moja jesień gra bossanovą...
RSS
wtorek, 31 października 2006
pewnie,że myślę...
Od kilku dni myślę intensywniej niż zwykle,bo przecież trzeba TAM pojechac,wybrac kwiaty,które podobałyby sie Mamie (bo tata do innych rzeczy przywiązywał wagę), wszystko musi byc tak,żeby Mama- ta estetka patrząc przez szparkę w chmurach nie zgrzytnęła zębami:"nie pasuje!"
Zawsze była estetką, jedno musiało pasować do drugiego,wpadała ,patrzyła krytycznie na moją niegrzeczną fryzurę,strój częściej sportowy niż elegancki,wygodne buty częściej niż na obcasach. "No moja droga,zawód twój do czegoś zobowiązuje". Sama całe życie przebiegała w szpilkach,wszyscy poznawali ja po krokach,mnie w szpitalu też, ale raczej po szybkosci biegu i energicznym "taramtamtamtam"po linoleum czy schodach,mam to po Niej).
A więc patrzyłam dziś tu i tam,ale ani w kwiaciarniach ani u "bab w kucki"nie widziałąm TYCH kwiatów. Pewnie będa czekać jutro zmarznięte-na zewnatrz cmentarnego muru. Tam je znajdę.
A narazie gotuję obiad na jutro,bo przecież wrócimy  zdrożeni po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów i będzie nas więcej,nie ma co wtedy tracić czasu na siedzenie w kuchni,lepiej porozmawiać.
Lokalne radio stanęło na wysokości zadania:mój ulubiony prezenter(nie pamietam jak sie nazywa) zasłuchany od lat w głos Kaczkowskiego-zaciąga lekko jak on, a i dobór muzyki często podobny,żadnej siekanki,spokój,wspomaga skupienie, w pewnym momencie "Aria na strunie G" Bacha-czy to kiedyś przestanie mnie zachwycać...oby nie. Coś w rodzaju "medytacji na temat"-spokój i ciepło wewnętrzne, wszystkie zawirowania dnia,które przeszły,niech zostaną w tyle. Nie teraz o tym myśleć.
Przed oczami stają mi różne obrazy,nie te z ostatnich chwil Mamy,ale te nasze wspólne głownie z dzieciństwa,najlepsze.
Nagle dzwonek do drzwi... gość w dom? czy zjawa? ;)
Gromadka wymalowanych dzieciaków krzyczy:"cukierki albo psikus"
Jakieś cukierki wysupłałam,dzieki temu unikniemy pomalowania drzwi albo wywieszenia kartki:"oni nie dali dzieciom cukierków!!!".
Nie ma co z dziećmi dyskutować na temat :"Halloween nie jest świetem w naszej tradycji".
Każda okazja jest dobra,by...dostac cukierka,czyż nie?
Zamknęlam drzwi.
Znów jestem skupiona.



20:58, surfinia
Link Komentarze (26) »
wypieki miałam,ale już nie mam
Wysoki, elegancko ubrany mężczyzna ,pięćdziesiąt kilka lat, na korytarzu w przychodni zrobił mi awanturę,że za długo CZEKA (choć cały czas lekarze przyjmowali pacjentów,uwijali sie jak w ukropie), że źle mamy zorganizowaną pracę, że w ogóle służba zdrowia to jeden wielki gnój i czy ja wiem, kim on jest.
Dla mnie był pacjentem, a jego koneksje mnie nie interesowały.
Byłam uprzejma,spokojnie usiłowałam opanowac sytuację,ale on mnie tez odsądził od czci i wiary, bo był głodny "a nie miał jak zjeść bo czekał na badanie"...
Poproszony do gabinetu-jeszcze przez kilkanaście minut usiłował mnie ustawiać, w ogóle nie słuchał co do niego mówię, wreszcie grzecznie poprosiłam,byśmy się zajęli jego zdrowiem. Na zaczepki nie odpowiadałam,musiałam sie skupić. Ucichł po kilku dalszych minutach.
A potem mnie przeprosił. Trzy razy. Coraz bardziej skruszony,tak sam z siebie.
Przyjęłam przeprosinym,choć gardło miałam ściśniete i nie chciało mi przez nie przejśc ani
jedno miłe słowo. Uzupełniałam jego dokumentacje medyczną.
Mężczyzna wychodząc z gabinetu przy otwartych na korytarz drzwiach powiedział nagle:

"JEST PANI UROCZA..."

Właśnie wtedy , kiedy wyobrażałam sobie, że jestem posiadaczką ślicznej, skórzanej, czerwonej...rekawicy bokserskiej.
Ja dziękuje za takie huśtawki.

*
Po trzech godzinach pracy w biegu...podobna sytuacja tyle,że z kobietą,
była zapisana na konkretną godzinę,a przyszła dużo wcześniej i denerwowała się,cze czeka zbyt długo. I dlaczego "inni"wchodzą szybciej niż ona.
Ci inni byli zarejestrowani wcześniej...
Bardzo była niemiła, po wejściu do gabinetu wylała całe swoje żale na życie
na to,że lekarze nie znają się na jej dolegliwościach(jak dla mnie większość z nich to nerwicowe dolegliwości) etc.
Kiedy ją poprosiłam -popatrzyła na mnie i zapytała:
-To PANI będzie mnie badać?
-tak,ja
-no cos takiego...
Nie wyjasniła mi o co chodzi. W trakcie badania poprosiłam ją,żebysmy się skupiły na jej dolegliwościach,aby czegoś nie przeoczyć,przeciez po to do mnie przyszła.
Powolutku...powolutku..wypuszczała powietrze i zaczynała współpracować.
A ja miałam nadal ściśnięty żołądek.
Pod koniec wizyty kobieta przycichła. A nastepnie jako kolejna "zabiła mnie" tekstem:
"GRATULUJĘ CIERPLIWOŚCI"

Do diaska-to jakiś...test?Kiedy dam sie sprowokować i wybuchnę?
Raz tylko wybuchłam kilka tygodni temu i do tej pory żałuję,bo cały czas się szczycę opanowaniem.
Ja rozumiem,ludzie są znerwicowani i zagubieni.Niektórzy-jak ten pan z opowieści I -mają nawet znajomości,którymi lubią sie chwalić. Zrobią jedną i drugą awanturkę i się uspokoją.
A mnie nadal jest niedobrze i czuję sie jakby przepuszczono mnie przez wyżymaczkę.

Ale ja kupię sobie melisę, ziołowe tabletki uspokajające i tabletki na wrzody żołądka. I jakos przetrwam tę końcówkę roku.



18:53, surfinia
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 30 października 2006
"ordery" ;)
W wieku trzech lat złamałam sobie łokieć,bo tańczyłam jakieś szalone dance-balance na stołku. I poleciałam na pysk.
W wieku lat 5 wyleciałam na łeb z autobusu,bo za bardzo się spieszyłam,ale cudem jakimś upadłam na cos miekkiego (kupa liści chyba,dobrze,że...liści;))
W wieku lat 6 strasznie sie poobijałam,bo usiłując wleżć przez okienko do piwnicy gdzie było mnóstwo ciekawych i tajemniczych zakątków do spenetrowania-źle wymierzyłam w ciemnościach wysokość.
W wiekuu lat 10 omalże nie straciłam oka,bo wlazłam,gdzie mnie nie posiali,za co chłop (właściciel działki) przyłożył mi kablem również przez wyżej wspomniany łeb i trafił na oko,na szczęście nie wypłynęło,od tego czasu gorzej nim wprawdzie widzę ,ale poza tym ok.
W wieku lat 16 złamałam nogę,bo mi się zachciało założyć zbyt wysokie buty,a tam gdzie w nich polazłam-było za bardzo z górki. I znowu poleciałam na pysk.
W wieku lat 17 przeżyłam wypadek samochodowy i poza blizną na udzie(zniknęła po paru latach) nic mi sie nie stało,choć samochód był do kasacji.
W wieku lat 18 złamałam kręgosłup , bo poleciałam na pysk z konia.
W wieku lat 20 z pasją walnęłam nogą o stołek (metalowy) na jakims laboratorium bo mi cos nie wyszło i oczywiście stołek był...trwalszy.
W wieku lat dwudziestu paru-matką mało-stateczną będąc już od lat kilku- dołożyłam sobie do tego złamanie kostki,kiedy tańczyłam z kolegą tańce irlandzkie i źle zbalansowaliśmy co skończyło się upadkiem.Cały wieczór sylwestrowy siedziałam jak księżna udzielna na tronie i pozwalałam sobie okładać kostkę plasterkami ogórków konserwowych- bo kwaśne ;)
I jeszcze kiedyś w Alpach po zejściu z dość trudnej trasy-zobacyzłam poziomki i w miejsce ,skąd te poziomki mnie kusiły-oczywiście się wdapałam,a nie było wysoko i...gips.

Jeśli chodzi o złamania i inne urazy to wszystko. Póki co :)
Każde traktuję jak order z placu boju ;) i każde ma swoją historię zwykle dośc zabawną ,jak to u mnie. Może jestem nowoczesnym wcieleniem Pana Michała albo Zagłoby,nie to drugie nie,bo nie pijam  dużo ;)
O ranach w sercu nie wspomnę, bo to nie należy do tej kategorii orderów.
I tak jak patrzę na mojego syna,który ma "tylko" bliznę po przygodzie z sankami w wieku lat kilku- to się zastanawiam,czy tradycja w rodzie ginie?;)
Ja jestem w stanie znieść dużo.Ale wyobraźnie mam niestety bujną i bardzo nie chciałabym...czegoś wykrakać. Zima idzie,a Dryblas marzy o samochodzie.
I pewnie go sobie kupi. Przecież na to pracował prawie całe wakacje,kiedy ja za nim tęskniłam:)
Tfu,na psa urok. I przez lewe ramię trzy razy,albo i siedem(oczywiscie dokładnie sprawdzając, czy nikt za nami nie stoi ;)
Z drugiej strony:"myslenie(ponoć) jest kreatywne".No to może wystarczy pozytywnie myśleć ;)

19:30, surfinia
Link Komentarze (20) »
niedziela, 29 października 2006
niedzielnie
Moja mama opowiadała mi,kiedy byłam dzieckiem-dlaczego zawsze w sobotę słońce musi zaświecić chociaż na chwilę. Bo podobno kiedyś Matka Boska prała pieluszki w sobotę i niestety cały dzień padał deszcz. Więc Matka Boska usiadła i zapłakała. Z nieba wychylił się Pan Bóg i powiedział:"dobrze, od dziś w sobotę zawse będzie słońce świecić choćby przez chwilę"
:D
Nie mam pojęcia,skąd moja mama znała tę opowiastkę, wiem,że zadziałała mi an wyobraźnię i co sobotę wyglądam tej odrobiny słońca :)
Wczoraj dzień był pięknie-jesienny,aż do nocy, bo wnocy zaczął padać deszcz.Ranek niedzielny przywitał mnie wiatrem i chmurami.
No ale wstałam. I nagle zaświeciło słońce-chyba dla zachęty, a może z wdzięczności,że porannym jojczeniem na brzdką pogodę -nie przekreśliłam całego dnia? ;) Natura umie być wdzięczna. Ja na przykład wierzę,że jeśli w górach zachowue się człowiek godnie, z pokorą(bo góry ucza pokory...tak jak medycyna;) to nic złego stać mu sie nie może... ;)


Słońce, słońcem
Tradycyjne słuchanie programu "Gość Radia Zet" przy śniadaniu...to co sie słyszy-w dużej mierze budzić może politowanie.
...Jak na przykład przy okazji dyskusji o ewentualnej współpracy red.Mroziewicza (którego cenie i szanuję oraz podziwiam szczerze) z WSI - wyjatkowo kontrowersyjny (czytaj: bzdurny) tekst taki pewnego wysokiego (wzrostem i stanowiskiem) Mędrca :

"Przeciek jeśli jest,to musi być prawdziwy"

...Zależy czy "przeciek"jest prawdziwy czy wymyślony.
Czyzby ci co szukają i znajduja lub "znajdują" (powtórzenie słowa i cudzysłów-zamierzone ) posiłkowali sie słynną stalinowską zasadą:
"Dajcie mi człowieka ,a ja znajdę na niego paragraf" :/



11:53, surfinia
Link Komentarze (24) »
sobota, 28 października 2006
sobotnia cisza kobiety pracującej
A dziś mnie "wzięło na spokój",wiem,wiem, średnio zrozumiały termin,ale to właśnie sedno.Postanowiłam cieszyć się spokojem, a nawet go szukać.
W powolnym wykonywaniu czynności, w znajdowaniu w nich przyjemności, w wymyślaniu co mogę-a co ewentualnie zrobię,aczkolwiek niekoniecznie, bo czas mnie nie goni,och jak ja uwielbiam tak.
Syn pojechał z kolegami na górską wycieczkę rowerową, zerwał mnie wprawdzie zbyt wcześnie,bo to mu upadło,to trzasnęło,a jeszcze co innego zginęło i tylko ja mogłam wiedzieć,gdzież to się znajduje (najczęściej "na oczach").
Już dążyłam wrzucić pranie do pralki,uszykować śniadanie, posprzątać kuchnię a teraz zamyślam (całkiem konkretnie i prozaicznie ) o gołąbkach na dwa dni i jakimś dobrym cieście. Potem o książce,filmie co ich stosik mam do obejrzenia, a idzie mi to "jak krew z nosa". 
W międzyczasie znajdzie się czas na jakieś Bardzo Prywatne Ładne Myśli,trzeba w głowie  pozamiatać...z  zaschnietych liści, niech sobie teraz nowe złote opadają ciuchutko,
miękko,pieszczotliwie.

Zwykłe i niezwykłe   kobiece kurzodomowe zajęcia i mysli.
No ale ja tego bardzo potrzebuję.
Bo:wszechobecny jazgot polityczny na tematy wszelkie męczy.
Ostatnie tygodnie w szpitalu też dały mi popalić. Zbliża się koniec roku, kontrakty się kończą, terminy na badania długie ,pacjenci zagubiemi i to zagubienie odreagowują na moich kolegach i na mnie też oczywiście krzykiem,nieuprzejmością, pyskówką, ja rozumiem, ale nie jestem winna temu,że system służby zdrowia jest chory, jakiego to argumentu użył wczoraj względem mnie pacjent bardzo nieuprzejmy,bardzo krzykliwy i bardzo pewny siebie,to nie moja wina,że czekał w poradni gdzieśtam 4 godziny, owszem współczuję mu,ale nie do mnie czekał w tej 50 -osobowej kolejce więc niech na mnie nie krzyczy tylko sie rozbiera i da się zbadać.

Wśród personelu też nerwowo ,bo te podwyżki co miały być to niezauważalne będą. To co się ludziom opowiada w TV, to niestety nie jest prawda.
Więc ludzie się frustrują,stąd ta nerwowość.
O,dziś jeszcze gdzieśtam(na onecie?) zobaczyłam taką sondę:
"Czy zabronić lekarzom pracy w kilku miejscach "
Tak oczywiście. Równie dobry pomysł ,jak zabranie nam paszportów.
My też jestesmy ludźmi i też mamy żółądki oraz rodziny.


No ale o tym nie dziś, nie dziś...
Dziś rozkoszuję się ciszą. Spokojem.
Przy okazji przypomniał mi sie "Song o Ciszy " Jonasza Kofty i o ten kawałek:

Przecież już dosyć mamy huku i jazgotu
A gdy cicho-to źle i głupio nam
Jakby sie zepsuł życia niezawodny motor
coś nie w porządku-jakbyś był już nie ten sam
Cisza zagłusza-sam juz nie wiesz,jaki jesteś
Więc szybko włączasz to,co pod ręką masz...
A gdy się milczy,milczy,milczy
To apetyt rośnie wilczy
Na poezję co być może drzemie w nas...

Miłej soboty.





10:29, surfinia
Link Komentarze (16) »
piątek, 27 października 2006
natura jakże...
Natura bywa jakże... :
a/niepoprawna politycznie
b/nieelegancka
c/niedelikatna
d/za nic ma tak zwaną "wielkość" urzędu

Otóż przed obiadem, w trakcie obierania ziemniaków-syn wyciągnął z koszyczka TO co poniżej:D czyli takiego wdzięcznego kartofelka
Natura dała konkretny głos...szkoda,że tak póżno i szkoda,że nie razem z jakimś gromem z jasnego nieba
:)

16:06, surfinia
Link Komentarze (36) »
wtorek, 24 października 2006
udany-nieudany
Powiedzmy,że wszyscy ci co nie w humorach- dziś kąsali dlatego,że cośtam wieje, halny albo "to" co nadciąga od Francji.
Niestety nie byłam lepsza, kilka razy nawet szpetnie przeklęłam(no nie tak strasznie,ale jak na mnie-wystarczająco ;).
Nic nie szło tak jak trzeba, a wszystko miało być "na już" bo... etc.
Gdybym nie wiedziała,ze pracuję w szpitalu,to bym myślała,że pracuję w domu wariatów. No przynajmniej dziś na to wyglądało.
A może też sama się "nakręcam" (to miał być ślad samokrytyki).
Próg tolerancji na głupotę też mi sie niebezpiecznie obniżył, więc nawet radio wyłączyłam,żeby już nie słuchać gadania. Zwłaszcza,że z samego rana usłyszałam,że od przyszłego roku ubezpieczenie OC ma wzrosnąć o 30-35 procent,bo podobno te pieniądze mają zatkać dziurę budżetową czy też inaczej mówiąc-ponoć maja byc przeznaczone na służbę zdrowia.
Taaaaak. Głodne kawałki. Owszem,pewnie jakąś dziurę zakryją, ale na pewno nie tę,która jest nadto widoczna,natomiast taki"tekst" wystarczy,by znów ludzi rozsierdzić i tradycyjnie zwrócić przeciwko pracownikom ochrony zdrowia,bo to przecież "wszystko przez nich". Już przecież swego czasu były powtarzane dramatyczne kwestie (chwyty poniżej pasa zresztą),że przez podwyżki dla pracowników ochrony zdrowia-ileśtam dzieci z chorobą nowotworową nie dostanie leków.Tak,tak.Takie rzeczy opowiadał "nasz" minister. Cudzysłów zastosowany celowo.

Padłam na twarz i spałam do wieczora - w sumie trzy godziny,a ja przecież nigdy nie umiałam spać po południu...
A teraz - skończyłam gotować rosół i smażyć naleśniki. Nie ma to jak niekonwencjonalne pory gotowania obiadów:/
Przy okazji zapomniałam o jednej sprawie, od drugiej-rodzinnej-PRAWIE zapomniałam,ale na szczęcie w ostatniej chwili coś mnie"tchnęło" i zdążyłam zadzwonić. Na jeszcze inną sprawę ( służbową) nie mam pomysłu.
Poza tym-odgrzebałam jeden wyrzut sumienia. I jakieś wspomnienie,które już dawno nie powinno zajmować mojej głowy.
Do tego dołożyłam paskudną myśl,że z pewnymi obowiązkami nie radzę sobie tak,jak bym chciała-bo przecież chciałabym perfekcyjnie i żeby lekko, łatwo i przyjemnie ;) Kicha tam.
I zamarzyłam o sanatorium(nigdy nie byłam). Żeby NIC nie musieć i żeby ktoś zajął się moimi zestressowanymi mięśniami.
Nie ma to jak udany dzien:/
Ale z drugiej strony i to wężykiem...wężykiem ;) nie stało się żądne nieszczęście. Z tego punktu widzenia zatem nie jest żle..chyba.Zawsze przecież mogłoby być gorzej...




23:53, surfinia
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 23 października 2006
sama widziałam!:D
Bardzo Ważna Osoba w Województwie pod okiem kamery lokalnej prężnej TV
pojawiła się u szacownej jubilatki, która kończyła właśnie sto lat.*
Zatem należał jej sie bukiet od władzy, a jakże i cmok w łapkę - a jakże ;)
A życzenia okolicznościowe dla stulatki brzmiały tak oto:
-Pani Leokadio! Stu lat pani życzę! -tak zagrzmiała radośnie Bardzo Ważna Osobistość.
A potem była oczywiście konsternacja -lekka, bo starsza pani -może nazbyt wzruszona była,by tak całkiem zrozumieć to,co się do niej mówi, a może lekko przygłuchawa była, a może błysk fleszy i ŁUNA ważności "bijąca" od Ważnego Urzędnika uśpiła jej czujność...
Piekna uroczystośc była...tylko ja się czepiam :D

* sama widziałam,ale w TV, niech ktoś nie myśli,że ja 100 lat skończyłam onegdaj. Jeszcze troszkę ;)



21:20, surfinia
Link Komentarze (17) »
niedziela, 22 października 2006
przedponiedziałkowo
Kiedy mój syn był małym dziecięciem-mawiał na biedronki: PIERDONKI
a na skowronki -SKURWIONKI.
Wywoływało to zawsze salwy śmiechu i oczywiście wszyscy- a najbardziej ja-to pamietają :)
Więc ja sobie dzis pierdonkę czyli biedronkę " w biegu" oglądałam, badylki oglądałam, słoneczkiem się cieszyłam, ale im bliżej wieczora tym jakoś mniej to wszystko kolorowe-jutro poniedziałek, tyle rzeczy czeka na załatwienie,mam nadzieję że nic nie zapomnę,pewne sprawy mało przyjemne chciałabym odwlec,bo najnormalniej-nie wiem,jak je ugryżć.
Ale mam nadzieję,że w nocy mnie"natchnie" ;)
Muszę też skontaktować się z pewną osobą w sprawie kursu doskonalącego,bo obiecałam że się tym zajmę, a tu się okazuje,że gdzieś mi zginęły papierzyska, na których miałam zapisany numer telefonu i adres mailowy...ano nic, muszę znaleźć a potem posuszyć trochę zęby przez telefon,żeby nie usłyszeć słowa :"NIE" , zwłaszcza,że to nie dla mnie, więc tym bardziej mi zależy.
Oby tylko ten poniedziałek przeżyc, a reszta jakoś się ułoży:)



Te dwa zdjęcia to oczywiście z filmu "Nie lubie poniedziałku" Barei :)
Zawsze w poniedziałek mi sie przypomina facet z wajchą i od razu lżej :)


20:19, surfinia
Link Komentarze (21) »
w niedzielnym słońcu
W niedzielnym słońcu nawet lekko przekwitniete chabazie nastrajają pozytywnie.
I maleńka biedronka wędrująca po tarasie. Plask,już spadła na wycieraczkę,pomogłam nieprzystosowanej :D chyba się jednak przestraszyła,bo się jakoś dziwnie nie rusza....
Słońce na ścianach...jaka szkoda,że zaraz pójdzie sobie gdzie indziej.
No ale...patrzę ja w sufit przez sekund 5 (jak Dyzio Marzyciel;) i oto :w niedzielnym słońcu odsłonił sie też obraz zbrodni ;) na cudownie błękitnym suficie sypialni- smugi czyli"mazy" po zabitych komarach. W nocy bzykacze nie dawały spać, więc sie je packą ...tego. A teraz STRASZĄ . Lepiej niż duchy, bo w biały ,słoneczny dzień. No cóż-trzeba przedsięwziąć środki.
:)

14:26, surfinia
Link Komentarze (7) »
sobota, 21 października 2006
bo klasyka...
Popołudnie jakieś takie szarawe, zbierając talerze ze stołu po obiedzie usłyszałam z głosnika radiowego głos Elli Fitzgerald...znów otulił swoim pieknem wszystko i to"wszystko" rozjasnił. Mogę jej słuchać i słuchać, tak jest energetyzujący ten jej głos.
I przy okazji przyszła mi do głowy myśl,że jak to jest: pojawiają się ciągle nowe trendy,niektóre szumnie zapowiadane jako przełomowe,rewolucyjne, a i tak co jakis czas wraca się chętnie i z ulgą jakby...do klasyki.
Są takie utwory muzyczne, które przez wieki zachwycają i nawet najwięksi sceptycy nie mogą im nic zarzucić. Bo...jak mozna coś zarzucić kunsztowi Bacha czy Mozarta? Bo czy na przestrzeni setek lat-pojawił sie ktos o podobnym do nich talencie?
Są takie osobowości muzyczne jak Ella Fitzgerald czy Frank Sinatra. I ich piosenki niegdy się nie starzeją a słuchane są przez pokolenia.
Są takie zespoły rockowe i ich soliści,których muzyki i pamięci o nich "nie dogonią" nigdy gwiadki, które z hukiem pojawiaja się i nagle znikaja i NIKT po nich nie płacze. A ja niedawno sobie uświadomiłam,że minęło 16 lat od śmierci Freddy'ego Mercury...i jak świat po nim płakał. Bo takiego głosu i takiego Queen -nigdy ju,z nie będzie.Ale piosenki zostały i nadal są piękne,a niektóre wręćz wzbudzają dreszcz.
...Filmy,których nie da się "powtórzyć" w żadnym remake'u, mimo,ze czasem się probuje(coraz częściej,tak jakby filmowcom juz zabrakło weny) -ale te
zrealizowane po latach są i będą TYLKO podróbą. O której najczęściej szybko się zapomni, albo porównując z pierwowzorem...tylko wruszy się ramionami...
A przecież pierwowzory realizowane były często tak skromnymi środkami...w porównaniu z tym,czym przemysł filmowy dysponuje obecnie. I co? ZACHWYCAJĄ. W czym ich siła?
...Trendy mody...to co bardzo awangardowe najczęściej przegrywa z klasyką.
Zawsze będzie modna "mała czarna" , wąska spódnica z żakietem,szmizjerka i perły na określoną okazję. Oraz Chanel 5, choć to kompletnie nie mój typ:)
...a herbata zawsze najlepiej będzie smakować z ukochanego kubka,nawet czasem wyszczerbiobego. Lub z filiżanki porcelanowej, ustawionej na lnianej haftowanej serwecie...A nie w jakimś wymyślnym cudactwie na niby stoliczku ze szkla i aluminium co to nie wiadomo,czy przy nim się powinno leżeć... czy kucać ,bo siedzieć to już na pewno nie, a do tego to już nie wiadomo co z rękami zrobic,żeby nie wylać napoju z naczynia...

Wygląda na to,że wyłazi ze mnie konserwatystka.
Ale to wszystko przez Ellę :)




16:14, surfinia
Link Komentarze (14) »
piątek, 20 października 2006
Juliani + to czego zapomniałam
Bardzo chciałam obejrzeć wywiad Tomasza Lisa z Rudolfem Juliani wczoraj i...obejrzałam.
Chciałam na własne oczy zobaczyć, jaki jest ten legendarny,charyzmatyczny burmistrz Nowego Jorku.
Zobaczyłam wyważonego,spokojnego człowieka, sprawiającego wrażenie,że bierze pełną odpowiedzialnośc za każde wypowiedziane przez siebie słowo i osąd.
Z jego starannie dobieranych słów bił rozsądek, widziałam też ...pokorę i skromność człowieka,który zna jednak swoja wartość.
To oczywiście tylko na podstawie jednego wywiadu...
ale robi ten człowiek wrażenie. TAK powinien wyglądać i zachowywać sie polityk.
I takiego spokoju,wyważenia,rozsądku i ODPOWIEDZIALNOŚCI za słowa-brakuje mi u naszych polityków...
---------------------------------------------------------------
a ja zapomniałam...miałam napisać wcześniej,ale jakoś mi z głowy wypadło.
Mam różę wariatkę. Zakwitła w dniu powołania  nowej starej koalicji na biało i czerwono,
na pąki jej padło czy co. No może jedynym dla niej tłumaczeniem jest to, że zakwitła "czerwonym do góry" czyli-na dole białe,na górze czerwone. Czyli jakby na głowie w ludzkim tłumaczeniu.  Ale i tak się zastanawiam czy jej nie potraktować sekatorem...



22:19, surfinia
Link Komentarze (8) »
na dnia początek
Zostałam obudzona łomotem. Młody zaspał. Okazałam miłosierdzie: wstałam, uszykowałam mu śniadanie. Potem wzięłam gazetę do łóżka (Newsweeka,którego najpierw nie miałam czasu przeczytać, a potem okazało się,ze zginął-był w czeluściach pokoju mojego syna;)
Gazeta otworzyła mi sie bardzo "a propos" bo na temat śniadań,to znaczy mody,która przyszła do nas ze świata

"Koniec z kanapkami zjadanymi w biegu tuż przed wyjściem do pracy.Dziś śniadanie z kuchennego stołu przeniosło się do lokali .Polskę opanowała śniadaniomania[...] śniadanie na mieście staje się symbolem zachodniego,dynamicznego stylu życia ludzi sukcesu" etc

Wiem od zawsze,że wychodzić z domu bez zjedzenia choćby odrobiny czegoś-nie powinno się. Swoją drogą -jeśli ktoś nie ma czasu,żeby zjeść w domu porządne śniadanie i połyka kawałek chleba w biegu, "na jednej nodze"-
to na pewno nie będzie miał czasu,żeby usiąść w knajpce i celebrować śniadanie z poranną kawą i prasą. Ja na przykład należę do takich osób,ktore wszystko w biegu. Owszem, w okolicy jest lokal, w którym można sobie takie śniadanko przyswoić,nawet mnie kiedyś korciło,żeby tam zajrzeć( z ciekawości CO dają) ale....nie mam kiedy. Śniadanie zjada się rano, a ja rano każdą minutę mam wyliczoną. POprzestałam więc na relacji koleżanki,która sobie chwali. No i na lekturze jakże lekkich porannych artykułów "na temat".

A jeszcze dr_ewa999 pokazała SWOJE śniadanie... :DDDD


07:40, surfinia
Link Komentarze (21) »
czwartek, 19 października 2006
a dlaczego nie?
Rozsądny człowiek nie liczy,że go ktoś doceni czy nagrodzi- uczy sie zatem ..nagradzać sam:)
13 godzin pracy non stop. Juz po 6 byłam "na ostanich nogach" ale jakoś otrzepałam piórka i...dalej.
Wtedy właśnie pomyślałam sobie,że...właściwie-dlaczego NIE? I wzięłam kartę urlopową aby nią udokumentować,że jutro biorę wolny dzień.
Należy mi się! Zrobiłam dziś wszystko co zamierzałam,a nawet więcej, nakręciła mnie świadomośc faktu,że jutro większośc dnia będę miała tylko dla siebie,że rano zajmę się TYLKO sobą ,nie będę musiała się spieszyć, zostawię sprawy zawodowe (dość ostatnio skomplikowane) samym sobie na trzy dni:)))
Co za luksus. Poważnie, cieszę się ,jakby mi ktoś dał potrzymać 100 tysięcy:)
Byle mi tylko coś tego nie zepsuło...na przykład telefon z pracy.
Bo wprawdzie nie ma ludzi niezastąpionych,ale czasem mi sie wydaje,że ja należę do tych ludzi ...których nieco trudniej zastąpić ;)
Zatem planów mam na jutro duzo,ale... nic nie będę planować ;)
("masło maślane" z całą premedytacją)
A dziś wieczór (całkiem niedawno) z moim synem usiedliśmy do stołu i zjedliśmy całą furę pomidorów z mozarellą , bazylią i oliwą z oliwek... i przy tym gadaliśmy i gadaliśmy...dziwne: od kiedy wrócił z tej Anglii...nie starliśmy sie słownie ANI RAZU. Cud,paniedziejku,cud... :)
Ta nagroda też fajna.




22:52, surfinia
Link Komentarze (7) »
środa, 18 października 2006
uwaga-smutne
Jedna moja koleżanka ma dziecko z porażeniem mózgowym, bardzo znacznym.
Zrezygnowała z pracy zawodowej, by opiekowac sie ciężko chorym chłopcem, mąż tyra na kilka etatów,robią wszystko z myślą o synu I cieszą się każdym jego postępem..choć one sa tak małe...dla nich są WIELKIE.

Druga moja koleżanka zmaga się z ADHD u swego dziecka. Kocha go nad życie...

Trzecia moja koleżanka ma dziecko z chorobą nowotworową, aktualnie na szczęscie w remisji.

Czwarta moja koleżanka płacze po nocach,bo swojego dziecka mieć nie może, a jest "za stara"(lekko po 40-stce) i nie ma prawa do adoptowania maleńkiego dziecka.

Piąta moja koleżanka w podobnej sytuacji- jest ładna,mądra, bogata, robi to co lubi,ma piekny dom i kochanego męża,a z powodu braku dziecka jest nieszczęśliwa.

Reiwsz ...walczy o każdy uśmiech , każde słowo swojego syna i wszelkimi dostępnymi jej metodami stara się nawiązać z nim kontakt.

Ja sama omalże nie straciłam dziecka. Według lekarzy tuż po urodzeniu miał umrzeć i walka o niego trwała miesiąc. To był koszmar.Nie wiem, jak udało mi sie przeżyć,byłam jednym wielkim kłebkiem rozpaczy i łez. Przeżył dzięki determinacji pewnej Pani Profesor. Traf chciał,że kilkanaście lat po tym- ona sama trafiła do mnie,ze swoim bardzo dorosłym już,chorym dzieckiem...powiedziałam jej,ze nigdy,przenigdy jej nie zapomnę tego co zrobiła dla mnie i dla mojego dziecka." Pamiątką" mojego syna z tamtego czasu jest niedowidzenie -jedym okiem prawie całkiem nie widzi.

----------------------------------------------------------------------------------------

...a sa matki, które zabijają swoje dzieci.
Jak to jest,że matki, dla których dziecko jest największym skarbem...przeżywają tak wiele tragedii? A jak często od kilku lat się słyszy, że są kobiety które bez trudu rodzą dzieci-najczęściej zdrowe -nie potrafią tego docenić a nawet swych dzieci często nienawidzą? To tak w nawiązaniu do procesu matki,która ponoć jest odpowiedzialna za zabójstwo dziecka, podobno na jej zlecenie dziecko utopił jej przyjaciel...a to dziecko...to był taki ładny chłopczyk..
.
20:25, surfinia
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 16 października 2006
nie ma to jak... ;)
Nie ma to jak wsparcie koleżeńskie;)
Zeszły tydzień miałam wariacki, rozmawiałam o tym w piątek przez telefon z kolegą po fachu ( fajnym i przystojnym zresztą ;) i mówię, że padam na twarz,bo się przepracowałam
A on mi na to:
-o, to ty sie zużyłaś jak olej silnikowy!

:DDDDDDDDDDDDDDD

Nie mogłam dać w ucho,bo po pierwsze ucho było na drugim końcu szpitala, a po drugie nawet jakby było blisko to wpadłam prawie pod biurko ze śmiechu
:)
17:51, surfinia
Link Komentarze (31) »
sobota, 14 października 2006
we mgle widzę ostrzej
Przebudzenie w dobym nastroju to połowa sobotniego sukcesu.
Na dziś mam dużo zajęć, ale udaję sama przed sobą,że to będzie wszsytko załatwiane spontanicznie ;)
Póki co po turze pierwszej-mała kawa, bo szaroburo na zewnątrz, ale ja patrząc na zamglony kawałek łąki za drzewami cieszę się tym. Zupełnie nie wiem od kiedy mi się ta miłośc do jesieni pojawiła? Zawsze miałam do jesieni słabość,ale takiej złotej, połyskliwej, o barwach królewskich. A tu jakieś mgły i pokapywania...a mnie się podoba.Może dlatego,że mam wolny dzień.

Dr_ewa ma w swoich linkach taki zatytułowany:"świadomie istnieć". I mnie się ten termin bardzo podoba. Doszłam do wniosku,że w wieku dużo młodszym czasu tak bardzo nie ceniłam, zupełnie inaczej dzień przeżywałam,moze wiecej miałam oczekiwań, ale i więcej pretensji do życia,że to"jeszcze nie TA miłośc", że to "wszystko nie tak", że"smutno mi przewlekle" etc.
Potem pojawiło się małe dziecko, na początku bardzo chore,wtedy wszystko zdominował strach, CO będzie. I ten strach trwał potem kilka lat.
Potem był początek pracy: "jak dać radę temu wszystkiemu"? czy podołam?
Czas leci. Chyba przeszłam juz "kryzys wieku średniego" i wiem,że do takich chwil wracac nie chcę.
Teraz cieszę się każda chwilą,mając świadomośc jej ulotności(tak,banał), każdym pozytywnym drobiazgiem, każdym wzlotem, uśmiechem, tym że jestem. Raduje mnie,jeśli znajduję nic porozumienia z drugim człowiekiem.Pewnie,że  nie zawsze jest tak kolorowo,ale na szczęście to przechodzi, bo ta świadomość sie uruchamia...tak,świadomie istnieję !
Poza tym wczoraj przyszła Krysia. Już wie,że ma przerzuty do kości. A jednak się trzyma. Zasmuciła mnie...
I znów otworzyła mi w głowie klapke z napisem:"ciesz się babo każdą chwilą".



12:51, surfinia
Link Komentarze (20) »
piątek, 13 października 2006
gps
A jechałam sobie dziś z dumnym właścicielem GPS-a
Ubaw po pachy miałam. GPS ufiksowany, ustalił trasę a jakże, a do tego gada głosem Hołowczyca ("ech,kozula,kozula,zebys ty jeszcze gotować umiała " ;)
Nawet właściciel samochodu wyjątkowo nie obserwował zgrabnych tyłeczków na ulicy, tylko sie skupiał :)
Tyle,że jeśli właściciel samochodu z GPS-em jedzie trasą pokonywaną przez siebie ileśtam razy w ciągu tygodnia, to może nawet GPS-a zrobic w konia, z Hołkiem na dokładkę :) No bo tak: kierowca jedze,a Hołek mu nadaje:"za 300 metrów skręcasz w lewo" , a właściciel GPS-a mówi: "A nie panie Krzysztofie, a figa, a właśnie ,że w prawo". I jedzie w prawo.Jak zwykle :)
No i tak sobie gadają, przekomarzają się wzajemnie ;)
Grunt to sobie pogadać z  kims inteligentnym ;)

21:41, surfinia
Link Komentarze (8) »
to szczęście,że...
...wygląda na to,iż wychowałam przyzwoitego człowieka.
 Dryblas zachował się wczoraj względem swojego znajomego, którego dotknęła duża przykrość- z dużą klasą i przyzwoicie nad podziw. Z własnej nieprzymuszonej woli zrezygnował z czegoś, na czym mu zależało. I powiedział, że jego zdaniem jest to oczywiste. Bez zbędnych słów-zrobił swoje.
A mnie napełniło to zadowoleniem i dumą. Wczoraj mnie tak napełniło
I ...nadal czuję się pełna.
Czasem mi sie wydawało,że gadam,gadam i gadam - a tu grochem o ścianę.
Wczoraj się okazało,że jednak część grochu wpadła tam,gdzie powinna :)
To kawałek szczęścia,prawda?

16:48, surfinia
Link Komentarze (12) »
czwartek, 12 października 2006
podsumowanie dnia
Analizowanie całego dnia -takiego jak dziś-nie ma sensu, bo składa się z zaciskania zębów i przyspieszania,żeby zdążyć ze wszystkim. Niechętnie widziane są nieprzewidziane wtręty. Wreszcie zamykam się w gabinecie,żeby ODWALIć papierkową robotę ,modląc się,żeby nikt w kwestiach zawodowych nie zadzwonił, a oczywiście,że dzwonią, trzeba konsultacji, ok,choć kompletnie mi to nie na rękę. Za to żadnego miłego telefonu, z tak zwanym "głosem" ;) żeby chociaż przez moment się usmiechnąć do słuchawki i zażartować...zapragnęłam tego nagle i bardzo,ale to tylko przez chwilę taka myśl, odgoniona jak natrętna mucha.
Widać nie czas na to.
Udało się przewalić tony papierów, nawet w to nie wierzyłam, myślałam,że na jutro mi zostanie,nie ma to jak się sprężyć,choć dusza się wyrywa, okno szeroko otwarte na jesień,żeby chociaż odrobinę jej łyknąć, spojrzeć na drzewa, tak,przecież raz na godzine trzeba okulary zdjąć i popatrzeć w dal.
Wracam już po ciemku.
Jutro od rana to samo,ale nie z takim obłędem w oczach no i nie będę rozczochrana. I będę pilnować, żeby mi szminka sie nie wytarła. O. Robota robotą, a kobieta trzeba być.
:)

PS.Wczoraj wracając do domu z bukietem róż (naprawdę pieknych) zastanawiałam się dlaczego kobieta niosąca kwiaty zwraca uwagę, a bez bukietu-niekoniecznie? ;)

22:07, surfinia
Link Komentarze (17) »
 
1 , 2
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes