moja jesień gra bossanovą...
RSS
wtorek, 26 września 2006
i...klap
Jak należało sie spodziewać dzis klapnęłam z przyczyn różnorakich,zatem wzięłam wolny dzień z pracy,co tylko w teorii wolnym dniem sie zwie,bo oto sterta potęzna prania synowskiego piętrzy sie w łazience,drugie tyle prasowania,no i jeszcze tysiące innych spraw do załatwienia.
I do poukładania sobie w głowie,żeby wygonić poczucie żalu i złości na sprawy "pracowe" i te które mi sie właśnie przypomniały(choc to przeszłość dość odległa)
bo mi to zakłóca. Co zakłóca? Poczucie szczęścia mi zakłóca i harmonii,nad którą długo pracowałam.
A wiadomo,ze złość i rozżalenie to jest uczucie destrukcyjne, czasem owszem "napędza" ale nie dziś, nie dziś...

14:24, surfinia
Link Komentarze (37) »
poniedziałek, 25 września 2006
na brzegu krzesła siadłszy
Nie miało mnie tu byc dziś :) ale jestem na minut pięć,bo Dryblas na łono rodzinne przywrócony po dłuższych opowieściach - utknął przy swoim komputerze.
Tak, Dryblas wrócił, nawet poznałam(!) mojego syna,co schudł, sczerniał , ale dziwnie jakoś wyszlachetniał, a przede wszystkim cieszy sie,że wrócił:)
Pochłonąwszy dwa talerze zupy, pierogów sztuk 16 i pół blachy ciasta czekoladowego poczuł się kontent:)
...A ze mnie opadły emocje wyczekiwania, stania w korkach w drodze na lotnisko i oczekiwania kiedy wreszcie sie pokaże...Naprawdę poczułam się szczęśliwa.
I to poczucie szczęścia "przykryło" kolejna paskudną sytuację w pracy, którą przedstawiono mi tuż przed wyjazdem na lotnisko, oczywiście wzburzyła mnie pokrętność niby-sprytnej argumentacji"czynnika wyższego " i konieczność rezygnacji z czegoś przeze mnie znów dla jakichś bliżej niekreślonych czynników ,również "wyższych". Ale jak napisałam- kilkugodzinne poczucie szczęścia, z rodzaju  jakiego już dawno nie czułam...przesłoniło te niemiłe myśli.
Dopiero teraz do mnie dociera,że właściwie zawodowo to ja czekam na kolejną kroplę, która być może sprawi, że przeleje się kielich mojej cierpliwości.
I zamiast czuć sie przybita, zaczynam zbierać siły.
Żeby pokazać,że "nie ze mną te numery, Bruner".




20:23, surfinia
Link Komentarze (23) »
niedziela, 24 września 2006
Koń by się uśmiał ;)
Muszę to napisać,"ku pamięci",bo warto i na wypadek jakby ktoś o tej głupocie nie słyszał.
W mieście Słupsk artyści wyrzeźbili cykl rzeźb, których tematem były niedźwiedzie. Władze miasta podjęły decyzję,że misie mozna będzie ustawić
wzdłuż jednej z ulic. Okazało się,że drewniane niedźwiedzie mogą stać się przedmiotem "burzy w szklance wody",bo ktoś sie dopatrzył politycznych związków owych niedźwiedzi z burmistrzem(chyba) a jakiś świetoszek wyraził oburzenie tymi słowy (cytuję ):
"to skandal,że nie znalazło się wzdłuż tej ulicy miejsce dla figur świętych,a dla symboli pogaństwa !!!(bo niedźwiedzie są symbolem pogaństwa) miejsce się znalazło"

:

23:10, surfinia
Link Komentarze (16) »
grypą straszą
Znów zaczynają mówić o szczepionkach przeciwko grypie. Coraz wcześniej..z roku na rok:/ Chyba dużo szczepionek wyprodukowano i trzeba je sprzedać ;) Jak nie grypa (ptasia też),to kleszcze,SARS i " przemarsz wojsk" ;)
Znam mnóstwo ludzi,którzy się zaszczepili , a i tak przechorowali grypę bardzo ciężko. Bo szczepionka była akurat.."nie na ten szczep" ;)
Prognozowanie nie zawsze jest trafne,ot na przykład w zeszłym roku prognozowano,że grypa ma byc bardzo groźna i może zdziesiątkować Europę.
I co ? No i przyszła,ale nie wydaje mi się,żeby była ostrzejsza niż zwykle.

Zdrowi ,odporni ludzie powinni bronić się przed infekcjami sami, bez sensu jest pomaganie organizmowi "na siłę" bo głupieje.
Oczywiście,niech się szczepią ludzie starsi, chorzy przewelekle lub z obniżoną odpornością,palacze etc-jest cała grupa takich ludzi,którzy powinni. Ja tam się nie szczepiłam nigdy,a prawdziwą grypę( a nie infekcję grypopodobną) miałam ze dwa razy w życiu.
Mój syn nie choruje od lat (na szczęście,żeby...nie zapeszyć) ale to być moze związane jest po części z dietą mamusi(czyli moją).



20:37, surfinia
Link Komentarze (18) »
sobota, 23 września 2006
rozmowy niekontrolowane
I znów telefon,Dzwonił znajomy- świetny fachowiec, skromny człowiek, bez "zadęć". A dzwonił bo załatwił coś "in plus",co było skazane na niepowodzenie z góry. Wyraziłam podziw.
A on na to krótko i zwięźle:
-bo wiesz...ja nie uznaję porażek.
Wtedy pomyślałam, że ja też nie.
I chyba tylko TO mnie jakoś trzyma i pcha do przodu.
Mam nadzieję,że to nad czym pracuję juz kilka lat...a co utkwiło w martwym punkcie z powodów finansowych i"ogólnych" w rodzaju muru niemożności oraz plam na słońcu- znajdzie też swój pozytywny finał.
Bo ja nie uznaje porażek. Tak, właśnie to sobie dziś uświadomiłam.
A niepowodzenia,które się zdarząją traktuję jako naukę albo spluwam przez lewe ramię i zapominam. Czasem sie da. Gorzej oczywiście,jeśli to relacje z drugim człowiekiem w jakiś sposób stają się porażką (kto tak nie miał choć raz w życiu?)
Wtedy dopuszczalne sa łzy lub dzień lub dwa obniżonego nastroju, nawet rąk załamanie,ale tak,żeby je mozna było przywrócić do poprzedniej sprawności.
Potem trzeba do przodu. Bo rozpamietywanie porażek nie daje NIC.




12:29, surfinia
Link Komentarze (17) »
w mieście L.
Dryblas zadzwonił z Londynu* ,sterczał akurat z kolegami pod pałacem Buckingham.Kazałam mu pomachac Królowej.

-Podobno Królowa kąpie się z gumową kaczuszką...
-też to słyszałam. Moglibyśmy jej jeszcze "ze dwie "podesłać ale wtedy sama królowa w wannie już by sie na pewno nie zmieściła...

*
panienka na poczcie: -nie mogę wysłać tej depeszy, nie ma takiego miasta: Londyn!
Jest Lądek , Lądek Zdrój

Miś: -Londyn-miasto w Anglii
Panienka na poczcie:- to co pan nic nie mówi?
Miś: -no mówię pani właśnie
Panienka na poczcie: -to przecież ja muszę póśc i poszukać, zobaczyc gdzie to jest,cholera jasna...

- "MIŚ" Barei-

11:41, surfinia
Link Komentarze (1) »
przyzwyczajenia
Do ludzi się przyzwyczajam i odzwyczajać sie nie zamierzam.
To są sprawy "wyższe"...czasem"...niższe";)
Staram się nie przyzwyczajać za to do rzeczy, bo to TYLKO rzeczy. Nawet jeśli coś się stanie z ulubionym przedmiotem...jakie to ma znaczenie w porównaniu ze sprawami rzeczywiście istotnymi? Ale czasem jednak mi żal.
O, dziś na przykład odkryłam dlaczego od dwóch dni kawa wycieka mi jakimiś dziwnymi drogami z ulubionego ekspresu. Odkryłam pękniecie, które sprawia,że ekspresik nie nadaje się już do użytku...i żal mi, bo lubiłam w nim kawę parzyć.
Czasami pożyczam lubiane przez siebie książki albo filmy-bo stojąc na półce u mnie kurzą sie, a niech jeszcze ktoś przeczyta,obejrzy...w ten właśnie sposób"pozbyłam się " kilku ulubionych pozycji. Najwyrażniej pożyczający rozszerzyli mój tok rozumowania :"a niech innym posłuży" na czas bliżej nieokreślony ;)
Podpisywanie książek niewiele daje...ja przecież i tak zwykle wiem komu i co pożyczyłam, trudno wpaść potem komuś do domu i przeglądać półki...oraz wydzierać siłą,jeśli ktoś na przykład się zarzeka, że to on sobie tę książke kupił, i nigdy przenigdy ode mnie nie pożyczał;)
Nosiłam swego czasu w torebce ulubiony łańcuszek z prześlicznym wisiorkiem-ktoś mi go przywiózł z Maroka, był zatem niepowtarzalny na swój sposób- i emocjonalnie, i "rzeczowo"
A nosiłam w torebce-jak wspomniałam-bo zepsuł sie zameczek i trzeba było zanieśc do naprawy,ciągle zapominałam , albo czas był nieodpowiedni;)
I tak sie stało,że dwóch wyrostków wyrwało mi torebkę na ulicy.
Oczywiście było tam wszystko,czego stracić nie chciałam: dowód osobisty, wizytownik, komórka,recepty, pieczątka...i właśnie ten naszyjniczek.
Czego mi było żal najbardziej? właśnie jego (nie mówiąc o tym,że niedobrze mi było na samą myśl,że ktoś grzebał w moich osobistych rzeczach...brrr)
Kilka dni temu jechałam tramwajem. Naprzeciwko mnie usiadła dziewczyna a na szyi miała... no właśnie. Albo jej też ktoś przywiózł 'to' z Maroka, albo jeden z tych typów, którzy targnęłi się na moją własność-podarował wisiorek swojej dziewczynie...


10:30, surfinia
Link Komentarze (8) »
piątek, 22 września 2006
rzeczy proste
A w zeszłym roku się dziwiłam,że kasztanów nikt nie zbiera. To znaczy -że dzieci nie zbierają, no...dorośli czasem tak -rozglądając się wstydliwie czy ABY nikt ich nie widzi ,wrzucają do siatki czy torebki kilka kasztanów "dla wnuczki" czy dla dzieci" , a figę ;) częściej jednak dla siebie.
Ja zawsze jesienia noszę kasztana lub kilka kasztanów w torebce. Nie mogę sie powstrzymać, cieszy mnie ich ciepły brąz (najdoskonalsze odcienie brązów według mnie) i ciepło, które oddają kiedy potrzyma się je przez chwilę w dłoni.
Teraz na mojej trasie praca-dom -jest kilka miejsc, gdzie kasztany leżą gęsto
ALE W TYM ROKU widzę , że dzieci je zbierają, jeśli nie same, to z pomocą niań, mam, sióstr...i przyjemny to widok.
Bo proste rzeczy są najlepsze w  życiu.
Tak jak klocki z drewna, które bardzo rozwijają dziecięcą wyobraźnię.
Mój syn będąc dzieckiem miał oczywiście Lego etc., ale najpiekniej bawił się
drewnianymi klockami, których o dziwo wcale nie można było kupić zbyt łatwo...
Widze jednak że takie właśnie klocki...koniki na biegunach...lalki szmacianki i misie -wracaja do łask:)

16:54, surfinia
Link Komentarze (18) »
co z oczu to z...
Rozmawiałam wczoraj godzinę z moim synem,co dorwał sie do jakiejś kafejki internetowej w tej Anglii i zażyczył sobie obecności matki swej na GG.
Pod koniec rozmowy zapytał o to"co tam panie, w polityce"
Oczy wytrzeszczał raz po razie. A potem swierdził, że jest szczęśliwym człowiekiem, bo : telewizji nie ogląda, gazet nie czyta i ma o tyle stressów mniej.No to mu powiedziałam,że jak wróci za kilka dni, to zaraz sie wdroży, przed zalewem informacji nie ucieknie...
Ale zaczynam sie poważnie zastanawiać, czy nie wyrzucić telewizora:)
Znam co najmniej dwie osoby, które tak zrobiły i o dziwo : zyją...
ale wyrzucenie telewizora nie załatwia sprawy..jeszcze jest net, a z tego to raczej żadne z nas zrezygować nie ma ochoty póki co ;)

16:16, surfinia
Link Komentarze (7) »
czwartek, 21 września 2006
krótko,bardzo krótko,bo oczy się kleją
...Pani ok.50-tki mocno schorowana - ale tak niesamowicie pełna energii!
Kiedy wyraziłam swój podziw dla jej niezwykłego  optymizmu i pogody ducha powiedziała co nastepuje:
"Optymizm to jeden z niewielu kapitałów, od których nie płaci się podatku.
Zatem...trzeba go brać dla siebie-ile wlezie..."


Dzień miałam dzis męczący i trudny...ale po powrocie do domu przypomniałam sobie tę panią i jej słowa- to te mało optymistyczne akcenty zbierane przez cały dzień...przygasły.

22:52, surfinia
Link Komentarze (13) »
środa, 20 września 2006
Stowarzyszenie Kopciuszków
Nie mam pojęcia ,co takie stowarzyszenie mogłoby robić czy pisać,ale nazwa...TA NAZWA taka piękna...mimo,że ja sama ją wymyśliłam...
ale nie mogłam się oprzeć...hm... :D

23:18, surfinia
Link Komentarze (23) »
Chwilowo -kura.
Chwilowo kurą byłam domową dziś wieczór-czytaj:ideałem ;)
W "Czterdziestolatku" Kwiatkowska instruowała Madzię Karwowską co należy robić jak się ma kłopoty, albo jak w domu atmosfera napięta: upiec ciasto ze śliwkami.
Problem polega na...braku większych zmartwień u mnie aktualnie (bo nawet jak są to nie przyjmuję ich dziś do wiadomości), więc motywacji do pieczenia ciasta brak.No a druga rzecz,że wydałam wojnę słodyczom. Może wytrzymam..ze trzy dni;)  Zamiennie za ciasto mogą byc ogórki kiszone? Mogą!
Kiedy patrzę na słoiki z poupychanymi ogórkami,to jestem zadowolona,domowo spełniona jakby,wiem,wiem -to nie wszystko,ale tak właśnie czuję przez chwilę:)
Czyli najwyraźniej obudziła się we mnie kura domowa, raz sie jest Kopciuszkiem na balu (kiedy ja ostatni raz tańczyłam????) raz się jest Kopciuszkiem-Wycieruszkiem. I zamiast oddzielać ziarenka w misce, z zapałem upycha sie do słoików ogórki,koper,chrzan i czosnek...bo znów się zapomniało "zorganizować" jakieś liście -porzeczki czy orzecha,no przecież zreszta nie pójde "na skok" gdzieś na działki, a u "baby w kucki" łatwiej kupić
słonia w karafce niż to.



22:36, surfinia
Link Komentarze (13) »
wtorek, 19 września 2006
przedsennie,banalnie bo świata i tak nie zmienię ;)
Leje i burza się kręci. Burza prawoskretna i lewoskrętna;) Pewnie w nocy będzie walić naprawdę ,teraz tylko straszy,nawet raz sie jej udało, wyłączyłam z prądu wszystko co się dało wyłączyć,nawet komórkę wyłaczyłam też (no nie z prądu,tylko tak w ogóle) potem zaraz odwrotnie.
....Pamietam jak moja babcia w czasie burzy klepała zdrowaśki (sąsiadów dziadkowych dom sie spalił w czasie jakiejś burzy,wszyscy potem stracha mieli) , a ja chowałam głowę pod poduszkę. Natomiast moja starsza siostra spała jak suseł.Ona ani burzy sie nie bała, ani żab, ani pająków ...niczego.
Ostatnio w związku z tym po wielu latach dowiodłam sobie,ze i ja jestem w stanie..wziąc żabę w ręce :)

Doszłam "na teraz" do wniosku że jeżyć się na dziś przestanę-świata nie zmienię, przed snem (ee,jeszcze czas! ;) lepiej cos przyjemnego sobie pomyśleć (co jest trudne,zważywszy na to,że kilka rozgrzebanych rzeczy czeka na skończenie i zaraz je skończę zapewne).
Grzmot.
...Po diabła mi czerwona torebka("po diabła" -dobre sobie-czerwień to kolor piekielny;) No ale tak mi jakoś rzuciła się w oczy,żal było nie kupić.Okazyjnie. Dobra, ozdóbkę ma durną z boku,ale zasadniczo nie widać. Spódnica brązowa też leży na tapczanie. Hm,gdzie ja ją założę. No ale pani w sklepie najnormalniej mnie "podeszła" i to na tyle skutecznie,że spódnica podoba mi się nadal.Nie mam wyrzutów sumienia,choć przez moment...

Kompletnie nieskomplikowana kobieta z tego wpisu wygląda.
To dobrze,bo już sama myślałam dziś,czy potrafie pisac tylko o poważnych sprawach.Na szczęście...nie:)

21:46, surfinia
Link Komentarze (11) »
przylepność
Dziś jadąc do pracy widziałam staruszkę trzymającą coś przy policzku i uchu.Pomyślałam, że ją zęby bolą albo okład jakiś trzyma przy obolałej twarzy, żal mi sie kobieciny zrobiło,że cierpi i nawet na sekundę oderwać ręki nie może od zbolałego miejsca , zdarza się przecież ...NO - ale usiadła koło mnie i "okład"okazał sie małym radioodbiornikiem miłośnie przytulonym do policzka, z którego to małego radia płynęły jedynie słuszne słowa,jedynie słusznego radia RM. No a tych słów cokolwiek uronić byłoby szkoda... ;)
Kierowca zaś o zgrozo! puszczał sobie o poranku muzykę podkasaną i szczęście miał,że siedział tyłem, bo inaczej wzrok miłośnie przyciskającej "święte" radio ani chybi by go ugodził śmiertelnie jak wzrok rozsierdzonego bazyliszka...
Autobus się zatrzymał, starsza pani pozbierała swoje manele nie odrywając (!) nadal radioodbiornika od twarzy, mimo że było jej cięzko wysiąść -wolałaby chyba nogi połamać niż opuścić choć jedno słowo .

Zabawne? Może na pierwszy rzut oka tak. A na drugi... ?
------------------------------------------------------------------------------------------
I właściwie to-jak sie okazało-koresponduje z tym,co pisuje u siebie Reiwsz, że babcie  "leżą krzyżem modląc się o zbawienie" ale nie pomogą w potrzebie, o nie
i o tym co teraz przeczytałam u pasiwo na temat tego,co na lekcji wygaduje pani katechetka...

Ja jestem wierząca. Ale moja wiara na pewno nie z "tej"bajki co powyżej...
17:17, surfinia
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 18 września 2006
lakoniczna rozmowa
Przyszedł i usiadł. Zniechęcony jak często ostatnio. A może nie zniechęcony tylko z "tumiwisistycznym" podejściem do świata. I tak siedział, bo dobrze jest siedzieć jak nikt niczego nie chce. A figę. Niedoczekanie ;)
-no co?- zagaiłam.
-wszystko jest do dupy...
-konkretnie?
-robić mi sie nie chce, nic mi sie nie chce.
-aha

On...w średnim wieku,przystojny, wysportowany i: fajna żona, udane dziecko. Dobra sytuacja materialna. Nie żyją z ołówkiem w ręku od pierwszego do pierwszego. Robią zawodowo co lubią.
Żadnych większych problemów..jeszcze. Zdrowie póki co całkiem całkiem.
Więc co?

Byłam po dyżurze, jeszcze nie"zamknęłam za sobą drzwi" tak do końca, bo to zawsze trochę trwa, zanim wygonię z siebie obrazy i sytuacje,które wypełniły długi dzień w pracy.
Codziennie przychodzą ludzie ciężko chorzy. Część z nich -pewnie-marudzi, wolno im, przecież każdy ma inną wrażliwość, inny próg odczuwania bólu.
Poza tym wreszcie- po latach chorowania pojawia się zniecierpliwienie, egoizm, też trudno sie temu dziwić.
Ale imponujące jest, że tak wielu z nich potrafi cieszyć się dniem, w którym "boli ich mniej"...w którym udałą im się choćby mała-maleńka rzecz- ot,choćby- udało się zapiąć guzik, co np. dla sztywnych palców przez ostatnie tygodnie wydawało sie rzecza karkołomną. Wola życia. Coś,co działa jak dobry lek przeciwbólowy. Cierpią ale w tym cierpieniu zaczynają odkrywać ,że jeszcze chcieliby w życiu zrobic to i tamto...czasem im sie udaje, ale nawet jak...nie,to przynajmniej do tego dążą.

-wiesz...chyba cię kiedyś zaproszę do szpitala.
-nie cierpię szpitali
-wiem. Ale fajnie by było,jakbys popatrzył...ty naprawdę masz się z czego cieszyć...
-----------------------------------------------------------------------------------------
co to za dzień ...dzisiaj? ludzie jacyś tacy bardziej refleksyjni...jak tak czytam tu i tam... :)



21:45, surfinia
Link Komentarze (21) »
sobota, 16 września 2006
znów jednym palcem dotykam Wielkiej Polityki
Papież coś powiedział odnośnie przemocy stosowanej przez Muzułmanów.
To wzburzyło świat muzułmański i prawie nawołuje się w nim do dżihadu.
Żąda sie przeprosin. Papież wyjaśnia,co miał na myśli. To nie wystarcza.
Muzułmanie potrzebują przeprosin "dobitniej" wyrażonych, najlepiej odwołania wszystkich tych słów wypowiedzianych przez Papieża.

Ciekawa jestem tylko-DLACZEGO zatem świat muzułmański nie przeprasza za słowa,którymi określa Chrześcijan a nade wszystko (!) -za te wszystkie akty terroru ,które były ich udziałem. Owszem, od czasu do czasu ktos tam powie,że to "było złe" i że "nie wszyscy Muzułmanie tak myślą bo przemoc jest w gruncie rzeczy sprzeczna z założeniami Koranu" ...ale nie przepraszają ci,co przepraszać powinni. O ile w ogóle w tym momencie przeprosiny miałyby jakikolwiek sens...

ot, zagwozdka...może sie czepiam... ?to sa naprawdę trudne i dziwne sprawy.


20:27, surfinia
Link Komentarze (33) »
Koniec lata
Niech mi nikt nie mówi,że taka jesień może budzić melancholię...
Jest tak pięknie,że aż mi się wszystko w środku ustawia "twarzą do słońca"-jak słonecznikowi :)
Nie wiem,czy to już jest "babie lato" czy nie, mniejsza z tym, nic w powietrzu jeszcze nie lata, a good widziała wczoraj oznaki wiosny :)
Mnie sie jesień kojarzy zawsze z piekną dojrzałą kobietą, spokojną i uśmiechnietą łagodnie. Świadomą swej wartości,możliwości i urody.
A bardziej dziecięca część mej natury- na myśl o "złotej jesieni" przywołuje z pamięci czerwone , niesamowicie pachnące jabłka z babcinego sadu, układane( z braku miejsca) na ogromnej szafie w babcinej sypialni. W związku z tym-zapach w owej sypialni był nie ziemski, a rajski...czy można w tak pachnącej sypialni miec sny inne niz piękne?:)
Chcę myśleć, że jesienią nic nie umiera,tylko układa się w najbardziej wygodnej pozycji do snu, by obudzić się z wiekszą werwą i odświeżoną urodą.
Miłej soboty.



15:08, surfinia
Link Komentarze (9) »
piątek, 15 września 2006
nic wesołego
Właściwie dlaczego tak jest, że coraz jest więcej ludzi,którym się wydaje,iż uprzejmego, uczciciwe i ciężko pracującego lekarza mogą zmieszać z błotem?
Piętnuje się nieuprzejmych,nieżyczliwych lekarzy, a czemu sie nie piętnuje tych,co robią bezpodstawnie awantury lekarzowi,bo maja akurat gorszy dzień? Dziś usłyszałam od jednej chorej pani(której syn na poczekalni zrobił karczemną awanturę odsądzając lekarzy od czci i wiary,bo mamusia nie była przyjęta NATYCHMIAST,choć choruje od 3 lat i się nie leczy), że "trzeba mu wybaczyć ,bo młody". Akurat. Niewiele młodszy ode mnie :/ więc bez przesady z tą młodością "durną i chmurną" . Innym razem słyszę,że trzeba pyskaczowi wybaczyć,bo stary. Jeszcze kiedy indziej-bo chory. Albo ogólnie zestressowany życiem.A kto nie jest???? I tak w koło Macieju.
Omalże mi jeden taki chory dziś nie przyłożył " z pięsci". Ja rozumiem-zmiany w mózgu i pretensji nie mam.
Znoszę, usprawiedliwiam, staram się zachowac spokój, ale dziś pękłam i nagadałam. I wcale sie nie wstydzę. Ci,co mnie znają wiedzą, że pozwalam sobie na takie reakcje tylko w ostateczności. Bo lekarz tez człowiek i mimo, że "służba" to godność swoja ma.

17:27, surfinia
Link Komentarze (23) »
środa, 13 września 2006
bez szans;)
Chodzę po mieście i widzę-ludkowie z koszami pełnymi grzybów przemieszczają się w tę i w tę.
I żal mnie ogarnia,że jak nie mogę, bo praca, bo sie urwać nie można,bo jak sobota czy niedziela to sie trzeba wyspać a nie rannym świtem do lasu...Lenistwo i tyle.
Poza tym to jest tak,że na grzybach to ja się średnio znam...to znaczy na kurkach to jak najbardziej , prawdziwka czy podgrzybka też jakos odróżnię od trujaka, ale cała reszta to juz ciemna magia...
No ale chodzę tak i patrzę...przepisy smakowite czytam...grzybki mi pachną...
I znów mnie ten żal ogarnia,że a tak nie mogę (i jak wyżej;)
Ale zaraz mi sie przypomina dowcip (zaraz go pewnie zarżnę,ale trudno:D

-siedzi chłop na polu i płacze i pomstuje na Pana Boga,że nie ma za co go czcić ,bo tak mu (chłopu-nie Bogu) źle w tym życiu,że chałupa mu się spaliła, myszy zjadły zboże, żona mu umarła, pomór padł też na jego bydło, pracy nie ma ...
I do tego nigdy,przenigdy nie wygrał w TOTOLOTKA!
Wówczas niebiosa sie otwierają, Pan Bóg we własnej osobie wygląda na chłopa i rzecze:
-Józefie...ty mi daj szanse i kup wreszcie los na tego TOTOLOTKA...


W oryginale było inaczej nieco,ale nie chcę być posądzana o antysemityzm :)

ale ad rem: zawsze, kiedy zaczynam mieć żal do świata za to,że nie dał mi tego, co MOGŁAM sobie sama załatwić , tylko trzeba było pupsko podnieśc...to sobie przypominam ten kawał :)
To bardzo dobre lekarstwo jest :)

20:20, surfinia
Link Komentarze (27) »
wtorek, 12 września 2006
politycznie kobiecym okiem
Kobiecym okiem,co nie znaczy,ze głupio. Najwyżej inaczej;)
Z wielką przyjemnościa patrzyłam dzis na Panią Ewę Balcerowicz.
Stawiła się przed tą pożal sie Boże-komisją - spokojna i wytworna , promieniująca czymś szczególnym. Uwielbiam takie wzory : świetni fachowcy i jednocześnie-damy. A może odwrotnie: damy- i śwetni fachowcy.
Trzymałam za nią kciuki (żeby sie nie dała "złamać" czy tylko wyprowadzić z równowagi) bo jako kobieta -wiem, albo przynajmniej wyobrażam sobie,że wiem co ona musiała czuć, a jednak- olimpijski spokój i pełne przygotowanie -nie tylko merytoryczne, ale również ...kobiece-czyli makijaż,fryzura, doskonale dobrany strój. Naprawde jestem pod wrażeniem.

Natomiast komisja...no coż: nie ujmując niczego młodym politykom (bo nie zapomniał wół...choć politykiem nie był,ale młodym i owszem;) odnoszę nieodparte wrażenie ,że kilka miernot postanowiło się dzieki sprawie wybić
i zapewnić sobie doskonały (ich zdaniem) start w dalsze życie polityczne "na niwie". jak podano- z całego pakietu pytań do Ewy Balcerowicz-tylko DWA dotyczyły meritum sprawy, albo inaczej- tylko dwa były NA TEMAT.
Kilka osób MUSIAŁO zadać głupie pytanie,nie szkodzi,że głupie,ważne-że zadane i "poszło" w eter. Mam równiez wrażenie,że niektórzy członkowie komisji chętniej zajmowaliby się życiem prywatnym Państwa B. niż sprawami poważnymi.
I co? Proszę : w dniu dzisiejszym USTALONO NIEZBICIE, że Ewa Balcerowicz jest żoną Leszka Balcerowicza i odwrotnie,co zajęło Komisji  masę czasu;)
o czym poinformowała również lekko rozbawiona dziennikarka TVN :)
No cóż...jeśli takie rzeczy zajmują TYLE czasu, to strach pomyśleć co będzie później i jak długo ten cały cyrk potrwa. 


20:25, surfinia
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes