moja jesień gra bossanovą...
RSS
sobota, 22 lipca 2006
"Wyszedłemk zajentyk"
Jeden z bohaterów Kubusia Puchatka - wychodząc z domu wywieszał taką właśnie kartkę:
"WYSZEDŁEMK ZAJENTYK"
I ja owszem-wychodzę dziś świcie, żeby zatargać bambetle do samochodu,którym pojadę na wyczekiwane wakacje. I będę zajęta- mieleniem ozorem z dawno niewidzianymi ludźmi(niektórych nie widziałam rok!), dyskusjami na tematy śmieszne i poważne, podgladaniem tego co się zmieniło "w lesie" od zeszłego roku, jeżdżeniem na rowerze i pewnie pływaniem na kajaku. Oraz czytaniem,pichceniem, obserwowaniem gwiazd,które na Kaszubach wielgaśne. Leży się w nocy na ziemi koło ogniska, i sie patrzy.
Czasem nawet jakaś gwiazda łaskawie spadnie, żeby mozna wypowiedzieć życzenie,jak sie zdąży .Bosko. Gwiazdy dla ciebie...
Dwa tygodnie mi to zajmie , żeby dojśc do siebie" z rozumem" ;)
Gdybym miała tu rybki albo inne zwierzę -poprosiłabym o dokarmianie.
Ale nie ma, wiec tylko...pamietajcie o mnie, bo pewnie wrócę:)
Do niebawem:)

PS. !!!! nie na temat, ale... podobno wczoraj mignęła w necie wiadomość, że Brat J. się...ŻENI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
...i jak się pojawiła,tak znikła... :)

...ech,te namietności, kto  się oprze takiemu politykowi?:D


00:21, surfinia
Link Komentarze (59) »
piątek, 21 lipca 2006
kurs szybkiego czytania ;)
Kiedy dostaję zarządzenia spod ciemnej gwiazdy napisane znanym mi cudnie pokrętnym językiem urzędniczym, zdaję się na umiejętnośc szybkiego czytania:)a mianowicie dla spełnienia obowiązku przerzucam kartki jedną po drugiej, a następnie czytam podsumowanie :) Niesamowita oszczędność czasu:)
Jakiś czas temu dostałam plik kartek na temat zapobiegania korupcji, ktoś musiał sie nad pewnymi sformułowaniami naprawdę nieźle namęczyć,by wyszły tak,żeby nikt nie był w stanie  zbyt wiele zrozumieć;) I w tym wypadku przeczytanie strony ostatniej okazało sie jedynie słusznym posunięciem...
Niektórzy to w ogóle mieli " z głowy"bo nawet nie przerzucili kartek.

A za to  dziś przez przypadek trafiłam na stronę z humorem zeszytow i prawie każde zdanie jest tak"smaczne",że chce się więcej:)

"Męty społeczne to fusy w szklance napoju uczciwej części społeczeństwa"
"Mickiewicz przebywając w Paryżu z trudem usiłował powiększyć swoją rodzinę"
"małże zdobywają pokarm przez flirtowanie"
"działalnośc polityczna Księdza Robaka polegala na tym,że często odwiedzał karczmy"

Z takich cytatow to się o świecie wiele mozna dowiedzieć :)

00:30, surfinia
Link Komentarze (10) »
środa, 19 lipca 2006
;)
Dziś kolejny raz przekonałam się, że internet odbił swoje piętno na pewnych mechanizmach mego postępowania :) A mianowicie: w pracy "padł" mi komputer.
Sądziłam,że z powodu zbyt wysokich temperatur, koń by nie wytrzymał a co dopiero maszyna dosyć w sumie delikatna;)
No więc wchodzę do pokoju z komputerem i patrzę-nie działa, a przecież włączyłam rano i działał, nikt nie miał prawa go wyłączyć. Proba włączenia nie dała efektu. Pobieżne oględziny nie wykazały NIC.
Zanim jednak poprosiłam pana komputerowca o pomoc - przypomniałam sobie rózne krążące po necie zabawne  historyjki na temat głupich "blondynek, brunetek i szatynek", w których to "smacznych"opowieściach  zgłaszana awaria okazywała się być na przykład spowodowana brakiem podłączenia urządzenia do prądu :) itp.
Wlazłam zatem pod biurko i mając w pamięci te wyżej wspomniane historie-zastanawiałam się,co jeszcze mogłabym ewentualnie przeoczyć.
Kabelek po kabelku...podłączenia jedno za drugim i ...  :))) okazało się, że nieoceniona pani sprzątająca tak ochoczo wymachiwała znów miotłą,że porozłączała mi kable:))))  co tez naprawiłam, ciesząc się,że nikt akurat nie wlazł do gabinetu,bo wystawała mi spod biurka tylko pupa i klapki, a reszta...
"reszta kadłuba była w ciemno" (jak pisała Chmielewska).
Tak więc uratowałam swą reputację szatynki,a przede wszystkim ...byłam z siebie dumna, każda inna wołalaby fachowca, a ja sobie sama dałam radę,HA!

A poza tym-najbardziej chyba spektakularnym zdarzeniem dnia dzisiejszego było to,że  o poranku osa użądliła mnie w pupę- na przystanku pełnym ludzi,
co uniemożliwiało mi zbyt gwałtowe ruchy w rodzaju tańca św. Wita ;)
poczułam się jak skrzyżowanie Byczka Fernando ze Strusiem Pędziwiatrem, miałam pewne kłopoty z usunięciem owada spod spódnicy,przecież nie zakasam kiecki do góry przy ludziach,bo widoki mogłby być "niepolityczne".
Choć sugestia kolegi R. ,że mogłabym ewentualnie udawać, iz tańczę kankana(na ulicy:) godna jest zapamietania, zastosuje przy nastepnym ukąszeniu w miejsce,gdzie plecy traca swą zaszczytną nazwę :)

22:59, surfinia
Link Komentarze (15) »
wtorek, 18 lipca 2006
Złość i po złości
Zła byłam dziś bo powód miałam niebagatelny, powód co sie pojawił nagle i niespodziewanie, pod postacią kolejnego przejawu ludzkiej głupoty, która nos wyżej chmur nosi, a bez uzasadnienia,bez... Ciśnienie mi chyba skoczyło potężnie, bo uszy mi płonęły.
I się w związku z tym nagadałam,nagadałam, wyszło "na moje" więc złość znikła. Powinna pozostawić satysfakcję, a pozostawiła...osad (nie lubię takich sytuacji) i zdumienie, że "znów" ktoś koniecznie chce pokazać, że "wie lepiej" to, co jednak lepiej wiem ja. Bo ten ktoś najnormalniej sie na tym nie zna, jak ma się znać , kiedy pracuje w supelnie innym charakterze a usiłuje narzucic mi swoje rozwiązania?..może dobrze sprawdzające się w administracji,ale w medycynie zupełnie nie.
A potem to już tylko śmiech ulgi.
I tak sobie pomyslałam ( kiedy dostałam pewnego miłego sms-a ,  w jak    najlepszym momencie)   że: na dłuższe złoszczenie się chyba szkoda czasu. Bo dzień piekny choć gorący. A przedłużające się chwile złości to czas bezpowrotnie stracony.
I nawet sie nie chce tego straconego czasu szukać , jak u Prousta.
Bo w takiej sytuacji- wspomnienie byłoby koniecznością. A wspominać przykrych emocji nie ma po co.


19:01, surfinia
Link Komentarze (16) »
niedziela, 16 lipca 2006
wpis z rodzaju...nic nie wnoszących;)
...Właściwie to pozazdrościłam pam,że JUŻ wyjeżdża.
...Właściwie to mnie w tej chwili nic tu nie trzyma poza..pracą,której w tym tygodniu będę miała dużo więcej niż ostatnio, wiadomo-urlopy.
...Właściwie to ta część mnie, która potrzebuje przestrzeni i zachwytów, leśnej ciszy , wschodow i zachodów, wygłupów i "nocnych rozmów Polaków" przy ogniu-wyrywa się jak przysłowiowe serce z piersi...
...właściwie to trochę mi smutno z przyczyn tylko mnie znanych i być moze kompletnie głupich (zupełnie niezależnych od wyjazdu Dryblasa) . Nie zawsze chce mi się śmiać.
Choć  może nie powinnam się do tego przyznawać. 
...

22:55, surfinia
Link Komentarze (23) »
nie wiadomo skąd
Ni z tego, ni z owego przypomniała mi się kobieta,która nie tak dawno badałam.
Cała była pokryta makabrycznymi bliznami. Zapytana- skąd te blizny-opowiedziała mi rzecz całkiem niesamowitą ,a mianowicie -że jej sukienka SAMA na niej się zapaliła! nagle ni z tego ni z owego- suknia ze stylonu czy innego włokna sztucznego stanęła w płomieniach i dobrze,że był ktoś, kto zarzucił na kobietę jakąś marynarkę, odciął dopływ tlenu, co zdusiło płomień... i dzięki temu kobieta żyje.
Nigdy nie lubiłam tworzyw sztucznych, z przyczyn oczywistych: nie sa przewiewne i elektryzują.
Niestety teraz włókna sztuczne pakuje sie prawie do każdego materiału, rzadko się zdarzają ubiory z czystego lnu czy bawełny bez domieszek, o jedwabiu prawdziwym to już można tylko pomarzyć.
Z kolei pamietam,że ktoś swego czasu wspominał, iż w chińskich bawełniancyh podkoszulkach wykryto kilka czy kilkanaście lat temu ślady pestycydów, bardzo trudne do usunięcia.

Ale wracając do wspomnianej pacjentki-nie wiem czemu akurat teraz o niej pomyślałam, przecież mam czas rozrywkowy-wszak niedziela ;)
Ponieważ mamy sezon ogórkowy, więc natychmiast skojarzyło mi sie to z paranormalnymi zjawiskami samospalenia, obserwowanymi już od XVIII wieku, rzekomy samozapłon ludzkiego ciała, sytuacja do tej pory niewyjaśniona w żadnym z opisywanych przypadków.. Niektórzy łączyli je z nadmiernym przesyceniem organizmu alkoholem , a jeszcze inni interpretowali je w ten sposób,ze samospalenie nastepowało u ludzi,którzy mieli dośc życia.

Ponieważ jednak jest niedziela, piekna i słoneczna więc nie będę się nad tym rozwodzić,bo kto by tam chciał czytać horrory w taki dzień? ;)
...a za to , co mi łazi po głowie -tylko ja jstem odpowiedzialna.
No...może jeszcze Babcia Petronela, która zamierza z Dziadka Apolinarego wyganiać szatana :)






18:29, surfinia
Link Komentarze (9) »
pisklę pojechało w świat
No i pojechało pisklę  podrośnięte. Na dworcu kilka autobusów wypełnionych szczelnie przez młodzież, a kierunki-najczęściej Anglia  i Skandynawia.
Ojciec kolegi syna  powiedział :"cóż,kolejne pokolenie gastarbajterów wyfruwa"
ja jednak  nieco zaprotestowałam, bo przecież wracają,przecież nauka itp.
A z drugiej strony powiedziałam synowi:
-nic za wszelką cenę. Pracuj,ale obejrzyj coś, pozwiedzaj, nie ciułaj każdego grosza,nie musisz. Miej oczy naokoło głowy,bo świat przeciez ciekawy jest... Bylebyś tylko zdrowy wrócił i pełen pozytywnych wrażeń".
Kiedy pojechali nikt nie zauważył dwóch łez na policzkach , bo mama-kura miała ciemne okulary...


17:59, surfinia
Link Komentarze (7) »
sobota, 15 lipca 2006
mamy-kury przeżyć ciąg dalszy:)
Nie ma nerwowości. Dryblas spakował już torbę, kawałek plecaka i jeszcze jeden mały plecak czeka na zapakowanie. Ja popralam, ułożyłam i czekam co będzie:)
Wczoraj trzech facecików powędrowało na wielkie zakupy przed wyjazdem, dałam kasę ,to oczywiste ale i nie zamierzałam sie wtrącać (zwykle się wtrącałam i miałam bunt-teraz jest inaczej). W efekcie-pewne zakupy można ze spokojem zakwalifikować do puli zakupów"bez głowy" (nie chcąc używać słowa:"bezsenowny";). Ale nic to, moj terner od koni (z zamierzchłej przeszłości) mawiał kiedy leciałam na pysk z końskiego grzbietu-bo zwierze na przykład miało "gorszy dzień" : "nikt sie nie nauczy jeździć konno jak nie spadnie z konia choć raz" , a moja babcia z kolei mawiała:"jak sie nie przewrócisz,to sie nie nauczysz".
Zatem wychodząc z tego założenia nie mówię NIC, tylko czekam kiedy nastąpi dobrowolna i przemyślana (hehe :D selekcja zakupionych rzeczy, które nijak sie już nie zmieszczą ;). I porażam spokojem.
Sama sobie sie dziwię :)

W międzyczasie zaczęłam robić porządek w swojej skrzynce mailowej i znalazłam taka oto perełkę :D aż żal,żeby sie takie cos marnowało w czeluściach skrzynki mej :)



               -jest ktoś chętny? ;)
17:03, surfinia
Link Komentarze (17) »
piątek, 14 lipca 2006
rzecz ma się tak:
Stało się:gniazdo mi pustoszeje;) Jedyne pisklę (które tak naprawdę jest wielkim facetem:) w niedzielę wyjeżdża do Anglii, by popracować. Będzie tam siedział do końca wakacji.
Na szczęście-nie sam. Na szczęscie jest pełen dobrych chęci i entuzjazmu.
Takoż z entuzjazmem wczoraj oświadczył, ile na"dzień dobry" trzeba zainwestować , motywując to moimi własnymi słowami "żeby wyjąć trzeba włożyć" (odwodnik,proszę bez skojarzeń! :)
I ja się oczywiście zgadzam, bo przecież nie będę sama sobie zadawac kłamu;)
Wychodzę z założenia,że będzie to dobre doświadczenie. Jeśli bowiem będzie miał możliwość popracować (zapewne cięzko) to nauczy się dużo - między innymi tego,że pieniądze które tak łatwo się wydaje-nie przychodza same.
Poza tym-będzie wraz z kolegami na własnym wikcie i opierunku,na co patrzę z pewna obawą,ponieważ w związku z tym zakładam,iż po powrocie trzeba będzie wymienić całą garderobę, bo ta - nie będzie nadawała się do uzytku;)
Jeśli zaś nie uda mu się załatwic pracy-to będzie miał fajne wakacje, podszlifuje język,którym i tak nieżle włada. No i wróci szybciej;)
Dla mnie to też będzie doświadczenie. Zrobiłam nawet "wykład dla dorosłych"na temat zagrożeń AIDS etc ;) . Nie musze mówic,że spojrzenie wysłane mi spod rzęs należało do tych...dość ironicznych:)))))
A ja na to : "no nie patrz tak.Każda matka na moim miejscu zwróciłaby na to uwagę. Poza tym - to uspokaja mnie-że o niczym nie zapomniałam" :))))
To prawda.
Jak się czuje poza tym mama-kwoka? O dziwo-nie mam syndromu pustego gniazda;)
Przyjmuję ów fakt ze spokojem nadzwyczajnym, myślę że uspokaja mnie możliwość łatwego kontaktu,bo "za moich czasów" etc...Poza tym: do wszsytkiego trzeba dojrzeć. Chyba właśnie stało się tak ze mną.

                                               






20:16, surfinia
Link Komentarze (12) »
czwartek, 13 lipca 2006
lekarstwo:)
TO lekarstwo jest rewelacyjne :D na najróżniejsze dolegliwości bólowe.
Jeśli zatem-boli Cie ząb, głowa,ucho etc
nabierz wody do ust, usiądź na palniku gazowym lub elektrycznym, rozgrzanym piecu, ewentualnie- w warunkach biwakowych: w ognisku i poczekaj...aż woda w ustach ci się zagotuje;)

Lekarstwo to polecam zwykle swoim znajomym z całą powagą aż do ostatniego akapitu. Dziwne- dlaczego nie zawsze się śmieją?:)

--------------------------------------------------------------------------------------
Teraz wlasnie wymyśliłam,że jednak zaleciłabym tym i owym nabieranie wody w usta jako lekarstwo na głupotę ;) ale i tak by mnie nie posłuchali. Wcześniej ktoś musiałby im coś zalecić na...słuch :) a może... powiedzieć "do słuchu"? :)

21:09, surfinia
Link Komentarze (15) »
w nocy bo chłodniej
Zbieram co niepozbierane . Rychło w czas ;)

Myśli zbieram, pranie zbieram,  rzeczy "na kupkę" zbieram co to jutro mi bedą potrzebne, sprawy do załatwienia całkiem i częsciowo-tez zbieram,albo inaczej:same się zbierają .
Jakimś dziwnym trafem zawsze się znajdą- jedna się skończy,zaraz druga pojawia. Dziwne,że jakoś ostatnio nie nasuwa mi sie w związku z tym myśl:"nie miala baba kłopotu..."
A teraz SIĘ zbieram do spania.
A noc znów upalna.
 
00:07, surfinia
Link Komentarze (9) »
wtorek, 11 lipca 2006
zegar
Dziś popatrzyłam na zegar w sypialni i zorientowałam się, iż nie pamiętam...kiedy stanął. Podejrzewam, że jakies dwa, a może nawet trzy lata temu. I jak stanął- tak stoi, ani ja , ani nikt inny nie był zainteresowany tym,by zegar ożywić. Mogłabym oczywiście do tego dorobić bardziej lub mniej ckliwą opowieśc i połączyć fakt zatrzymania się zegara z jakimiś wydarzeniami z przeszłości - na obraz i podobieństwo fabuły w "Godzinie pąsowej róży" -którą to ksiązkę czytałam dzieckiem będąc z wypiekami na twarzy ( a czy ktoś pamieta jeszcze ten bardzo stary film z Elzbietą Czyżewską?).
Ale nie, dośpiewywać niczego nie będę, a nawet więcej-nie zamierzam zegara"ożywiać".
Bo może się kiedyś okazać , że godzina 4.52 na ceramicznym "cyferblacie" to jedna z nielicznych niezmiennych rzeczy w moim zyciu.
:)

S.Dali - "Miękkie Zegary"


18:28, surfinia
Link Komentarze (21) »
niedziela, 09 lipca 2006
groszek i polityka
Trochę za dużo tego kwakania ostatnio i o kwakaniu też. Zwariować można, jak ktoś ma słabe nerwy. Dla mnie tam pociechą (marną ale zawsze;) jest to-że
przywódcy sie zmieniają , a ludzie tacy jak my-zostają ( i "swoje" wiedzą) czyli - pozycja przywódców jest bardziej chwiejna, a upadki często bolesne.
Lekarstwem na ten groteskowy stan, w którym tkwimy aktualnie wbrew swoim chęciom...wewnętrzny światek o tyle różniący sie od tego zewnętrznego(gdzie decyduje w taki wielu momentach polityka albo taki czy inny stosunek do niej), że w przybliżeniu można decydować- co się tam " w środku siebie" ma, o czym sie myśli , jak i co przeżywa.
Oczywiście nie chodzi mi o życie wewnętrzne typu : tasiemiec;) bo takiego "moderatora" naszego wnętrza sami nie zapraszamy, zwykle sam się przyczepia i to na dłużej ;)
Ja sobie siedziałam na przykład przed chwilą łuskając groszek zielony i naszło mnie wspomnienie,jak to dzieckiem 5-letnim będąc bawiłam się w Kopciuszka, bo babcia dała mi całą miskę takiego groszku do wyłuskania. Oczywiście,że robiłam to z zaangażowaniem i poczuciem "misji" -babcia kazała coś zrobić-zatem TO musiało być ważne.
Przyszła sąsiadka, popatrzyła na mnie i jak zwykle strzeliła tekstem tak przeze mnie znienawidzonym (że aż dotąd pamiętam;) : " Ciebie to pewnie jakaś Cyganka podrzuciła do maminej kołyski,bo oczy masz takie czarne jak cygańskie". Ten "świetny" żart słyszałam nie raz jako dzieciak opalony,chudy , z oczami "na pół twarzy" i obdrapanymi kolanami, bo przecież codziennie trzeba było "zwizytować" piwnicę-koniecznie przez okienko, wleżć na jakieś drzewo czy do innej dziury.
Nie chciało mi sie już nawet odpowiadać Kowalskiej, ale obojetna też nie zamierzałam być, o nie, przecież miałam już 5 lat! ,poczucie godności odpowiednio wybujałe i co mi tu będzie jakaś baba insynuować moje niejasne pochodzenie????? ;)
Cóż-zachowałam się nieparlamentarnie :)
Miska z groszkiem z wściekłością została ciśnieta pod nogi Kowalskiej.
A ja uciekłam z okrzykiem:" Nieprawda!"
I tyle mnie widzieli.
Wiele lat minęło. O ile wtedy na Kopciuszka byłam za mała, to teraz o wiele za stara. Wybitnie mała noga mi pozostała, ale to wszystko.
Za to dyplomacji się nauczyłam i uczę sie nadal. Co nie oznacza,że czasami nie mam ochoty złapać miski albo innego cięzkiego przedmiotu i rzucić gdzieś.
Na przykład w jakiegoś polityka, który usiłuje znów mnie oszukać.




14:53, surfinia
Link Komentarze (16) »
sobota, 08 lipca 2006
strachy (na Lachy)
Burza. Zamykam okna w pośpiechu.
-Mamo,co ty robisz? pyta Dryblas ( jak zawsze w takich sytuacjach;)
-No zamykam okna,nie widzisz?
-tylko po co...(mruczy)
-bo sie boję pioruna kulistego.

To prawda, boję sie pioruna kulistego od czasu jak czytałam,że wpadło takie cóś komuś do mieszkania i stopiło umywalkę na przeciwległej ścianie.
I boję sie jeszce satelity, o którym to strachu pisałam onegdaj,ale nie wiem gdzie,szukać mi sie nie chce.
I jeszcze boję się spadających meteorytów i żywiołów nie do opanowania oraz wojny.
Od dziś do listy  dołączam strach przed  nieobliczalnymi klonami. Zwłaszcza ptasimi.



16:46, surfinia
Link Komentarze (15) »
czary-mary
Pewna starsza pani dzieliła prace domowe na "męskie" i "niemęskie" przy czym do "męskich" należało zarabianie pieniędzy  i reprezentacja (sic!). Do "niemęskich" czyli kobiecych-należała cała reszta. A właściwie-powinna była należeć. Przejawy chęci jej syna na przykład do umycia okien kwitowała ,że nie powinno to należeć do jego obowiązków. Ta pani była przedwojenna mocno, zresztą przesympatyczna tak w ogóle , ale pewne naleciałści "antyczne" miała. Czas zerszta nieco zweryfikować musiał jej podejście do tych spraw, bo w latach wojennych i powojennych -sama imać się musiała zadań "męskich" by przeżyć.
Mam wrażenie,że takie podziały obecnie nie maja ni podstaw,ni sensu.
mało tego-uważam na przykład,że mężczyzna z zapałem i znawstwem zajmując się czarowaniem w kuchni jest męski niezwykle!(o wiele bardziej ,niż ci,co leżą z pilotem od TV w czasie gdy kobieta na "ostatnich nogach"miota się między pracą, siatkami, kuchnią,łazienką, dziecięcym łóżeczkiem etc.)
Bo mężczyna prawdziwy nie boi się wyjść poza schemat, w który ktoś go usiłuje wepchnąć, a on-czasem z lenistwa-temu podporządkowaniu jakże chętnie się oddaje ;)
Nie piszę tego dlatego,że marzy mi sie prywatny kucharz ;)
O nie-sama doskonale (ponoć;) gotuję i lubię to co upichcę.
Ale właśnie dlatego doceniam !!! taki dar u mężczyzn
i gdyby nie to-że MOGŁOBY to zabrzmieć dwuznacznie, nieodpowiednio i tak dalej-to powiedziałabym,że mężczyzna w kuchni jest sexy.
No ale z przyczyn wyżej wspomnianych-OCZYWIŚCIE TEGO NIE POWIEM :)
za to powiem,ze cudownie jest patrzeć (lub wyobrazić sobie;) jak mężczyzna uwija się ze znawstwem po kuchi(może nawet robiąc mniejszy bałagan niż ja w "ferworze walki";) a potem zaprasza z uśmiechem takim, jakby właśnie wyciągał z kapelusza królika. ...czary-mary...

13:12, surfinia
Link Komentarze (9) »
zasłyszane
Pan...wyciąga sie wygodnie na fotelu w kawiarni i głaska się po zaokrąglonym brzuszku,przed nim duże piwo, a "za nim" kilka  dużych piw.

-może w tym roku na Mazurach da sie popływać..troszkę schudnąć,wiesz, woda najlepiej wyciąga...


Pani...
grzebiąca łyżeczką w lodach i robiąc z nich bog-wi-co:

-najlepiej to ziemia wyciąga!

A mnie się zaraz skojarzyło  z powiedzieniem , że:

"majonez przykrywa błędy kucharzy,a ziemia przykrywa błedy lekarzy"

taki trochę czarny humor w stylu Monty Pythona
:)



11:30, surfinia
Link Komentarze (3) »
piątek, 07 lipca 2006
każdemu według...? ;)
Starsza pani z ogromnymi problemami lokomocyjnymi przyznała się do 120 kg wagi. Z czego większość umiejscowiła się w rejonie brzucha. Zapytana przez kolegę:
-skąd pani ma taki brzuszek?
odparła natychmiast z niesamowitym(!!!) refleksem:
- Od Pana Boga. Nie dał mi urody ,ani szczęscia ,ale dał apetyt...i brzuch.
:D
Odpowiedź ta tak bardzo mi sie spodobała,że postanowiłam ją umieścić tu:)
I od razu doszłam do wniosku,że mnie też Bóg dał cenną rzecz- dużą dozę autoironii i szwejkowskie przeświadczenie , że "nigdy jeszcze nie było,żeby jakoś nie było" ,które pomaga mi zawsze jakoś (lepiej czy gorzej) wykaraskać się z życiowych utrudnień czy zawirowań.

Natomiast są ludzie z których Bóg zadrwił (ostatecznie wolno Mu,nie?;)
ponieważ dał im-biedakom-przeświadczenie o swej nieomylności,posiadaniu "monopolu na całą mądrość świata" a w naszych polskich realiach jeszcze o tym,że są Najlepszymi Polakami z Najlepszych.
I tacy ludzie ośmielają się krytykować takie autorytety, jak profesor Bartoszewski, któremu zarzucają,że swoim udziałem w znanej chyba wszsytkim sytuacji z listem byłych ministów spraw zagranicznych- chce sobie"zrobić" nazwisko (zacytowałam)
Czy ktoś taki jak profesor Bartoszewski,którego znają i szanują politycy na całym świecie ...MUSI sobie "wyrabiać nazwisko"? na pewno nie.
W odróżnieniu od pewnego posła który ma swoje 5 minut i chce je rozpaczliwie przedłużyć.


14:51, surfinia
Link Komentarze (17) »
Pewna kobieta w swoje 90 urodziny skoczyła po raz pierwszy na spadochronie i tak jej się to spodobało,ze postanowiła skakać częściej.I jak postanowiła-tak zrobiła.
Inna kobieta-zresztą sławna -skłamała na temat swojego wieku, bo chciała zdobyć uprawnienia płetwonurka.Miała wtedy dobrze po 70-tce.
Mowa o Lenni Riefenstahl niemieckiej reżyserce filmowej, ale o tym co wyprawiała nie będę pisać, bo była bardzo kontrowersyjną postacią. Fenomenem dla mnie jest,że żyjąc 101 lat -przez prawie całe życie byla aktywna.I to jak!
Jeszcze inna kobieta którą znam i bardzo szanuję-dama w podeszłym wieku-co nie przeszkadza jej być zapaloną żeglarką - właśnie niebawem wypływa w daleki rejs...

Kiedy słucham, czytam o takich kobietach albo spotykam je na swojej drodze
to zaczynam się wstydzić,że w dniach tak upalnych jak dziś po "zaledwie" 12 godzinach dyżuru i po niezbędnych robotach domowych-nie mam szczególnie siły na nic więcej, a szczególnie na zdobywanie nowych lądów i przestworzy.
Ale z drugiej strony -zważywszy ,że do wieku tych Pań jeszcze dość dużo lat musi mi minąć - myślę nieśmiało,że jest i dla mnie nadzieja :)
Na przykład kiedy odpocznę . Wtedy może -jak w przypadku filmu z Jamesem Bondem-okaże sie dla mnie "świat to za mało ". BO czasu mam dość. To znaczy: najprawdopodobniej czasu mam dość.


:)


00:01, surfinia
Link Komentarze (17) »
wtorek, 04 lipca 2006
zlepek
"Jak ten Kloze świetnie trzyma się na nogach!!!"-zapiał przed chwilą z zachwytu redaktor Szpakowski.
Moj syn z nogami "pod chmurami" i pilotem w ręku lakonicznie stwierdził,że "Kloze nic nie wypił przed meczem, więc nie ma się co dziwić,że się na tych nogach trzyma".
Swoja drogą zupełnie nie wiem, komu kibicuje mój syn, ja tam nikomu, dla mnie mistrzostwa się skończyły w momencie wyjazdu naszej drużyny patałachów z Niemiec. Ale owszem raz na jakiś czas strzelam okiem w kierunku telewizora, zwłaszcza,że NIKT w czasie meczu nie przełącza kanałów telewizyjnych (!!!) więc obraz jest ustabilizowany,co daje oczom nieco odpoczynku. Strzelać okiem ponadto trzeba,żeby byc "w temacie" -przecież jutro koledzy w pracy będą analizować każdą sytuację (wyjątkowo nie damsko-męską) trzeba będzie zatem wiedzieć, kiedy można się włączyć do rozmowy i pogonić do roboty;)
Zła byłam dziś ,a może raczej bardziej zgnębiona, długo trwało zanim "wypuściłam powietrze",niestety tak i coraz boleśniej reaguję na niekompetencję urzędniczą- kiedy ważą się istotne sprawy,ktoś pozwala sobie na rażące błedy i niedoróbki. Gdybym ja-lekarz- takim brakoróbstwem się wykazała, to pewnie nade mną zawisłby prokurator,ale jak urzędnicy czegoś nie dopełnia na czas i jak trzeba-to jest usprawiedliwione,tylko ja kompletnie nie wiem dlaczego.
Zatem dziś po południu straciłam(?) dużo czasu,żeby do siebie dojść,chyba się udało,czego wykładnikiem jest fakt,że już moge na przykład czytać wiadomości agencyjne(poprzednio mnie mdliło,nie mogłam;),ale tego- dlaczego nasz Najważniejszy Mały Brat obraził się na Niemców nie przeczytam,bo mi sie nie chce. Już wystarczyło,że na zdjęcie popatrzyłam :/
Optymistycznego coś?
Proszę.
-Discovery leci bez przeszkód,pewnie specjalnie go przetrzymali,żeby wyleciał w kosmos właśnie dziś. W końcu- w USA jest Święto Niepodległości.

-Zośka Loren postanowiła sie dać uwiecznić w Kalendarzu Pirelli.
To akurat nie wiem,czy powinno być zaklasyfikowane w dziale"optymistyczne" ale ponieważ jak ustaliliśmy w jednym z poprzednich wątków: "Photoshop- najlepszym przyjacielem kobiety- więc niech tak zostanie.

- A szukając w szufladzie jakiegoś dokumentu, znalazłam lużną kartke na której-nie wiedzieć dlaczego -napisałam odręcznie (o dziwo;) :
"Harmonia współczesnego świata byłaby zaburzona bez krasnoludków" (z filmu "Kingsajz")
Właściwie to ta kartka sama wpadła mi w ręce, zupełnie nie wiem po co i na co. Może po to,żeby tu o tym napisać. Dobrze by było wierzyc w krasnoludki.
Ale takie prawdziwe,bajkowe , dobre i bez politycznych zadęć.
I tym optymistycznym akcentem... ;)




22:36, surfinia
Link Komentarze (30) »
Gajowy M.
Było takie cykliczne słuchowisko "Kocham Pana,Panie Sułku" . Najbardziej chyba tajemniczą osobą był niejaki Gajowy Marucha. Pojawiał się zawsze w najmniej oczekiwanym momencie,ale jego pojawienie było czyms w rodzaju owego "końca wieńczącego dzieło" ;)
Myślałam,że jest to postać na tyle fikcyjna,że nie ma swego odpowiednika w życiu.
A jednak..ma. Wystarczyło,abym przeniosła sie w miejsce, w którym teraz mieszkami i tam spotkałam kogoś, kto jako Gajowy Marucha doskonale się sprawdza.
Pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach,na przykład ,kiedy zadumana idę uliczką, on wyłazi z krzaków w swoim ogródku - z życzliwym uśmiechem i sekatorem,ale ten sekator na pewno nie jest narzędziem zbrodni.
Czasem wita przy wejściu na osiedlu bo cośtam grzebie i słabo go widać,ale kiedy trzeba -wyjdzie z ukrycia.
Stoję w kolejce-i nagle orientuje się,że tuż za mna stoi Gajowy. Jadę autobusem i kogo spotykam? ... :D
...Gajowy w swej prawie milczącej wszechobecności wie wszystko. I wszyscy wiedzą,że on wie ;)

Niebawem pewnie otwierając lodówkę znajdę tam Gajowego,który będzie tam sprawdzał,czy jest porządek i powie mi ładnie "dzień dobry".
A ja kompletnie nic do niego nie mam w sensie negatywnym, bo jest on ujmującym człowiekiem "anegdotą" i do tego bardzo życzliwym,pomocnym.
Dziś kiedy myślałam,że napiszę o nim, bo interesujące to zjawisko- napotkałam go na drodze, a właściwie to on mnie napotkał, wystawiając nagle głowę zza płotu. Z szerokim uśmiechem. A mnie dziś usmiechu trzeba, bo dzień miałam w pracy ciężki i głowa mi pęka tak,że właściwie nie chce mi sie nic, a najbardziej nie chce mi się chcieć.



15:20, surfinia
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes