moja jesień gra bossanovą...
RSS
piątek, 30 września 2005
W domu zamieszanie, ciagle jakies zawirowania w zwiazku z inna taryfa telefoniczna i podlaczeniem komputerow do sieci.Okazuje sie,ze jest sto tysiecy "niemoznosci", a jest piatek wieczor fajnie byloby,zeby byl spokoj ,cisza i mozliwosc skupienia sie, ot chocby na milych"michalkach" po calym tygodniu jakichs napiec tu i tam .
To postanowilam sobie obejrzec film. padlo na "Ksiege Diny".Kompletnie nie wiedzialam CO TO. Okazalo sie,ze film jest dobry.Na dobicie;)))
TO znaczy dobry tez jako film,mroczny dosyc ...jakies wizje z pogranicza zycia i smierci,ale wszystko bardzo malownicze ,choc szalenie surowe. Na dodatek wysiadl kolor wiec w wersji czarno-bialej efekt jeszcze lepszy;) No ale ja chcialam obejrzec cos OPTYMISTYCZNEGO! :)
Tak czy siak nie udalo sie obejrzec do konca,bo wykrzykiwania facetow usilujacych cos zrobic z siecia domowa- z jednego konca mieszkania na drugi-sprawily,ze kompletnie pod koniec nie wiedzialam juz "o so chosi"
bo tak jakby nie slyszalam slow zbyt dobrze;)) a w miedzyczasie dziecie me usilowalo zmienic kolor czarno-bialy na kolor-kolor;))) ale mu sie nie udalo przez dwadziescia minut wiec to jasne: mialam znow -20 ;)
I tak dalej i tak dalej;))))

A zuplnie nie z tej beczki ale "o kulturze" a jakze:)
ciagle sie zastanawiam, jakim cudem skosnoocy pianisci tak doskonale czuja muzyke Chopina???? Podobno w eliminacjach do tegorocznej edycji Festiwalu Szopenowskiego najlepsi byli Polacy i Japonczycy. A kultura japonska...muzyka japonska..tak sa nam odlegle...a jednak;) cos musza miec w sercach,duszach,czy gdzie tam Japonczycy maja siedzibe swoich emocji;)))ze nasz polska muzyke czuja tak wspaniale:)

A ja mialabym ochote dzis posluchac:
-muzyki z bardzo pieknego(dla mnie!) filmu "Bagdad Cafe"
-harmonijki ustnej ale naprawde w znakomitym wydaniu(sa takie fragmenty utworow Stevie Wondera, w ktorych za partie z harmonijka czasami dalabym sie pokroic;)
(no moze nie do konca...ale niechze bedzie "dramatyczniej" i bardziej przekonywujaco;)))
-albo najnowszych utworow Pata Metheny

a obejrzec bym chciala " Bagdad Cafe" wlasnie po raz 4 i "Przystanek Alaska"
najlepiej odcinek z satelita

Narazie niczego z tych rzeczy zrealizowac nie moge.
Ale to akurat detal...i male zmartwienie.
Nie moge zrealizowac o wiele wazniejszych rzeczy,ale o tym narazie tu pisac nie bede.Bo musze do tego"dojrzec".Moze zreszta wcale nie dojrzeje ;)) bo sa to sprawy natury tak delikatnej ,ze mozna zepsuc jeszcze bardziej to,co jeszcze zepsute nie zostalo.
Przez samo gadanie... :)

Zobilam w tym wpisie straszny balagan:) ale mam nadzieje,ze bedzie mi to wybaczone.
Ja sobie JUZ wybaczylam,hehehheheh

20:16, surfinia
Link Komentarze (4) »
kasztany
Zabawny jest taki "automatyzm":) leza sobie na ziemi ledwo co wylupane,
jakby "nagie" kasztany
i prawie kazdy DOROSLY (bardziej lub mniej jawnie )sie po nie MUSI schylic;)
starsi...nieco chylkiem... rozgladajac sie czasem na boki,mlodsi-bez ceregieli
Ja z 3 siatkami tez ani chwili sie nie zastanawialam,bo i nad czym?:) Nabralam ich pelne garscie ;))) moje dziecko duzo za duze,zeby sie tym cieszyc, ja niby tez pozornie "za dorosla" ...ale...ale LUBIE i juz:) <---typowo kobieca logika:)


...Kazdej jesieni "kasztanowe misterium" dojrzewania i spadania oraz ukazywania swego kuszaco swiezo-brazowego wnetrza cieszy i fascynuje ciagle na nowo:) To,co przyroda "wymysli" jakos nie nudzi sie ludziom, ciagle potrafia sie zachwycac -zachodami i wschodami slonca, paczkami i listkami na wiosne, wybuchem zieleni i najrozniejszych kolorow latem i najpiekniejszymi kolorami jesieni...




14:50, surfinia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 29 września 2005
byla/jest wlasciwie taka piekna piosenka spiewana przez Magde Umer
"Koncert jesienny na dwa swierszcze i wiatr w kominie"
Wlasnie sobie te piosenke przypomnialam...pomruczalam...wyobrazilam sobie tem wiatr w kominie i dwa swierszcze.."koncert co z babim latem odplynie"
i troche mi przygaslo zacietrzewienie,a wlosy przestaly stac dęba;)
Teraz tylko dopilnowac,zeby wraz z wiatrem przez komin nie wsliznela sie podstepnie nostalgia i te wszsytkie pytania,ktore zrecznym kopem umiescilam w jakims(pozornie) zapomnianym kacie,a ktore jak juz wyleza..to nie daja spokoju,az do nastepnego kopa...(Kop-w kat:jedyna rada,kiedy na cos nie ma racjonalnej odpowiedzi)
Do-bra-noc
23:37, surfinia
Link Komentarze (4) »
o papierologii...
Biurokracja i papierkologia  moze pozbawic poczucia humoru nawet najweselsza osobe.
Dostaje zarzadzenie, w ktorym kaze mi sie opracowywac to i tamto,jakies durnowate zestawienie,ktore oczywiscie nawet nie posluzy nikomu do podtarcia pupy,bo papier do drukarek jednak jest malo"przyjazny" dla tych delikatnych okolic;))
Owszem,bardzo chetnie(...yyyy...no moze bez przesady jednak z tym entuzjazmem dla bzdur;))),ale...gdybym mogla COKOLWIEK zrozumiec z tego belkotu, ktorym pseudo-madrze napisany jest ten bubel i gniot.
Z kilkunastu  punktow rozumiem jedynie: ze " nalezy sporzadzic raport w nieprzekraczalnym terminie do..." Reszta jest nie do przelkniecia.
Gdybym mogla powiedziec:"Reszta jest milczeniem"
Ale nie moge, bo belkot jest i to "zwierzchni" ;)
Az mnie korci,zeby to cudo wyslac do  czcigodnego Profesora Miodka,tylko " w skojarzeniu" z paczuszka, w ktorej bylby srodek przeciwwymiotny...
;)
23:00, surfinia
Link Dodaj komentarz »
nie dla blondynki;)
No w sensie, w ktorym TO pisze to i ja jestem "blondynka";) coby sie Blondynki nie obrazaly;)
Rzecz o fachowcach.
Zmieniamy taryfe telefoniczna na jakas korzystniejsza-szybszy internet i te rzeczy,byly stosowne umowy,dwa razy przychodzila mila pani ze sterta papierzyskow,smojki-bojki.Potem miesiac grzecznego czekania na Panow Fachowcow,coby przyszli i zrobili "temu telefonu" dobrze. No i przyszli,szastu-prastu,zrobili ale NIE dobrze,tylko tak,ze Wlasciciel
przez dwa dni walczyl z telefonami,potem z komputerem,rzucajac w przestrzen najgorsze slowa i sformulowania,za co (i slusznie) oberwalo mu sie od Wlascicielki,ktora skadinad glownie OBSEWROWOWALA - az by sie chcialo powtorzyc za jedna z blogowych pisarek-"i machala nóżkom";)
Po dwóch dniach Wlasciciel bajzlu dal za wygrana i zadzwonil do Firmy.
tzn.nie bylo to takie proste,o nie:) telefonow bylo z 10,kazdy wysluchiwal a nastepnie odsylal pod inny adres;) az Wlascicielowi skolowacial jezor,a mnie sie przypomnialo jak szukalam sponsora dla pewnego przedsiewziecia i tez mnie w pewnej Szacownej Polskiej Firmie(co to najchetniej sponsoruje "Bar",albo sponosrowala...nie pamietam,bo nie ogladam) odsylali mnie pod rozne numery z 50 razy najmarniej,nie musze pisac,ze nie zalatwilam wiele.
Kontynuujac: wreszcie przyszedl mily energiczny Pan,ktory pokiwal glowa,powiedzial ze calkiem nowy telefon jest zepsuty,a tamci panowie co byli to zrobili zle to i tamto i oczywiscie doskonale wiedzial,co poprzestawiac i jak.
Tak czy siak,doszlam do wniosku,ze:firma powinna przyszlac juz na poczatku fachowca,ktory robi wszystko od A do Zet,tak,zeby najglupsza Boza Krowka w blondzie,brazie lub rudosciach mogla od razu po tym korzystac z telefonu za ktory placi i z komputera(bo za dostep tez placi)-bez dodatkowych kombinacji-konfiguracji i rwania sobie z kolorowej lepetyny wlosow.
To tak jakby poszlo sie do lekarza i on zaczyna badac.I nagle w polowie badania wychodzi.Bez zalecen,bez recepty,bez "refleksji"
Nastepnego dnia albo pozniej-trzeba poprosic nastepnego, ktory "robote" dokonczy albo nie
Wlasnie mi przyszlo do glowy jeszce cos przewrotnego,ale Tu tego nie umieszcze, bo by mi moze zabroniono bloga pisac,z powodu szerzenia przeze mnie w necie niedozwolonych tresci ;))))





07:47, surfinia
Link Komentarze (3) »
środa, 28 września 2005
o niemocy tworczej ;)i smutnych
Niemoc tworcza jak rany-co w przypadku osoby ktora ma z a w s z e duzo do powiedzenia ..jest co najmniej niepokojace;)

Tak sobie zwykle rano obserwuje ludzi(to element mojej pracy niejako: BYC SPOSTRZEGAWCZA)-oczywiscie nie gapie im sie w twarz, tylko dyskretnie spogladam(zeby nie urazic natarczywym wzrokiem) zreszta wielu rzeczy trudno nie zauwazyc (lub nie poczuc,heheh).
Generalnie to jacys tacy smutni sa...(tez mi "odkrycie..." )
Chcialabym,zeby te porannie smutne miny byly wyrazem skupienia lub jeszcze wybudzania sie,ale mam wrazenie,ze to raczej przygnebienie. Dawniej jakos tego nie widzialam/nie zauwazalam moze? wiecej bylo smiechu tu i tam i z byle powodu.
Smutni,zmeczeni ludzie w autubusach,tramwajach,samochodach(tych bardzo drogich tez,co swiadczy ze pieniadze szczescia nie daja;))) i tych co piechota przemieszczaja ulice. Moze radosniej wygladaja rowerzysci:) bo o motocyklistach niewiele moge powiedziec-przemieszczaja sie z tak duza szybkoscia,ze kto wie,co maja na twarzy -procz much rozplaszczonych przez pęd;))
A teraz jesli ktos wsiadzie do autobusu czy tramwaju i zaczyna sie smiac to wydaje sie to dziwne; glosny smiech tnie powietrze jak lancet.
Poki co to ja tez od jakiegos czasu zasilam grono porannie-ponuro-skupionych
ale potem...potem szukam kazdej okazji ,zeby sie j e d n a k posmiac.Bo to najlepsze lekarstwo na smutek,bol fizyczny,zmeczenie,rozterki,zraniona dume ,popękana duszę,"zlasowany" mózg czy co innego co sie akurat "sfatygowalo" ...
Choc to czasem wymuszony usmiech .Bo trzeba...a potem jakos samo wychodzi
no przynajmniej trzeba w to wierzyc.

Ale skojarzenia bywaja dziwne:) szukam w pamieci KTO namalowal obraz pelen szarosci
z przygarbionymi szarymi ludzmi o ostro zarysowanych ramionach i zatartych twarzach,  przygnebiajaca wizja Tworcy...i na ten jakze wyrazny obraz "naklada" sie ni z tego ni z owego- wizja jętki zatopionej w zlocistej bryle bursztynu, z ktorej az promieniuje dobra energia...kuszacy okruch przeszlosci, rzucony jak wyzwanie  i "ku wiecznej pamieci"-na przekor  szarosci...


16:31, surfinia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 września 2005
o kocie..ktorego juz nie ma:(
Niedawno(pare godzin temu) sie dowiedzialam...Sznurówki już nie ma...
Koci bóg stwierdzil chyba.ze takie wesole,sliczne,madre kociatko przyda mu sie tam, w kocim niebie ku rozbawianiu ...i zabral go sobie- wyslal duzy samochod,ktory przerwal ziemski zywot Sznurówki. Na szczescie mnie tego widoku oszczedzono 3 czy 4 dni temu. Inni widzieli,stad wiem.
Dobrze,ze mam zapas chusteczek.
A tak wygladal Sznurowka(zdjecie niedoskonale-z aparatu telefonicznego)  :




16:32, surfinia
Link Komentarze (9) »
niedziela, 25 września 2005
o jesieni
Nie to,że się nudzę.Co to to nie.Ja właściwie nie wiem,co to nuda.
Ale do jesieni muszę się przygotować;)
I czytam wiersze jesienne dla dzieci i te skierowane do dorosłych i ODKRYWAM
jak są rózne przesłania:

-wiersze jesienne dla dzieci są pełne kolorów, smaków,zapachów,kasztanów, żołędzi i ludzików kasztanowych,jabłek, gruszek,śliwek,zapasów,radosnego chlupotu deszczu za oknem, soku malinowego , pieczonego ciasta z owocami,radosnych podskoków iskierek w piecu czy kominku  i opowiadań babci i mamy o tym -jak dobrze BYĆ

-wiersze jesienne dla dorosłych to też kolory,ale zgaszone,otulone babim latem,którego nostalgię widzi się po wyjściu z wieku dziecięcego
strach przed przemijaniem życia,miłości,młodości, starch przed przenikliwym wiatrem i deszczem, łamaniem w kościach,strach przed samotnościa w czterech ścianach..strach przed samym sobą...

Wydaje się,ze tak niedawno czytałam mojemu synowi wiersze o jesieni,zimie,wiosnie ,lecie i innych pieknościach tego świata
Ale "maleństwo"już urosło,nie wiedzieć kiedy
a ja..choć bardzo chcę zachować w sobie dziecięce postrzeganie świata-bliżej mam do nostalgii jesiennej
...ale JESTEM. Jeszcze.

15:30, surfinia
Link Dodaj komentarz »
o róznościach na głowie ;)
Któraś z postaci z "Muminków" potrafiła nosem wyczuć nadchodzący mróz.
Tylko zapomniałam ,która to postać-Włóczykij? moze ktos wie?(zachęcający uśmiech: to nie wstyd czytywać "Muminki" :)
Mój nos wyczuwa mróz niestety jak on już JEST ,tzn. jak czujnik zmienia swój kolor w rózne odcienie czerwieni zależnie od ilości stopni poniżej zera.
Od lat szkolnych myślę nad opatentowaniem jakiegoś wdzięcznego "opakowania zimowego"na nosy :)
A dziś rano obudziłam się z myślą,ze złota jesień minie i zrobi się zimno,a ja nie mam NIC na głowe(nie mówiąc o nosie;))) poza nosem właściwym;)
W każdej czapce wyglądam jak stara Koronacka lub jak w czepku Hipokratesa
a w kapeluszu jak grzyb-podgrzybek lub w najlepszym razie jak żołędziowy ludzik:)
I wlaśnie sobie przypomniałam, ze widziałam pól roku temu kapelutek,który ewnetualnie mogłby być...takie skrzyżowanie kapelutka bohaterki z "Love story" z kapeluszem Włoczykija z Muminków.
Mam w sobie i troche " i z "love story" i z Włóczykija -pewnie tego drugiego aktualnie więcej;)))) niż tego pierwszego-byłoby jak znalazł...tylko jeden problem:
GDZIE ja to widzialam???? Owszem pamiętam, że w lekko pijanym widzie "zakochałam się" od pierwszego wejrzenia w zeszłym roku w brążowym berecie haftowanym w jarzębinki,ale następnego dnia wróciłam po przedmiot pożadania i okazało się,ze niestety alkohol nie robi dobrze na postrzeganie rzeczywistości;))) no wiec aż się sama śmiałam z tego CO mi się mogło spodobać "po spożyciu" ;))))

a narazie bez kapelutka-trzeba spełnić obywatelski obowiązek i zagłosować.
Trudno i darmo :)

11:50, surfinia
Link Komentarze (1) »
sobota, 24 września 2005
sledztwo
Zrobiliśmy z synem śledztwo na osiedlu
WYMIOTŁO WSZYSTKIE KOTY!!!!!
znaczy,ze być może działa tu SZAJKA wyłapująca koty dla cełow zarobowych
No nogi z dupy bym powyrywała temu,co by mi porwał Sznurówke !!!!!!!!!
...bo Sznurówki wciąz nie ma :(

20:53, surfinia
Link Komentarze (2) »
o bankomacie ... i o mnie.. :)
Wbrew pozorom w tytule nie chodzi mi o mężczyznę ;)

Z bankomatem wiążą się pewne moje fobie;) oczywiście że mam kartę i używam jej,ale za każdym razem jest to okupione stressem-no bo tak:

1.bankomat to beduszna maszyna, a takie bezduszne maszyny POŻERAJĄ karty takich kobitek jak ja i nawet nie można im tego wypersfadować, bo rozumu toto nie ma. A przywalić obcasem też niekoniecznie, bo zaraz pojawi się jakiś Dzielny Strażnik Miejski (który właśnie skasował babcię-przestępczynię sprzedającą na rogu trzy pęczki pietruszki) i ów Dzielny Strażnik przywali mandat i mnie

2. bankomat może naliczyć kilka razy więcej niż powinien

3.na pewno niedaleko bankomatu czają się tłumy złodziei,którzy zaraz mnie ogołocą z kilkuset złotych,które wasnie wybrałam ;)

4.na pewno w KAŻDYM bankomacie zainstalowana jest jakaś aparatura szpiegowska, dzięki czemu ktoś zaraz ogołoci moją kartę z tego co tam akurat (przypadkowo;) jest

5. ja już nie mówię o takich "drobiazgach" jak pomylenie przeze mnie PIN-u
i wstyd przed kolejką za-stojących,bo to juz detal

no i co? nie ma się czego bac?
:DDDDDDDDD

15:12, surfinia
Link Komentarze (10) »
bajki z mchu i paproci:)
Reportaż w radiu miejskim. Kilka kobiet opowiada o tym,że są osobami poszukującymi i postanowiły powołać coś na kształt stowarzyszenia kobiet twórczych,aby móc się realizować w pełni.
Mówią o tym z pasją,po swojemu, czasem trochę jest w tym tego co i mnie się zdarza-czyli wzniosłości" i lekkiej przesady ;)
ale tak to juz jest z pasjonatami: że jak już "zapalą" to potrafią gadać o swojej pasji długo i zwykle fajnie:) (bardzo lubie ludzi z pasją zresztą-podziwiam ich i trochę zazdroszczę:))ale to taka zdrowa zazdrość;)

Ok. co do potrzeby realizacji kobiet:
Ja jako kobieta akurat to rozumiem.
Z.jest mężczyzną i NIE ROZUMIE ;) a może rozumie,ale tylko kawałek:

-OK, jak się już muszą "realizować" to niech sobie malują,haftują,piszą (ehehehhehe-moje;) ale niech o tym TYLE nie gadają!!!!!!!

-a czy ty myślisz, ze kobieta to już musi realizować się tylko w kuchni przy garach lub ewentualnie prasując pieprzone kołnierzyki lub wieszając pranie???
Pomyśl,no pomyśl tylko: ile jest kobiet,które zakończyły pracę zawodową, odchowały dzieci,pochowały mężów lub się z nimi rozstały.Albo takich,które jeszcze są bardzo młode a chcą od życia już na wstępie dużo więcej i tego"dużo więcej" szukają w sobie:)

Faceci mają swoje męskie sprawy, zakamarki do których często nie mamy wstępu i... let it be. Każdy ma prawo do prywatności.
No i fajnie,jeśli kobiety TEŻ coś mają..nie tylko facetów i dzieci...nie?
O,np moja ciocia(wdowa od dawna) chodzi na Uniwersytet Trzeciego Wieku.Spotyka tam ludzi w swoim wieku, dwa lata temu mając ponad 70 lat ukończyła kurs komputerowy:))i chodzi na inne,nie opuszcza:)) Ją to wciągnęło:)
Naukowcy stwierdzili już dawno,ze nawet w wieku podeszłym-jeśli się "ćwiczy" mózg ,to wytwarząją się nowe"drogi" lub te stare,które już były nie zarastają osadem:) Dlatego nawet bardzo starzy ludzie -czynni do końca swoich dni-z reguły mają niesamowite możliwości intelektualne.
Oby i mne sie udalo:) jak już bedę staruszką :)
...niekoniecznie z "niesamowitymi możliwościami intelektualnymi"-bo ani ze mnie mędrzec ani naukowiec , ani inny intelektualista
Tak,żeby można było czasem sobie zanucić:"wesołe jest życie staruszka,wesołe jak piosnka jest ta" :))))) haha



14:45, surfinia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 września 2005
mądre rzeczy ale nie mego autorstwa;)
...Otóż i zacząwszy się wgryzać w dzieło przesłane mi przez M. odkrywam nowe światy:)
Ja- matematyczna noga,zaopatrzona jednak przez Opatrzność w dużą dozę dobrych chęci (do poznawania) i wyobraźni oraz upór i autoironiczne przekonanie  iż jesli nie rozumiem czegoś od razu -to może po 10 razie zrozumiem:)ha,nie wszyscy mogą być mędrcami,ale..można próbować uszczknąć co niebądź od mądrzejszych w innych dziedzinach niż ta,na której ja się znam:)
I otóż choćbym się miała skręcić w korkociąg-przebrnę przez owo dzieło nie tylko z szacunku dla Tłumacza,którego znam i lubie:) ale też z ciekawości co też w tej matematyce jest takiego,że zawsze znajdzie się na świecie kilku "wariatów" lub geniuszy,którym się na ten temat chce dyskutować miesiącami,latami-a nawet spierać,a potem powstają twierdzenia i tezy, o których dzieci i młodzież muszą się uczyć i które czasami bywają zmorą;)
Mnie w szkole nikt do metematyki nie przekonał. a tu okazuje się,ze o tym można mówić pięknie:)
ale muszę powiedzieć,że trzeba mieć ŁEB,zeby tłumaczyć z angielskiego na nasze cos,co nawet w ojczystym języku jest trudne dla zwyklego zjadacza chleba... :) Pozostając w podziwie oddalam się ..w kierunku łozka
a dzieło musi poczekać do jutra :)

22:44, surfinia
Link Komentarze (5) »
czarny sweter,jesienne mysli.O niej...o mnie
Czarny sweter zlapałam przed wyjściem do pracy zupełnie machinalnie,podświadomie. Oczywiście że pamiętam:dziś mija dokładnie dwa lata kiedy odeszła Mami... Ale czerń to nie miała być ostentacja-po prostu tak wyszło.Nie nosiłam się na czarno ani wtedy tuż "po" ..bo uważam,ze żałobę nosi się w sercu a nie na wierzchu,co zresztą usiłowałam przetłumaczyć mojej sister,która uparcie łaziła czarna jak kruk długo,długo i chyba to dobijało ją jeszcze bardziej-ale ona tak chciała.
Kiedy odeszła Mami też był taki dzień-piękny i ciepły,wrześniowy.Kiedy żegnaliśmu Ją -też tak było-nawet jeszcze piękniej...i chyba tak chciała.Była artystyczną duszą-pewnie trochę z jej podejścia do estetyki odziedziczyłyśmy z siostrą.
To były ciężkie dwa lata...z róznych względów,ale ten fakt "odejścia"(celowo nie używam słowa:śmierć) rzutował na ten czas szczególnie mocno.

Szłam dziś słoneczną jesienną aleją i myślałam sobie...że gdyby nie ludzie
byłoby ciężko przetrwać...i o dziwo: ci co się wydawali jakoś bliżej- w dużym procencie zawiedli. Ale tych ludzi można było na szczęście zliczyć na palcach jednej ręki!A ci-co dalej - nie pozwolili odczuć mi ani przez chwilę,że jestem sama. Bo choćby nie wiem ile osób było naokoło-to człowiek z pewnymi rzeczami jest ZWYKLE sam. A ja nie byłam...we dnie i w nocy,kiedy nie mogłam spać. Wiedzieli,że tego potrzebuję-nie litości tylko ICH OBECNOŚCI
a czasem chwili zapomnienia i uśmiechu. Bo uśmiech też chcieli wywołać-i to im się udawało. Usłyszałam też przed- i po- wiele ważnych słow,które mają ogromny ciężar i które będę przekazywać zawsze innym,jeśli będzie taka potrzeba.
Kilka osób,które mi pomogły zagląda i tu. I ja chcę Wam powiedzieć -dzisiaj,kiedy minęly dwa trudne lata-ze Wam tego nigdy nie zapomnę ,Kochani:)

15:57, surfinia
Link Dodaj komentarz »
bo czekam:)
Poźno,a on się szlaja.Przeciągam chwilę zanim pojdę spać,
zgaszę światło i pozamykam wszystko.No ale przecież musze spać,
bo jutro praca. Ale chwilę jeszcze poczekam.
Gdybym była zgorzkniałą zrzędą to bym powiedziała,ze on się zachowuje jak typowy facet: wpadnie,na trochę się zagnieździ,poprzytula,popatrzy głęboko
w oczy,przyzwyczai do siebie, a potem bye zniknie bez słowa;)
No ale przecież nie jestem zrzędliwa,wiec...
wylazłam na taras i wymościłam jeszcze dodatkowo  tę skrzynkę ,co w niej czasem sypiał jak chciał zażywać swieżego powietrza w nocy..
hehhe,a co? mysleliści,że piszę o facecie?
nie...to cały czas o kocie.
który chyba nie wroci dziś na noc.
Ciekawa jestem ilu kocim pięknościom złamie serce;)))jak już poczuje "wole Kociego Boga" :)

00:28, surfinia
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 września 2005
te rzeczy
Chyba nie ma nic piękniejszego,niż usłyszec czy przeczytać:"jesteś dobrym czlowiekiem"
wlasnie TO przed chwila mnie spotkało
a ja po prostu tak się wzruszyłam, ze cholera...cholera...
:)
21:23, surfinia
Link Komentarze (4) »
o nich..o niej..czyli o mnie... czyli SWIECENIE:)
Ostatnio zastanawiam się nad zdaniem:"swiecić światłem odbitym"
Nie chodzi mi w tym momencie o tym,jak siebie sie widzi w świetle obserwacji innych-wiadomo:wszystko zalezy od okoliczności i od tego,czy się chce na to zwracać uwagę czy nie...Skłamałabym,gdybym mowiła/pisała,ze mi NIE ZALEZY,zeby być postrzeganą dobrze. "Ale nie o tym,nie o tym"-jak mawia ta fajna kobitka z kabaretu Moralnego Niepokoju.
Chodzi mi o to,że czasem kiedy z moim życiem jakoś zaplącze się zycie innego człowieka czy ludzi i to jest człowiek(lub ludzie) na którym/których mi zależy-czuję się własnie tak : ich problemy i tragedie są po części i moimi,a jeśli jest im dobrze,są szczęśliwi,osiągną to,o czym marzą -to i ja się czuję czasem jak uskrzydlona. Nic pewne w tym szczególnego-bo miliony ludzi pewnie tak ma...
ale godne zastanowienia: czujesz swiatło,ktore jest odbite od innych,świecisz nim.I to jest piękne:)
Wyświechtane porzekadło mowi,ze:"problemy podzielone na dwie osoby ważą o połowę mniej, a szczęście "przeżywane" z bliską osobą(przyjacielem,osobą ukochaną) waży dwa razy więcej. I ja ontym pamietam i NIECH PAMIETAJA O TYM MOI PRZYJACIELE(niektórczy tu nawet zaglądaja..chyba?:) bo pisze to po połowie dla nich i dla siebie-o nich i o mnie:)
Może to infantylne -takie odkrywanie oczywistości
Ale niech mi ta infantylnośc zostanie:)))) bez niej JAK BEZ RĘKI:)))
Piękny dzień za oknem i trzeba iść.
 





12:13, surfinia
Link Komentarze (9) »
o kocie

Każdego ranka dramatyczne przedstawienie pod tytułem:"ja jestem GŁOOOOOOOOODNYYYYYYYYYYYYY!!!!nie widziesz???? szybciej,szybciej!!"

z obowiązkowym rzucaniem się na kuchenkę,szafki , z wygłodnialymi oczami(jakby nie jadł od dwoch tygodni) i rozczapierzonymi komicznie łapkami.

A to trwa chiwleczkę,bo kocina pija tylko podgrzane mleko i żarcie najchętniej też nieco podgrzane. Znajomi nas kiedyś odwiedzili i stwierdzili,ze ja to bym i kota zepsuła ;)) ee,tam,do dobrego to sie i człowiek szybko przyzwyczaja a co dopiero kot.

No w każdym razie po obowiązkowym przedstawieniu poranno-kocim jest chwila spokoju bo kot JE,ale juz bez histerii,godnie:)

A potem niestety chce sie bawić,co MNIE  z kolei nie bawi nadmiernie np. o 6.15 rano-jak wczoraj,kiedy mogłam dłużej pospać(dziś zresztą tez,ale przetrzymałam go do 6.40;).  No ale sie bawimy jakośtam-no nie chcę ,żeby kot czuł się emocjonalnie odrzucony,hehehhehe.Zabawa polega na tym,ze ja głaszczę ale jednym okiem usiłuję jednak się zdrzemnąc-ale on to widzi drań mały i wbija mi swoje pazurki w  to,co akurat ma najbliżej-dzś dostało się mojemu tyłkowi 3 razy.Jeszcze czuje;)

No a potem to już :kocia sielanka,bo jednak wstaję.

I wtedy kot łazi za mną jak...pies;))) i to wierny

Przy okazji chcący zwiedzać każdy zakamarek-dziś wyciągałam go już z szafki z talerzami,z cargo i były też próby wtargnięcia do zmywarki,nieudane na szczęscie.

Ha, i trzeba tez koniecznie spróbować wszsytkiego co robię do jedzenia -

dziś padło na pieroga z serem,którego w całości POCHŁONĄŁ. A taki mały kotek,kto by pomyślal;)

Może ten kot przechodzi na wegetarianizm?;)))


11:14, surfinia
Link Komentarze (5) »
środa, 21 września 2005
smutny watek -świeca gaśnie

E. gaśnie...cicho i godnie-tak jak żyla. Martwi się nie o siebie,a o małolaty-czy sobie poradzą,jak jej zabraknie...Przegrała z losem walkę "na śmierć i życie"-w takim wypadku wiadomo:często czlowiek stoi na pozycji przegranej,ale powinien walczyc. Bo czasem się udaje wygrac. I E. walczyła, walczy jeszcze... ostatnim tchnieniem.

Za to podzwialismy ją i podziwamy ciągle.I póżniej też bedziemy.

Chyba najbardziej chciałaby,zeby jej ktoś powiedział: "ustawiłaś wszystko na bardzo mocnych podstawach.Kiedy Ciebie zabraknie-te podstawy nie runą.Bedzie nam Cebie brakować,ale dla Ciebie bedziemy żyć tak,jakbyś chciała,zebyśmy żyli".Pewnie wtedy byłoby jej łatwiej...

A ja chciałabym poprosic los,żeby zabrał ją najłagodniej...TA co przyjdzie-zeby miała postać ciepłej,uśmiechniętej postaci,kora powie:"hej,maleńka-daj ręke,już boleć Cię nie bedzie...zabiream Cie do siebie"
a moze...zeby był to ptak,co muśnie jej policzek i w sekundę zabierze jej duszę do nieba.

Napisałam to tutaj...w pracy patrzymy na siebie ze strachem,ze ściągniętymi twarzami, w domu- jakoś nie chcę... Na ulubionym forum gdzie jest duzo moich znajomych też nie bardzo...jakoś chyba nie chcę ich smucić opowieścią o osobie,której znać nie mogą...Tu moge.



18:49, surfinia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 września 2005
krótko o kocie wreszcie:) i jeszcze o kims...
Moj kot to  dziwak.
Wypił mi dziś poł kubka mleka sojowego,alergie ma jakąs czy co?;)

a moj sąsiad zza ściany to chyba wampir.
Wszystko na to wskazuje;)))
"jak dobrze mieć sąsiada, jak dobrze mieć sąsiada
 on wiosną się uśmiechnie,jesienią zagada"

Sąsiad nie zagada ani jesienią ani wiosną ani nigdy;)
A jak zagada to na zasadzie:"czy mogłaby pani nie odwiedzać ubikacji po godz. 23 ,ponieważ bardzo głośno spuszcza pani wodę i za głośno trzaska pani klapą.
Nie mowiąc o drzwiach"

1. skąd on wie,ze to akurat JA korzystam z wc o tej porze
2. kto mu każe tkwić z uchem przy ścianie  ?
3. ... rany boskie: to on WSZYSTKO slyszy? :)


:)


23:48, surfinia
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes