moja jesień gra bossanovą...
RSS
czwartek, 25 września 2008
uwaga na złote rybki
Złote rybki się nudzą. Owszem, w czasie kiedy bajkowo zostały powołane do życia-to jeszcze z jaką taką odpowiedzialnością wypełniały swoje zadania.
Z biegiem czasu w każdym zawodzie popada się w rutynę,nawet jesłi ktoś w żaden sposób nie chce się do tego przyznać. Co się więc dziwić złotym rybkom.
Ciągle wysłuchiwać życzeń rybaków czy innych ludzi,którzy wierzą w ich spełnienie.
Ilu osobom marzenia spełniły się w miarę szybko od ich wypowiedzenia? ;)
No zdarza się,ale zwykle trzeba poczekać.
Zorientowałam się,ze trzeba uważać, bo złote rybki być może czają się w miejscach kompletnie dla nich nie przeznaczonych i nudząc się jak mopsy wpadają na głupie pomysły. Z nudów.
Kilka dni temu westchęlam sobie cicho,że... może bym wzięła wolny piątek w pracy by wyspać się wreszcie, pozałatwiać sprawy domowe, odpocząć -bo bardzo tego potrzebowałam.
Byłam bardzo zmęczona fizycznie i psychicznie, zbyt wiele spraw na głowie, mnóstwo różnych zdarzeń, które mnie przytłoczyły swoją ilością i rozległoscią zagadnień do "ugryzienia".

Nie rozejrzałam się bacznie w miejscu gdzie wykonałam westchnienie.
Czasem ludzie KRZYCZĄ o swoich życzeniach i zero efektu, a one (te złote rybki) jak głuche!
Mnie wystarczyło,żebym westchnęła i...dwa tygodnie zwolnienia z powodu kontuzji. Niech ja ją znajdę.
Tę rybkę.
Rzucę kotu na pożarcie... ;)

i niech mi tu nie występuje Liga Ochrony Złotych Rybek, bo i ja  wystąpię:  o odszkodowanie za uszkodzenie ciała:)



ze strony: http://my.opera.com/jacopisze

Pomijając (być może zamierzony) błąd ortograficznych w słowie"życzenia"-
obrazek pasuje jak znalazł ;)

12:27, surfinia
Link Komentarze (39) »
wtorek, 16 września 2008
to,co ma wielu
Dziś był "szewski wtorek" a może gorzej-bo lekarski, w tym ciemniejszym wydaniu. Same złe informacje od rana do popołudnia. Ciężki dzień. 

Kiedy po pracy dotarłam do domu ze zgrabiałymi rękami (strasznie zimno!)-szybko ustawiłam sobie plan działań na jedyne wolne popołudnie w tygodniu,żeby wykorzystać je najlepiej.
O 18-kiedy skończyłam obiadowo-porządkowe "ekscesy"-nastawiłam kawę i wzięłam w ręce fachową ksiązkę, przez którą brnę kiedy tylko mam chwilę czasu.
Kiedy kawa zaczęła pachnieć pięknie w całym mieszkaniu...rozpoczęłą się druga "domowa" część ponurego wtorku.
Mimo,że wyłączyłam telefon komórkowy(czasem muszę...) rozdzwonił się ten stacjonarny:
1.Koleżanka z problemem i własną wizja problemu-która nijak ma się do lekarskiego postępowania w tym przypadku,ale tego nie miała zamiaru przyjąc do wiadomości.

2. Teściowa też z problemem, który JA powinnam rozwiązać (bo niby mam "misję" czy coś...-czyli naprawić kawałek świata, który nie należy do mnie i do tegoż w zwiazku z tym wstępu nie powinnam mieć...kiedy tłumaczyłam (z lekka zniecierpliwiona) że w tym względzie nic zrobić nie mogę - poczułam się w pewnym momencie jak prosię, bo Teściowa poczuła się urażona, co odczułam dość mocno...

3.Telefon z pracy (ważny)

4. Drugi telefon z pracy (równie ważny)
-Oba irytujące-każdy irytujący na inny temat...

Na końcu
5.Telefon od pana,który usiłował mi sprzedac jakieś ubezpieczenie czy coś...

W międzyczasie ja musiałam zadzwonić tu i tam, żeby nawiązać do telefonów
otrzymanych.

Zajęlo mi to ok. 3 godzin
Ucho mi prawie odpadło
A każdy dźwięk w tej chwili boli. Kawa wystygła całkiem , wylałam.
Całe szczęście, że dzień się kończy.
Szkoda,że nie jestem asertywna.
Szkoda,że nie jestem robotem,bo maszyny nie muszą odpoczywać i nie odczuwają boleśnie,kiedy zajmuje im się jedyne wolne popłudnie w tygodniu sprawami, które mogą odrobinę poczekać...

PS. Kiedy postawiłam TU kropkę na końcu wpisu usłyszałam z drugiego pokoju:"Su, garnek spalony,zupa się wygotowała". Strasznie szybko się...wygotowała, poza tym DWIE osoby płci mękiej spędzały czas w pokoju przy kuchni, jak to się mogło stać,że garnek się spalił?;)
hm...strach iśc do łazienki, bo może ...prysznic wypadnie ze ściany? albo...już nic. Abrakadabra, nic,nic.


22:12, surfinia
Link Komentarze (25) »
sobota, 13 września 2008
na opak
Po urlopie już się zaczęłam naprawdę martwić, że nastrój miałam do niczego, sił tez jakby mniej. A powinno być odwrotnie...no fakt,że te wakacje dalekie były od tych wymarzonych, bo proza życia i nieoczekiwane  różne przykre  wydarzenia- docierają nawet w środek lasu, tam gdzie poza śpiewem ptaków niczego innego nie powinno być słychać...a jednak. Wszystko w związku z tym przychodziło mi ostatnio ciężej niż zwykle -skutek niedoładowanych baterii,czy coś...

Stan ducha i ciała zaczęlam tłumaczyć fenomenem niedżwiedzia szykującego się do snu  zimowego ;)
Chociaż z reguły do niedźwiedza to mi daleko- w ogóle i w szczególe.No może do misia (pluszowego) bliżej ;)

A tu nagle. Wczorajszy poranek powitał mnie lekką mgłą...Otworzyłam okno i poczułam się wreszcie dobrze. Tak bez szczegolnej przyczyny. W krzakach pod oknem pająk rozpostarł pokaźną pajęczynę, w które zaplątał się chłodny wiatr, błądzący między budynkami. Wiatr się z pułapki wyplątał,pozostawił tylko po sobie kolorowe drobiny.
Nabrawszy trochę chłodnego porannego powietrza w płuca poczułam przypływ energii.
"kupię kwiaty, mnóstwo kwiatów. Ugotuję zupę grzybową.  Odświeżę swoje myśli, zacznę przygotowywać się do chłodów,żeby było ciepło,przyjemnie,pachnąco, upiekę placek ze śliwkami"/  I tak zrobiłam.
Pod koniec pracy- myślałam już o tej chwili piątkowej,kiedy wyjdę do domu, napotkam "baby w kucki" z kwiatami - bo jak pisałam kilkakrotnie-kwiaty od takich"bab" są piękniejsze , bardziej pachnące , bardziej kolorowe...bo chwytają wszystkie kolory lata i jesieni w przydomowych ogródkach.
Nie wiem,dlaczego ludzie dziwnie patrzą,kiedy kobieta niesie naręcze róznych kwiatów. Przecież w drugiej ręce dźwiga siatkę z zakupami:) Może półuśmiech na twarzy ma w sobie coś zastanawiającego.
Dziś chłód i niskie słońce.Ale ja wolę takie,niż to wysokie, w pełni lata. to.."niższe" słońce-zagląda do mieszkania bardziej przyjaźnie i piękniej maluje ornamenty na ścianie.

Wiele znanych mi osob narzeka na koniec lata, już boi się jesiennych chłodów, mgieł,
ciemności i depresji. ja nie...bo chyba jesień jest moim żywiołem.
Moja jesień przecież gra bossanovą ...
Zrobię tak,żeby ją odczuwać pięknie.
Bo przecież...jak pisał Zabociek o "jabłkowej jesieni": "jesień jest bardzo sympatyczną dziewczyną,pełną uroku".

A więc...witajcie jesienią.




12:57, surfinia
Link Komentarze (30) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes