moja jesień gra bossanovą...
RSS
środa, 29 października 2008
po zmroku
Jako wielbicielka jesieni -jednak"wymiękłam" pod wpływem pogody z ostatnich dni, bo było tak,jakby ktoś sukcesywnie wylewał na wszystko całe cysterny szarej farby i najbardziej dostawało sie temu,co najładniejsze. Bo tak już jest,że jak coś jest z zasady- szaroburo-ponure, to dokładka szarości-już bardziej nie zepsuje tego czegoś . Natomiast,jeśli szarość wyleje się na złoto,purpurę,ciepły brąz, ciepłe myśli, ciepłe uśmiechy...to wszystko staje się brudne albo niewidoczne lub trudne do zdzierżenia. I wtedy najlepiej "to" przespać. Już chyba wiem,dlaczego część zwierząt udaje się na zimowy spoczynek...po prostu nie są w stanie znieść braku kolorów!:)

Spotkały mnie dziś dwie dziwne sytuacje, w których poczułam się jak odizolowana od reszty świata.  Bo ta reszta w tych momentach była nieważna. Ciekawe wrażenie...dawno nie przeżywane.
I aż dwa razy w ciągu jednego dnia!:D
Pierwsza taka sytuaja-trudna do opisania TU. Bo dziwaczna i nieco zbyt osobista...
Natomiast ta druga.
Wracałam z pracy juz po zmroku, nie miałam dziś do dyspozycji samochodu więc gdy uciekł mi autobus-złapałam taksówkę.
Kiedy wsiadłam-po całym pełnym napięć dniu...raptem znalazłam się w INNYM SWIECIE. W taksówce z głosników sączyła się muzyka Mozarta... A potem -to co wielbię: "Concierto de Aranjuez" Joaquina Rodrigo.Oparłam się o wygodne siedzenie. Taksówkarz nie zabawiał mnie rozmową, tylko prowadził pewnie samochód i słuchał.
Patrzyłam przez okno,kiedy jechaliśmy drogą tuż obok parku...złociste liście odzyskały swoja barwę w świetle lamp i nabrały dodatkowej tajemniczości, lekko drżąc na wietrze. Od czasu do czasu...odrywał się jeden z nich- i przez ołowiane niebo-w takt gitarowej muzyki -powoli opadał na ziemię...
Krople deszczu na szybie wystukiwały swoje staccato.
Pomyślałam pod domem, że nawet w zwyczajności może zdarzyć się nam coś niezwykłego. I że jestem szczęśliwym człowiekiem, bo jest mi to dane i  potrafię to docenić , cieszyć się chwilą. Pomimo róznych burz naokoło, wiader z szarą farbą i czasem- zimnych potworów w ciemnych kątach... ;)

22:14, surfinia
Link Komentarze (19) »
środa, 08 października 2008
co słychac...
Media krzyczą o kryzysie finansowym na świecie.
Oczywiscie i ja o tym myślę..zastanawiam się JAK w tak krótkim czasie mogło do niego dojśc i kto na tym wygrywa, bo że KTOŚ wygrywa to pewne...choc tego na pierwszy rzut oka nie widac...I jeszcze - z troską dumam-jak to wpłynie na nasze życie...

Dalszy ciąg przepychanek rząd-PZPN -FIFA, przysłowiowy "piłkarski poker"
i ja mieląc z cicha nieparlamentarne słowa...wyrażam tu i tam swoje zdanie. Bo mam:)
trudno, żeby pozostac w obliczu tego obojetnym,bo ten konflikt tak krzykliwy,tak niesmaczny,pcha się nam namolnie przed oczy i w uszy.

No i heca z koncepcją prywatyzacji szpitali- tak czy nie, pytanie JAK i jeszcze propozycja referendum etc. Też mam swoje zdanie. Znów trwają przygotowania do kampanii wyborczej... i znów dziac się to będzie kosztem pacjentów i pracowników ochrony zdrowia, bo ja nie wierzę, że coś zmieni sie na lepsze. Obym sie myliła.


Ale to wszystko ... NIC bo...dziś po południu,gdy w rachitycznym słońcu wrocławskim czekałam na tramwaj...powiał wiatr i na moim żakiecie przysiadł posłaniec z Krainy Łagodności- maleńki pajączek, który przyniósł mi przesyłkę - delikatną nitkę babiego lata...
Jak dobrze, że Kraina Łagodności jest...i że można się w niej schronic przed zgiełkiem...

                                   "
Wczoraj widziałem babie lato.
                         Wiatr je unosił w moją stronę,
                         bielutką cienką nić skrzydlatą,
                         brałem ją w dłonie..."
19:35, surfinia
Link Komentarze (22) »
środa, 01 października 2008
luźne myśli

Nie mam pojęcia skąd tyle pająków pcha mi się do domu,przecież się sprząta:/
Codziennie pozbywamy się chociaz jednego. Wczoraj wyniosłam na zewnątrz dwa pająki (no przecież nie ubiję...), z czego jeden był jak..niedojrzała tarantula! i chciał mi uciec...Patrzę przed chwilą- i co widzę? przy łózku w sypialni-kolejny, a tu psiakrew nie wolno go tykać,bo "pająk wieczorową porą wieści dobrą nowinę".
Niech szybko wieści, bo ja w obecnej chwili -to owej dobrej nowiny łaknę jak kania dżdżu. Bo jest tak: co sobie wszystko zorganizuję jak trzeba, poukładam, sytuacja się uspokoi na chwilę i uśpi mą czujność- to zaraz jakiś kolejny tajfun albo inne paskudztwo, teraz znów czuję jakbym siedziała zawodowo w oku cyklonu ale jedynie przejściowo i tylko głowa mnie boli z bezsilności, bo poziom absurdu niektórych sytuacji przerasta skłonności pojmowania zwykłego człowieka. Nawet niegłupiego- bo mam nadzieję do takich się zaliczam ... chociaż tak naprawdę to trudno być względem siebie obiektywnym;)
Chciałabym móc pracować spokojnie. I moi koledzy też. Ale nie, nie da się, bo co chwilę ktoś coś genialnego wymyśla. I bądź tu mądry człowieku i pisz wiersze.
Czasem doprawdy... rym łatwiej sklecić (choć sie nie jest poetą) niż dojść o co chodzi Paniom i Panom z odpowiednich Wysokich Urzędów. "Bez vodki nie razbieriosz" ;) a co zrobić..jak się nie pije??? ;)

Staram się nie dawać dołującym myślom,ale nie do końca skutecznie,zwłaszcza że i nocą mnie dopadają w postaci mało śmiesznych snów o głębokiej symbolice, pewnie za jakiś czas się dowiem po fakcie o co szło. Szkoda,że nie szybciej.



20:12, surfinia
Link Komentarze (24) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes