moja jesień gra bossanovą...
RSS
piątek, 20 lipca 2007
Nazywam się...
Zapewne wyjadę choćby na parę dni-jak napisałam w komentarzach do wątka poniżej- czekać na telefon z decyzją syna-"wraca czy nie" mogę też nad jeziorem. Jedyne co mogłam ustalić to to mianowicie,że chyba nie jest tak źle,jak mi się wydawało,a może te kciuki zaciśnięte pomogły:D

Tak czy siak- powoli,acz z pewną niesmiałością-przystępuję do pakowania.

A ponieważ doszły mnie słuchy,że nad naszym jeziorem jest w tym roku duzo kleszczy, więc postanowiłam dokonać zakupu kapelutka i w tym celu zajrzałam do sklepu po drodze do domu,bo coś mnie tknęło,że bez nadmiernego łażenia nabędę nakrycie na głowę tamże -w celu ochrony przed kleszczami, no... może się któryś...widoku przestraszy:)

I tak się  stało, ba! złapałam w ręce ów kapelutek i zaraz się zaczęłam śmiać,
bo w kapelusikach to ja zwykle wyglądałam jak grzybek-prawdziwek, a w tym
nowo kupionym będę wyglądać niemal jak inżynierowa Mamoniowa z "Rejsu":))) zatem kapelutka juz nie oddam , o nie :)

Wasza Mamoniowa żegna zatem na dni kilka lub może więcej-z żalem , że ostatnio odwiedzanie blogów mi nie wychodzi-bo a to dyżur,a to zgryzoty, a to pakowanie...
Za to zostawiam perełkę z "Rejsu" :)

Cudownie tu jest. Cudownie.
- Przepraszam państwa - to państwa?
- Tak. A o co chodzi?
- Zachował się bardzo nieprzyzwoicie! Pozbawił mnie posiłku!
- To wykluczone.
- Bardzo mi przykro. Inżynier Mamoń jestem
- Bardzo mi przykro - Sidorowski.
- Coś ty tam zrobił Wojtusiu?
- W tak pięknych okolicznościach przyrody... I tego... I niepowtarzalnej... Pani pozwoli. I pan również... Że skoczę po swoją żonę.
- O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę. Jak się nazywał ten facet? Na Si? Si... Si...
- Ja państwa bardzo przepraszam... Ale moja żona przeprasza bo śpi. Zaniemogło biedactwo. Ona w ogóle ma jakąś ogólną tendencję: kolka, wątroba, śledziona, noga...
- A ty gdzie się obijasz?
- O podźwignęło się biedactwo. Pozwól... Przedstawię cię państwu...
- A bardzo mi przyjemnie. Sidorowska jestem
- Mamoniowa. A to nasz synek...Romek!
!


19:27, surfinia
Link Komentarze (33) »
wtorek, 17 lipca 2007
stary film
Ten film oglądałam kilka razy , za pierwszym razem wiele lat temu zrobił na mnie wielkie wrażenie, swoją "mrocznością".
Okazało się,że dziś będzie wyemitowany znów- w TVP2 w  ramach cyklu"Kocham Kino".

'451 stopni Fahrenheita', oryg. 'Fahrenheit 451' - film z 1966 r. wg powieści Raya Bradbury z roku 1953, antyutopia.  Fabuła rozgrywa się w świecie, gdzie czytanie książek i krytyczne myślenie są zakazane.

Tytuł książki (i filmu) oznacza temperaturę 451 stopni Fahrenheita (233° Celsjusza) - temperaturę, w której papier zaczyna się palić (za Wikipedią) .
Film mimo iz stary...nie trąci szczególnie  myszką-jest naprawdę dobrze , przejmująco zagrany...choć to prawda ,że ma w sobie nieco ...komiksowe pierwiastki.
 
                                                     

Jakie to szczęcie, że przy kominku nikomu nie przychodzi do głowy,by książkę spalić...raczej chce się umościć w wygodnym fotelu i chłonąć każde zdanie, z namaszczeniem przewracając kartkę po kartce...oczywiscie,jeśli ksiązka jest tego warta:)



21:20, surfinia
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 16 lipca 2007
można...
Można jednym spojrzeniem obiecać raj.
Można jednym dotknięciem spełnić tę obietnicę.
Mozna jednym krótkim zdaniem unieść do góry i sprawić,że stopy nie dotykają ziemi
choć można też innym krótkim zdaniem-wypowiedzianym lub nie- wrzucić w otchłań pozornie bez dna
Można jedną myślą - impulsem energetycznym wysłanym w przestrzeń- sprawić, że osoba odległa uśmiechnie się
Można też wysłać całą łąkę maków, która niekoniecznie trafi tam gdzie trzeba,ale jeśli znajdzie się osoba życzliwa,do której przez przypadek ta łąka zawitała - to przesyłka trafi do adresata mimo zagmatwanej drogi,bo przecież takie jest jej przeznaczenie:)


                                
Piękna karta z całym mnóstwem ciepłych słów od Dianulki :)
... maki nie pachną, ale te pachniały-przysięgam!
Zanurzyłam w nich ręce aż po ramiona a delikatne płatki dotknęły moich policzków...

A potem -zamiast mąki ziemniaczanej-do kotletów mielonych wsypałam łyżkę
CUKRU PUDRU ! :)
jak widac MAKI -WĘDROWNE  mają wielką moc sprawczą - potrafią zmieniać również recepturę dań...na "niekonwencjonalną" ;)


22:55, surfinia
Link Komentarze (16) »
niedziela, 15 lipca 2007
"zapytajcie Artura,daję słowo -nie kłamię" czyli- wyglądam na wykształciucha ;)
Dziś wczesnym popołudniem -spotkałam się z Dawno Niewidzianymi - miłą sercu rodzinką z miasta B., która w ilości 5 sztuk przejeżdżała przez moje miasto. Pogadaliśmy miło i... w gorącej atmosferze-coś około 36 stopni na rozgrzanym Rynku,dziwne,że nam się nie odkleiły podeszwy od butów i nie zlepiały słowa :)
Gadu-gadu, a tu jeszcze do kawiarni wleciał wróbel dwa razy i wydziobywał cukier z cukierniczki:) widział kto takie cuda? :)

Wracałam ze spotkania pustawą ulicą Oławską, niosąc ze sobą kwiat słonecznika, który niestety upału nie wytrzymał, zwiesił smutno żółtą głowę zemdlony (bom go odratowała w domu, więc wiem,że nie umarł ;)
Gorąco było i mnie, pot lał mi się po plecach mimo najbardziej przewiewnej kiecki jaką na grzbiecie miałam -no i ...bardzo chciało mi się siusiu;) co może nie jest istotne w całokształcie,ale wyjaśnia,że daleko mi było do uniesień, raczej...trzeba było się matwić ,żeby "donieść" czyli przeżyć jeszcze podróż do domu tramwajem. Kiedy omiotłam wzrokiem plakat Marianne Faithfull, probując ustalić kiedy do miasta przyjeżdża z koncertem i nagle słyszę głos o niezykłym brzmieniu:
"Przepraszam Panią,czy lubi Pani poezję?"

Przebudzenie. Przede mną stoi młody mężczyzna o miłym uśmiechu, wygląda porządnie, więc chyba nie naciągacz i na pewno nie usiłuje zabrać mi torebki:)

"Tak, lubię poezję" -odpowiadam...

"Tak myślałem " -mówi
(rety, wyglądam na wykształciucha,"przede mną bieży baranek, nade mną leci motylek?" ? ;)
Hm....ciekawe jaki będzie dalszy ciąg? Będzie chciał mi cos sprzedać? No ale nic. Niech kontynuuje,zwłaszcza że mówił piękną klasyczną polszczyną, nawet zahaczając o staropolszczyznę a uśmiech miał ujmujący:)

Więc powiedział mi,że jest poetą z miasta, w którym co najmniej dwóch poetów jest według mnie( Zabociek i on, ten spotkany;) Że wydał tomik wierszy własnym sumptem i że jeżdzi po kraju, sprzedając za symboliczne kilka złotych ten tomik, bo w sumie nie o pieniądze tu chodzi, a o to, by rozpropagować , by "poruszyć czułe struny". Idealista ;) No to wysupłałam grosz jakiś,akurat ostatnie drobne.
rzeczywiscie sprawiał wrażenie,że nie o pieniądze chodzi,lecz o Poezję :)
Wpisał mi dedykację :)
Ucałował dłoń...i powiedział: "Kiedy będę sławny, będzie Pani miała pamiatkę"
:) i jeszcze: "Kiedy pani przeczyta te wiersze...proszę mi napisać mailem, jaką strunę w Pani poruszyły. Adres mailowy z tyłu książeczki".
No coż...Nikifora obrazy tez kupowano swego czasu bez przekonania, potem przekonanie się pojawiło,kedy się okazało, że na Nikifora nastała moda:)
W epoce impresjonizmu i nie tylko-często gęsto nawet sławni (lub pukający do drzwi sławy) artyści (malarze i poeci) płacili za chleb i wino-właśnie swymi dziełkami, dzięki czemu trochę tych dziełek pozostało dla potomności, bo kuci na cztery nogi restauratorzy wiedzieli, że to żyła złota...
Ja temu młodemu człowiekowi życzę sławy najserdeczniej i tego, by nie musiał żywić się poezją tylko.. :)
Być może ...kiedy będzie sławny...usmiechnę się zglądając do tej małej książeczki z wierszami i wspomnę,że...

Wracałam ze spotkania pustawą ulicą Oławską, niosąc ze sobą kwiat słonecznika, który niestety upału nie wytrzymał, zwiesił smutno żółtą głowę zemdlony (bom go odratowała w domu, więc wiem,że nie umarł ;)
Gorąco było i mnie, pot lał mi się po plecach mimo najbardziej przewiewnej kiecki jaką na grzbiecie miałam -no i ...bardzo chciało mi się siusiu;) co może nie jest istotne w całokształcie,ale wyjaśnia,że daleko mi było do uniesień, raczej...trzeba było się matwić ,żeby "donieść" czyli przeżyć jeszcze podróż do domu tramwajem. Kiedy omiotłam wzrokiem plakat Marianne Faithfull, probując ustalić kiedy do miasta przyjeżdża z koncertem i nagle słyszę głos o niezykłym brzmieniu:
"Przepraszam Panią,czy lubi Pani poezję?"


na przykład taką...

A dnia szóstego Bóg stworzył kobietę...
Więc oto jesteś z piersi mej wyrwana
poezjo krwawa, na moją podnietę
i utrapienie - męką zapisana...
Muzo jedyna, gołębiego ciała
życiodajna Królowo, której piętnem
historia zdobna, morzem głów spływała
w ślepym bestialstwie, choć jakże namiętnem...
Ty, której zastępy aniołów, serca
złożywszy, niebios uchodzić poczęły.
Ty, z którą szatan ślubnego kobierca
dostąpić gotów, choćby piekła jęły
wnet dogasać. Dla Ciebie świata losy
w jednym skinieniu złożone; o Pani!
Władaj więc, lecz nim uśmiercisz kolosy
pomnij w czas, niech żebro serca nie rani...

                                                          -Eremiasz Stanisławski-


19:37, surfinia
Link Komentarze (37) »
sobota, 14 lipca 2007
...
Obejrzałam dwa sety meczu Polska-Brazylia.
teraz wyszłam, bo za bardzo się denerwuję :)
Nie wiem,czy mam tam siedzieć przed telewizorem i klapać zdrowaśki,czy lepiej wyjść?;) - w sensie: co IM pomoże (hehe,akurat jakbym ja coś mogła pomóc;)
No nic..wracam ściskać kciuki zaklinać wynik:) bo przegrywają Niebożątka.
No ale kto powiedział,że z Brazylią będzie łatwo?

...strasznie "rasowy" jest ten
Gilberto Godoy Filho- "Giba".
Ja wiem,nie powinno się wychwalać konkurencji:)



21:36, surfinia
Link Komentarze (21) »
czwartek, 12 lipca 2007
luksus-cokolwiek miałby on oznaczać;)
"Orient-Ekspressem to bym pojechała"-westchnęłam sobie szorując przypalony garnek i patrząc jak to cudo (pociąg-nie garnek;) mknie skądśtam-gdzieśtam, dziś przez Polskę także ( bo właściciel miał taką fantazję) i ma firaneczki udrapowane na oknach, lampki na stolikach i pieknie ubraną obsługę...a pasażerowie wysiadają z tego cuda np. do dorożek i wożą się nimi po mieście, a potem wracają do wagonów, którymi po królewski posiłku wędrują sobie dalej.
A przedziały-jak saloniki, z szafami,sejfami etc, wazonami kwiatów. Wiem,bo widziałam. Na filmie, jakimś strasznie sentymentalnym ,ale ładnie nakręconym,gdzie się wszystko dobrze kończy, a w tle Florencja i piękny motyw muzyczny , kiedy kamera omiata dachy miasta. No i oczywiście-ten Orient-Ekspress.
Choć właściwie...do Orient Ekspressu (bilet za 6000 euro) trzeba mieć jakieś naturalne futro i perły albo i inny naszyjnik z prawdziwych kamieni oraz na każdą porę dnia elegancką kreację, coś cennego -żeby do sejfu wsadzić etc.
a ja nie mam i mieć nie będę. Naturalnych futer nie lubię. Jak ja bym w futrze wyglądała? jak Bubu-przyjaciela (czy synka?) Misia Yogi-nie oszukujmy się ;).
Do sejfu-to mogę sobie najwyżej wsadzić głowę ;)
Nigdy nie chciałam mieć pereł-ponoć nie niosą ze sobą szczęścia.
Klejnoty mi na nic.
Nie pasuję zatem do do Orient Ekspressu. ta myśl mnie uspokoiła.
Orient-Ekspress sobie "odfajkowałam":)

Za to już za tydzień jadę do hotelu pod gwiazdami :) "niebo gwiaździste nade mną" (cześć, Immanuel, ;)- każdego wieczora i tak do świtu -nawet jak w środku nocy szczękając zębami wygramolę się z namiotu "na siku" :)
Ptaszyska mnie będą budzić ze słońcem , bo tam są u siebie i właśnie o świcie mają sobie najwięcej do powiedzenia. Kiedy rankiem z uśmiechem wylezę z namiotu-znów usłyszę od kolegów:"Z czego ty się tak śmiejesz? patrzyłaś dziś w lustro?" ;) i oczywiście będę udawać, że się obraziłam, może nawet rzucę zgniłym jabłkiem w kierunku tych co wstali razem z ptakami, żeby"szybciej odpoczywać" ;)
Od kilku dni zbieram sobie lektury na ten czas, o w hamaku oganiając się przed komarami i osami czyta się świetnie. Takie małe świeto czytelniczki:)
Narazie naszykowaam sobie 4 ksiązki-nie za cięzkie-wszak w wakacje"cegieł" czytać sie nie powinno
-Salman Rushdie -"Grimus"
-Kelly Jones -"Siódmy jednorożec"
-Hrabal - "Obsługiwałem angielskiego króla"
-Kundera-"Nieznośna lekkość bytu"
Ta ostatnia ksiązka- jako przypomnienie-czytałam dawno temu...
jeszcze ze trzy ksiązki by sie przydały :)


21:59, surfinia
Link Komentarze (30) »
wtorek, 10 lipca 2007
przyleciały elfy
W pierwszych godzinach tego dnia (prawie jak: "w pierwszych słowach mego listu";) muszę powiedzieć, że mam gdzieś polityczne zawirowania wczorajsze i przedwczorajsze,bowiem dziś mój syn wyjeżdża do Anglii. I o ile kilka dni temu byłam tym faktem poddenerwowana, to dziś spłynął na mnie spokój.
Wszystko mam wrażenie dopięte jest na ostatni guzik...

Lizzardo postarał się o mój szeroki uśmiech :D w tym pochmurnym dniu.
Przed chwią panienka-listonoszka przyniosła mi wielką kopertę, musiałam się upewnić...czy to a by napewno do mnie-nikt jednak o takim nazwisku w okolicy nie mieszka o ile wiem. Zawartość mnie zachwyciła. I formą i treścią. Wielkie kartki pocztowe w Walii sprzedają :)
podobnie jak we Frankfircie u margi 77 )


To jak znak. A ja wierzę w znaki, to znaczy c h c ę w nie wierzyć:)
Elfy przyfrunęły do mnie właśnie
dziś z kraju, do którego również dziś wędruje moje dziecko może nie"za chlebem" ale za czymś w tym rodzaju:) Piękna reprodukcja mostu w Newport też spowodowała mój głęboki oddech... Lizzardo-dziękuję:)




12:45, surfinia
Link Komentarze (28) »
niedziela, 08 lipca 2007
zlepek niedzielnowieczorny
Miałam pojechać pogapić się na loty balonowe, przecież śniłam kiedyś o kolorowych balonach, więc chciałam się dziś pogapić , nie żeby od razu wsiadać, o nie. Widok by wystarczył. Taką potrzebę miałam.
                                                      

                                                 
No ale nie wyszło, zapowiedziała się siostra na obiad,to się zawsze przedłuża do godzin wieczornych, jak przychodzi staram się zrobić cos ekstra, żebyśmy posiedzieli,pogadali. Okazja tym bardziej,że Młody wyrusza niebawem w świat na dwa miesiące , a mnie już serce boli i jak o tym pomyślę, to łza mi się w oku szkli,co ja poradzę. Wczoraj poprosił mnie,żebym pojechała z nim na zakupy, nie chodziło tylko o kasę, ale równiez o radę. W zeszłym roku był to nie do pomyślenia-wiedział "lepiej", zrobili zakupy z kolegami, efekt taki,że połowy tych zakupionych rzeczy nie wzięli, po pierwsze-nie mieli jak wpakować, po drugie- po jakiego czorta targać ze sobą do Anglii np. mleko zagęszczone w kilku dużych opakowaniach? Całą wielką pakę takich samych zupek chińskich?;)
Kupiliśmy co trzeba,niegłupio chyba.
Młody jest rozdarty, bo z jednej strony "pachnie mu" angielska kasa, a z drugiej strony...chętnie pojechałby ze swoja paczką nad nasze "magiczne" jezioro , póki jeszcze "starych" tam nie będzie.
Też bym wolała, żeby korzystał z wakacji,ale z drugiej strony- dobrze,jeśli zarobi coś na swoje rozliczne potrzeby:)

Kiedy posprzatałam po obiedzie, kolacji etc. przycupnęłam przy telewizorze na chwilę bo był film o 4 bardzo zaprzyjaźnionych kobietach i wsiąkłam. Film był dobry na dzisiejszy wieczór, ale potem zdjął mnie żal, że właściwie ...przydałaby mi się taka babska pogaducha, a narazie jest to niemożliwe.

Może za dwa tygodnie uda się, jak pojdziemy nad jezioro, w to dobre,dośc odludne,znajome miejsce. Wieczorem, walcząc z komarami, patrząc na taflę wody i zachód słońca- a potem w gwiazdy, otulona w ciepłe rzeczy, z kieliszkiem wina. Może uda się, ale...czy na pewno?
Chyba mam chwilę słabości.
Do jutra przejdzie,tylko jeszcze jedno "bolesne" poniedziałkowe przebudzenie
 i znów... będę opanowana, uśmiechnięta, zdecydowana.

PS. Jakieś kocie bydlę nasikało w okolicy mojego ulubionego miejsca na balkonie. Pewnie kawaler startujący do NIE-mojej Mlekopijki. Włoczy się taki czarny kot. To mnie dobiło. Śmierdzi jak w przedwojennej, zaniedbanej kamienicy czynszowej:/






23:04, surfinia
Link Komentarze (19) »
środa, 04 lipca 2007
ta chmura
Ta chmura na "moim niebie" przypominała mi tę z ostatnich dni nad Łodzią,a przede wszystkim dno spodka kosmicznego z "Dnia Niepodległości".
Owa chmura-poza tym,że właśnie mi przypominała to,co powyżej-postanowiła mnie przygnieść. Udało się przygnieść moje powieki, wprawdzie walczyłam i nadal walczę dzielnie (jak to ja) ale chyba zaraz polegnę. Z poduszką pod głową :)

PS. Nie-mój kot Mlekopij usiłuje na mnie wypróbowywac różne techniki oswajania, swoja drogą KTO tu KOGO ma oswajać-ja- kota,czy kot mnie?;)
Ja-kota oswajać na pewno nie będę, bo sam włazi mi do domu i gdzie tylko chce, oraz wychodzi kiedy chce,nie podoba mi się tylko,że patrząc mi w oczy drze pazurami sofę. Czuje się jak u siebie to i po co go mam oswajać? ;)
Za to on z roszczeniowej, rozmiauczonej purchawy zmienił się w delikatne,niemal subtelne zwierzę, które układa się na moim (lekarskim-to dla cito1:DDDD ) dywanie w pozach zaiste uroczych, patrząc mi miłośnie w oczy.
Faceci tak patrzeć nie umieją(o ile pamiętam...;) No...może poza niektórymi:)

                            na życzenie oplutka : jedna z typowych kocich póz Mlekopija ;)
                                                             

                                             
20:28, surfinia
Link Komentarze (41) »
wtorek, 03 lipca 2007
najgłupszy sposób
najgłupszy sposób na wolny dzień to taki jaki ja "wybrałam" dziś. Co tam -'wybrałam"-samo się wybrało.
Najpierw jeden budzik i niemożność dobudzenia Pana Męża. Potem budzik syna,bo coś zdaje dziś. Dla obu śniadanie bo"nie zdążą!!"
OK. 5 minut snu. Łomot z pobliskiej budowy. 20 minut rozrywki przy przeglądaniu blogów. Telefon z pracy.
Wstałam,nie ma rady.
Wycieranie zakurzonych powierzchni.Zmiana pocieli. Pranie nr 1 nastawione.
...matkozcórką. Światło poranka odkrywa niestety ZBYT wiele rzeczy do zrobienia.
Od niedzieli wzięłam się za porządkowanie licznych pólek w kuchni,tyle że w niedzielę -dwie, bo przecież świeto, a zdrugiej strony wolny czas.
Także dziś reszta. Zakupy. Obiad. Pranie nr.2
Tak jak w "Kubusiu Puchatku"-im bardziej Puchatek zaglądał do srodka tym bardziej Prosiaczka tam nie było"
tyle,że w wersji dla kobiety pracującej.
"im więcej się robi,tym więcej odkrywa się rzeczy,które zrobić jezcze trzeba"
W sumie koń by się uśmiał słysząc w związku z tym :" ty to masz dobrze, masz wolne" hm. No pewnie, cud miód,ultramaryna

Kot przylazł i domaga sie mleka. Nie karmy tylko mleka. Już wiem. Mlekopij.
Ale "mleko wyszło" a ja nie mam ochoty lecieć do sklepu akurat teraz ,bo kot ma na to ochotę. No nie dajmy się zwariować. Jeśli nawet ja moge opanować swoją chęć dolania mleka do kawy, to on też może. Z głodu nie zdycha.

Czytałam na onecie i na stronie głównie Gazety- wypowiedź profesora Bartoszewskiego.
Jest mi przykro, szczerze mówiąc dobiło mnie to, bo Profesor jest dla mnie najwyższym autorytetem.
Ale również dlatego, że  wypowiedż Profesora jest umieszana w bezposrednim sąsiedztwie wypwoiedzi Dorna i jego komandy.
10:41, surfinia
Link Komentarze (33) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes