śniegowego sympatycznego cudaka porównując lakierowanego do niego?
pewnie tak.
Druga przyczyna to taka,że się roztopiłam.
Są też przyczyny 3 i 4 ale mi sie nie chce o nich pisać,bo są irytująco przyziemne.
A w ogóle w domu pachnie kiszonymi ogórami, bo cały dzień nikogo nie było w domu i jakimś cudem zapach ten wydostał się z zakreconego słoja ( a właściwie z 4 słoików litrowych) jak Gin z lampy - tyle,że Gin miał łatwiej bo umiał czarować, a ogórki nie.
"dlaczego ogórek nie śpiewa"? (Mistrzu Ildefonsie ? )

Lepiej mi?

łażenie na bosaka pomaga trochę "na mózg". Łażę na bosaka zatem, szkoda, że nie po piasku.
I nucę sobie "Little Girl Blue" , Janis Joplin się w grobie przewraca, bo duchy słyszą nawet za siódmą górą i siódmą rzeką.
Dobrze, że nikt inny nie słyszy ;)

22:04, surfinia
Link Komentarze (12) »
środa, 21 czerwca 2006
grad i takietam
Grad padał jakis czas temu, biegałam kurcgalopkiem i zbierałam na zewnątrz doniczki z kwiatami, to co zostało( a dużo zostało) w ziemi,to trudno...ale mało posiekało na szczęście.
Parę razy lodową fasolką w łeb dostałam, to nie jest przyjemne uczucie, gorzej jednak by było -gdyby grad był wielkości orzecha lub jaja kurzęcego albo (o zgrozo)...kaczego* ;)
Kolega któremu o "akcji ratunkowej" opowiadałam potem -  śmiał się , że własną piersią kwiatki ratowałam, a ja mówie, że pierś w porządku bo resoruje, gorzej z głową , dzisiaj nie trzynasty nie trzeba odpukiwac w niemalowane, zwłaszcza , że lekko podmalowane a nie ja odpukuje tylko jakiś lód. W każdym razie słowa: "to pilnuj tej głowy,bo masz w niej nienajgorzej poukładane" to fajne słowa są :D  lepsze niż kwiatki. Ale kwiatki to sobie kupię jak zechcę, a o poukładaniu w głowie sobie sama nie powiem, bo głupio jakoś ;)

*wszelkie skojarzenia z życiem politycznym w naszym kraju sa nieuzasadnione.
Jaja to jaja i każdy ptak sobie znieść je może w przystępie ;)
21:31, surfinia
Link Komentarze (12) »
wtorek, 20 czerwca 2006
pani
Pani nie wyrózniała się niczym specjalnym, ja zresztą zatopiona w papierach byłam, dopiero kiedy weszła i przedstawiła się, zorientowałam się,że mam przed sobą kobiecego potomka jednego z najznamienitszych,najstarszych rodów Rzeczpospolitej, rodów piszących te najbardziej bohaterskie karty naszej historii.
Pani najwyraźniej samotna...kiedy przeglądałam dokumenty jej leczenia-opowiadała mi w skrócie o swojej rodzinie, na początku ostrożnie,potem-widząc mą sympatie i zrozumienie- z coraz większą duma i zapałem...
Wreszcie zapytała:" jestem z tych... ale jakie ma to teraz znaczenie?"
Powiedziałam jej,że MA, bo może z dokonań swojej rodziny być dumną,bez względu na to, co będzie oraz kto i z iloma kilogramami siana w butach przyjdzie , by jeszcze coś w Rzeczpospolitej zepsuć...

--------------------------------------------------------------------------------------
wspomniałam o tym nie ze snobizmu.
Ale dlatego, że lubię ciekawe historie.
A ciekawość świata można jak widać zaspokoic nawet jeśli się za tym akurat  nie biegnie- bo historia może przyjśc do nas sama , nawet do gabinetu lekarskiego-zupełnie nieoczekiwanie;)
18:57, surfinia
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 19 czerwca 2006
piekno
Starszy pan po badaniu ubierając sie zapytał mnie -jak to zwykle ludzie się pytają-co z nim.
-Ma pan chorą wątrobę , jest stłuszczona, żle pracuje
Ma pan też niezbyt zdrowa trzustkę i trzeba dokładniej przebadać nerki.
-co pani powie, pani doktor. Tyle brzydactwa mam w brzuchu...a patrzę na siebie codziennie w lustrze i wydaje mi sie,że jeszcze całkiem ładny jestem;)Ilu to ludziom tak sie wydaje...hoho !

:) no pewnie. Ja sie też nie zachwycałabym,gdyby ktoś analizował mnie pod katem tylko tego co mam w srodku ;)
No chyba,że byłoby coś na temat duszy, a dusza to temat-rzeka;)


15:28, surfinia
Link Komentarze (16) »
niedziela, 18 czerwca 2006
bezmiar...kobiecości ;)
Podobno dla kobiety najgorszym jest ...przestać czuć się kobietą.
Rozmawiam z wieloma kobietami w różnym wieku ( z racji mego zawodu)
- z bardzo młodymi, ale też w wieku tak zwanym średnim i ponadśrednim.
Ponadśredni wiek można zresztą przeciągnąć nawet do wieku podeszłego, jeśli kobieta jest ...aktywna(!),poszukująca i wreszcie-kobieca i ma tego świadość. Sama dla siebie od tych kobitek wielu rzeczy się nauczyłam,poważnie, zatem prawdą jest,ze relacja lekarz(kobieta zresztą) - pacjentka( kobieta) działa w obie strony. Bo pewne rzeczy można zastosowac u siebie, ale też wiadomo-czego unikać.

No ale praca pracą, a jest jeszcze reszta życia.

Przed chwilą zapytałam sama siebie- kiedy najbardziej czuję się kobietą?:)
W chwilach dobrych i miłych oraz tych złych też.
Pomijam ewidentne sprawy biologii i oczywiste relacje damsko-męskie,bo każdemu wiadomo,że błysk w oku mężczyzny czy oznaki zainteresowania - to bardzo poprawia nastrój kobiety;)
No więc...kiedy?
...na przykład dziś wielokrotnie:
-kiedy rano szykowałam śniadanie, poprawiłam kwiaty w wazonie, położyłam obrus na stole,żeby było ładnie( co oczywiście nie zostało zauważone) i kiedy po tym wszystkim musiałam posprzątać ;)

-kiedy okazalo się,że te szpilki co kupiłam ostatnio nie obtarły mnie, i że są całkiem wygodne

-kiedy się nie dopięłam w spódnicę z zeszłego roku ( a czego ja sie spodziewałam naiwna ? ;)

-kiedy robiłam obiad i stwierdziłam,że figa, nie będę obierać młodych ziemniaków "jak zwykle" czyli bez rękawiczek, w końcu przecież rękawiczki w domu są , a ja nie będę ludzkości straszyć zniszczonymi rękami i tak praca w szpitalu daje tym rękom popalić

-kiedy dostałam pieknego,bardzo uprzejmego maila:)

-kiedy pomalowałam pazury

-kiedy usiadłam wśród kwiatków i przez krótka chwilę dotarło do mnie, ,że jednak może w w tej głowie to ja nie mam tak całkiem źle poukładane, bo właściwie "zwisa mi",że nie mam dwudzietu a nawet trzydziestu lat i że tak samo "zwisa mi" to,że gdzieśtam pewnie jakieś zmarszczki mam,ale na szczęscie sie nie przyglądam za bardzo,więc nie widzę, martwi mnie tylko,że nastał taki czas iż puchnę pod oczami od pyłków, ale to raczej przykre i ze względów estetycznych i dlatego,że przeszkadza mi w pracy, na szczęście jest to stan przejściowy,jeszcze tylko ze dwa miesiące i spokój;)

-kiedy mój syn uświadomił mi,że jestem wprawdzie dość męcząca,ale mnie lubi;)
no bo jako kobieta- matka poczułam sie w tym momencie ...miło :)

A jeszcze parę godzin dzis do końca dnia zostało.
Pewnie jeszcze kilka razy zatem dotrze do mnie fakt...określonnej przynależności ;)


O przykrzejszych aspektach kobiecości-nie dziś, zbyt piekna pogoda tego popołudnia.
Bo na przykład jutro może sie okazać w pracy, że to iż jestem kobietą w jakiś sposób mi cośtam utrudnia,jak już nie raz było,ale do licha, nazywam się Su,
ze mną nie będzie łatwo i nawet jeśli komuś przyjdzie do głowy,że można kobieciątku "przywalić" to niech sie ma na baczności. Howgh! :)


17:22, surfinia
Link Komentarze (17) »
sobota, 17 czerwca 2006
na wspak
Ze mną jest na wspak. Jak mi się cos śni coś co można tłumaczyć,że wielkie szczęscie mnie spotka, tak jak dziś - to właśnie kicha.
Dostałam mianowicie niedobrą wiadomośc od przyjaciółki to raz- i martwię się o nią.
A dwa- Dryblas ma dziś "muchy w nosie" i to takie,że ja juz nie daję rady. Baterię od aureoli mam na wykończeniu. Zwłaszcza, że wsparcia zero.
OK , jako Matka Polka , westalka itp. mam z ciepłem i cierpliwością znosić,wspierać, pomagać.
A więc : pomagam , znoszę , wspieram , podtykam , pocieszam , uprawiedliwiam.
No ale skarcić czasem muszę -świętej krowy hodować w domu nie sposób, bo sie nie zmieści;)
No to...mam co mam. Olbrzymią "hodowlę much w nosie" mojego syna. I coraz ciekawsze uwagi w związku z tym.
Przykro mi i tyle (przejdzie , wiem doskonale,przecież jestem "dzieckiem szczęścia" tak w ogóle ;) ).
Ale...gdzie to szczęscie co je miałam dziś spotkać?;)

17:01, surfinia
Link Komentarze (15) »
concerto na nerwach
O 3.30 rano rozpoczął sie ptasi koncert, nie muszę dodawać, że obudziłam się i nie muszę równiez dodawać,że bez większej przyjemności.
Bo ptaków uwielbiam słuchać,ale w odpowiednich ku temu porach -czyli na pewno nie tuż przed świtem kiedy śpię , no chyba że nie śpię z wyboru.
Kukułka sie rozszalała i kukała tysiące razy, ptaki rzępoliły na tych swoich gardziołkach, a jeden to w ogóle wycinał takie ptasie koloratury, że najpewniej
usiłował sie dobrać do swojej niezdobytej potencjalnej połowicy.
Zupełnie jak w tropikalnej dżungli jakiejś, no w chwili afektu to by sie chciało czymś ciężkim rzucic w drzewo,albo procy użyć, każdy sąd by uniewinnił ;)
W półśnie przerwanym przez ptasią sztukę koncertową, co to jej MUSIAŁAM wysłuchać- byłam w stanie jednak tylko wstać i zamknąć okno.
A od rana jest cicho. No pewnie, wyszalały się ptaszeta w nocy, to teraz muszą się wyspać. Może im puszczę jakieś zgrzyty (wiertarka? Pendrecki? ) , niech wiedzą jak to jest
:D


11:50, surfinia
Link Komentarze (5) »
piątek, 16 czerwca 2006
Linneusz to był "gość" ;)
Z powodu upału i wolnego od pracy dnia udałam się dziś do przepięknego parku w Wojsławicach niedaleko Wrocławia. Czas był po temu doskonały,bo ludzi tam prawie nie było...na ścieżach spotykało się tylko nieliczne osoby,co jest rzeczą w tym miejscu niezwykłą . Może ludzi wystraszył upał?A może piątek nie wydaje się być dobrym dniem na wpatrywanie się w zieleń?;)
Rododendrony, z których słyną Wojsławicie wprawdzie już przekwitły prawie, ale to co pozostało- w pięknym słońcu cieszyło oko nadzwyczaj. Widać,że każde drzewo,każdy krzaczek i roślinka-nawet najmniejsza- mają troskliwą opiekę.
Wszystko doskonale opisane tak,zeby człowiek nie zagubił się w mnogości informacji jak to czasem bywa-ale wydobył z tego co najważniejsze.
Gdzieniegdzie dyskretnie zaznaczone,że autorem podstaw klasyfikacji roślin był niejaki Karol Linneusz, nabyłam te wiedzę na lekcjach biologii dawno temu i z przyjemnością sobie o tym przypomniałam. Mrówczą prace ów człowiek wykonał...nie miał tych ułatwień, bez których człowiek współczesny teoretycznie obejść się nie może(bardziej pewnie jednak "nie chce" niż "nie może") a zrobił coś takiego, o co opieramy się po tylu wiekach...
Trzeba coś naprawdę kochać bez miary i mieć niezwykła wiedzę oraz umiejętnośc postrzegania , by sklasyfikować każdą z ujętych przez Linneusza w systematyce -roślinkę... Czapki z głów :)
A przy okazji wspomniałam z wdzięcznością mojego biologa z liceum- mało lubianego z powodu dziwactw i niezbyt ujmującego sposób bycia. Zresztą on do ludzi nie lgnął.
Ale był pasjonatem.Pamietam jak zabierał nas na wycieczki do parku czy do lasu ,wtedy dziwnie łagodniał , wyszukiwał i pokazywał uczniom niezwykłe okazy drzew, dzięki czemu
zupełnie inaczej na nie patrzyliśmy. Poza tym- nasz biolog traktował drzewa czulej niż ludzi.Może dlatego,ze ludzie za nim nie przepadali i często mu to okazywali, a drzewa odwdzięczały mu sie tym,że BYŁY.A kiedy z zachwytem dotykał ich pni, były tylko dla niego...stanowili jedność. Człowiek i drzewo.


19:06, surfinia
Link Komentarze (7) »
czwartek, 15 czerwca 2006
upał
Tak gorąco,że stopiły mi się myśli w jedną bezkształtną masę, średnio-zachęcającą,bo kto na przykład chciałby konsumować papę czyli bryję, w której nie wiadomo gdzie groszek,gdzie marchewka, a gdzie na przykład but,który spadł kucharzowi do kotła ;)
Na dodatek urżnęłam się wczesnym popołudniem jednym małym piwem, bo kto pije ciepłe(! zapomniało się włożyć do lodówki) piwo w taki upał,diabli nadali tę ostatnią butelkę co jej goście nie wypili.
I na ostatni dodatek spać poszłam,ale ni to  spałam, ni czuwałam a i tak zdążył mi sie przysnić dom,co to niby miałam (we śnie ) w nim mieszkać, tylko dlaczego przypominał skrzyżowanie nieudanego tortu z krzywą wieżą w Pizie.
I niestety na parapecie jednego z okien tego koszmarnego domku stał but.
Zupełnie jakby go wyżej wspomniany kucharz zdążył jednak wyjąć z kotła "na czas"
;)


19:51, surfinia
Link Komentarze (8) »
środa, 14 czerwca 2006
trwa
Trwa mecz. A ja się boję oglądać, to znaczy: słucham,ale z pomieszczenia obok,czasem przemykam przez pokój z telewizorem, ale działam na zasadzie
"czego oczy nie widza ,tego sercu nie żal". ;)
Ja naszym naprawdę jak najlepiej życzę,bo wiem,że teraz maja pietra.
No i chciałoby sie jeszcze mieć komu pokibicować, chocby szczątkowo.
...dziś przebijałam sie przez upalne miasto i...tak wielu ludzi odzianych w koszulki biało-czerwone z napisem :POLSKA- w życiu nie widziałam "na żywo" ( w tv się nie liczy). A wczoraj widziałam, że z 90% okien wielkiego 10-pietrowego bloku zwieszają się "flagi kibica". Dobrze to wyglądało,żałowałam,że nie mam aparatu fotograficznego przy sobie. Po dzisiejszym meczu ten obraz może juz być...nieaktualny. Szkoda by było,żeby taki potencjał wygłodniałych sukcesu kibiców zmarnować marną grą...bo w cuda na boisku chiałabym wierzyć, ale kiepsko z tym.

A za oknem kukułka zakukała RAZ i zamknęła dziób, chyba się zorientowała,że jej teraz nikt nie słucha,to co się będzie męczyć.Mam nadzieję ,że to pojedyncze kuknięcie to nie jest jakiś zły omen w stylu:"jeszcze tylko jeden mecz i do domu, chłopaki"...

21:36, surfinia
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 12 czerwca 2006
spam
przyczepil sie chyba do mnie jakis spamer
co z tym fantem zrobić?
w związku z jego działalnościa blox przysłał mi juz 34 powiadomienia na skrzynke i mi to zagraca!
22:24, surfinia
Link Komentarze (16) »
K/M
Co poniedziałek u mnie w domu odbywa sie współzawodnictwo,które powinno ucieszyć dziennikarzy "Newsweeka". Mam mianowicie "monopol"na kupowanie tej gazety i pierwsza się do niej dorywam, trochę w autobusie czytam, troche po powrocie do domu, żeby szybciej, żeby chociaż przekartkować,bo zaraz wróci reszta i do gazety sie nie dorwę ,to znaczy wyrywana sobie z rąk- znika ona raz w jednym raz w drugim pokoju,gorzej jak u Dryblasa,bo potem przez dwa dni jej szukam, najczęsciej zakamuflowana jest między ściana a tapczanem albo pod tapczanem,albo przysłonieta papierami:)
Jeśli czasem mi się zapomni kupic,to wszyscy są rozczarowani,ja też-bo to taki piękny obyczaj-tak sobie słowo pisane wyrywać. Jest w tym jakiś smaczek -powiedziałabym nawet,że cos na kształt rytuału;)
Zawsze tam znajdę coś dla siebie,oczywiście zaczynam od ostatniej strony,a potem "idę" ku przodowi:)
W tym wydaniu jest bardzo ciekawy artykuł "Płeć bez cenzury" nie będę streszczać, zapewniam tylko-że warto przeczytać ( O!!!! Czesi prowadzą z USA 3 do zera !) .
Początek może zmylić,że to niby antyfeministyczne:

"Uczeni zadali kolejny cios ideologii feminizmu.To nie wychowanie ani otoczenie decydują o róznym zachowaniu kobiet i mężczyzn"

Ani nie jestem feministką, ani wręcz przeciwnie.
Hołduję zasadzie, że obie nasze płci są sobie potrzebne jak diabli- tak czy inaczej
a różnice choc czasem...przeszkadzają to są konieczne :)
I jestem zwolenniczką utopijnego(niestety) życzenia,żeby wyeliminować niezdrowe współzawodnictwo pomiędzy kobietami i mężczynami (i odwrotnie)
i nie udowadniać sobie,że "my jesteśmy lepsi od was ",bo to niczemu nie służy,ale oczywiście to naiwna prostota myślenia, ok, wolę to stwierdzić sama niż żeby mnie ktoś ZMIAŻDŻYŁ (ewentualnie;)

No ale nie w tym rzecz. Do ciekawego owego artykułu (w którym zaznaczono,że np.Einstein miał o wiele więcej kobiecych pierwiastków niż nam sie wydawało do tej pory, a taka kombinacja pono może cechować najwybitniejsze umysły) doczepiono coś w rodzaju quizu, na podstawie którego można wywnioskować ,ile jest w nas pierwiastków męskich,ile żeńskich a w ilu przypadkach pół-na pół ,czyli trudno to zidentyfikować.
Doszłam do połowy.
Bo tak: uważam się za 100 procentową kobiete,ale okazało sie ,że w kilku punktach przeważają u mnie pierwiastki męskie:)) np. w punkcie
W PRACY:
a.wolisz działać intensywnie, w skupieniu,zajmując sie jednym zadaniem

b.wolisz zajęcia lekkie i urozmaicone
c.robisz co jest do zrobienia

Wybrałabym odpowiedź "a" , a ta właśnie świadczy o męskim podejściu do sprawy
no ale: każdy wolałby urozmaicenia,ale jesłi cos jest do zrobienia ,to trzeba się maksymalnie skupić,by "nie dac plamy" i możliwie najdokładniej to zrobić " ku chwale Ojczyzny" i tak dalej.

Poza tym-podobno  to włąśnie  dla mężczyzn typowa jest podzielnosc uwagi- a ja mam tę uwagę BARDZO podzielną, ale to lata pracy.
I tak dalej.
A może właściwie to,że znudziłam sie już w połowie quizu świadczy o przewadze pierwiastków męskich w Su?
ee,tam
ja i tak w to nie wierzę. Dlatego-nie czytam dalej.:)


19:50, surfinia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 czerwca 2006
poza tym
.. przyroda ma w nosie,czy nasi wygrali czy przegrali ,czy się trener reprezentacji obraził czy nie i co z tego wyniknie. Natura nie stroi się obowiązkowo tylko w barwy biało-czerwone, bo ma swoich bez liku i   jakieś patriotyczne  przebieranki nie dla niej.
Kwiatki mi kwitną, róże pachną przepięknie, w nocy jeż podszedł pod klatkę schodową (całkiem duży był) i wcale się nie bał. Może czuł, że nie zrobię mu krzywdy.
Tak cicho było dziś w rozgrzane słońcem (nareszcie!) południe,że słyszałam bzyczenie owadów, czego zwykle się w dzień nie słyszy, bo jednak ludzie jakoś zagłuszają.
A tu jak u Makuszyńskiego.
Wieczór ciepły, dobrze widać gwiazdy. Ptaki sobie śpiewają.
I właściwie to tyle. Bez fajerwerków, dość spokojnie...choć nie całkiem -ale to już zupełnie inna historia i również przyroda ma to w nosie.

A ja jak zwykle w niedziele wieczorem obiecuje sobie, że " w tym tygodniu na pewno zrobię wiele istotnych rzeczy"-tych leżących odłogiem i wymagających uwagi i tych niespodziewanych, o których zaistnieniu jeszcze nie mam pojęcia.
Zapewne z realizacją owych planów będzie nie tak różowo jak mi się wydaje, ale planowanie
-dobra rzecz...
22:18, surfinia
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes