moja jesień gra bossanovą...
RSS
poniedziałek, 31 października 2005
z duchem czasu nie ide ;)
Nie spodziewałam sie duchów dziś, aż do momentu jak do drzwi mieszkania zapukały duszki-chyba płci żeńskiej(nie wiem dokładnie...katar przesłania mi oczy:) i zażądały cukierków.
Ja od trzech dni nie wychodzę,za to"wyszły" mi całkiem cukierki z domu,bo jak wie ten i ów-cukierki a zwłaszcza ciemna czekolada to nie jest coś, z czym można mnie bezkarnie zostawić ...
tak więc nie miałam co dać dzieciątkom,oczywiście jest mi wstyd,choć właściwie to nie wiem dlaczego. Gdyby przyszedł stary koń z dynią i zażądał na tę okolicznośc słodyczy,to bym mu powiedziała,że ja niestety jako tradycjonalistka nie bardzo uznaję ideę tego święta tu na naszym polskim gruncie(
co oczywiście nie znaczy,że potępiam je w czambuł-tak gdzie jest tradycją od dawna-niechże będzie sobie ku uciesze dużych i małych). Ja już myślami jestem w dniu jutrzejszym i się emocjonalnie do niego przygotowuję.
Ale jak takie dyskusje wieść z dzieciątkami małoletnimi?
Cholera-te cukierki by się przydały...jednak.
Ale moje wyrzuty sumienia stłumiły słowa wygłoszone słodkim głosikiem przez "duszka" : "nie ma cukierków? to my pani drzwi pomalujemy!"
...boje sie sprawdzic
:D


20:18, surfinia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 30 października 2005
Przed Świętem
Właściwie-to zrobiło mi się cieplej na duszy,kiedy zobaczyłam w TV krótki materiał o małych cmentarzach w małych miastach i wsiach. Te cmentarze nie onieśmielają swoją wielkością i anonimowością (mimo licznych nazwisk wykutych w kamieniu) lecz są "blisko" ludzi i "bliskie ludziom",którzy pamiętają o tych,co na tych cmentarzach spoczywają. Na tyle "bliskie",że niektórzy bywają tam codziennie albo bardzo często. Nawet dzieci,których do tego zmuszać nie trzeba.
Ludzie,którzy idą na cmentarz,by jak mówią-"zebrać myśli...Kobieta,która przychodzi na grób mamy i babci,żeby "poopowiadać" im, że ma zmartwienie lub że jej się coś udało.
U mnie w domu panował irracjonalny strach przed cmentarzami.
Oczywiście-kultywowało się Święto Zmarłych,ale mama oddychała głęboko dopiero wtedy,kiedy to święto się kończyło. Oczywiście-zapalało się światełka na opuszczonych grobach,póki jeszcze tych rodzinnych nie było.
I zawsze był strach przed tajemnicą.
Dopiero w wieku dorosłym zorientowałam się,że można inaczej.
Może z powodu tego,co zobaczyłam tu i tam. A może z powodu przeżyć osobistych-niektórych jeszcze świeżych ... A  może dlatego,że moją  dewizą (głoszoną tu i tam)stało się od jakiegoś czasu : "nazwać- znaczy oswoić i pokonać irracjonalny strach".
To się sprawdza. Nie zawsze,ale w większości wypadków.
Bardziej boję się teraz żywych. A o umarłych trzeba pamiętać... najlepiej pamiętać to co dobre.

23:55, surfinia
Link Komentarze (18) »
Rzeczy nie są...
rzeczy (materialne i niematerialne) często nie są takie, jakimi się WYDAJĄ BYĆ...
To czasem dobrze, czasem źle.
Czasem : "szkoda" i "niestety" , a czasem :"wręcz przeciwnie"

Ale zawsze "ciekawie" ;)

a to jedno z moich ulubionych zdjęć :) i dobre na ilustracje powyższych słów
(albo właściwie słowa posłuży mi za pretekst dla zamieszczenia tego zdjęcia)
WTEDY było takie właśnie światło wpadające przez okno sypialni.Nie było żadnych filtrów.
No tylko"mazy" zrobiłam dziś ;)
10:27, surfinia
Link Komentarze (2) »
sobota, 29 października 2005
jesli chcesz wszystkich zaskoczyć... ;)
Czytelniczko lub czytelniku,któremu nie jest obca kuchnia twa!

Jeśli chcesz wszystkich zaskoczyć -zrób murzynka według mojej modły czyli wzorca na dziś. Powodzenie murowane!!! ... Po pierwszym kawałku oczy w słup i zapewne nikt dokładki nie weźmie;) Prawdopodobnie ptaszki na zewnątrz również nie,a nawet jesli- to będziemy mieli kilka ptasich ofiar,które potem przez odpowiednie służby zostaną przebadane na okolicznośc ptasiej grypy;)
Całego przepisu na murzynka publikować tu nie będę,bo są w każdej książce kucharskiej, a ja raczej robię "na oko"bo już pewne schematy mam opracowane,że ...no właśnie: schematyczność mnie dziś "zgubiła" :/
Tak czy siak:zamiast dwóch szklanek cukru dodałam do ciasta dwie szklanki soli,
bo jakiś bałwan (...ja? :D ) przesypał sól do pojemnika na cukier;)
I to właściwie wszystko,na dalszy ciąg ---> konsumpcję -nie czekałam.
Może szkoda? :D Byłby niezły kabaret,hehehehe

19:48, surfinia
Link Komentarze (4) »
domownik niechciany
Pająk  zwieszający się z   liścia draceny na  prawie niewidocznej nitce.
No jeśli TO ma być substytutem mojego uroczego kochanego koteczka
to dziękuję bardzo:/
Zalęgło się toto parę tygodni temu-miało ze dwa milimetry
i od razu zaczęlo te swoje sztuczki z siecią.
I rośnie-teraz chyba ma z póltora centymetra, spasł się nie wiem na czym(bo nie widziałam w tej sieci ANI JEDNEJ MUCHY! Chyba wykarmił się na moich obawach,że jest tarantulą albo innym krzyżakiem...(no... MA krzyż na odwłoku...).
Ja już dawno -już na samym początku chciałam zwinąć w papierek i spuścić z wodą do morza (jak pływać nie umie,to trudno,ehehehhe ;)
Ale spotkał mnie ostry SPRZECIW, że "absolutnie" bo oto (na MOICH zbrzydzonych oczach!!) rozgrywać się będzie doświadczenie przyrodnicze"
Taaa...Niech jeszcze JESZCZE podrośnie, zeżre pana domu, przerośnięte dzieciątko ,ale mnie to może niech zostawi. W razie czego przedstawię lekarskie zaświadczenie,że moja krew się nie nadaje:) na tyle. że mnie nawet komary nie kąsają:) Tylko bydle czytać pewnie nie umie... ;)
Być może-cdn. ale nie wiem,bo jak mnie JEDNAK zeżre? :)



12:59, surfinia
Link Komentarze (1) »
och musze to jeszcze teraz napisać :)
Widziałam dziś obrazek jak u Piwowskiego :))
Siedzi sobie trzech zmęczonych piwem (czy trunkiem wyżej procentowym?;)
na murku przed sklepem.
Jeden z nich trzyma w rękach dość dużą pomarańczową dynię i obraca ją na wszystkie strony,po czym mówi do pozostałych dwóch (głosem nadal zmęczonym i lekko zbliżonym do głosu Himmilsbacha:

- E, zrobimy sobie Helołina z tego dyniaka?

drugi popatrzył, zdusił w sobie beknięcie i głosem do niego(do tego beknięcia) zbliżonym rzecze:

- czemu nie?spróbować można...

Trzeci tylko filozoficznie popatrzył i na znak zgody oraz z całą świadomością powagi przedsięwzięcia- z namaszczeniem pokiwał głową.
:)

-------------------------------------------------------------------------------------------
A ja całkiem niedawno widziałam całe pole pomarańczowych dyń
:)
Bardzo wesoły był to desant:)
Nawet myślałam jakby to było,gdyby wszystkie jednoczasowo wydrążyć pozostawiając na tymże polu i tego samego wieczoru zapalić w nich świeczki*
To już byłby kosmos:)

* Btw:idea Halloween w naszym kraju mi  "nie konweniuje"
(owego słowa z upodobaniem używa moja siostra,hehhehe w szczególnych przypadkach oczywiście, komicznie ściągając usta w ryjek. Do tego tylko odgięty przy filiżance z herbatą paluszek i git :D ) Zapalenie świeczek w dyniakach na rozległym polu traktowałabym jako żart wizualny:)


00:26, surfinia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 października 2005
późnonocnie
Godziny późnonocne w domu są dobre,jesli nie ma czegoś pilnego a niezbyt miłego do zrobienia. Można się wyspać - to raz,ale jeśli nie trzeba wstać następnego dnia zbyt wcześnie-można sobie trochę pofolgować. Dom śpi.
Okolica śpi. Cisza,która zaprasza.
Można poczytać w ciszy- nieprzerwanej pytaniami,czy uwagami na tematy rózne,wyłączyć cholerny telewizor!!!!
Można popisać
Można pooglądać zdjęcia- tępo lub z "zajęciem"-częściej to drugie,bo wciąga;)
Brakuje świerszcza za kominem,ale ja nie mam komina- to skąd i po co świerszcz ;)
...Owszem,latem się zdarzają i piłują swoje skrzypce w ogródeczku
ale teraz im za zimno.
Oglądam zdjęcia-nie swoje(swoje znam na pamięć) - CUDZE
Dość chaotycznie wybierane na różnych stronach internetowych
I na pewno z tego zalewu obrazów co najmniej kilka zostanie mi w pamięci i zabiorę je ze sobą pod powiekami.

23:43, surfinia
Link Komentarze (21) »
jesienny pasiak
Dziś jest tak pięknie i słonecznie,niech nikt nawet w taki dzień nie mówi,że jesień kojarzy mu się z przemijaniem(choć tak blisko Święta Zmarłych). Drzewa płoną żółciami i miedzią. Jakby ktoś natchniony albo bardzo rozweselony - w przystępie najlepszego humoru złapał pędzel i pomalował świat barwami,które cieszą.
Nasz polska jesień jest przepiękna,ja zresztą nie znam innej. Pewien Amerykanin, który mieszkał przez 7 lat w Polsce(niedawno wyjechał do swojego kraju) zachwycił się polską jesienią.Twierdzi, że tam skąd pochodzi, drzewa jesienią są TYLKO czerwone. Nie wiem,czy to możliwe...

Tylko topole przed moim oknem strajkują. Prawdopodobnie ich liście będą wysychać "na zielono"(jakie uparte!)- a potem "zrobią się (same) na szaro" ;)
To trochę tak-jak mocno starsza pani,która za wszelką cenę chcąc zatrzymać młodość -nie chce zrezygnować z kusych i jaskrawych szatek...i niestety brzydnie w nich.

Oby tak słonecznie jak dziś -było w Święto Zmarłych. O wiele lepiej się ten dzień przeżywa,jesli nie marzną nam nogi,nosy i pupy;)

Tak -jest pięknie i świetliście naokoło. Umiem to docenić,ale jakoś jest to"obok mnie" a nie "we mnie". I NIC na to nie poradzę...
--------------------------------------------------------------------------------------------
Licho wie, dlaczego chciałoby się "ni z gruszki ni z pietruszki" pisać coś jak Immanuel Kant - co ewentualnie nade mną a co we mnie ;)
licho wie,co we mnie właśnie...
jakiś...niezły bałagan.

Kiedyś fascynowała mnie entropia,bez tych wszystkich matematycznych wywijasów,ale jako czysta teoria,którą można nazwać słowem i to pięknie:)
zresztą miło było pogadać o tym z Mądrym Człowiekiem...choć ja zawsze w rozmowach na tematy ścisłe - wychodziłam na dużo głupszą-zgadzałam się na to z pokorą:)
Określa "stan nieuporządkowania układu" ale za to określa również stan jego..wyjątkowości;)
... w tym cała pociecha,hehhhhehhe




14:48, surfinia
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 października 2005
ciasteczko chińskie
co do wróżb z "chińskich ciasteczek"...od czasu do czasu sobie kliknę i przeczytam.
Czasem są mądre, wymagają zastanowienia,ale czasem kompletnie są nieżyciowe i dla jakichś dziwaków kompletnych.
No dziś sobie przeczytałam coś takiego: "ciesząc się z niczego-nigdy nie zbudujesz domu".
ŻE CO????????? czy zawsze trzeba cieszyć się z tak zwanym sensem? czy idiotą kompletnym jest ktoś ,kto potrafi cieszyć się z rzeczy małych?...Właśnie taka umiejętność cieszenia się z "rzeczy małych" - TO JEST COŚ i ratuje czasami ze smutku czy innych opresji ''wewnętrznych", daje oddech od tej zwariowanej codziennej gonitwy,która też czasem jest bez sensu, a jej konieczności się nie neguje.Bo trzeba i kwita... Jeśli człowiek przestaje umieć cieszyć się "bez sensu" to umiera w nim coś bardzo ważnego. I zawsze proszę Niebiosa lub Kogoś kto za to jest odpowiedzialny Gdzieśtam, by mnie takie nieszczęście nie spotkało.
Owszem, bywało róznie ...przyznaję -ale to jest cholernie nieciekawy stan...
Chyba w ciągłym biegu stajemy się okaleczeni. Patrzę czasem na ludzi, którzy nigdzie się nie spieszą ,potrafią pochylić sie nad kwiatkiem, robaczkiem, krzaczkiem. Cieszy ich,ze coś rośnie,wypuszcza pączki, zmienia się "na oczach". Że jest pekny,cichy wieczór,że świecą gwiazdy. księżyc jak rożek albo pomarańcza, albo jest mgła,a w niej wszystko jest takie nierealnie piękne(jeśli cokolwiek widać). Że morze o wschodzie czy zachodzie słońca jest tak niesamowite ,że aż zapiera dech.
I tak dalej...
To jest radość czysta, sama w sobie. I nikt im nie każe budować z tego jakichś trwałych gmachów...Chyba ,że jako"gmach" można uważać poczucie szczęścia. To oby jak najwięcej :)
----------------------------------------------------------------------------------------
..możnaby przypuścić,że nie mam innych zmartwień, że sobie"wynajduję" jakieś bzdury -chińskie ciasteczka i inne takietam bleble i o tym wypisuję.
Owszem mam i zmartwienia i kłopotów trochę -jak każdy.
I dziś trochę gorszy dzień-bo gorsze samopoczucie fizyczne. No i już wkurza mnie polityka,nie mogę słuchać tego co z każdego telewizora, radia etc
więc się dziś wieczór udałam na "wewnętrzną emigrację" z pomocą tegoż ciasteczka(również;)




23:39, surfinia
Link Komentarze (6) »
środa, 26 października 2005
eee,tam-bo co innego powiedziec...
Po 11 godzinach pracy takiej ,że nie bardzo wiedziałam co się na świecie dzieje-
wracam i słyszę -że nie ma koalicji rządowej. potem szukam jakichś POZYTYWNYCH wiadomości o czymkolwiek- gdziekolwiek no i niestety widzę-że jak zwykle-serwisy zdominowane przez same złe wydarzenia -kataklizmy,
morderstwa, wyroki,kryzysy...Mogliby ci,co są odpowiedzialni za taki stan rzeczy-dopuścić wreszcie do swych łbów swiadomość, że to juz ludzi nie fascynuje a meczy...
Rozumiem,kiedy cos naprawde jest poruszające-zgoda:mnostwo takich spraw jest i trzeba o nich mowić. Ale np.wybuch butli turystycznej z gazem w Baku,w czasie niefachowego przygotowywania jajecznicy- w wyniku czego osmalone zostały dwie osoby i padł jeden ogłuszony wróbelek-naprawde nie jest wiadomością która musi byc podana w serwisach światowych..."no ale jesli nie ma innych tragicznych wiadomości,niech bedzie i taka-niech poziom smutku czy stressu u ludzi nie spada zbyt drastycznie" :/

Ja nie wcale nie dziwię,że tak wielu ludzi poddanych takiej niestrawnej papce ma "zespoły przewlekłego smutku" czy inne depresje.
wiec ide spać słuchając sobie PF,ale żeby mi nie było za dobrze -jutro znów to samo.


22:44, surfinia
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 października 2005
o superkobiecie której nie ma:)
Hm. Im szybciej sobie kobieta uświadomi,ze bycie SUPERKOBIETĄ nie jest możliwe (a jeśli jest-to na krótką mete zaledwie): TYM LEPIEJ!
I...Wężykiem.Węzykiem.
Nie mysle tu o szczególnych przymiotach ciała,bo to się akurat ma dane albo nie
i poza tym jednemu podoba sie to,drugiemu tamto:) nie o tym,nie o tym:)

Chodzi mi o to,że model lansowany w głupawych filmach: pięknej dwudziestolatki z 10-letnim doświadczeniem zawodowym, z doktoratem(!) koniecznie z jakiejś rzadkiej lub zaskakującej dziedziny-najlepiej z nauk ścisłych;),niezwykle sprawnej fizycznie i fascynującej pod każdym względem,
doskonałej ,wyrozumiałej matki,żony i kochanki, ratującej świat (lub jego kawałek,ale ważny;) przed zagładą,potrafiącej pracowac bez wytchnienia 24 godziny na dobę ( a jej doba rozciągą się dowolnie ,żeby zdązyła zrobić jeszcze kilka ważnych rzeczy;),doskonałej gospodyni, która po mistrzowsku potrafi przygotować przyjęcie na 20 osób w międzyczasie rozmyslając nad praca naukową lub nowym wynalazkiem...to mit :)

i im prędzej sie do tej mysli przyzwyczaimy tym lepiej dla nas,Drogie Panie
:)))
tak sobie pisze,bo chyba mnie łapie jakies świństwo wirusowe
a przecież takiej Superkobiety to nic nie złapie,najwyżej SIĘ jej łapie tabun facetów:)))
a ona wybierze tego co nabardziej super,bo jest sama Super,wiec jak moze byc inaczej?:)
I razem zbawiają świat, unieszkodliwiaja tajfuny,asteroidy, zapobiegają nowej epoce lodowcowej ,
zwalczają najgroźniejsze mikroby ,będące zdolne wytrzebić większośc ludzkości.

nie jestem superkobietą. I jak tu spojrzeć w lustro?:))
...spokojnie. Bo na szczęscie nie zalezy ode mnie los swiata:)


23:07, surfinia
Link Dodaj komentarz »
o emocjach politycznych i jabłkach
W środowisku, w którym się obracam-tak czy inaczej- najwyraźniej poruszenie
"polityczne" i dość duże emocje.Czasem nawet zaskakujące!
Ostatnie dni zdominowały dyskusje przedwyborcze i powyborcze.
Niezależnie od tego,czy wynik wyborów mi się podoba czy nie(bo nie)...myślę,że dobrze wróży to,iż ludzie potrafią JESZCZE emocjonować się polityką.
Jeśli jest "wszystko jedno" to znaczy,ze jest bardzo,bardzo źle.
Wtedy już tylko szarość i przybicie do ziemi, brak wiary w cokolwiek.
A tak nie wolno!
Ale ja na szczęściewidzę,że ludziom NIE JEST wszystko jedno. Mnie oczywiście też nie!

Ktoś kiedyś powiedział,że gdyby było "wszystko jedno" -to by ludzie pszczół nie trzymali
:)
wiadomo o co chodzi,nie?:)

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Za oknem poszarzało.
A ja w oczach mam widziany w niedzielę ogród z drzewami owocowymi(trochę jednak mniej niż sad;) i starszego pana, ktory z pieczołowitością,powoli,nie spiesząc się-powiedziałabym: " z namaszczeniem" -specjalnym przyrządem ściągał z gałęzi jabłonki jabłka tak, aby żadne nie upadło nie poobijało się...
Każde zerwane w ten sposób jabłko-staruszek oglądał prawie pieszczotliwie i delikatnie wkładał do dużego kosza...
a przy drugiej jabłonce stała stara drabina,która przypomniała mi jak to było u Babci. Sielski obrazek, na ktorym czas się zatrzymał.
Jest taka piękna ksiązka- "Szczęście z datą wczorajszą"-bodajże Jana Dobraczyńskiego-o jego dzieciństwie. Też zdaje się być przesycona wonią jesiennych jabłek... tak jak w jednym z pokoi u mojej Babci,gdzie na szafie leżały zimowe jabłka,nasycając powietrze niezapomnianą wonia...Wspomnienie tego zapachu to właśnie czas zatrzymany na zawsze.


17:39, surfinia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 października 2005
podobno jak...
Podobno jak się człowiek znajdzie w nowym miejscu,to powinien pamiętać CO mu się śniło pierwszej nocy.
Jak wszyscy w Polsce znalazłam się w IV Rzeczpospolitej,hehehhhehe
Położyłam się spać zawiedziona...
i snił mi się dziś w nocy totalny bałagan, w którym nie mogłam znaleźć sobie miejsca-gdzie " jasno wytyczone drogi i ściśle określone cele"????? ;)) <--to cytat "ze mnie" lub w przybliżeniu(chyba źle,jak się cytuje samego siebie,nie?;)

08:56, surfinia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 października 2005
czekoladki i Nowy 1. Otwieranie drzwi
Wsciekłam sie na dokonany przez Naród wybór. Mój był inny,ale JA nie jestem Narodem,tylko jego maleńką cząstką, zupełnie nieistotną w ostatecznym rozrachunku.
Takoż więc w pełnej determinacji,po rzuceniu kilka razy słowem potocznie uważanym za nieparlamentarne, ale bardzo popularnym;)) -poszłam do kuchni i z dna szafki wyciągnęłam schowaną na czarną godzinę wedlowską bombonierkę: po pochłonięciu 4 czekoladek* już mogę myśleć mniej emocjonalnie i....

otwieram drzwi do lasu...

Wczoraj i dziś w ramach "ładowania baterii" sprawdzałam co się zmieniło w lesie i w górach przez 2 tygodnie. Trochę się zmieniło: jest jeszcze piękniej, drzewa w słońcu płoną :) i nie czuje się nic a nic nostaligii jesiennej,raczej wdzięczność dla Natury ,że takie cudowne doroczne widowisko przygotowuje:)
Jesienne drzewa lśnią w słońcu... a człowiek lśni "na zewnątrz" jeśli to słońce ma wewnątrz siebie. A to słońce zyskuje między innymi przez kontakt z naturą.
Ja, "chronicznie" mająca coś do powiedzenia każdego dnia-paradoksalnie -w górach, w lesie - cichnę.
Lepiej posłuchać tych wszystkich dźwięków ,których na codzień się nie słyszy,
a które są tak zachwycające i kojące: szumu wiatru, tajemniczego skrzypienia
drzew, szumu strumyka, dźwięków wydawanych przez ptaki, szelestu maleńkich istotek leśnych:)
jesli się umie słuchać dźwięków natury-lepiej się słucha drugiego człowieka.
Kocham tę leśną Krainę Łagodności.
Prawie bezszelestne stąpanie po miekkiej ściółce(co za ulga dla zmęczonych obcasami stóp) albo brodzenie w złotych i miedzianych liściach po kostki.
Dotykanie drzew . Wciąganie w płuca żywicznego zapachu. Sycenie zmęczonych oczu najdoskonalszymi kolorami(bo nikt nie wymyślił piękniejszych odcieni niż Natura). Głaskanie skały,która jest "od zawsze",
cała dłoń na jej wyżłobieniach i chropowatościach...poznawanie.
...Wchodzę w słoneczną smugę przefiltrowaną przez gałęzie, most wysłany z nieba do ziemi. Przez chwilę czuję się niewidoczna...
"A może chcesz się zgubic?"
Nie chcę się gubić-ani w lesie,ani w życiu. Lubie jasno wytyczone drogi,nie muszą być bardzo szerokie,ale muszą prowadzić GDZIEŚ. Cel -jeśli ważny i wart uwagi-winien być określony na tyle precyzyjnie na ile się da. I plan.koniecznie musi być plan,moze byc wymyślony choćby trzy sekundy temu,ale niech BĘDZIE.. Oczywiście jest i "margines szaleństwa" żeby nie było sztampowo.
Tak więc propozycja zagubienia sie w lesie nie jest propozycją godną rozpatrzenia i nawet nie zadaję sobie trudu,żeby wyjaśniać dalczego nie.
Po prostu milknę.
Wieczorem wychodzą sama przed ganek.Naokoło cisza,ale przerywana przez konika polnego.Nono,o tej porze roku?jeszcze koniki grają? powinny siedziec za kominem,jak każdy przyzwoity świerszcz!:)

a rano...kilka niecierpliwych złocisto-miedzianych liści prezentowało swój jeienny taniec za oknem :"Wstań i chodź!"
...no to wstałam. I poszłam w słońce.
I narazie mam je w sobie. Może wystarczy do nastepnego razu...
--------------------------------------------------------------------------------------

*niestety ilość przyswojonych czekoladek wzrosła niepokojąco z 4 do 10
:)


22:17, surfinia
Link Komentarze (5) »
sobota, 22 października 2005
pora
Pora podładować akumulatory,bo przygasłam:) i zasypiam na stojąco prawie cały dzień dzisiaj.
Ciężki , dość nerwowy tydzień- jak kilka ostatnich- kończy się na szczęście.
...A pozamiejska jesień czeka gdzieś,żeby się podzielić ze mną swoim pięknem-póki jeszcze może.
Więc pojadę jej jutro poszukać,zahaczając i o niedzielę (ale pamietając,ze trzeba wrócić i zagłosować) . Wyciszę się, nakarmię oczy czymś innym niż TU
pośmieję się z "odświeżonych" żartów,odwiedzę dawno niewidziane miejsca, poszukam jagód... Dwa tygodnie temu miałam filetowe prawie wszystko:jagód w górach było zatrzęsienie i nawet jeszcze nie były zmrożone:) jak więc się nie skusić?;)
Tęsknię za krainą łagodności.
Zbyt szybko chyba się żyje.

00:14, surfinia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 października 2005
ptasia grypa
Od pewnego czasu krąży dość niecenzuralny dowcip na temat:czego nie powinno się robić,by nie zarazić się ptasią grypą. Przytaczać nie będę,bo świntuszyć tu nie chcę, a poza tym-o dziwo- dowcip ten opowiadają głównie panowie,byc może dlatego,ze wydaje się być "mocny" a może zupełnie z innego powodu, ale nie chce mi się w ten powód wnikac;)
Raczej mam zdrowe podejscie do szumów medialnych na tematy różne,a jednak media mają jakiś wpływ i na moją podświadomość ,choć bardzo nie lubię się do tego przyznawać jako osoba chcąca mieć "własne zdanie" niezależnie od wszystkiego co naokoło.
No ale proszę bardzo:oto mały przykład.
Robiłam wczoraj porządek w szufladzie z korespondencją i w rece wpadła mi piękna kartka pocztowa-mała dziewczynka całuje gołębia czy innego ptaszka.
dawniej mi się po prostu ta kartka podobała.A wczoraj moja natychmiastowa i w sumie"niechciana" reakcja była taka: " a co z zapobieganiem ptasiej grypie"?
To tak jak kiedyś,kiedy idąc do pracy złamałam sobie cienki obcas w bucie.
I moja natychmiastowa idiotyczna reakcja byla taka: "O cholera, a ja nie mam Mentosa" (byla kiedys taka reklama ;)
No chocby człowiek nie wiem jak się bronił to i tak zostanie ogłupiony.
Jeden mniej,drugi bardziej.

a w nawiązaniu do ptasiej grypy :)
Stoję sobie kiedyś na przystanku autobusowym-z 15 minut do przyjazdu autobusu,więc się gapię:to tu ,to tam...
Nadciąga bardzo zadbana,wręcz nieskazitelna mama z dziecięciem-chyba 7 letnim,czy coś.Mama w oczekiwaniu na autobus siada i ogląda paznokcie,potem gazetę,potem wysyła sms-a, potem cośtam innego,a dziecko się nudzi i szuka czegoś ciekawego. Znalazlo.
Martwego ptaka,mniej więcej dwudniowej nieświeżości;)
"mamo,czy ten ptaszek nie zyje?"
"oj,Zosia,zostaw to paskudztwo,zostaw natychmiast!!!"-krzyczy mama.
Zosia wręcz przeciwnie-pochyla się i ciekawie przygląda się ptaszkowi,potem wyciąga rękę i bez strachu głaszcze jego piórka.
Mama odrywa się od kontemplacji pazurków i znów krzyczy:
"Mówiłam ci,żebys TO paskudztwo zostawiła!!!"
Zosia patrzy na nią z wyrzutem
"To nie paskudztowo. To ptaszek"
I niby odeszła,ale kątem oka patrzy czy matka ją obserwuje.
Mama ne obserwuje,więc Zosia szybciutko otwiera plecaczek z misiem i pakuje zdechłego ptaka do srodka,po czym wsiada z matką do autobusu...
po drodze spojrzała na mnie jakby z obawą,czy CZASEM czegoś matce nie powiem;)) szelma mała
Mama się ucieszy w domu na pewno:)))

ta historyjka miała miejsce wiosna.Jeszcze nie mówiono u nas o ptasiej grypie
:)





23:36, surfinia
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 października 2005
albo taki obrazek:
Poetycko juz było;)
teraz nieco inny obrazek.
No proszę sobie wyobrazic:niedaleko zatłoczonej jezdni stara, ścierkowo-szarobura ,dwupiętrowa czynszowa kamienica do rozbiórki.Z odpadającymi smutno liszajami tynku.
Obrzydliwie nieremontowana chyba od wojny albo od bardzo dawna.
Bo "po co" a przede wszystkim:"za co"?
A na dole-przed zapyziałą bramą...ktoś z nielicznych chyba mieszkańców postanowił urządzić sobie kącik rekreacyjny. Ogrodzenie "posesji" misternie zaplecionym płotem z gałęzi i pni brzozowych przywiezionych spoza miasta.
Rachityczne trawki i jakieś biedne klombiki.Żeby sprawić wrażenie ogrodu.
A na środku dumnie stoi stary skórzany fotel:)
To wszsytko tak zupełnie do siebie nie pasuje - płot z Ponderosy do 2-piętrowej rudery.
I ten fotel-tron  biedaka...
Ludzie nawet w środku miasta, w brudnej zaniedbanej dzielnicy chca i potrafią zorganizowac sobie swoje miejsce tak,zeby było milej. Może w przyszłym tygodniu uda mi się zrobić zdjęcie tego miejsca,to wsadze.




20:08, surfinia
Link Komentarze (4) »
dziś
Dziś nerwowo od rana- wszystko "na wdechu", tuptuptup w tę i w tę.
Brak czasu na kawę,herbatę siusiu czy kanapkę. W tej lub innej kolejności;)
(czasem zazdroszczę np.paniom czy w innym urzędzie,którym przysługuje "przerwa śniadaniowa" i choćby się waliło-paliło ta przerwa JEST)
Potem maraton przez miasto. Żeby szybciej i żeby zdążyć.
I znów: tuptuptup.
Ściśnięty żołądek. I niech mi kto powie :PO JAKĄ CHOLERĘ?


...a świat taki piekny...bywa. Dopiero godzinę temu wypuściłam powietrze (jest po 19)i rozejrzałam się naokoło. I dotarły do mnie obrazy,które widziałam-ale nie zauważałam dziś,tylko odłożyłam do przegródki z nalepką: "zajrzeć później".
O, na przykład PRZEPIĘKNE(!!!) graffitti na jednym z przęseł mijanego wiaduktu.
Nie lubię graffitti (zwykle) bo cała "idea" mi się nie podoba:idea paćkania na czystych powierzchniach (najlepiej na świeżo odnowionych ścianach zabytków)
jakichś paskudztw w kolorach tak samo paskudnych.
Ale to...to bylo COS. Dostałam wytrzeszczu,poważnie.

drzewo-nie drzewo-jakas hybryda-"coś: oplatające "coś" lub "kogoś",niby statyczne a jednak prawie się czuło na odległość jak oddycha,pulsuje namiętnością,ciepłem. Miękkość wypieszczonych kształtów.
Doskonałe odcienie przechodzące łagodnie jeden w drugi też potęgowało wrażenie "jedności dwojga"
"...i tych dwoje nad dwiema, co też są -lecz ich nie ma,bo rzęsami zakryte,wnet zakryte i w dół
jakby tam właśnie były i błękitem pieściły
jedno tę,drugie tę,pół na pół..."(
Grande Valse Brillante)
;)
Ta "jedność z dwóch" namalowana, więc jednością pozostanie na zawsze...albo raczej do momentu ,kiedy ktoś TO zamaluje.

jak w życiu.

o jeszcze "tematycznie" cos z Wierzyńskiego

"Kto nas zaczarował w ścienne malowidła
Po cośmy tu przyszli zmienić stare skrzydła
Zmienić stare skrzydła

Dokąd powrócimy
na te same ściany
na te same ściany
w mrok zaczarowany
w mrok zaczarowany..."



no i tyle:)


19:21, surfinia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 października 2005
CO jest potrzebne
Nie będzie nic egzystencjalnego.
Będzie o gotowaniu czy pieczeniu.
Bo się przełamałam i po raz pierwszy w zyciu upiekłam roladę biszkoptową.
Też mi "wydarzenie",nie? ;))
No niby nic wielkiego, ale ... o prosze: Neil Armstrong kiedy postawił stope na Księzycu, powiedział :"Jeden mały krok dla człowieka, jeden gigantyczny skok dla ludzkości" . Dla astronauty na pewno łażenie po Księzycu jest łatwiejsze niż gotowanie.
No to dla niektórych osob- gotowanie czy pieczenie jest porównywalne do takiego kroku na Księżycu ;))
..no dla mnie to nie...bo radośnie szaleję po kuchni od lat...ale JEŚLI kiedyś nauczę się robić drożdżowe ciasto-to będzie może wlaśnie dla mnie taki...kosmiczny krok:)
A rolada biszkoptowa...:)
Po prostu mnie"naszło".Doszłam do wniosku,ze...to się musi udac!
Tylko,że ja gotuję i piekę bardzo żywiolowo ,ponieważ NUDZĄ mnie wszelkie rozwlekłe przepisy. Więc robie po swojemu,czasem rzucam okiem(jednym!) na jakiś przepis,a potem prycham "pffffff!" i zabieram się po swojemu.
A potem trudno jest to odtworzyc czasem i nikt mi nie wierzy,ze ja wszystko(no prawie) to tak.."na oko" (OK, wiem,ze "na oko,to chłop w szpitalu umarł";). No i moje przepisy,któe czasem przekazuję zainteresowanym bywają...hehehhehe-nietypowe najogledniej mówiąc;)
tak czy siak: wykonałam owo cudo (czytaj: lekkiego gniota,ze względu na wymyślone przeze mnie a nie do końca dopracowane nadzienie).Okazuje się,ze największy problem to jest taki,żeby cienki płat ciasta, który się wywala z blachy na ściereczkę celem sprytnego zwinięcia -nie połamał się zanim się go zwinie.I cała filozofia. U mnie nie cała: połamał się niestety;)
ale posklejałam i było jakoś.Zostało zeżarte,ale musiało byc z tym cos "nie tak" jednak,ponieważ zeżarto w dwa dni a nie w jeden(jak to zwykle bywa;)

A TERA WNIOSEK:
na pytanie :co jest potrzebne,zeby upiec z powodzeniem! pozornie skomplikowane ciasto?...odpowiedż moja brzmi:
trzeba mieć skladniki to raz
trzeba mieć czas to dwa
trzeba mieć dobre chęci i dobry nastrój
trzeba sobie powiedzieć:"uda mi się ..bardziej lub mniej"(to tak jak z pogodą: zawsze JEST tylko nie zawsze ładna) -ojej,najwyżej wywali sie prze okno dla gołębi,hhehehheh
Nie wolno za to pod karą chłosty mówić:"na pewno mi się nie uda!!"
bo sie NIE UDA...
Z moją siostrą onegdaj (co za piękne słowo"onegdaj"!!! zachwycam się nim,poważnie!) zrobiłysmy następujące doświadczenie:
W tym samym czasie,z tych samych składników i w/g tego samego przepisu
upiekłyśmy ciasto.Ona u siebie,ja u siebie.Ona z nastawieniem,ze "nie wyjdzie na pewno" ,ja z ciekawością:"CO wyjdzie??"
Jej placek był nieco grubszy niż omlet...a moje ciasto wyrosło jak trza!
wniosek? a tak jak wyżej,bo nie chce mi się przepisywac;))


23:36, surfinia
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 października 2005
na sekund 5
Wlazłam tu jeszcze przedsennie,po późnym powrocie - żeby zapiąć na ostatni guzik ten naprawde dobry dzień. Nie miało tu mnie być,ale w nastroju lekko winno-filuternym,nie będąc w stanie pisać nic innego-nawiedziłam swoje własne wirtualne miejsce celem pobajdurzenia przez chwileczkę.

Wyszłam przed chwilą jeszcze na moment przed dom.
Bardzo rześkie powietrze-takie jakie lubię i ...kilka głębokich oddechów( w sumie"nauka oddychania na coś się przydała ;)
Na nieskazitelnie granatowym niebie dym z komina prosto w górę-tak jakby jutro miałą być ładna pogoda- a ponoć szykują się jakieś zmiany,zresztą dziś wszyscy z mojego otoczenia ziewali na potęgę. Ja też.
No ale niechby było pięknie to i wyjazd jutrzejszy sie uda "na bank".
...Mój kumpel Księżyc też patrolował niebo.Lubię go w kadej fazie-i wtedy kiedy jest chudy i zagięty na nowiu , i wtedy kiedy się podtuczy i chciałoby się go po niebie pokatulkać jak dziwaczną świecącą piłkę ze sklepu z osobliwościami;)
Czasem na nowiu pamiętam, że trzeba wypowiedzieć jakieś życzenie, ale za boga nie pamiętam,czy cokolwiek z tego się spełniło kiedykolwiek? :))) taką mam ...pamięć wybiórczą ;) Bo z tym jest jak z pasjansem:raz wyjdzie,raz nie, a my sobie dopasowujemy do tego co nam akurat we łbie świszcze;)
A generalnie jeśli chodzi o spełnianie życzeń to najlepiej liczyć na siebie:tak jest najbezpieczniej:) czasem tylko można wspomnianą dwa wątki"niżej"Złotą Rybkę skądśtam wyciągnąć za płetwę, żeby wykonała jakieś prace społecznie użyteczne, niech się nie leni, pensje za coś bierze od Głównego Dyrektora d/s Bajek, nie?:)

A w czasie pełni to bym się najchętniej włóczyła po nocy-bardzo pozytywnie nastwiona do świata.Może mam w sobie zadatki na wilkołaka? aczkolwiek konia z rzędem temu,co mi powie,czy wilkołak włóczący się po nocy i straszący przyzwoitych ludzi-jest w czasie pełni nastwaiony pozytywnie czy wręcz przeciwnie?:)) ..bo np.nie przyjęli go do filmu i przez to przeżył traumę;)
A teraz jak już napisałam troche bzdur to tylko poprawię błędy i idę spać,bo jutro nowy -mam nadzieję BARDZO przyjemny dzień:)
I nie będzie dostępu do sieci( i dobrze!),więc w przystępie weny twórczej noca na szczęscie(heheheheheh)nie bedę mogła się tu wywnętrznić. Choć kto wie?;)



23:36, surfinia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes