moja jesień gra bossanovą...
RSS
niedziela, 13 stycznia 2008
Mariolka słucha
Mariolka zrobiła sobie kawę i z filizanką wróciła do łóżka. Żeby było niedzielnie i rodzinnie , bo właśnie przebudził się Mężczyzna (dla którego kawy nie było,bo on jest fanem herbaty).
-bry...przeciągnął się i mlasnął
-a może byś ząbki umył?-zapytała Mariolka
-to niesprawiedliwe-jęknął Mężczyzna - że człowiek budzi się z takim trampkiem w ustach, nawet jak nie nadużywa!
- byłeś w ZOO? zbliżyłeś się kiedyś do małp? czułeś jak od nich capi bez względu na porę dnia,nie tylko rano?-próbowała pocieszyć Mariolka
-tak,ale małpy NICZEGO nie udają. A ludzie? codziennie udają-albo kogoś innego, albo -że elegancki zapach noszony cały dzień "na sobie" jest naturalnie im dany, a poranki nie budza ich znanym niesmakiem w ustach...udają ,że są dystyngowani a nie są,że coś mogą i potrafią a to bzdura...etc
-no nie wszyscy udają. Popatrz na tych brudnych bezdomnych, dziadków-wiecznie na bani- mieszkających na ogródkach działkowych. Oni niczego nie udają...są sobą ;)
-ano rzeczywiscie-rozjaśnił się mężczyzna
-chciałbyś tak?
-przecież wiesz...że czasami tak!:)
-na przykład dziś rano,żeby sobie pośmierdzieć bez moich uwag?
-... D

Mariolka pomyślała, że przyszła do łóżka z kawą żeby było rodzinnie;) a dostała bonus pod postacią rozważania o marnoci ludzkiej natury :)
Dzień dobry:)


13:06, surfinia
Link Komentarze (21) »
wtorek, 08 stycznia 2008
a
Wczoraj spędzając zaziębiony wieczór otulona ciepłym kocem przez przypadek
włączyłam program prowadzony przez Annę Dymną. Nie wiem,jaki jest tytuł programu,nie pamietam-czy był na TVP1 czy dwa, wiem za to że Aktorka prowadzi rozmowy z niepełnosprawnymi przyjaciółmi, bo ton tych rozmów jest nad wyraz przyjacielski,rzekłabym ,że nawet czasem.. wręcz intymny...
Wczoraj w rozmowie uczestniczyła śliczna blondynka na wózku i jej pełnosprawny partner...mąż lub chłopak.
-Za co ją kochasz? zapytała Anna Dymna mężczynę
Odpowiedział,że w miłości jest tak,że jeśli nie można uściślić za co się kocha drugą osobę, to chyba najlepiej (bo za wszystko?)
-Ale ty mi kiedyś wspomniałaś,że on Ci powiedział,za co cię kocha-zwróciła się Anna Dymna do dziewczyny...
A ta uśmiechnięta szczęśliwie, młoda kobieta odpowiedziała:
-kiedyś schodziliśmy z górki (być może była bez wózka jeszcze?) a On mi powiedział: "Ludzie chodzą i w ogóle na to nie zwracają uwagi. A Twój każdy krok okupiony wysiłkiem-jest TAKI WAŻNY! I między innymi za to cię kocham..."

Zobiło to na mnie wrażenie. I to mnie trzyma.
A dziś przeczytałam u Reiwsz o tym jak Lalutek nalał sobie samodzielnie herbaty do kubka i to wrażenie wróciło ze zdwojoną mocą...


Prawdą jest odwieczną, że coś co dla większości z nas jest proste,oczywiste,nie warte uwagi bo dostępne bez wysiłku -dla innych bywa cudem albo (nie)spełnionym wielkim marzeniem...


a oto specjalny bonus dla Reiwsz,ale chyba dla ka zdego z nas,bo jeśli ja się uśmiechnęłam czytając te słowa to mam wrażenie,że reszta bywających TU -podobnie zareaguje...Osoba,która to napisała pragnie pozostać anonimowa,chce tylko powiedzieć,że to jeden z nas...niezwykłej wrażliwości Człowiek:)

"nie dorównam Pani Annie ,ale będę Ci wdzięczny,jeśli postarasz się rozeznać w sprawie synka Reiwsz( chodzi o to,co dalej z 1% dla niego?) Już się przyzwyczaiłem do uśmiechu kiedy czytam o sukcesach Lalutka. Jak o tym z herbatką:) Wczoraj poczułem sie tak dumy,jakbym to ja nauczył go tej czynności...I wiesz? Łezka radości z powodu cudzego sukcesu-mimo,że tak samo słona jak inne łezki...w smaku jest wyśmienita"

...


08:27, surfinia
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 07 stycznia 2008
zapis snu
W nocy śniłam, że popłynęliśmy w kilka osób na wyspę-a wyspa okazała się być szwedzka, tyle-że ta Szwecja jakaś niedaleka taka,bo można było zakrzyknąć:"heeeeej" na drugą stronę wody i jeśli ktoś miał ochotę to usłyszeć-to słyszał;)
Było ładnie i sennie, zwinęłam się w kłębek pod jakimś drzewem wśród krętych korzeni pachnących żywicznie i zasnęłam,a kiedy się obudziłam-łodzi nie było.Po prostu załoga odpłynęła beze mnie! Wieczór się zbliżał,nic na grzbiet tylko jakieś kuse fatałaszki, nic do jedzenia, o zgrozo-telefonu komórkowego niet. I umiejętność władania językiem szwedzkim-żadna...Czy się załamałam? Nie,ale byłam zła. I to jak!:)
Postanowiłam się ratować . Znalazłam jakieś gospodarstwo z kobietą mówiącą oczywiscie po szwedzku i na migi wytłumaczyłam jej o co chodzi(mam wprawę po kilku rozmowach z
Koreańczykami ,którzy umieją tylko po swojemu).Kobieta podała mi telefon a ja..uch,jak sobie na"niektórych" użyłam! (dobrze,że pamiętałam numer telefonu;). Efekt? wrócili po mnie,choć nie powiem,że w euforii... spodziewali się pewnie dalszego ciągu słowotoku,a tu NIE.

Po obudzeniu doszłam do wniosku,że to sen proroczy.
Jeszcze nie wiem co ma oznaczać,ale troszkę mnie to niepokoi,bo przecież tego  marnego
przeziębienia  co mnie męczy-TAK bym chyba nie wyśniła?;)

23:15, surfinia
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 stycznia 2008
Ważny cytat z Takiej_jednej
...Czyli jeszcze w nawiązaniu do Nowego Roku-
Wśród wszystkich znaczących wpisów pod tematem postanowień noworocznych lub raczej ich braku był jeden, który szczególnie "pogłaskał mnie po sercu" bo myślę dokładnie tak samo, tylko, że takajedna_ja ujęla to w słowach.
Szkoda byłobyżeby ktoś ominął ten komentarz, więc robie z niego wątek...



"Su, odkąd postanowiłam, że żadnych więcej noworocznych postanowień oraz żadnych więcej sylwestrowych obrachunków- to końcówka roku nie jawi mi się już horror z obowiązkową frustracją w tle. W sylwestra nie przejawiam nadziei większej niż zwykle, że następne dni przyniosą zmianę na lepsze, ani nie dramatatyzuję, że nie zrobiłam tego, co sobie rok wcześniej obiecywałam. Sylwestra traktuję jak katar- czy inny dopust Boży: polubić się nie da, a przeżyć trzeba. Zresztą dawno temu podjęłam postanowienie ( wcale nie Noworoczne) że odtąd będę żyć najlepiej jak potrafię z łaskawością przyjmę co los przyniesie, nawet jeśli nie będzie to zbyt miłe, bo (ustaliłam to sama ze sobą) mój Anioł opiekuńczy wie co robi i jak mu nie będę przeszkadzać to wyjdzie mi na dobre. I tego się trzymam".
( koniec cytatu;)

I to jest właśnie jedno z najlepszych osiągnięć wieku średniego kobiety: wyrazem tego-credo tak dojrzałe,ciepłe,pełne pogodzenia(nie mylić z rezygnacją!),niby proste a niezwykłe, bo sama wiem ile kosztowało i mnie dojście do takiego stanu harmonii wewnętrznej...(oby to trwało...)
Takie credo warto sobie powtarzać do znudzenia...bo czas mija dla wszystkich jednakowo-choć jednych oszczędza, a innych zupełnie nie...
Kiedy jest mi smutno,źle -bo przecież moje życie nie jest pasmem samych uciech
i sukcesów...to myślę sobie że szkoda czasu na to,by wpadać w dół, wierzę w Opiekę Wyższą...wierzę,że to co złe musi się obrócić na dobre, a dobro"wysłane" do ludzi (czy innych istot żywych) wraca zwielokrotnione. Wiem,że żyjąc w zgodzie ze sobą omija się (nieświdomie) wiele niebezpieczeństw...Wiem,że jeszcze nie raz stanę na rozdrożu i będę musiała wybrać. Bo przecież ciągle jesteśmy poddawani nowym doświadczeniom...
Życzę NAM WSZYSTKIM poczucia harmonii, przy czym nie oszukujmy się: TEGO nikt za nas nie zrobi...to jedno z najtrudniejszych zadań  w naszym życiu...


11:59, surfinia
Link Komentarze (10) »
piątek, 04 stycznia 2008
Kolorowe migdały Mariolki
W pracy:
Kolega  westchnął zawiedziony patrząc na Mariolkę, która musiała się skupić na papierkowej robocie, a on -wielbiciel muzyki filmowej-miał akurat ochotę porozmawiać na temat najlepszych standardów muzycznych...
- Nic a nic w tobie romantyzmu! Tylko twarde stąpanie po ziemi (On- z przyganą w głosie)
-Ależ to nieprawda! Tylko kiedy pracuję,nie mam czasu na kolorowe migdały (Mariolka)
-A właśnie że nie! Jesteś jak robot, przecież widzę!  (Za "robota" kolega oberwałby zszywaczem do papieru,tylko się uchylił;)

W domu:
-Kobieto,zejdź wreszcie z obłoków! Powinnaś mocniej stąpać po ziemi, zbyt jesteś naiwna, co komu po twoim romantyzmie czy innych fantazjach??? (Mężczyzna na okoliczność czegośtam, dość często zresztą  i prawie tymi samymi słowami)

...w zupełnie innym miejscu miasta W.
Pan "Dyzio" (Marzyciel) z którym wiążą Mariolkę pewne sprawy służbowe, a któremu Mariolka (za bardzo)wpadła w oko,czego Pan Dyzio wcale się nie wypiera:

-Jesteś taka rozważna...ale i romantyczna, tak na pewno mam rację ...( tu użył skutecznego chwytu "na Jane Austin"-choć mogę przysiąc,że nawet nie dotknął ani jednej jej książki,co wcale nie dziwi, bo to przecież kobieca literatura:)

Mariolka ma zatem małe pytanie stare jak (jej) świat,a może jeszcze starsze:
Jak to jest,że faceci z którymi widuje się dzień w dzień, zauważają tylko pół jej natury? A ktoś, kogo widziała kilka razy w życiu- obejmuje całość? (natury i tylko natury:) zauważając dwoistość kobiecą ...

...Para-matematycznie ujmując zaś-jeśli Mariolka ma dwoistą naturę, będąc drugą mną ( a ja też mam dwoistą naturę;) -w w sumie razem mamy cztery natury...Kto by się w tym połapał?
:)

20:42, surfinia
Link Komentarze (20) »
środa, 02 stycznia 2008
bo po co? ;)
Irenka każego pierwszego stycznia obiecuje sobie,że w rozpoczynającym się roku-rzuci palenie. Remek-to samo. Dorota-obiecuje sobie dalekie podróże,żeby coś w tym życiu zobaczyć. Krystyna-że zrzuci kilka kilogramów.
Grzesiek- ma silne przeświadczenie,że powinien zmienić coś w swym życiu...
To tylko przykłady noworocznych postanowień moich przyjaciół. Czy muszę mówić,że nic z nich nie wychodzi? ;) Irenka i Remek-jak palili papierosy-tak palą.
Dorota co roku zostaje tak zwalona robotą,że znalezienie kilkunastu dni na podróż np. do wymarzonych przez nią Indii- graniczy z cudem...a i finanse jakoś dziwnie wyciekają. Krystyna-jak miała kilka kilo za dużo ,tak ma-bo brak jej silnej woli,a jeść uwielbia. Grzesiek-niewiele w swoim i tak dość ciekawym życiu zmienił, bo jakoś nie może się zdecydować na kierunek owych planowanych  zmian;)
I tak dalej... ;)
Z prawie każdego kolorowego pisma dla kobiet pod koniec roku kalendarzowego krzyczą hasła na temat niemal "obowiązkowego" ustalenia noworocznych zobowiązań,jakby to coś miało diametralnie zmienić;)
A ja idę pod prąd!
Niczego nie będę sobie obiecywać na siłę "bo tak trzeba"-żeby nie utonąć później we frustracji,że nic z tego nie zrealizowałam,lub ZBYT mało z listy przedsięwzięć:)
...No chyba,że na początku owej wydumanej listy umieszczę akapit:
"ewentualnie mogę się tym zająć, jeśli warunki będą odpowiednio sprzyjające realizacji".
I tylko tyle. A może aż tyle? ?;)


Witajcie w Nowym Roku:)


21:02, surfinia
Link Komentarze (18) »
czwartek, 27 grudnia 2007
z przemyśleń Mariolki
Z biegiem czasu człowiekowi psuje się wzrok po to,żeby nadal mógł przyjaźnie patrzeć na swoją twarz i całą resztę.
Pewna wielka polska aktorka wysmarowała kiedyś wazeliną kamery,żeby zarysy jej twarzy były bardziej miękkie...a gdyby pomyślała,że większość jej wielbicieli ma już nieco sfatygowany wzrok i widzi z lekka przez mgłę...miałaby problem z głowy... I w ogóle kilka zmartwień mniej.

Tak mruczała sobie Mariolka pod nosem ,wymiatając paprochy spod choinki,pod którą jak widać znalazła coś w rodzaju złotej myśli -niewątpliwie pocieszającej(jako spóźniony prezent gwiazdkowy, bonus taki;)
Po czym poszła do łazienki i nie założywszy okularów-uśmiechnęła si.ę do swojego odbicia w lustrze: "nic a nic się nie zmieniam" , choć to była tylko połowa prawdy. Ale ...ta zdecydowanie lepsza połowa...
;)

01:23, surfinia
Link Komentarze (26) »
no i po
 No i po świętach. Dużo biegania przed, dużo sprzątania po.Rodzinne nasiadówki i  zawirowania. I dobrze, jeśli po tym wszystkim pozostaje w nas spokój, zadowolenie. We mnie to pozostało. Może również dzięki temu,że mam świadomość kilku następnych wolnych dni,które spędzę w górach.
Kompletnie mi się w głowie poprzestawiało przez ostatnie miesiące!-bo mając świadomość tych wolnych dni, nie dowierzam! Trudno bowiem "robotowi" zmienić (choćby na chwilę) sposób istnienia:) a ja ostatnio takim "robotem" się czułam.

Och,muszę jeszcze napomknąc o kocie. Zielonooki jak wspominałam onegdaj-to kot po przejściach. Nie mam pojęcia po jakich, ale jestem pewna,że trauma jest głęboka-wystarczy poptrzeć co ten kot wyprawia.
I tak w Wigilię przed pierwszą Gwiazdką Jego Wysokość Zielonooki Kot raczył  nawiedzić nasze mieszkanie. Kiedy zobaczył przestawiony i rozsuniety do wieczerzy stoł przykryty długim białym obrusem- przestraszył się i nie chciał wejść do środka, tkwił w drzwiach balkonowych jak głupi. Wreszcie udało mi się go śpiewnym głosem uprosić,żeby wszedł. Niestety widok choinki go nie zachwycił(a wszystkie znane mi koty lubią bombki!) , a wyraz zdegustowania na mordce kociej nabrał intensywności na widok szopki pod choinką, do której to szopki kot wsadził głowę i obwąchał Dzieciątko, które wyraźnie dla zwierzaka było intruzem na szlaku jego wędrówki do miski...
Na podłodze w kuchni Zielonooki Kot dał wyraz swojej frustracji - zwracając całą zaawartość żołądka. Jeść też nie chciał, ominął szerokim łukiem  choinkę z wyrazem obrzydzenia i  zażądał otworzenia mu drzwi balkonowych.  I tyle go w Wigilię widziałam. A miałam nadzieję,że usłyszę w noc Wigilijną jak Zielonooki gada. Być może i przemawiał ludzkim głosem  gdzieś w ciemnościach ,ale za cicho...pod wąsem? ;)

Szczęśliwego Nowego roku! Uśmiechów Fortuny, obfitości wszelkiej, radości jak najczęściej , zdrowia i marzeń spełnienia... Życzę wam Moi Drodzy, bo do 2 stycznia będę odcięta od netu :)

00:25, surfinia
Link Komentarze (5) »
niedziela, 23 grudnia 2007
przypominajka przedświąteczna!
Że jutro już Wigilia to wiedzą wszyscy :) Ale czy pamietaliście,żeby kupić sobie chociaż mały bukiet jemioły? ( swoją drogą...czy są MAŁE bukiety jemioły?:)))
Już kiedyś pisałam o tym  miłym mi przesądzie, który póki co działa ;)
Jemioła na szczęście osobiste ale i na  pieniądze!Od czasu kiedy u mnie jemioła gości cały okrągły rok,aż do następnych świąt-to gdyby nawet finansowo przez moment kiepsko było,to zaraz jakoś "cudem" pieniądze się znajdowały więc...Moi Drodzy, w ramach "potępianych" przesądów -
jutro szybciutko...do jakiejś "baby w kucki" albo...no wszystko jedno gdzie, byle tę jemiołę mieć, zawiesić " u powały" albo wsadzić do wazonu i...czekać:)


                               

W te Święta niech każdy z Was (ja też!) znajdzie sobie powód do uśmiechu...
I żeby nikt nie czuł się samotny...
Jedni mają tłumy rodzinne,ale takie Święta,gdzie jest tylko dwoje oczu  i dwa kochające lub życzliwe serca...też są piękne!
Szczęśliwych Świąt,pełnych wewnętrznej harmonii i  ciepłych refleksji o tym co dla nas ważne...życzę Miłym Znajomym i tym,co kiedyś prze przypadek zahaczyli o to skromne miejsce w wirtualnej przestrzeni i...zostali na chwilę lub dłużej... Su ( z Mariolką ;)

PS. Pamietajcie też o zwierzakach, nie tylko tych domowych...choćby dlatego,żeby przez przypadek w noc Wigilijną nie usłyszeć jak mówią ludzkim głosem,że jesteśmy wredni objadając się smakołykami, a zwierzętom głodno i chłodno...
Zielonookiemu coś naszykowałam ,"coś z ryb"-jeśli oczywiscie buras zaszczyci nas swoją obecnościa, bo ostatnio włoczy się niemiłosiernie wpadając tylko na posiłki;) A  sikorki jutro dostaną świeży kawałek słoninki...rybki w akwarium-jak zwykle :)

                                    
22:42, surfinia
Link Komentarze (30) »
sobota, 22 grudnia 2007
Mariolka przedświątecznie-odsłona druga;)
Poranek zrobił miłą niespodziankę. Nie to,żeby od razu śnieg spadł,ale wszsytkie drzewa pokryły się białą szadzią,co w słońcu dało efekt bajkowy...
Mariolka popatrzyła w okno i w jej sercu ponownie zrodził się podziw dla piękna Natury,co ostatnio było nieco przytłumione, bo kto by tam podziwiał błoto i brak słońca oraz ciężkie chmury szpecące nie tylko niebo ale i człowieka od środka...
Potem spojrzenie Mariolki powędrowało na ustrojoną choinke w kącie a następnie na drewniany stół...na którym leżał on. Słomiany Aniołek, z pokażnym źdźbłem słomy sterczącym ku górze z miejsca, gdzie być może anioły mają brzuch lub coś poniżej (ale kto by tam wiedział,co Anioły tam mają, wszak co ludzkie nie musi być od razu...anielskie;)

                                                

-ooo,co to to nie! To żeński Aniołek, a wy mi tu takie coś! proszę kobiet nie wyposażać w męskie atrybuty! W tym domu mężczyzn jest dostatek, proszę mi tu jeszcze Aniołkowi płci nie zmieniać! - powiedziała

- Głodemu chleb na myśli-odmruknął Mężczyzna. -Przecież to widać,że Anioł poległ przygwożdżony dzidą do stołu, to nie są męskie atrybuty tylko DZIDA jak się patrzy!

-no nieźle. Pachnie mi tu jakimiś praktykami Woo-Doo ! W ogóle kto widział walczyć z Aniołami i to w czasie przedświątecznym? O,nie.W tym domu takich praktyk nie będzie!
Make peace,not war! albo bardziej na czasie: "PAX,PAX,PAX!
A w ogóle to... ładnie tu się kobiety traktuje!
- odparowała Mariolka po czym...delikatnie wyjęła źdźbło przeszywające Anioła, nieszczęśiwca następnie otrzepała i delikatnie powiesiła go na choince...

Anioł (jak się Mariolce wydawało) delikatnie poruszył słomianymi skrzydełkami. Bowiem Anioły są wieczne, z niejednej opresji wychodzą cało , czasem z ludzką pomocą ...zwłaszcza kiedy Święta za pasem...



13:42, surfinia
Link Komentarze (15) »
piątek, 21 grudnia 2007
Mariolka przedświątecznie jak bumerang powracająca ;)
Mariolka wracając wieczorem do domu natknęła się na:
1.choinkę (już rozpakowaną ze sznurków i siatek) ale jeszcze nie ubraną- w kącie pokoju
2.Mężczyznę zmęczonego ustawianiem choinki- leżącego w najbardziej obleganym kącie sofy
3. krzesła-"rozproszone" w artystycznym nieładzie na środku pokoju...

-a toto co to? -zapytała lakonicznie Mariolka omiatając półkoliście kończyną górną prawą widoczną przestrzeń na osi: choinka-Mężczyzna-krzesła

-a tooooo...- zaczął Mężczyzna,a Mariolka przysięgłaby,że szukał odpowiednio mocno brzmiącego argumentu- no tak jest, bo potrzebuję zmian!

-mam wrazenie,że to dopiero początek tych zmian,tak? zapytała Mariolka, a Mężczyzna przysiągłby z kolei(jako następny gotowy do przysięgania),że w jej głosie usłyszał jakiś ciemny , złowróżbny ton...

-Początek? i owszem!- po czym Mężczyzna przeniósł się z jednego kąta sofy w drugi...po drodze naciągając kocyk na nogi... Skończyłem! zawołał  radośnie acz ryzykownie, bo po chwili  mina mu zrzedła nieco. Kto wie, co zobaczył bowiem w twarzy swej połowicy...no kto wie? ;)



20:59, surfinia
Link Komentarze (11) »
piątek, 14 grudnia 2007
Mariolka protestuje
Mariolka po raz tysięczny zrobiła sobie siniaka na udzie,potykając się o łazienkową półkę, która zdecydowanie powinna wisieć, a stoi. "Co ma wisieć nie utonie"-zamruczała- ale po niezbyt długim zastanowieniu stwierdziła,że to nie z tej bajki. Zdecydowanie.
-Usiądź bo będzie powazna rozmowa-powiedziała Mariolka do Mężczyzny.
Męzczyzna wprawdzie i tak by się nie przewrócił, bo leżał,ale na apel połowicy jednak zmienił pozycję na siedzącą, bowiem mina Mariolki była wiele mówiąca.
-Ile lat tu mieszkamy? -zapytała Mariolka
-kilka...-odpowiedział Mężczyzna ciesząc się,że początek mowy jest łagodny i że zasadniczo rokuje dobrze
-no właśnie!-kontynuowała Mariolka- i DO TEJ PORY jest prowizorka! Szafka od 4 lat zamiast wisieć- tonie...to znaczy tfu: stoi na podłodze, a ja mam ciągle siniaki na nodze. I do tego to prowizoryczne oświetlenie.Kiedy ja się doczekam,że szafka i odpowiednia lampa zawisną wreszcie jak trzeba?
Widać było lekki popłoch w oczach mężczyzny, który jednak po chwili odezwał się :
- jak się wszystko wykończy w mieszkaniu to już wtedy trzeba umierać! Nie znasz takich przypadków???Ja chcę jeszcze żyć! Ja jestem jeszcze w kwiecie wieku!
...po czym zmęczony swą emocją- opadł na poduszki i przymknął oczy
(może po to,żeby Mariolka nie widziałą blysku triumfu w jego oczach?...

...Tym argumentem  bowiem Mężczyzna wytrącił Mariolce wszelki oręż z ręki.
Bo przecież nie dobija się koni. Zwłaszcza -jeśli przypominają Łyska z Pokładu Idy- w końcówce książki z lat dziecinnych...

22:15, surfinia
Link Komentarze (23) »
środa, 12 grudnia 2007
Mariolka i impuls...;)
Młody zamknął się w pokoju a Mężczyzna ściskając pilota udawał,że ogląda jednym okiem mecz (Liga Mistrzów) ale tak naprawdę to spał snem sprawiedliwego leniwca. Budził sie jedynie,kiedy sprawozdawca wykrzykiwał,że właśnie jest bramka,ale ponieważ bramki z reguły nie było-więc Mężczyzna słodko znów zapadał w sen.
-ja was ..kiedyś ...poduszę...mruczała Mariolka. Pro forma mruczała, bo nikt jej nie słyszał. Mruczała, bo znów śmieci wychodziły same z kosza, a do wymytych w zmywarce naczyń Młody wsadził brudne kubki i talerz po zupie,zalewając przy okazji resztę,co uwidoczniło się oczom Mariolki , gdy tylko wróciła z pracy do domu (wieczorem).
Kiedy Mężczyzna zasnął na tyle mocno,że "zgubił pilota" -Mariolka włączyła na TVP info. Właśnie mówili o 6 ognisku ptasiej grypy gdzieś w elbląskiem i o czynniku ludzkim, który przyczynił się do zakażenia kur,bo (cytuję sympatyczngo pana redaktora) "spanikował, wyrzucił zakażone mięso na przydomowy śmietnik a kury przyszły, zobaczyły (mięso) zjadły i się zraziły"
(niemal...kurze "veni,vidi, vici -ale nie w wersji Juliusza Cezara lecz... Słynnego Hodowcy Kur, w którego wciela się Halama ;)
-No patrz...zafrasowała się Mariolka...
I wtedy pan redaktor zwrócił się do pan sołtys zapowietrzonej wsi-tymi słowy:
-Czy jest pani zelektryzowana tym,że we wsi są zdechłe kury?
...odpowiedzi Mariolka nie usłyszała, bo razem z Mężczyzną, który właśnie się ocknął- wybuchnęła śmiechem. Sytuacja z kurami niemiła, ale słowa zapytania a jeszcze do tego ton-zupełnie pasował do filmów Barei. Albo do pana Muldgaarda z książki"Wszystko czerwone" Chmielewskiej.

Mężczyzna się poruszył.
-Jak mniemam...znów zapadniesz w sen? -zapytała zjadliwie Mariolka.mając w oczach wyspacerowywujące z kosza na śmieci...śmieci,ale postanowiła o tym nie wspominać,żeby mieć jeszcze trochę możliwości powkurzania się na to;)

-I tu się moja droga Mariolko mylisz. Nie zapadam w sen. Idę wyrzucić śmieci,albowiem zelektryzowały mnie zdechłe kury.

I poszedł " w długą i wyczerpującą drogę " do śmietnika, który położony jest jakieś 50 m od wyjścia z budynku...

-hm. ciekawe jakiego impulsu trzeba by było użyć na Młodego,żeby posprzątał swój pokój? -pomyślała Mariolka, musiała znaleźć bowiem sobie inny motyw do marudzenia.
Bo Mariolka ideałem nie jest.





22:14, surfinia
Link Komentarze (12) »
wtorek, 11 grudnia 2007
zacząwszy od dzieł ,skończywszy na misce albo odwrotnie
W szkole nie raz, nie dwa- biedziliśmy się nad próbami ustalenia,"co Autor miał na myśli tworząc wiekopomne dzieło". Można sobie było wymyślać nadęte powody,bo Autor zza grobu miał trudności w potwierdzeniu czy zaprzeczeniu...czasem tylko coś nagle gdzie stuknęło... i np. spadła książka, która spaść nie powinna...licho jednak wie,czy Twórca zrzucał książkę ową w proteście czy ku poparciu szkolnych tłumaczeń jego pobudek, w które zapewne bardziej wierzyła nauczycielka polskiego,niż uczniowie...;)
Skądinąd należy przypuszczać,że przynajmniej w części pobudki do tworzenia były bardzo przyziemne - i nie chodziło tu o Rzeczy Wielkie, tylko ile za dzieło zapłacą...żeby Autor mógł koszulinę nową kupić i najeść się do syta. I napić zwykle też... ;)
Zatem jeśli Wielcy tego świata mogli przyziemnie myśleć, to ja też.
I przyznaję się do codziennego gotowania obiadów, które służą głownie męskiej zawartości domu, bo sama wracając wieczorami już obiadów nie jem, nie dlatego że dbam o linię(chrzanić to ) ale po prostu mi "nie wchodzi" taki mocno spóźniony obiad, no chyba ..żeby mu zmienić nazwę na wieczerzę;)
Znane było zalecenie Babci, ktora swej synowej mawiała zawsze:"Karm dobrze bestie" - a przez bestie należało rozumieć właśnie męską część domu.
No to ja mam trzy takie bestie. Każda ma nieco inne podejście do spraw kuchennych. Przykłady? Proszę:

1.Mężczyna chętnie pałaszuje obiadki domowe,ale cały czas uważa że gotuję hobbystycznie,bo bez tego żyć nie mogę (hehe) a on tylko korzysta, bo co sie ma jedzenie marnować... Bardzo wygodne podejście do sprawy ;) i dalej: Gotować owszem mogę SOBIE,ale najlepiej żeby działo sie to wtedy, gdy jego nie ma w domu, i żeby potem wywietrzyć,bo mu zapachy kuchenne ŚMIERDZĄ. A przecież wietrzę i nie ma zapachów jak w dziwiętnastowiecznej kamienicy czynszowej,gdzie tylko kapucha i pleśń (za to sąsiad-smakosz wciąga często powietrze na klatce schodowej i mówi:"fajnie u was pachnie...co gotujesz?")

2. Młody uwielbia moje obiadki i nie opowiada farmazonów o kuchennym hobby,ani mu nie śmierdzi;)
Młody prostu przyswaja z zapałem godnym lepszej sprawy;) Dziś miał być poza domem do wieczora. O 16 dostaję sms-a :" wracam za godzinę.Czy jest jakiś kotlet?please"
Nie było kotleta, bo był dzień warzywny. No ale kto by sie oparł takiemu sms-owi? ;)
Tak więc przygotowania do obiadów i obiady "na raty" trwały ponad 2 godziny.

3. i trzecia bestia. Zielonooki Kot. Ostatnio pojawia się głownie,żeby sie najeść. Bawić się nie chce, głaskanie ma w głębokim...poważaniu.
Liczy się micha. Przyswoił dziś pół torebki kociego żarcia i miskę mleka i dalej udawał umierającego z głodu,ale po dołożeniu mu do miski Whiskasa-nawet na niego nie spojrzał... z miłością za to wpatrywał się w garnek z krupnikiem, jakby wiedział,że w środku jest kostka, na której jest bardzo dobry kawałek mięska, na nie właśnie miał chrapkę:) No i dostał kawałek...

Cyrk na kółkach.

Ale co by nie mówić o "hobby" kuchennym...czy ono jest prawdą czy tylko życzeniem...
Czasem moja kuchnia jest dla mnie wybawieniem. Dziś ciężki dzień długo trzymał mnie w napięciu. Miałam żal do kogoś za sprowokowanie nieprzyjemnej sytuacji w pracy...i pewnie bym sie długo tak kisiła w podłym nastroju -gdyby nie moja kuchnia...w której trafiam do wszystkiego niemal z zamkniętymi oczami...zbawienna ,znajoma stałość wygłaskanych palcami  przedmiotów.
22:28, surfinia
Link Komentarze (12) »
niedziela, 09 grudnia 2007
szybko zapisane
Czasem popada się w pracy medyka w niebezpieczną rutynę, śmiem uważać
że jeśli nie połapiemy się na czas, że zaczynamy myśleć schematycznie bez dania sobie ważnego marginesu wyobraźni-to tak, jakby kawałek człowieka w nas umarł...
Zawsze uważałam medycynę za sztukę ,a nie "tylko" za rzemiosło.
Bo prawda jest taka,że z każdej niemal umiejetności można uczynić  sztukę...wszystko zależy od głębokiego przekonania , umiejetności, ilości włożonego serca i uczuć.
Ten sposób myślenia o zawodzie, który się kocha- ratuje w codzienności, kiedy brakuje leków, kiedy możliwości diagnostyczne są jakie są , pacjenci są zniecierpliwieni, a koledzy po fachu zmęczeni i sfrustrowani( ja też), w mediach mówi się o służbie zdrowia w Polce niemal wyłącznie źle...
Czasem opadają ręce. Dosłownie i w przenośni. Coraz częściej zresztą...
Wtedy trzeba szybko przypomnieć sobie jakieś dobre zdarzenia z życia zawodowego -z happy endem...albo sięgnąc po wspaniałą książkę, która utwierdza nas w przekonaniu że mamy rację nie dając się jako medycy spychać w krąg li tylko wyrobników.
Trzeba poszukać głębokiego sensu,żeby móc otrząsnąć się z niepowodzeń zawodowych i iśc dalej, z przekonaniem, że warto...

Kore to po grecku dziewczyna. A także – źrenica. Grecy mówili, iż duszę, w postaci maleńkiej dziewczynki, zobaczyć można przez oka źrenicę. Skąd mogli wiedzieć, że źrenica to jedyne okienko z widokiem na mózg, na jego nerwy wzrokowe?
A gdzie dziś podziała się dusza? Co mówi nam o niej medycyna? Czy w sobie też duszy wygląda? I szuka jej w swoich odwiecznych światach – gdzieś między życiem a śmiercią, zdrowiem a chorobą, nauką a sztuką, a także – w miłości.
Chodźmy więc na poszukiwanie razem z nią. Niech nas prowadzi. Przed nami wyprawa po duszę. Duszę medycyny”.

Prof.Andrzej Szczeklik w książce "KORE"


                                   



19:29, surfinia
Link Komentarze (10) »
sobota, 08 grudnia 2007
Mikołajów czas
Naokoło różnie się dzieje, jakieś przepychanki, kogresy partyjne, giełda zwyżkuje lub notuje spadek wartości akcji,ludzie wpadają w predświąteczny kołowrotek...
a w określone dni zaczynają grasowac po miastach Mikołaje . I dobrze,że się pojwiają, bo to jeden z milszych elementów przedświątecznych.
Zawsze się uśmiecham na widok brodatego gościa w czerwonej szatce, szybko przemierzającego ulice z workiem na plecach...nawet jeśli taki "Święty" jest "pod wpływem" procentówych napojów-wiadomo bowiem,że praca Św.Mikołaja jest odpowiedzialna i trudna-bo czasu na rozdysponowanie podarków -skrajnie mało, trzeba czasem wśliznąc się przez okno,szparkę-co to mysz by miała problem, nie mówiąc o kominie;) więc czasem dla rozluźnienia i rozgrzewki-i Mikołaj musi użyć elementu baśniowego ;)
A czasem takim "elementem baśniowym" jest częstowany przez obdarowywaną ludzkość, mniej wiecej podobnie jak babcia częstowała mocną nalewką listonosza, który póżniej miał kłopot ze wstaniem z krzesła:)
Swego czasu będąc młoda lekarką- miałam okoliczność badania takiego "zmęczonego" Mikołaja, znalezionego gdzieś w jakimś zaułku,wytytłany był niemożebnie jakimś błotem, czapka przekrzywiona,a potem to już w ogóle mu spadła, worka (już na szczęscie pustego) nie mógl się doszukać... Prawdopodobnie zakończywszy swoją misję- Mikołaj postanowił wznieśc kilka toastów za obdarowaną ludzkość z radości,że zdążył z powinnością zmieścić sie w terminie:) spał potem sobie pod murem, a ludziska stwierdzili,że na pewno zasłabł i wezwali pogotowie:)

Z tymi listami do Św.Mikołaja to też niezła gimnastyka bywała- dzieci głupie nie są i czasem trudno wyjaśnić z sensem, jak to się dzieje,że św.Mikołaj zabrał list z parapetu, kiedy okno było zamknięte szczelnie.
Onegdaj-kiedy mój syn był małym dzieckiem - z trudem udawało mi się wyjaśnić mu mnogość św. Mikołajów spotykanych na ulicy szóstego grudnia i parę dni po. I to,że czasem tacy młodzi byli i rzucali słowem powszechnie przyjętym jako ... przerywnik;)

Moja znajoma w tym roku znalazła specyficzy prezent, a może powinnam była napisać "prezent"- właśnie w cudzysłowiu. Na wycieraczce pod drzwiami w noc mikołajkową rozłożył jej się niedomyty, "aromatyczny" bezdomny(chyba bezdomny), trochę się bała bo jest osoba samotną, ale razem z koleżanką mieszkającą obok- doszły do wniosku,że może Św.Mikołaj miał jakiś głębszy zamysł, kładąc mężczyznę w sile wieku na wycieraczce samotnej kobiety, tylko trzeba by było obskrobać faceta z brudu,domyć ... :DD Koleżanka jednak chyba za długo się zastanawiała, bo nagle facet zniknął ;)
A może Św.Mikołaj patrząc z b oku,doszedł do wniosku,że euforia koleżanki jest...zbyt mała? I zabrał aromatyczne cudo... bo noc mikołajkowa krótka jest i może udałoby się ucieszyć facecikiem kogoś bardziej...? ;)
12:56, surfinia
Link Komentarze (13) »
wtorek, 04 grudnia 2007
mozna przecież i tak
Lubię jesień,ale nie taką jak teraz,kiedy czuję się jak nieostro zarysowana, przygarbiona postać na czarno-białym zdjęciu w starej, pogniecionej gazecie, ktora wpadła za szafę i po latach została odnaleziona...żeby chociaż "Pamiętnik znaleziony w Saragossie" ale nie, zwykła gazeta, z treściami zbyt codziennymi, nekrologami i ogłoszeniami o kupnie i sprzedaży.

Wczoraj w nocy wiatr wariował i chciałam nawet coś powiedzieć,ale nie mialam komu,to znaczy miałam,ale to by i tak nie odniosło skutku, bo nikt z nas zamieszkujących pospołu-nie ma mocy,żeby przemówić do rozsądku wiatrowi,że tak wiać się nie godzi, bo z tego nic dobrego, tylko niepokoje w sercach,myślach i duszach... Przyłożywszy zatem policzek do poduszki, rozłożyłam wiatr...
Nie na łopatki, ale na czynniki pierwsze.
I poza potępieńczym,żałosnym wyciem wiatru i jego opętańczą gonitwą między domami i drzewami, wyłowiłam też dźwięk flecików, dzwonienie wietrznych dzwonków i odległe skrzypienie drewnianej huśtawki dziecięcej...żałość odrzuciłam jako niewskazaną... ale dzwoneczki wietrzne dźwięczące jak w bajce Andersena:"Ach kochany Augustynie, wszystko minie,minie,minie" i obraz dziewczynki na huśtawce-posłużył mi jako kanwa do spokojnego snu...

                    "Przytul w ten czas nieludzki
                     swe ucho do poduszki
                     bo to co nas spotyka
                     przychodzi spoza nas"           ks.Jan Twardowski


22:00, surfinia
Link Komentarze (21) »
niedziela, 02 grudnia 2007
poobiedni wpis
Po obiedzie Mariolka sprzątała w kuchni, Mężczyźni trawili oglądając film o rafie koralowej...
-Ojciec, patrz jaka na tej rafie różnorodność życia- westchnął Młody w zachwycie...

-nie mamy się czego wstydzić w porównaniu-wtrąciła Mariolka-przecież u nas w domu też jest róznorodność życia : rybki w akwarium, "Roślina" vel "Jarzyna " (pieszczotliwe określenie Młodego;), pająki w jego pokoju hodowane z pieczołowitością w słabo odkurznych kątach, Piesek Kanapowy ( Mężczyzna), Zielonooki Kot i jego pchły oraz jego życie wewnętrzne a także jego pawie...no i ja żywy wieloczynnościowy organizm *
;)

Profilaktycznie Mężczyżni udali,ze nie słyszą ,albowiem każdy mądry człowek wie,że profilaktyka, to ważna rzecz...
Tylko Zielonooki Kot uniósł się honorem (przy okazji uniósł się też jego ogon) i wyszedł z domu dumnym krokiem nie zważając na miskę,która jest ostatnio jego głównym punktem pielgrzymek z dworu. Skądinąd ... miska była już pusta...


* ...organizm z pogranicza fauny i flory, z elementami zaawansowanej mechaniki sterowanymi naturalną inteligencją ;) (przyp. Surfinii;)




17:31, surfinia
Link Komentarze (15) »
sobota, 01 grudnia 2007
bo warto
Sprzatając od południa do teraz-słuchałam radia, mojego ulubionego,bo nadaje muzykę która nie przeszkadza, koi, zapala słońce w pochmurny dzień i lampę o ciepłym świetle wieczorem, sprawia że się uśmiecham, czasem tańczę ze ścierką do kurzu :).
I właśnie sie dowiedziałam,że rozgłosnia wydała drugą płytę RAM-cafe2 -znalazłam na Merlin.pl , bo byłam ciekawa co zawiera, a tam informacja jest o płycie nienajgorsza

                                                              


Ponoć już trudno dostać ją w sklepach...Poprzednia płyta-opatrzona jedynką -cały czas tym moim numerem jeden pozostaje,mimo że minął rok od jej wydania. Jeśli ta druga jest tak samo udana...to może warto uderzyć do Św.Mikołaja albo go wyręczyć ;)
Miły głos z radia opisał sposób doboru utworów,ale ujęło mnie to,co usłyszałam na końcu... bo ponoć w ostatnim utworze na samym końcu ktoś mówi,że : "świat jest piękny i warto żyć".

No przeciez to żadne odkrycie, a jednak ...trzeba o tym mówić, na wypadek gdyby ktoś zapomniał, albo przytłoczony ciężarem zdarzeń przez chwilę to negował...

A choćby taka Mariolka, której Mężczyzna uczcił swoje urodziny robiąc porządek w swojej szafie!!!:DDDDDDDDDDDDDD -spojrzała do owej szafy i mruknęła:
-warto żyć , żeby TO zobaczyć... :)

Bo warto;)



16:30, surfinia
Link Komentarze (9) »
niedziela, 25 listopada 2007
osobisty wpis:)
-Chroniczny brak czasu mimo chęci jego miłego wykorzystania...albo choćby przespania się dłużej niż 5-6 godzin

-Wiele spraw na już do załatwienia, bo jak się mówi w pracy A -to trzeba powiedzieć i B.

-konieczność zajęcia się własnym zdrowiem, bo coraz bardziej szwankuje (szkoda,że nie da się pewnych rzeczy wymienic w człowieku tak od razu, nie mówię tu o twarzy;) -latka lecą i tzreba przyjąć to z godnością :)

-konieczność znalezienia w sobie mocy, żeby się nie bać wyników pewnych badań

Dlatego będzie mnie jeszcze mniej, choć i tak mało, niech mi to będzie wybaczone, Wy do mnie wpadacie, a ja zaniedbuję Odwiedzających,ale nie mam teraz na net czasu za wiele, z tego powodu że pracuję bardzo dużo-a wolny czas muszę poświęcić rodzinie i zacząć powoli przygotowywać się do Świąt, bo przeciez to już za miesiąc i trzeba logistycznie podejśc do wszystkiego

I cytacik,korespondujący z moją życiową filozofią, bardzo na czasie , dobry dla mnie, dobry dla wielu (więc nie zostawiam go samolubnie dla siebie)

"Całkowite lekceważenie wszelkich zagrożeń sprawiało  jakoś,że wszelkie zagrożenia zniechęcały się, rezygnowały i znikały " (T.Prachett)

to do niebawem :) jak wszystko pozałatwiam i będę mogła odetchnąć z ulgą)







17:37, surfinia
Link Komentarze (23) »
Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes