moja jesień gra bossanovą...
RSS
niedziela, 30 września 2007
Powoli...czyli prośba
Na prośbę Naszej Dziewczyny, której tak szybko i chętnie pospieszyliście z pomocą -wyciszamy dziś już powoli akcję.

Zebraliśmy bowiem w błyskawicznym tempie dzięki Wam całą sumę (potrzebną na leczenie naszej bloxowej Koleżanki - w tym etapie,który ma nastąpić jak najszybciej), a nawet więcej; jutro dr_maciej przedstawi chyba tę całkowitą uzbieraną sumę, aby wszystko było dla Was jasne :)
Więcej pieniędzy nie ma narazie potrzeby zbierać-przynajmniej na ten konkretny cel...takie jest stanowisko naszej Podopiecznej, z którym nie możemy się NIE zgodzić... Nie pozostaje nam nic innego,jak je uszanować...

Nie możemy bez końca drenować Waszych kieszeni :)) we wszystkim musimy zachować umiar (nawet podobno Platon i Sokrates umiar zalecali-nie wiem dokładnie, bo nie żyłam w ich czasach i w związku z tym nie miałam okazji ich zapytać, jak to naprawdę u nich z tym umiarem było:))))

...Jesteście wspaniali i hojni, oddźwięk na nieśmiałą prośbę wysłaną w blogoświat...przerósł najśmielsze oczekiwania...

To co: powoli wyciszamy, dobrze? Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie!


22.47  -dopiero odkryłam,że słowo "hojny" napisałam przez  "ch". Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to,że pisałam w emocjach:)

19:54, surfinia
Link Komentarze (7) »
sobota, 29 września 2007
Tak wiele...!
MOTTO : "Pamiętaj, że dobroć nawet w najgorszy czas, pomoże nam, ocali nas"
(z piosenki "Ode mnie"-Anny Marii Jopek,słowa-Marcin Kydryński)

Moi kochani!

tak wiele osób odpowiedziało na apel odnośnie leku dla Naszej Bloxowej Dziewczyny-nieśmiało wysłany w bloxową wirtualną przestrzeń...tak wiele osób umieściło linki do blogów organizatorów Akcji u siebie...że ciągle wzruszenie ściska mnie za gardło... Dziękujemy za zaufanie,nie zawiedziemy go.
Dziękujemy za wszystkie miłe,dobre,ciepłe słowa. Dodają skrzydeł.
Nie jestem chyba w stanie dotrzeć do wszystkich ludzi Dobrej Woli,którzy u siebie na blogach pozostawili ślad Akcji, przecierając lub tworząc kolejne dróżki,które spotykają się TU - u mnie, u takiej_jednej i u dr_Macieja...
Zatem jeśli gdzieś nie dotrę ja,czy ktoś z naszej trójki,żeby podziękować osobiście- to przynajmniej wstępnie dziękuję najgoręcej za wszystko tu,u siebie.


zdjęcie nie jest moje-znalazłam je w sieci i mam nadzieję,że Autor(ka) nie obrazi się za jego wykorzystanie, bo w słusznym celu:)


11:17, surfinia
Link Komentarze (87) »
wtorek, 25 września 2007
Nie wiem jak mam to napisać
Nie wiem jak mam to napisać, bo ..nie wiem.Więc napiszę po prostu.
Bo chodzi o kogoś innego, nie o mnie.
Przedwczoraj napisała do mnie takajedna_ja. Zwróciła mi uwagę na rzecz, o której myślałam juz od kilku dni,ale jakoś nie wiedziałam JAK to ugryźć i od której strony.
Jedna z nas...potrzebuje pomocy, jest chora, narazie w szpitalu w którym sie leczy-nie ma dla niej leku, nasza bloxowa koleżanka czeka zatem cierpliwie w
kolejce i... słabnie z każdym dniem.
Leku nie można dostać normalnie w aptece, ale szpital mógłby jej go sprowadzić docelowo dla niej,ale jej trzeba pomóc- cena leku jest znaczna, koleżanka nasza nie udźwignie tego ciężaru sama.

Ci co ją czytają...wiedzą o kogo chodzi i jakie są realia jej niełatwego życia...
Ona nikogo nie prosi o nic, bo jest zbyt delikatna i nie chce swoją osobą sprawić kłopotu.

Jeśli ktoś zechce wspomóc koleżankę z bloxa nawet niewielką kwotą...przyjmiemy te pieniądze z radością i zostaną one wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem!
Cieszą mnie takie słowa, jak na przykład w pierwszym z otrzymanych maili z odzewem: dr_maciej: "Jeśli będa potrzebne pieniądze to je zbierzemy i wspólnymi siłami pomożemy Jej!"

Mam nadzieję,że uda mi się zmusić naszą koleżankę,żeby przestała się"szczypać" i podała mi numer konta:) będzie on dostępny u naszej Prownicjuszki (takajedna_ja)-zatem do niej będzie można się zwrócić po ten numer konta.
Dlaczego tak? :) Chronimy dane osobowe. A mnie dodatkowo...obowiązuje tajemnica lekarska:)
----------------------------------------------------------------------------------------
Ja nie wiedziałam jak napisać, a takajedna_ja wiedziała.
Więc jeśli moje słowa z lekka nieporadne -nie przekonają choć kilku osób to może słowa Prowincjuszki to uczynią?

Oto one- w kolorze nadziei:


Miał być głęboki, wzruszający, chwytający za serce tekst. Miało być o pewnej dziewczynie, takim dzieciaku właściwie , co to jeszcze od ziemi nie odrosła, a tak straszne cieżary musi na swych barkach dźwigać. Ciężary, które nawet dorosłym i bogatym w rodziny bywają za ciężkie. O dzieciaku co zmaga się i z uzależnieniem w rodzinie najbliższej i z wychowaniem młodszego rodzeństwa i z wszystkimi tego konsekwencjami a jakby tego wszystkiego mało było to jeszcze z własną chorobą. A ta choroba to nie jakis tam katar, o nie. I niby mógłby tu byc happy and bo chorobę można leczyć. Nawet jest na nią lekawrstwo. Nawet jest stosowane w Polsce. Ba! Nawet NFZ je sponsoruje...Tyle, że bardzo opieszale. I w tym momencie kończy mi się ckliwośc i wzruszenie, a zaczyna działać złość.
Bo jakże to tak : jest lek, ale coś nie pozwala go podać? Dlaczego ?
Nie wie nikt.Mielę w ustach przekleństwa. Pięści zaciskam bezsilnie. Coś trzeba zrobić. Co ? Już wiem...
Surfinia zrobiła wywiad. Już wiemy, że lek można kupić prywatnie, wiemy też, w przybliżeniu, że potrzebujemy na nań około dwóch tysięcy złotych. Mamy też pewność, że nasza dziewczynka takich pieniędzy nie ma. I nie ma szans by je szybko zdobyła. Wiemy też, że poza nami- blogowiczami nie ma specjalnie na kogo liczyć. A ona czeka już długo. I ciągle słyszy w szpitalu, że ma się dowiedziec za tydzień. No ileż można? Musimy jej pomóc. Musimy jej kupić ten lek.
Wiem, że już nie raz do Was apelowałam. Nigdy nie zawiedliście. Wierzę w Was (w NAS!) i tym razem.
Celowo nie piszę dokładnie o kogo chodzi: ci co ją znają- wiedzą o kogo chodzi. Kto nie zna- może będzie niemiły, agresywny, a po co? Ona ma dość kłopotów i nie wolno jej narażać na dodatkowe stresy. Kto zainteresowany udzieleniem pomocy - zapraszam na maila :
takajedna_ja@gazeta.pl
tam podam szczegóły łącznie z numerem konta dziewczynki. Zapewniam, że ucieszy i przyda się każda złotówka.



niedziela, 23 września 2007
Czym sie różni...
Czym się różni dzisiejszy dzień od pięknych letnich dni?
Chyba tylko nazwą: Pierwszy Dzień Jesieni.
Słońce grzało dziś łaskawie,pozwalając ludziom błogo wystawiać twarz na ożywcze promienie.
A moim bluzkom bawełnianym na sznurku-na słoneczne, pachnące wyschnięcie:)
Teraz  powoli słońce  zbiera się do leniwego zachodu.
Ptaki śpiewają podobnie, tylko teraz trochę ścichły... była taka chwila,że przez moment zastanawiałam się, "co to za ptak kląska " a to...autoalarm z daleka był:DDDDDD zachowałam się jak profan,ale tylko przez krótki moment, a i tak mi z lekka wstyd :)
Niebo nadal błękitne"wysokie" , ptakom i samolotom przychylne.
I co jeszcze?
I nic...choc pewnie można pisać dużo więcej.
Choćby o tym,że może z przyczyny tej jesieni,co bardziej w kalendarzu niż na dworze- okoliczne koty przestały mi chyba sikać na balkonie :))))




18:06, surfinia
Link Komentarze (21) »
sobota, 22 września 2007
Wstrząśnięta-nie zmieszana.
Syn mnie wypłoszył z pokoju jadalnego, bo po obiedzie włączył  telewizor(niby żeby sobie lepiej trawić,heheh) i nie dał sobie odebrać pilota, a w tv przypiął się do  programu, w którym emituje się właśnie konwencję pewnej partii.Wiadomo jakiej, bo tylko ta partia ma konwencje tak obszernie przedstawiane w tv, no żeby naród nic nie stracił z przemów złotoustych...Mój syn uparcie twierdzi,że trzeba WIEDZIEĆ, a teraz siedzi z coraz bardziej zaciśniętymi ustami (może obiad mu chce wrócić?;)
Mam uwagi! (dwa palce "po szkolnemu zatem do góry!)

1. żeby zrozumieć co Złotousty ma do powiedzenia, muszę wysłuchać dwa razy, bo w przemowach sa znane wszystkim "słowa-klucze" które mają dotrzeć do słuchaczy, połączone  w jakąs tam całość niezrozumiałą papką. Tani to chwyt... Skądinąd prawdopodobnie sztab Złotostego wie,że ludzie słuchają wybiórczo, to znaczy dociera do nich conieco- a więc najlepiej rzucić kilka chwytliwych słow (nagrodzonych oklaskami) a reszta jakoś sama pójdzie czyli się sklei w całość, nie szkodzi,że niespójną.
Ja na miejscu tej części społeczeństwa, która będzie głosować na tę partię-mocno bym się zastanowiła, bo jeśli ocenia się ich tak jak mi się wydaje- czyli,że "połkną" chwytliwe hasła nie rozumiejąc kontekstu,albo pokiwają głową ze zrozumieniem na widok emitowanego ostatnio spotu
(o którym wspomniał tez andsol-br na swoim blogu) to chyba niedobrze wróży.
Swoich wybirców powinno się szanować,a nie uważać ich za niepełnosprawnych umysłowo.
Poza tym -zastanawiam się,jaki procent  oklaskujących wystąpienie na konwencji oej partii zna prawdziwe znaczenie słow takich jak "nihilizm" czy "oligarchia". Sądzę,że z tym jest kiepsko:/ Ale słowa "ładnie się komponują" i mają wydźwięk.

2. Chyba jestem idealistką,albo nie znam się na polityce ( albo i to, i to-najprędzej) bo wydaje mi się,iż w kampanii wyborczej powinno się mówić głównie o własnym programie i pomysłach na rządzenie, a nie zajmować sie tylko krytyką innych i zjadliwym podsumowaniem najnowszej historii, w której rządzili  TYLKO ludzie błądzący,aż do momentu nadejścia wiadomej ekipy... Bo to jest jak w popularnym powiedzeniu o włosie (lub ziarenku piasku) i belce.
U innych widzi się nawet maleńkie ziarenko w oku, a u siebie...nawet wielkiej kłody nie chce się widzieć.

No to idę sobie w ciszy powiesic pranie.
I zaraz zabiorę synowi pilota :)



16:16, surfinia
Link Komentarze (22) »
sobotni dyrdymał
Siedzę sobie wczoraj po południu na przystanku, czekając na autobus, pogoda całkiem-całkiem, więc sobie macham nóżką i rozglądam się naokoło bo autobus opóźniony z lekka, co z racji piątku i perspektywy nadchodzącego wreszcie zbawiennego weekendu- specjalnie mnie nie denerwuje.
Tuż obok przejeżdża na rowerze najprawdziwszy w świecie czarny kominiarz.
Łapię pofilaktycznie za guzik, bo jak jest okazja,to grzech nie wykorzystać.Widzę, że ludzie "na linii obserwacji" tez łapią się za guziki,chociaż bardziej się "czają"niż ja:) No i facet w okularach siedzi obok, więc całe szczęście :)
Tuż obok stoi też mama z 3-4 letnią dziewczynką, która coś jej dyskretnie szepce do ucha. Na to mama na cały głos odpowiada dziecku:
"ale nieeeeeeee, pan kominiarz dzieci nie przynosi,nie może to bocian, bocian!
bocian dzieci wrzuca ludziom do domów!"

No -jeśłi bocian wrzuca dzieciaki do domów przez komin, to czasem kominiarz ma co robić bo kominy jak wiadomo przekroje mają rózne a i dzieci na świat przychodzą coraz większe:) Myślę,że Mama dziewczynki zapomniała jeszcze o aspekcie kapusty, a co do tego,że "pan kominiarz nie może" to ciekawa jestem, jak by zareagował sam wspomniany,który niewątpliwie mężczyzną jest.
Edukacja od małeo-to jest to;)
Czepiam się? no...może i tak:) Ale tylko troszeczkę.

08:15, surfinia
Link Komentarze (15) »
piątek, 21 września 2007
O tej nocnej godzinie powiedzieć chcę...
A otóż i z lekka zjadliwe życzenie:"obyś żył w ciekawych czasach" spełnia się nam wszystkim! Co dnia coś, człek pogubić sie może. Albo dostać niestrawności.
Ale życie nasze to na szczęscie nie tylko polityka,choć tak trudno od niej uciec,zwłaszcza teraz.
Zatem nie chcąc być tubą, co bez opamietania trąbi tylko o jednym, a nie mogąc po poważnym wpisie dotykającym historii i polityki- poniżej od razu pisać lekko,łatwo i przyjemnie
kwituję niniejszym swoją obecność TU - między dniem a snem
wpisem mało wnoszącym, ale lepszym niż pusta kartka jako przerywnik,
by jutro czy pojutrze napomykać już o czymś zupełnie innym, bo jak napisał Gałczyński:

                   Ale są jeszcze sprawy drobne: loty ptasie,
chwianie się trzcin w jeziorach, blask gwiazdy wieczornej,
różne barwy owoców o porannym czasie
i wiatr przelatujący w sopranie i basie,
i moja mała lampa, i stół niewytworny.
A nawet za wszystkie obrazy Tycjana
nie oddam tego stołu, bo pracuję przy nim,
to mój wierny przyjaciel od samego rana,
a kiedy noc...


...I tak ubarwił tę nocną godzinę

00:40, surfinia
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 17 września 2007
refleksje w kolorze sepii
Dziadka Kazimierza nie poznałam nigdy. Był lekarzem ale też oficerem Wojska Polskiego. Został zamordowany w 1940 roku w Katyniu. Pozostały mi po nim trzy zdjęcia- przystojnego , postawnego mężczyny, o poważnych oczach, który to mężczyzna- mimo iż niestary-miał już posiwiałe skronie, co dodawało mu niewątpliwie uroku. Musiały go kobiety kochać...
W domu mówiło się, gdzie zginął i jak. Dopóki jednak nie została opublikowana Lista Katyńska-nie było namacalnych śladów prócz opowieści. Kiedyś w TV pokazywano pamiątki,które przy zamordowanych znaleziono- jeden z przedmiotów przykuł moją uwagę- ponoć Dziadek miał tam ze sobą mały srebrny ryngraf, pamiątkę rodzinną. Byłam pewna, że to co zobaczyłam na ekranie- taki właśnie ryngraf- było Jego własnością. Drgnęło mi wtedy serce.
Kiedy po raz pierwszy przeglądałam Listę Katyńską -drżały mi też ręce. Znalazłam Jego nazwisko. Przeciez wiedziałam,że znajdę...
Rodzina ze strony ojca ( a więc i zamordowanego Dziadka) nie utrzymuje z nami kontaktów-jakoś się to urwało...
My z siostrą zaś nie drązyłyśmy tematu tragicznej śmierci Dziadka.Może brakło sił.
Wystarczy jednak świadomość i pamięć.
Dziś znalazłam bez trudu tabliczkę Dziadka w Katedrze Polowej Wojska Polskiego.

Pamięci narodowej nie można podzielić na "moją, twoją,waszą, naszą,ich"etc. Powinna być wspólną spuścizną, która uczy i zapobiega błędom z przeszłości.

A jednak...istnieje we mnie wewnętrzny sprzeciw, by ktoś "ugrywał" sobie kolejne punkty wyborcze na kanwie tych tragicznych wydarzeń sprzed dziesiątek lat.

Przejrzałam dzis galerię zdjęć zamordowanych oficerów na Onecie udostępnionych przez ich rodziny...co chciałam znależć? na pewno nie sensację. Może przez to chciałam być trochę bliżej...? W końcu jestem krwią z krwi i kością kości...To był impuls.


Niestety coś mnie podkusiło i przeczytałam komentarze poniżej(czego prawie nigdy nie robię, by nie tracić złudzeń co do tego, jaki poziom prezentuje duża część ludzi potrafiąca obsługiwać komputer...a która to rzesza pragnie sie podzielić swoimi mało wbrednymi przemyśleniami z ogółem na przykład na forum Onetu).
Dawno już nic nie zrobiło mi takiej przykrości.
Dyskredytowanie bohaterstwa tych pomordowanych żołnierzy jest najzwyklejszym draństwem. Wypowiadanie zdań w rodzaju:"Rzygać mi się chce bo tylko Katyń i Katyń" jest w ogóle trudne do oceny.
Nawoływanie do tego,żeby przestać zajmować sie historią- budzi we mnie głęboki sprzeciw.
Nie wolno życ tylko przeszłością. Ale nie wolno życ też jedynie teraźniejszością i przyszłością...zresztą każda chwila z przeszłości staje się teraźniejszością.by w krótkim czasie odejśc w przeszłość.
Tak wiele zdarzyło się w naszej historii, a często nawet o wydarzeniach z ostatnich lat zdajemy się zapominać, to najprostsza droga do zafałszowania naszego postrzegania świata, co czasem staje się dla niektórych celów wykorzystywane w sposób niegodny...ale czasem sami się o to prosimy.

Jak kiedyś powiedział Kardynał Stefan Wyszyński:
"Naród bez dziejów,bez historii, bez przeszłości, staje się wkrótce narodem bez ziemi, narodem bezdomnym, bez przyszłości. Naród ,który nie wierzy w wielkość i nie chce ludzi wielkich...kończy się..."

Może spojrzenie wstecz przez chwilę - da jakiś dystans do terażniejszości,która w obecnym wydaniu-jakże daleka jest od tej, do której w naszym kraju tęsknimy...

18:16, surfinia
Link Komentarze (35) »
sobota, 15 września 2007
Do tablicy Su:)
Wyrwana przez lizzardo od odpowiedzi na pytanie,dlaczego piszę bloga-doszłam do wniosku,że pytanie padło w sam raz, bo właśnie jakoś teraz mijają dwa lata , od kiedy zaczęłam pisać "itakdalej". Więc uczczę tę rocznicę nie minutą ciszy a kilkoma słowami na ten temat :)

Uwaga wstęp przydługi;)

Jakoś tak to pisanie wlecze się za mną od dzieciństwa. W podstawówce pisałam to i owo, do gazetek, różne opowieści dziwnej treści, wypracowania na konkursy i zdobywałam jakieśtam nagrody, w końcu jak to bywa-co przyznaję ze skruchą- w głowie mi się przewróciło, bo chodzenie w nimbie "twórcy nagradzanego" lub też "skończonej literatki"- na umysł bardzo młodej osoby nie robi dobrze. Więc chadzałam taka "doceniana",dumna i blada , aż pewnego pięknego dnia przyszła do szkoły nowa nauczycielka polskiego,co nie znała mej chlubnej przeszłości literackiej:DDD i już na początku dała mi dwóję z wypracowania, bo napisałam recenzję filmu, którego nawet nie chciało mi się obejrzeć-więc plotłam w wypracowaniu różne głupoty i to jeszcze nie do końca gramatycznie.
Oburzenie moje (za tę pałę)nie miało końca,a w głębi duszy wiedziałam,że Nauczycielka miała rację:) Potem byłyśmy w wielkiej przyjaźni i Ona wyjaśniła mi,że wiedząc na co mnie stać -nie mogła dobrze ocenić takiego gniota :)
Dała mi niezłą lekcję pokory :)
W liceum cały czas wybierałam się na polonistykę-ciągle coś gdzieś skrobałam...ale w maturalnej klasie postanowiłam pisanie i czytanie potraktowac jako hobby,bo zorientowałam się, że w życiu chciałabym robić coś innego. Stąd medycyna- bardzo przemyślany wybór.
Na studiach też pisałam-do szuflady, do gazetki NZS -przez moment też chodziłam w "nimbie" literackim,ale podchodziłam do tego z przymrużeniem oka:)
Potem było "długo nic" , bo nie miałam ani głowy ani potrzeby,żeby pisać cokolwiek.

Moja przygoda z internetem od początku to była też bardziej literacka,ale nie zawsze "szczęśliwa" ;) bo nie zawsze miejsca do których się przylepiłam były w stanie znieśc to co pisałam:) Jedno takie miejsce znikło z netu i zabrało wiele tekstów i myśli nie tylko moich.ale też kilku zaprzyjaźnionych osób.
Od dwóch lat mam TO miejsce , a piszę na nim dlatego że lubię:) pozwala mi złapać dystans do codzienności często niełatwej. Zapisać ulotną myśl czy refleksję - najnormalniej dlatego,że TO miejsce jest do tego stworzone :)
Tekst czy refleksja- osobista bardziej lub mniej-nabiera życia,jeśli ktoś to czyta i komentuje. TU tak jest-przychodzą Zaprzyjażnieni , Lubiani i dopisują swoje myśli :) I za to dziękuję:)


hm...powinnam wybrać 5 osób na zasadzie łancuszkowego "podaj dalej"-ale musze najpierw
poczytać, kto z moich faworytów został już wyrwany do odpowiedzi i kto juz cos napisał...więc uczynie to później:)


14:09, surfinia
Link Komentarze (18) »
natłok
...no żeby to był natłok spływających na mnie  dóbr materialnych;) ale nie, to wszystko inne raczej;) . Po całym tygodniu przepracowanym od rana do nocy z dyżurami i zastępstwami (brakuje lekarzy ,niech nikt mi nie mówi,że to nieprawda!) obudziłam się zbyt wcześnie z bólem głowy i światłowstrętem. Spojrzenie w okno wyjaśniło mi przyczynę- wyłaniające się  ostre światło przebijające się przez sine ,cięzkie chmury skierowane było prosto w okno.
A z okna-na mnie.
Dom po całym tygodniu mojej śladowej obecności wygląda nieco jak po przejściu trąby powietrznej, ok, powiedzmy na etapie wstępnych prac porządkowych. Zatem zbyt wczesne moje  przebudzenie nawet się przydało- ale jeszcze cały huk pracy przede mną- zwykła sobota kobiety pracującej.
Przedwczoraj oświadczyłam Młodemu,że oczekuję iż uporządkuje stajnię Augiasza, w którą powoli zmienia się jego pokój. Wczoraj wieczorem otrzymałam sms-a,żebym sie nie przejmowała jak wrócę do domu, bo prace sa w toku i w związku z tym całą zawartość szafy znalazła się na podłodze,ale to nic, jak wróci z imprezy to następnego dnia na pewno skończy;)
Kilka lat temu chyba bym się wściekła, aktualnie jestem na etapie "filozoficznego spokoju" w tym względzie;)
Ja też mam swoje "za uszami" ostatnio,bo jak wracam z pracy wieczorem nie mam siły na nic... Co również skutkuje moją  żadną obecnością na bloxie.

Szykując śniadanie, słuchałam swojego ulubionego radia RAM , bo ciepłe, energetyczne rytmy to w sobotę rano jest to,czego mi najbardziej potrzeba,kiedy pachnie kawą całe mieszkanie.
W przerwie muzycznej oto co usłyszałam-a jakże zapisałam,żeby się podzielić:
Przykłady tradycyjnych potraw brytyjskich:

Pudding z  siekanej pokrzywy,rzeżuchy i szczawiu z dodatkiem mąki jęczmiennej, gotowany w płóciennej szmacie w wodzie z dodatkiem mięsa


Pieczone jeże w sosie cynamonowym(szczególnie chętnie spożywane w Średniowieczu)

Siekane wędzone ryby z boczkiem

Siekane wnętrzności krowie z tłuszczem i ziołami.

Pyszne specjały nie ma co :/ Jak więc widać-oryginalność współczesnej  kuchni brytyjskiej  nie wzięła się z nikąd:D

Ja ze swej strony pamiętam z dzieciństa cykl książek o  Mary Poppins
Z tych książek pamiętam, że dzieci angielskie katowano
deserem pt. tapioka. Nie mam pojęcia jak to wygląda i smakuje, ale komentarze karmionych tapioką dzieci są jednoznaczne
 ( np. "nie będę jeść bo tapioka wygląda jak smarki") -przepraszam, ale to brzmienie oryginalne krytyki;)

Po tych rewelacjach wypiłam kawę i na pół godziny odjęło mi apetyt:)


PS. Wiem,że wiszę kilka maili. Poprawię się dziś lub jutro :) Miłej soboty:)


11:14, surfinia
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 10 września 2007
w nawiązaniu do pewnego Pawełka
Pawełek to taki człowiek,że niby zwykły,ale jak na coś wpadnie, to albo można boki zrywać ze śmiechu,albo oczy szeroko otwierać w zadziwieniu.
Swego czasu przywiózł naszym wspólnym znajomym na nowe mieszkanie gigantyczną wydłubaną własnoręcznie(!) w drewnie wizytówkę - a raczej tablicę o następującej treści: "Irenka i Janek-dobrzy ludzie".
Mnie też coś przyniósł onegdaj w podobny deseń,ale z metalu i nie mam pojęcia gdzie to powiesić, żeby ściana się nie zawaliła ;) NO ale trzeba będzie coś z tym zrobić, znaczy powiesić, bo żona Pawełka zdradziła,że dłubał i spawał to popołudniami przez dwa miesiące :)
...Kiedyś... Pawełek u wspomnianej wyżej pary -Irenki i Janka-popatrzył na młoda wierzbę i powiedział: "Mam gruszki na tę wierzbę". A wiosna była, gdzie tam do gruszek !  Więc wszyscy popatrzyliśmy na niego z uśmiechem, sprawdzając ile piwa wypił. A on sięgnął do plecaka i wyciągnął... 3 złote gruszki ! po czym je powiesił na  drzewku. Pięknie to wyglądało,bajkowo- bo niemożliwe stało sie możliwe...przez jakiś czas, do momentu,kiedy pod nieobecność gospodarzy-ktoś , komu owe gruszki podobały się "za bardzo"-po prostu sobie je wziął,nie pytając o zgodę. Ale to nic,ile razy patrzymy na tę wierzbę, która z małej wyrosła na nieco większą-to sobie wspominamy- jakie to na niej gruszki były! :)
No i jak wspomniałam wyżej-niemożlwie stało się możliwe...

A dziś usłyszałam,że Premier oświadczył iż (jakimś cudem) nagle znajdą się pieniądze na ochronę zdrowia już niedługo, a Minister Zdrowia  powiedział,że jest gotów na rozmowy .
Nie tak dawno były protesty, część z nich wygasa, część z nich jest kontynuowana, a efekty mierne...i jak to jest,że wtedy nie można byo NIC, a teraz raptem,gdy wchodzą w grę wybory- słodzi się, obiecuje się cuda-wianki i... coś co mogłabym nazwać gruszkami na wierzbie,ale nie nazwę dla pamięci tej miłej chwili,kiedy trzy złote owoce zawisły na lekko zieleniącym się drzewku i sprowokowały dziecięce uśmiechy u całkiem dorosłych ludzi, którzy przez moment poczuli się jak  środku bajki.

Mimo zapowiedzi,jak to "będzie pięknie,kiedy nas wybierzecie"-nie przewiduję bajki. Juz nie mogę patrzeć w telewizor, ze zgrozą myślę co się będzie działo przez następne tygodnie, jak się politycy będą wyrzynać, stosować chwyty poniżej pasa albo jeszcze gorzej. I co będą obiecywać...
Dziś w audycji radiowej , w której dyskutowano -jaka zdaniem słuchaczy będzie ta kampania wyborcza-pewna młoda kobieta powiedziała mniej więcej tak: " nie mogę śledzić wiadomości, obrzydzenie bierze mnie,kiedy patrzę w telewizor, ale żyję w tym kraju i nie mogę udawać,że nie widzę, co się w nim dzieje.A to ,co się dzieje-bardzo boli. Dlatego pójdę na wybory".

Paweł Kukiz na koncercie "Podziel sie posiłkiem" powiedział :"Jeśli chcemy,żeby jeszcze było w przyszłości CO dzielić-idźmy na wybory".

I dlatego ja też pójdę. Choć jestem zmęczona tym,co się wyprawia w polskiej polityce i niestety nie mam jakichś zdecydowanych faworytów(odmiennie niż przed poprzednimi wyborami). Pójdę,żeby nie mieć samej sobie nic do zarzucenia. A co będzie potem? ...




22:11, surfinia
Link Komentarze (33) »
środa, 05 września 2007
osobista jesień
Wszędzie się jesiennie robi, na zewnątrz-to wiadomo (żadne odkrycie), na blogowisku też, ludzie się zaczynają owijać kocami,szalami , parzyć herbatę i rozglądać za sokiem malinowym lub czymś mocniejszym. Albo za jakimś przytulnym miejscem, gdzie nie zwaracając większej uwagi będą mogli zapaśc w sen :)

Lubię jesień. Nie jest taka wyzywająco ekspansywna jak wiosna i rozbuchana, gorącem jak lato. Jest jak dojrzała-pewna swojej wartości kobieta, która wiele przeżyła, a wiele ma do zaoferowania, przygląda się każdej swojej minucie obracając ją jak szlachetny kamień (filozoficzny?;) albo choćby jak brązowy, gładki kasztan...potem odkłada go na półkę z tajemniczym uśmiechem i bierze dojrzałe ,pachnące jabłko wgryzając się w jego miąższ,aż sok cieknie po brodzie.
Sama jestem dojrzałą kobietą-jak więc mam nie lubic jesieni? :) zwłaszcza tej złotej,która jeszcze przede mną , narazie jest tylko obietnicą.
Kocham złote rudości, brązy i cynobry oraz czerwienie w różnych odcieniach,które nigdzie nie wyglądają piękniej niz na drzewach i pod stopami, gdy ścielą się gęstym kobiercem. Uśmiecham się spoglądając na zmienność kolorów drzew, które przyjmą z biegiem czasu kolory ognia. Jak w kominku.
Jeszcze trochę i..." w starym piecu diabeł zapali"
A może już się zabrał do dzieła?
No tylko,żebym mogła się kiedyś naprawdę wyspać... :)


To nie moje zdjęcie. To z sieci. http://www.ziolek.pl
22:47, surfinia
Link Komentarze (43) »
wtorek, 04 września 2007
Z głową niemal urwaną;)
No bo jak się ma "urwanie głowy"to trzeba się liczyć z ta smutną konsekwencją (że ta głowa kiedys odpaść może;)
Dziś pracując za kilka etatów( pracowników coraz mniej-może jeszcze szmatę do podłogo ktos mi da, to powycieram schody w szpitalu?:/ odbierając telefony na lewe i prawe ucho - w pewnym momencie odebrałam telefon od męża.
-Czy ja coś ci zrobiłem?
-że niby co, co?
-bo koledzy się ze mnie śmieją...
-??????? (pani sie rozbierze do połowy, nie nie do ciebie, do pacjentki, tak,do Pani,zechce się pani położyć...no jak do Ciebie? czy ty jestes "pani"-streszczaj się-no to dlaczego się śmieją koledzy z ciebie,hę? )
- dostałem na śniadanie dwie suche bułki...
-jak to? przecież pakowałam ci bułki z wędliną...
-dostałem suche i koledzy stwierdzili,że pewnie no wiesz...
-NIE WIEM-STRESZCZAJ SIĘ
-że coś narozrabiałem i te suche bułki za karę :)
-przeżyjesz
-a jak dostanę puchliny głodowej???
-coś podobnego-wczoraj ta puchlina głodowa to była nadwaga z powodu nadmiernego spożycia słodyczy...nie mam czasu!!!

Pacjentka mile sie uśmiecha, ja ją przepraszam.
-Pani doktor,niech pani nie przeprasza,ja miałam 2 męzów, trzech synów...ja to znam:)

...a tak w ogóle -pewnie o 6 rano,kiedy układałam sobie w głowie- co mam dziś w planie(ooo,dużo...) przez przypadek- z roztargnienia- dwie bułeczki z wędliną powędrowały do pojemnika z chlebem, a suche bułki ,które powinny powędrować do pojemnika z chlebem powędrowały do mężowskiej teczki...
Chyba zawołam Mariolkę na pomoc,albo co... ;)

Swoją drogą...co ja bym zrobiła bez telefonu komórkowego???przez lata biegnąc z pracy do pracy wydaję dyrektywy różnorakie, na dyżurze siedząc mam niemal satysfakcjonujący obraz tego , co się w domu dzieje, dziecko tez wychowywałam częsciowo przez telefon...taki los lekarskich dzieci ... lekarskiego stadła...


20:09, surfinia
Link Komentarze (15) »
sobota, 01 września 2007
Nie mam głowy ;)
Jest taki mało wybredny;) aczkolwiek  śmieszny  dowcip- bawiący głownie mężczyzn i to żonatych: "ile zębów powinna mieć teściowa? Dwa-jeden-żeby zięciowi miała czym otwierać piwo, a drugi,żeby ją bolał"
Fakt,że nie jestem jeszcze teściową upoważnia mnie jedynie do ostrożnego chichrania się z tego co powyżej;)

Natomiast dziś mam wrażenie,że głowę (tak,całą głowę-nie tylko zęby;) mam po to,żeby mnie bolała. I w związku z tym nie mam głowy do czego innego.

A w poniedziałek wraca Młody. Już wiem,że schudł niemożebnie, tak,że spodnie z niego spadają,zatem mam "wyzwanie"-odkarmienia bestii :D Zresztą Młody zapytał wczoraj,czy lodówka pełna, powiedziałam ,że na zasadnicze zakupy jadę dziś. I pojechałam. Przy stoisku mięsnym- ze znajomymi sprzedającymi tam paniami-śmichy-chichy, nie popatrzyłam co mam siatce, dopiero póżniej się okazało,że zasadniczej rzeczy - a więc schabu -nie zapakowano mi. No ale i nie policzono w rachunku, zatem o zaniedbanie mogę winić jedynie siebie,że się z paniami chichrałam, no może one też troszeczkę winne,że zapomniały wsadzić mi do siatki leżący obok schab.A schab to sprawa "polityczna" ;) bo Młody zamówił na powitalny obiad schabowe,biedaczek żywił się sam więc nie sądzę,żeby sobie smażył jakieś kotlety. Aczkolwiek zaopatruwał się jedynie w polskich sklepach, bo twierdzi,że angielskiego jedzenie nie da się jeść.Przynajmniej on nie może;)

a przy okazji mięsno-wędliniarskich zakupów w ulubionym stoisku(na drugim niemal końcu miasta, no ale co ja poradzę,że tam lubię kupować ;) przypomniała mi się usłyszana historia, jak to znajomy rozmawiał z właścicielem prywatnej wytworni wędlin, co dużą część swoich wyrobów wysyła do Europy Zachodniej.
Tenże pan twierdzi,że niebawem będzie naszego mięsa i wędlin więcej nawet w USA, ponieważ całkiem niedawno Amerykanie przestraszyli się swojego jedzenia. Na nic były ostrzegawcze wystąpienia dietetyków i lekarzy,dopiero jak ciała poległych w Iraku żołnierzy amerykańskich zaczęły się rozkładać w sposób przedziwny "emitując" mnóstwo chemicznych związków, które przy normalnym rozkłądzie nie występują. I po nitce do kłębka- a ten kłębek wcle nie taki duży i nitka stosunkowo krótka-uznano ,że to oczywista wina jedzenia. I wykonano oczywiscie odpowiednie badania co zrobić, by sprawę poprawić. Wśród tych badań były i takie,które miały wskazać kraje na świecie, w których dałoby się najprosciej i najszybciej przestawić produkcję rośłinną i zwierzęcą na najbardziej ekologiczną. Okazało się,że jest (podobno)w całym rozwiniętym świecie tylko jeden taki kraj -Polska właśnie.
Dlaczego? No chyba nie odpowiedź nie jest trudna.
Nasze środowisko jest jeszcze stosunkowo czyste....i obyśmy nie dali sobie tego zepsuć...


14:21, surfinia
Link Komentarze (40) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes