moja jesień gra bossanovą...
RSS
sobota, 24 listopada 2007
Humanizm Mariolki w czystej postaci
Zielonooki Kot pochłonął miskę mleka ,następnie nieco surowego mięsa i...wszystko zwymiotował na środku kuchni, po czym..znów zabrał się z apetytem do jedzenia(świnia nie kot!)
Mariolka stanęła bezradnie nad zawartością kociego żołądka (która to zawartość znalazła się POZA kotem) i wielkim głosem zawołała:
-Ten, kto wpuścił kota i tarmosił go w trakcie jedzenia niech sprzata teraz po nim kuchnię ale już!
Męska zawartość jednego pokoju udawała,że nie słyszy, ale w pokoju przyległym  do kuchni -trudno było nie słyszeć wspomnianego wielkiego głosu Mariolki (Mariolka czasem ma niedosłyszących pacjentów i musi mówić bardzo głośno-zatem trening czyni mistrza...;) Zatem po chwili -męska zawartość pokoju przykuchennego odezwała się z rozbawieniem nie ruszając czterech liter sprzed komputera :

-Mariolka, przecież jesteś lekarzem, humanistą, nic co ludzkie nie jest ci obce!

...Terencjusz czy inny Seneka, psiakrew...

- Nic co ludzkie nie jest mi obce, ale ...KOCIE i to "ze środka"??? -odwrzasknęła Mariolka tracąc nadzieję,że ktoś ją wyręczy w "tym" ...
Po czym przypomniała sobie, jak kiedyś oglądała zdjęcia rentgenowskie psa koleżanki i usiłowały wspólnie ustalić co pieskowi dolega ;) a druga koleżanka postanowiła podrzucić Mariolce papugę do zbadania,ale nieszczęśliwa papuga odeszła do ptasiego nieba, być może wizyta u lekarza niekoniecznie była jej miła...

Po tych wspomnieniach...Mariolka z westchnieniem zamieniła się na chwilę w konserwatorkę powierzchni płaskich i sprzatnęła po kocie,który patrzył na nią z miną :"ciekawe ,skąd TO mogło się wziąć? ja niewinny, ja z orkiestry"

-Hipokryta -mruknęla Mariolka -przecież złapałam go na gorącym uczynku...

22:42, surfinia
Link Komentarze (9) »
piątek, 23 listopada 2007
Mariolka nadaje sie na polityka...
...albowiem : dzielnie wytrzymała w ciągu kilku godzin wiele wystąpień w sejmie, patrząc w telewizor jak sroka w gnat, ustosunkowując się myślą i głosem do tego i w owego, czasem używając bazyliszkowego wzroku, co jakiś czas kiwając głową z zażenowaniem, lub na "TAK", a czasem- rechocząc sobie pod nosem z ukontentowania.
Jednocześnie chwaliła siebie samą za celność ripost i ogólne pojęcie "na każdy temat"(niemal jak Drzyzga). Brak samokrytycznego spojrzenia na samą siebie-jak najbardziej upoważniał ją do zajęcia się życiem politycznym, ba przeciez onegdaj śniła nawet bardzo realnie,że została prezydentem Polski :)
Oczywiście zdolność czujnego podsypiania w trakcie,kiedy inni męczą się na mównicy-tez jest cechą pożądaną dla polityka, bardzo "trendy" ;) i TO TEŻ Mariolka ma! :)
Ale nadszedł nieubłaganie czas zajęcia się prozą życia, polityka polityką, a pranie wywiesić trzeba. W trakcie tej czynności Mariolka usłyszała strzelaninę w TV... "OH, MON DIEU " -zakrzyknęła i dodała wielkim głoem: "Czy to w sejmie???" -po czym nie czekając na odpowiedź przygnała do pokoju, a tam na ekranie... nie Sejm, a Wołoszański, to znaczy "Twierdza Szyfrów".
A  w Sejmie: gadają, ustosunkowują się do tego i owego, rechoczą, pokrzykują (ale z lekka tylko-idzie nowe;), kiwają głowami,podsypiają, ziewają,
i byc może dłubią w nosach, albo wysyłają sms-y...

-Uff. Zatem się nie pozabiajali.

...Po czym poszła dalej wieszać pranie, z przekonaniem,że niebawem...wróci do polityki, bo bez Mariolki kraj na pewno sobie nie poradzi :)
:)

21:26, surfinia
Link Komentarze (12) »
czwartek, 22 listopada 2007
Mariolka i myśli
-Tak wiele mi ostatnio umyka... westchnęła Mariolka mając na myśli:

-kolejny dzień,który składał się tylko z poranka i wieczoru ,bowiem częśc "pomiędzy" - gdzieś  się  przedziwnie  zagubiła w rozlicznych obowiązkach (potwierdzając tym teorię
o względnosci czasu)
 

- strzępy informacji o świecie i kraju

-okazję kupienia nowych butów na zimę (jednego dnia były w potrzebnym
numerze, a drugiego dnia już oczywiscie nie...

-ważne wydarzenia "na mieście"

-tramwaj -niekoniecznie niebieski jak w piosence

-okazje do kontaktów towarzyskich...

-kreseczkę nad literką "c "-bo coś się stało w programie,co uniemożliwia
zmiękczanie głoski "c" przez dolepienie do niej owej kreseczki ...

W chwili ,kiedy Mariolka usiłowała usystematyzowac kategorie owych umykających zjawisk...umknęło jej również mleko z garnka,które sprytnie wykorzystało chwilę nieuwagi kucharki

Mariolka jest jednak typową Polką. Czerpie bowiem czasem pociechę z tego, że"inni mają gorzej" (co jest nasza narodową cechą;)-bo na przykład takiemu Zielonookiemu Kotu ostatnio umknęła mysz, którą sobie przyniósł z dworu w celach zabawowych i kulinarnych. I nie dośc, że się nie zabawił i nie pojadł-to
jeszcze "nabawił się" przydomków :"niezdara " i "dupek", a więc poza myszą umknęła mu również godnośc i okazja do zgrywania Kota Łownego.

...Mariolka zatem uspokojona starła mleko z kuchenki i już nie myśli.
Byc może to jest jej największą stratą,ale tego jej oczywiście nkt taktownie nie powie.
ciiiiiiiiiiiii...
;)

23:19, surfinia
Link Komentarze (14) »
wtorek, 20 listopada 2007
Mariolka i serce
-Nie masz serca! -powiedział syn Mariolki ...do Mariolki, kiedy ta ostro nakazałą mu poodkurzać mieszkanie i była głucha na wszelkie argumenty przeciw...

-nie masz serca!! KOTU żałujesz??- powiedział mężczyna, kiedy Mariolka nalewając mleka kotu do miski-zachowała dla siebie parę kropli na później do kawy.

-nie masz serca!!!-wołały oczy Zielonookiego Kota, kiedy Mariolka przegoniła go od kuchenki, na której dusił sie gulasz wołowy (dla ludzi,nie dla kota,który i tak zjadł już całą wielką puszkę kociego żarcia i wydawało się,że zaraz pęknie )

Mariolka zastanowiła się.No bo jeśli coś twierdzi jedna osoba, to nie musi być prawda, ale jeśli dwie osoby są podobnego zdania a do tego jeszcze zwierzę...to może coś w tym jednak jest...
Wzięła zatem stetoskop,przyłożyła sobie w to miejsce, gdzie zwykle osłuchuje się serce i powiedziała poważnie: "prosze nabrać powietrza i nie oddychać"
Mariolka jako subordynowana osoba wie, że w takich razach nie ma co  dyskutować z lekarzem więc wedle nakazu - powietrza do płuc  nabrala i przez chwilę nie oddychała...
Serce było o dziwo- obecne gdzie trzeba i biło równym rytmem.
Tylko Mariolka za chwilę parsknęła śmiechem, bo zorientowała się,że mówi nie do pacjenta,tylko do siebie...



19:11, surfinia
Link Komentarze (17) »
sobota, 17 listopada 2007
???
Ktoś mi napisał niedawno krótkiego maila, że mój blog poszedł w rankingach do góry, zajrzalam gdzie trzeba i zdziwiłam się,myślałam,że to jakaś pomyłka...ale nie,zaglądam codziennie i...dziwię się nadal, no jest mnie tu mniej niż więcej...bo

czas mi się sfilcował jak nieopatrznie wygotowana w pralce skarpetka,a głowę mam zaprzatniętą tyloma sprawami, o których trudno pisać,bo nie do końca moje są te sprawy,ale jestem w nie niejako uwikłana,cokolwiekmiałoby to oznaczać ;)

I czasem myśl do głowy mi wpadnie, że chciałabym prędko o czymś napisać (bo ważne lub uwiecznienia warte) zanim koncept ucieknie,ale i tak ucieka, bo te myśli maja to do siebie,że od rąk-nawet bardzo zręcznych i pośpiesznych- o wiele szybsze są... ;)

W sumie to i dobrze,że ostatnio jakby więcej osób tu do mnie zagląda, bo może apel, który na sugestię Reiwsz,ale też z mojego własnego przekonania że tak trzeba- umieściłam na blogu- przeczyta Ktoś,kto jeszcze na niego nie trafił...
...i pomyśli: "trzeba coś z tym zrobić, żeby tych pieniędzy na Lalutka nie stracić"
...i napisze do Posła na którego głosował...

Ja napisałam do kilku, nie zajęło mi to wiele czasu, można coś dobrego zrobić nie ruszając pupy z domu... Zasadniczo to dla mnie MA znaczenie, GDZIE trafią pieniądze -ten 1 % z mojego podatku dochodowego. Bardzo ciężko i dużo pracuję i nie chciałabym, żeby pieniądze te zostały przeznaczone na cele inne niż ten,który uważam za słuszny...
Co roku mialam dylematy, gdzie wpłacić ten jeden procent...i od kiedy można, wpłacam zwykle na ratowanie życia i zdrowia dzieci. Od zeszłego roku i oby jak najdłużej moim "podopiecznym" w tym względzie stał się synek Reiwsz, która nadzwyczaj skrupulatnie informuje (na swoim blogu) mnie i Innych o małych i wielkich krokach w rozwoju Małego, a wszystkie te kroki wywalczone są ogromną pracą i poświęceniem Rodziców, nie wszsytko jednak da się załatwić bez pieniędzy...to smutne, ale taki jest świat, od kiedy wymyśłono środki płatnicze....

11:38, surfinia
Link Komentarze (15) »
wtorek, 13 listopada 2007
brak mi czasu,ale ważne, więc jak nie napisać?
No i proszę, tkwiłam do wczoraj w nieświadomości, nie wiedziałam,że będzie problem z tym 1% z dochodów, które można przeznaczać na Instytucje Użyteczności Publicznej.
Za zeszły rok ten 1 mój procent dostał synek Reiwsz, a tu się okazuje,że zmieniły sie przepisy! :(
I jeśli NIC nie zrobimy...to juz nie będziemy mogli Lalutkowi(synkowi Reiwsz) pomagać, straci szansę na wiele pomocnych mu działań terapeutycznych...
i to właśn ie teraz,kiedy zaczyna się otwierać na świat! Co śledzimy z radością sekundując Dzielnym Rodzicom, ciesząc się wraz z nimi,kiedy Mały robi KROK DO PRZODU i odkkrywa nastepny kawałek świata...

Więc mimo,że miało mnie tu nie być,bo mam coś do zrobienia-to jdnak JAK tego nie zamieścić??? Oto apel Reiwsz. Zrobiło mi się bardzo,bardzo smutno...ale precież i my możemy coś spróbowac zrobić!

Uratuj 1 Procent. APEL DO WSZYSTKICH BLOGOWICZÓW.

Kochani, dzięki Waszej ofiarności, dzięki Waszemu 1% mój Lalutek ma dostęp do terapii. Kibicujecie mu od dawna, wspieracie naszą drogę pod górę. DZIĘKUJĘ!

Jeśli nie zareagujecie na ten apel, nie będzie mogli mu już więcej pomagać. Przeczytajcie, więc proszę i ZAREAGUJCIE!

Szanowni Internauci, Rodzice Dzieci Niepełnosprawnych, Osoby Niepełnosprawne i Wszyscy Ludzie Dobrych Serc, chcący pomóc,

Aktualnie obowiązująca ustawa o podatku doch. od osób fizycznych uniemożliwia przekazywanie przez Was 1% Waszego podatku dochodowego wybranym przez Was osobom - podopiecznym Organizacji Pożytku Publicznego.

Jeśli uważacie, że trzeba to zmienić, to - wykorzystując internet - prosimy:

a/ zwrócicie się - jako Wyborcy - do Waszych Parlamentarzystów (tu jest ich lista uzależniona od okręgu wyborczego; po kliknięciu nazwiska posła pojawi się ikona poczty, pod którą jest ukryty adres mailowy: http://www.sejm.gov.pl/poslowie/okregi6.htm) przesyłając im poniższy tekst z prośbą o spowodowanie zmiany w ustawie w przyszłości oraz prośbę - propozycję wykorzystania aktualnych rozwiązań prawnych, tak aby było możliwe przekazanie 1% ze wskazaniem osoby w rozliczeniu PIT za 2007 rok,

Tekst dla Rodziców dzieci niepełnosprawnych (tu możesz pobrać)
Tekst dla pozostałych Podatników

PROSZĘ UZUPEŁNIĆ W WYSYŁANYM TEKŚCIE DANE OSOBOWE WŁASNE I POSŁA ORAZ POPRAWIĆ FORMĘ JĘZYKOWĄ OZNACZONĄ KOLOREM CZERWONYM

b/ proście swe rodziny, znajomych o przesyłanie powyższych próśb do ich parlamentarzystów,

c/ nagłaśniajcie powyższe rozwiązanie i prośby na forach internetowych, kontaktujcie się ze znanymi Wam mediami w tej samej sprawie.

STWÓRZMY NACISK MAILOWO-MEDIALNY NA DECYDENTÓW -
MIEJMY WPŁYW NA NASZĄ RZECZYWISTOŚĆ!

ZBLIŻA SIĘ CZAS ROZLICZANIA PIT 2007!

ZAMIEŚĆ U SIEBIE NA BLOGU! Przyłącz się!

Apel o spowodowanie zmian w przepisach dotyczących 1% podatku, zamieszczony jest na stronie Natalki.


22:55, surfinia
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 12 listopada 2007
miało być a nie jest
Miałam mieć więcej czasu od poniedziałku,a nie mam. To znaczy dziś jeszcze tak, od jutra znowu nie. Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie, ot życie.
Muszę się zająć kilkoma palącymi sprawami swoimi i cudzymi, ale ważnymi tak jak moje, więc może mnie przez "chwilę" nie być tu, bo czasu nie wystarczy,ale nic złego się nie dzieje :) Do niebawem :)

23:53, surfinia
Link Komentarze (9) »
Geneza nicka-coż,przerwać łancuszka nie sposób;)
Dwa i pół dnia mnie nie było w sieci (wyjechałam) i proszę-już wywołana do tablicy-przez Zaboćka, być może jeszcze przez Kogoś,ale nie zdążyłam jeszcze się zorientować :)
Jak zacząć?
...dawno,dawno temu...ale w sumie to nie było tak dawno...a gdzieś ok. roku 2000, czyli wtedy kiedy przestałam się bać komputera, ustaliłam bowiem z całą pewnością,że trudno tak od razu zepsuć komputer przez samo włączenie i użytkowanie zgodnie z przeznaczeniem ;) ...czasem zaglądałam tu i tam. I czasem coś napisalam- najpierw pod jednym , potem pod jakimś innym nickiem,ale to nie było TO.
I pewnego dnia- ktoś napisał coś na temat dwuznacznego,zabawnego tłumaczenia nicków i wspomniał też o "Surfinii jako kobiecie surfującej w sieci". Jak widać nie miało to nic wspólnego z ładnym kwiatem:)
Zaraz napisałam do twórcy owej definicji z zapytaniem,czy mogłabym sobie ten nick "wziąć". Twórca powiedział,że nie widzi przeszkód i że będzie mu(nawet!) miło.
I tak zostało.
Przez długi czas nie użytkowałam owego wirtualnego imienia(leżało sobie odłogiem),bo jakoś nie było okazji, aż do momentu,kiedy postanowiłam założyć swojego bloga na Bloxie.
I wtedy Surfinia wylazła z kąta, otrzepała przykurzone i lekko pogniecione płatki...wskoczyła na deskę surfingową i dokonała wślizgu w ten swój kawałek sieci ("mój jest ten kawałek podłogi") tak skutecznie,że tkwi w nim już dwa lata, deskę odstawiła do kąta, grzeje się przy wirtualnym kominku, raz rozkwita, raz z lekka więdnie, jak to kwiato-kobieta, zgodnie z porą roku i nastrojem, przy ludziach miłych i mądrych trwa dłużej niż sezonowa roślina ...i tyle. Koniec historii....

i co? Jeszcze 5-6 (?) nominacji... i tu mam problem,bo chciałabym wiedzieć o genezie nicków Was Wszystkich...o niektórych nickach conieco wiem...bo albo przeczytałam/usłyszałam,alebo...nicki sa bardzo przejrzyste...
więc może.... o tych których nie wiem?

1.arlekino58 -czy dlatego,że Arlekina czasem przedstawia się z łzą...?

2.mozarcik64-skąd to muzyczne skojarzenia?:)

3. cito1 - ???? -dawniej, na samym poczatku myślałam.że z racji łacińskiego słowa tak często używanego w medycynie- jesteśmy podobnej profesji

4.anieros -kompletnie zero skojarzeń -więc????

5.wanilia39 - pachnie się pięknie i słodko...

6. prof.
Sut Sztywny -czegośtam się domyśłam,ale kiedyś ten nick wprawił mnie w osłupienie:)

Gdyby można tak jeszcze móc z 50 nominacji...

a teraz ide prać, bo to co zastałam po powrocie z wyjaxdu do domu nie nadaje się do opisania :)




19:58, surfinia
Link Komentarze (8) »
piątek, 09 listopada 2007
powinna być cisza,ale

...spojrzał na mnie z ekranu telewizyjnego. Policzek podparty na dłoni jakby w zadumie,bo taka przed wojną była maniera w wykonywaniu zdjęciowych portretow.
Nie znałam tamtego zdjęcia...
Spojrzenie ostre, uważne,sympatyczne i mądre. To była tylko krótka chwila,ale czułam, wiedziałam,że go zobaczę,kiedy w uzupełnieniu uroczystości katyńskich
na ekranie pokazało się kilkadziesiąt zdjęć... i On tam był.

Bez względu na to, jakie kto by miał wątpliwości co do organizacji tej dzisiejszej uroczystości- była (jest) ona dla mnie ważna, bo Dziadek Kazimierz zostanie pośmiernie awansowany o jeden stopień...tak jak wszyscy ci, którzy zginęli w Katyniu, Miednoje i Charkowie-straceni przez NKWD.
Kiedy awansuje bohaterski żołnierz- jego rodzina powinna przy tym być.
Jestem i będę przy tym i ja- całą duszą, ze ściśnietym sercem od wzruszeń.
Ja, Jego wnuczka.
Dziś zastanawiałam się...jak to jest wiedzieć,że za chwilę zginie się od strzału w tył głowy.
Oraz...jakim trzeba być człowiekiem,żeby zabić...zabijać.

Ilu wspaniałych ludzi wtedy zginęło. Gdyby (oni i inni) przeżyli wojnę...



znalazłam w sieci -Matka Boża Katyńska.
Przejmujące.








18:59, surfinia
Link Komentarze (28) »
czwartek, 08 listopada 2007
Węch Mariolki i co z tego wynika
Kiedy Mariokę boli głowa-jej węch staje się wyczulony tak,że prawdopodobnie miałaby szanse na karierę psa-tropiciela. Gdyby na przykład tychże zabrakło.

Dziś wieczorem weszła na swoją klatkę schodową i poczuła TEN zapach.
Skojarzenie natychmiastowo-prosektoryjne. Przed oczami Mariolki przetoczyły się dziesiątki obrazów -co jeden to straszniejszy. Kto wie,czy gdzieś w bliskim otoczeniu nie ma zapomnianych zwłok... Kto wie,czy nie popełniono strasznej zbrodni, na skutek której ten zapach zaistnial i ba-pewnie będzie się nasilał.

Mariolka zatem zaczęła poszukiwania źrodła zapachu. Najpierw obejrzała wszystkie kąty na klatce schodowej, "bo może jakiś kot oddał ducha na tejże"?
Zielonokiego Kota wykluczyła, bo prawie zjadł Młodego dziś rano razem z kocim żarciem i poszedł się szlajać ( a żeby"emitować" wyczuwany zapach- musiałby być już w stanie rozkładu).

Sąsiadka z piętra za bardzo kocha swego męża, więc zamordować go raczej nie mogła ;) zresztą Mariolka upewnia się, bo słyszała głosy sąiadów w czasie "śledztwa". Brak sąsiada spod "trójki"nieco niepokoił ją, od kilku dni go nie widziała, zatem (żeby jej ktoś nie zobaczył)przytknęła nos do drzwi nr 3 - by stwierdzić ,że to nie stamtąd.

Wdrując na piętro -stwierdziła,że zapach rozkładu nasila się.
Lekko miękkie nogi miała, bo obok żadnego mocnego ramienia,coby się wesprzeć gdyby na przykład po wyważeniu drzwi do sąsiadów "nadmieszkających" okazało się,że leży tam ktos od paru dni i nie dycha.
Ponieważ Mariolka jest dyskretna, delikatnie i nieśmiało zapukała do drzwi "podejrzanych", bo preczucia miała mieszane. Właściwie to z ulgą ujrzała sąsiadkę w drzwiach
- czy wszystko u was w porządku?-zapytała
- a jakże! ugotowałam flaki. Może się poczęstujesz? zapraszam!
...

Niektórym ludziom zdecydowanie powinno się zabronic czytania powieści Chmielewskiej czy kryminałow Agathy Christie;)

...wężykiem! wężykiem! ...






22:02, surfinia
Link Komentarze (21) »
wtorek, 06 listopada 2007
w drodze-historyjka bo nie historia ;)
Mężczyzna w drodze nie miał czasu ,ale jak każdy zdrowy człowiek-miał potrzebę konkretną,powodującą ucisk na ..mózg i nie tylko, wymagającą zatrzymania się na stacji benzynowej i udania się do miejsca,które charakterystycznym oznaczeniem na drzwiach-sygnalizuje, że tylko mężczyżni mają tam wstęp.

Stanął przy wiadomym urządzeniu z porcelany, a trzeba powiedzieć , że obok było jeszcze dwóch mężczyzn, też z drogi i też z potrzebą :)
Kiedy Mężczyzna uczynił odpowiednie przygotowania...raptem z jego kieszeni odezwał się uroczy damski głos :" Szukam sygnału GPS. Jak znajdę-to ci powiem".
Współużywacz WC nr jeden-na dźwięk damskiego głosu stracił nieco kontrolę i strumień moczu skierował na ścianę,niemal jak ogrodnik,któremu wąż ogrodniczy ucieka pod zbyt duzym ciśnieniem wody;)
Drugi Wspóużywacz męskiego WC - spuścił wzrok i zaczął czegoś uważnie... szukać...sygnału?;)
Mężczyzna -bohater wątku- rownież zaprzestał czynności zasadniczej i zaczął
poszukiwania damskiego głosu,który w męskiej ubikacji o zgrozo! nie mógł odnależć sygnału :)

Za to facet stojący przy umywalce i myjący ręce "po fakcie"(brawo!)spojrzał na Mężczyznę z uwagą i rzekł:
-co to się porobiło...już nawet do kibla bez nawigacji trafić pan nie możesz?;)

Skąd to wiem? nieee, nie byłam tym głosem choćby dlatego,że nie da się mnie ... wsadzić do kieszeni. Mężczyzna ujawnił się ze swoim przywiązaniem do niewielkiego przedmiotu nawigacyjnego-przez przypadek.
A mnie w to graj, bo nie dość , że się uśmiałam -to jeszcze mogłam opisać tę prawdziwą historyjkę. Bo jak wykazują doświadczenia czy też obserwacje-nawet z tak błahego wydarzenia (minibzdetu) można zrobić Wydarzenie Medialne- bądź co bądź Gazeta to medium ;) zatem jeśli w niej piszę na bloxie - kreuję coś w rodzaju takiegoż wydarzenia:)






19:57, surfinia
Link Komentarze (20) »
piątek, 02 listopada 2007
piękni w Zaduszki
Lubię "Widotekę dorosłego człowieka"- a mało brakowało, żeby pewien ktoś, komu nie podobało sie,ze program prowadzą ludzie mocno dojrzali(bo przecież obowiązuje kult młodości i gładkiej buzi,nawet jeśli właścicielka lub właściciel-niewiele maja do powiedzenia) nie wyrzucił tego programu na zawsze z ramówki telewizji publicznej. Na szczęście program wrócił. I okazuje sie,że wiele osób nań czekało.
Czasem ogląda się to z łezką w oku,czasem z niedowierzaniem ("TO się mogło podobac???" ) a czasem z rozbawieniem - na przykład mój syn oglądał
ostatnio program z udziałem "Tercetu Egzotycznego" i dobrze się bawił,ja zreszta też, bo szczyt popularnosci tego zespołu był wtedy,kiedy byłam dzieckiem,ledwo miałam świadomośc,że taki zespól jest, bo była jakaś ich czarna płyta w domu,zakupiona przez rodziców :)

No ale dziś- w Zaduszki obejrzałam program z przyjemnoscią i uwagą oraz z wyżej wspomnianą łezką w oku...Jak bardzo zmieniła mi się "optyka"...

Bo na przykład ... Łucja Prus.dlaczego kiedyś wydawała mi sie nijaka? Może jako smarkula nie potrafiłam docenic wdzięku, głosu i tego CO pani Łucja śpiewała? Teraz patrzyłam na piekna kobietę, która miała głos ponadprzeciętny, a wykonanie " W żółtych płomieniach liści" wraz ze Skaldami
wydało mi się wręcz perfekcyjne...

Mira Kubasińska. Dawno temu patrzyłam na nia przez pryzmat jej"niegrzecznej" urody, wymykającej się kanonom, bardziej zajmowały mnie(irytujące) spodnie w kratkę Tadeusza Nalepy, niz to CO i JAK Nalepa grał...
I wstyd mi,ale na szczęście po latach do tego"dorosłam".

I o Marku Grechucie tez było, bo jakżeby nie? Ale tu optyka cały czas niezmienna. Piosenki Grechuty od zawsze-czyli od momentu zetknięcia się z nimi, aż do dziś- kocham miłością niezmienną ,nawet  coraz bogatszą.

Za smutek mój, a pani wdzięk,
ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
i lekkomyślnie dałem słowo, że kwiat ich kwitnie księżycowo,
a liście mrą srebrzyście



Patrzyłam na zaklęte w ruchomych obrazach wspomnienia...kiedyś Oni wszyscy byli piękni...
i BYLI.
20:29, surfinia
Link Komentarze (39) »
czwartek, 01 listopada 2007
Dialogi
Mariolka miala zły sen,więc jedyną radą było otwarcie oczu. Na ten widok sen natychmiast zmienił się w ziarenko maku i wstydliwie czmychnął pod dywan.
Mariolka wstała i przydeptała zły sen, żeby już nie wylazł.

Okno pokazało, że pogodna była łaskawa.
- trzeba niedługo jechac na groby-mruknęła do siebie Mariolka i rozejrzała się wokoło...

-Dzień dobry,Mariolko-usmiechnęła się Babcia wspomnieniem
Pamiętaj co zawsze mawiałam: karm dobrze bestie!
-Dobrze ,Babciu-odpowiedziała Mariolka po czym naszykowała talerz kanapek dla Młodego,który jeszcze spał, nasypała pokarmu rybkom i otworzyła balkon

-Miau - odezwał się Zielonooki Kot,który bezszelestnie wsunął się przez szparę w drzwiach,którą Mariolka dla nego zostawiła.
-Cześc,Zielonooka Bestio-powiedziała Mariolka-na co masz ochotę?
Na mleko ? Jeśli tak, powiedz "miau"
-Miau...!
-OK- Mariolka nalała mleka do miseczki.
- a do drugiej dac kawalek rybki?
-Miaaaaauuuł -rozległo się z pełna aprobatą.

-Mamo! -zaśmiał się Dryblas- gdyby mi ktoś powiedział,że wy tak sobie rozmawiacie z kotem, to bym nie uwierzył! :)
-no to juz teraz wiesz,że nie kłamię:)-odpowiedziała
-A teraz jedz,Bestio i jedziemy bo Nasi Bliscy na nas czekają.

-Tak, tak Mariolko,przyjedź,czekam- pamięc odezwała się głosem Mamy. Pamietaj tylko jak będziesz u mnie...że ja nie lubie tych bordowych drobnych      chryzantem...
-Spokojnie Mamusiu. Będzie Ci sie podobał i stroik i kwiaty...

Młody nic nie słyszał i spokojnie skończył śniadanie.
-Ale musisz jechac dziś ostrożnie, nie szalej -powiedziała Mariolka
-Mamo. Mówisz jak ta matka lotnika:"synku -lec nisko i powoli".
nie bój się,to JA prowadzę.
-Musi byc jakiś podział obowiązków! Ty prowadzisz,a ja się boję:)
Sprawiedliwie musi byc!

I pojechali.
A po kilku godzinach bezpiecznie wrócili.
Mam nadzieję,że Wy też...




20:44, surfinia
Link Komentarze (14) »
środa, 31 października 2007
definicja
Pani X jest bardzo chora. Właściwie to jeszcze nie wiadomo co tak naprawę jest przyczyną tego, że niknie w oczach.
Byc może to, ze po prostu nie chce życ... bo ma głeboką depresję.

Kiedy ją badałam - najpierw wysłuchała tego co mam do powiedzenia, a może tylko udawała,że słucha, bo słuchała bardziej swoich smutków niż mnie.
W pewne chwili przerwała moje medyczne wywody i powiedziała:

"Rok temu pochowałam męża. Jeszcze całkiem niedawno wychodząc na balkon widziałam kwiaty, niebo, słońce,drzewa...teraz widzę już tylko szare kafle podłogowe,bo nie mam motywacji by unieśc głowę"

Prosta definicja chorej duszy.

Kiedy opusciłam panią X - spojrzałam w okno. Jakby bojąc się, że nie zobaczę tego, czego moje oczy tak łakną...? Ale świat za oknem jawił się zachwycająco i pełen był obietnic.
Nieco później...
Biegłam po zasypanej liścmi alei i chłonęłam kolory jesieni bardziej ...świadomie niż zwykle-niejako z podtekstem ,bo pani X. uświadomiła mi to co wiem, ale o czym czasem zapominam,że TO CO DANE MI jest zobaczyc jest cenne. I nie szkodzi,że zwykle do patrzenia potrzebuję okularów.
Ma to swoje dobre strony.
Kiedy bywa beznadziejnie-zawsze można okularowe szybki pomalowac na różowo lub słonecznie... nawet na siłę.

20:45, surfinia
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 29 października 2007
słowa
Czasem mnie korci,żeby sprawdzić -w poszukiwaniu jakich fraz ludzie trafiają na mój blog. Kilka razy się zdziwiłam. Może ze trzy razy zniesmaczyłam.
Zdecydowanie mało poszukuje się u mnie jakichś "dziwnych" czy też"paskudnych" treści i to mnie cieszy.
Ale lubię znajdować w statystykach  następującą  frazę: "piękne słowa na dobranoc". Oczywiscie to,iż taka fraza w bezdusznych statystykach istnieje- nie świadczy o niczym innym ,jak tylko o tym,że takich słów( i tylko słów) -niekoniecznie w tym układzie-gdzieśtam na blogu użyłam...
Ale ponieważ wchodze na bloga by coś skrobnąć -głównie wieczorami, chciałabym wierzyć,że są tu słowa,które ktoś przed snem z uśmiechem przeczyta :)

Dzień miałam dziś...poniedziałkowy,ale bez poniedziałkowych dramatów czy
elementów"szewskich". Dość spokojny o dziwo.
Ale dlaczego jakiś smutek wieczorem mnie opadł...nie wiem. Przyszedł niespodzewanie, rozsiadł się w mojej duszy i nie miał ochoty wyjść.
Podszyty był jakąś irracjonalną obawą.
I co pomogło po kilku godzinach wleczenia smutku za sobą od kuchni -do łazienki-od łazienki do sypialni-od szafy-do balkonu, od pralki do okna?
Nie wiem. Może otrzymane miłe słowa? Może mała "komedia pomyłek"-która
spowodowała,że dostałam maila ,który nie był skierowany do mnie, a potem ktoś to w zabawny sposób odkręcał?
A może po prostu... w odpowiednim momencie pojawiła się Mariolka, która z właściwą dla siebie energią puknęła mnie palcem wskazującym w sam środek czoła, popatrzyła z politowaniem i bez słowa wyszła. Niegłupia z niej kobieta.
Szkoda,że pojawia się okazjonalnie, nie lubi bowiem wypowiadać się"na każdy temat" i wbijać się w każdą sytuację. Pojawia się niespodziewanie i lubi zaistnieć. Po kobiecemu :)




21:41, surfinia
Link Komentarze (20) »
sobota, 27 października 2007
Niekoniecznie o... ;)
Mariolka trzaskała pokrywkami w kuchni, a on jak zwykle cicho wszedł (tak,że go nie słyszała) usiadł na stałym miejscu i wlepił w nią spojrzenie swoich zielonych oczu  ( a oczy to ma piękne...).
Mariolka poczuła ciężar tego spojrzenia na plecach i odwróciła się...co zobaczyła w jego oczach? Miłość bezbreżną i uwielbienie  rozmiarze XXXL ;)  odczucia te wymalowane w oczach tak sugestywnie - wzbogaciły się jeszcze w zachwyt,kiedy Mariolka podeszła do lodówki...
-Ty na mnie nigdy tak nie patrzysz, chociaż też cię karmię- powiedziała Mariolka do Mężczyzny i nalała Zielonookiemu Kotu zimnego mleka do miseczki.
Mężczyzna odczekał  chwilę...aż :
Zielonooki Kot wylizał miseczkę, potem bez mruknięcia skierował się w stronę drzwi balkonowych, jeszcze tylko wykonał półobrót i spojrzał na Mariolkę wzrokiem kociego Bogarta, co być może  oznaczało :"idę,nie zatrzymuj mnie kobieto, nie wiem kiedy wrócę,może nigdy, nie płacz ,takie jest życie"  i już go nie było...
Mężczyzna wystawił nos zza gazety i rzekł do Mariolki:
-Może nie patrzę na ciebie jak ten bałwan, ale za to nie wychodze bez słowa zaraz po konsumpcji, cokolwiek miałoby to oznaczać ...

Hm...tez prawda :)

13:46, surfinia
Link Komentarze (27) »
wtorek, 23 października 2007
okno
Czytam sobie komentarze powyborcze tu i tam i ..cieszę się, bo fajewrerki się kończą, a świadomość ludzi pozostaje.
Potrzeba Polakom pozytywów jak świeżego powietrza, jak przysłowiowego wiatru w żagle.Dlatego widzę,że potrafimy się cieszyć nadzieją. Bo cudów to sie naprawdę nikt raczej nie spodziewa, raczej spokoju, otwarcia i prób  naprawienia  tego co zostało nadweręzone.

A ja od wczoraj otwieram oczy i widzę ( a może raczej..."wizualizuję sobie")
otwarte okno. Było zamkniete"na głucho",każda próba otwarcia skutkowała ostrzeżeniem zarządcy,że za oknem jest drzewo po którym do środka przez okno może dostać się wróg!
I jeszcze-że otwarcie okna może spowodować wyrwanie framugi,zburzenie całej ściany,ba! nawet domu, z naruszeniem fundamentów!
Zatem zabijano okno gwożdziami , które rdzewiały, a w nie wietrzonym pomieszczeniu coraz wyraźniejszy był zapach stęchlizny, pomiędzy zakurzonymi papierzyskami bytowały upiory (bo im bez światła dziennego i powietrza dobrze) , a po kątach pająki rozpościerały swoje sieci...
I nagle pewnego jesiennego dnia do ciemnego pokoju wszedł człowiek*, wyciągnął z ramy okiennej zardziewiałe gwożdzie i jednym zdecydowanym ruchem otworzył okno, a do pokoju wpadły promienie słoneczne...i NIC się złego nie stało, dom sie nie zawalił. Wprawdzie rama okienna najeżyła się drzazgami, odpadły też łaty starej farby... Ale to nic. Drewniane framugi można przecież wygładzić, pomalować. To nie jest trudne, tylko chcieć trzeba.
Szyby umyć, bo bardzo upstrzone przez muchy i zakurzone.
Kiedyś pomyśli się o kupnie nowego okna,ale narazie musi być takie jakie jest, byle je odnowić...
Te upiory trzeba przegnać, robactwo usunąć.
A drzewo za oknem to jabłonka, jesienną porą obwieszona jabłkami.
Tylko sięgnąć...


* człowiek-nie jest konkretną osobą. Jest nami...
18:17, surfinia
Link Komentarze (40) »
niedziela, 21 października 2007
hm?
Miarą klasy człowieka/ugrupowania politycznego jest umiejetność przegrywania, eleganckiego wycofania się w cień, by przynajmniej zakończyć godnie.

Poprzednia ekipa z jej szefem również w tym względzie nie stanęła na wysokości zadania.
Wyjątkowym świństwem jest dolepienie do kontekstu na temat wygranej przeciwnika- nazwiska mordercy księdza Popiełuszki. Chwyt niegodny , poniżej pasa.
Paskudne jest również traktowanie Polaków jak idiotów,którzy się dali wprowadzić w błąd,jak bezwolne,bezmózgie  kukły. Mnie osobiście to obraża. Podobnie jak wielu świadomych Polaków, którzy poszli głosować ZA  nowym,  a  przede wszsytkim- przeciwko PiS.

Zatem tym bardziej cieszę się, że ta ekpia odchodzi do przeszłości.
I oby powrotu do tej przeszłości juz nie było.

To   pierwsze  myśli,które mi się nasunęły na gorąco po wysłuchaniu lidera partii ustępującej,

Nie ma wyjścia, teraz trzeba byc lepszej myśli :)



23:18, surfinia
Link Komentarze (38) »
palce mocno zaciśniete
W moim lokalu wyborczym było bardzo dużo ludzi.Jak nigdy.
Jeśli tak ma wyglądać ta "manipulacja socjotechniczna" to bardzo dobrze.

Kiedy widzę w TV te gigantyczne kolejki Polaków na obczyźnie (pokazali Dublin,Londyn etc), uśmiechnięte twarze dziesiątków przeważnie młodych ludzi i słyszę słowa w których jasno i swobodnie wyrażają swoje postawy wierząc w to,że ich wybór coś wniesie-to serce mi rośnie.

Jedno wiem i to jest BARDZO ważne: bez względu na to KTO wygra, politycy muszą mieć świadomość,że Pospolite Ruszenie Polaków jest spowodowane nadzieją i brakiem zgody na kształt naszego życia politycznego takiego,jakim ono jest...JEŚLI politycy z nowej ekipy zawiodą tych ludzi, którzy na przykład potrafili stać godzinami w niesamowitych kolejkach...to stracą ten elektorat w przyszłych wyborach.
Grzechem najcięższym byłoby zmarnowanie takiego ludzkiego potencjału...

Zaciskam zatem kciuki i czekam.

20:47, surfinia
Link Komentarze (7) »
sobota, 20 października 2007
ciiii-sza
Kwestię ciszy przedwyborczej załatwił za mnie sam komputer a właściwie zepsuty router, który we wtorek z przyczyn niewiadomych odmówił posłuszeństwa i zostałam odcięta od sieci.
Zatem zostałam BEZ , co specjalnie mną nie wstrząsnęło,gdyż pracy miałam huk
a do domu wracałam głownie po to,żeby się przespać, nawet "nieograniczony dostęp do pilota od telewizora"(co jako jeden z ważniejszych elementów swego życia na przykład przytoczyła Sandra Bullock w filmie"Ja cię kocham,a ty śpisz")
nie był dla mnie atrakcyjny ;)
Dostęp odzyskałam dziś.

Politycznie już zatem nie będzie i dobrze,bo ile można być samozwańczą tubą?;)

Na samym początku istnienia tego bloga, zdaniem sztandarowym było:"Oni...ona...kot". Kot tytułowy zginął tragicznie dwa lata temu, od tego czasu przewinęło się przez mój dom kilka innych bardziej odwiedzając niż na stałe. Przedostania była Łaciata, która jak to kobieta-obraziła się nie wiedzieć za co i pewnego dnia zniknęła, bez ostatniego "miau".
Od kilku tygodni pojawia się kolejny kot-młody kocurek.
Kiedy po raz pierwszy nieśmiało zajrzał do domu był chudy jak szparag. Szarobury dachowiec, ze ślicznymi białymi skarpetkami i białym krawacikiem.
Jest najdziwniejszym z kotów, które bywały w moim domu.
Jest chyba w konflikcie z osiedlowymi kotami, które są większe od niego i walczą o teren wpływów.
Chyba ktoś kiedyś straszliwie go poturbował...bo jest nadzwyczaj nieufny, boi się wszystkiego a jednocześnie lgnie do ludzi...głownie do mnie(wie,kto karmi w tym domu), kiedy jest głodny siada grzecznie,nie miauczy tylko patrzy na mnie wzrokiem kota ze Shreka, dokładnie też potrafi pokazać czy woli mleko(ZIMNE!) czy konkret w postaci...mięsa.
Czasem w przystępie wylewności daje sie nawet pogłaskać, ale głównie wieje gdzie pieprz rosnie,kiedy tylko usłyszy jakiś dźwięk, którego nie zna(np.zasuwanie szuflady) albo jeśli ktoś wykona zbyt gwałtowny ruch.
Najbardziej lubi być w domu,kiedy tylko ja jestem,bo poruszam się cicho,cicho słucham muzyki,mówię cicho.
Kocurek uparcie śpi na krześle na balkonie, wyścielonym moja starą flanelową koszulą i starym ręcznikiem.
Kiedy znika, niepokoje się,czy nie podzielił losów kota nr 1.
Ostatnio nie spał na balkonie 3 dni, kiedy przedwczoraj  o północy zobaczyłam szarą kulkę wcisnietą w balkonowe krzesło ucieszyłam się, ulżyło mi nawet...znacie to: fala ciepła w sercu.
Ale zaczyna robić się zimno. Z jego nieufnościa i dzikością nie wyobrażam sobie, by był w stanie spędzić noc w domu, bo zacznie szaleć ze strachu.
Zobaczymy co będzie: albo przekona się  wreszcie , że dobrzy ludzie chcą go przytulić na przezimowanie,albo będzie się błąkał po świecie...jak to kot...




13:48, surfinia
Link Komentarze (17) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes